27.03.2015

#Brytyjskie nadęcie w boksie

Obserwując zachowania pięściarzy pochodzących z Wielkiej Brytanii można wysnuć wniosek, iż przekonani są oni o swojej wyższości. Czy mają ku temu podstawy? Często powtarzają pewne utarte frazy o ogromnej mocy, którą rzekomo posiedli i wizji opanowania świata.

Kiedyś świat chcieli zdobyć Pinky i jego kumpel Mózg (dwa szczury, które tworzyły plan zagłady kuli ziemskiej), jednak ich koncepcje okazywały się mało skuteczne. Bokserzy z Wielkiej Brytanii prawią peany o swoich możliwościach, niestety – często zaniedbując język Szekspira. Rzecz jasna nie są pięściarzami drugiej kategorii, ale w swoich wywodach często zapędzają się w ślepy zaułek. Jednych już rzeczywistość brutalnie zweryfikowała, inni czekają na możliwość spełniania swoich obietnic.

W tym drugim gronie znajduje się Tyson Fury. Pięściarz wielki jak dąb, ale niepokorny i nieszczędzący sobie pochlebstw. Taki trochę narcyz. Mówić, że popada w samouwielbienie to nic nie powiedzieć. Fury stworzył narrację, w której jest panem i królem świata. Bokserskim mistrzem, przed którym wszyscy powinni klękać i czerpać z niego. Problem w tym, że nie za bardzo wiadomo, do czego się odnieść. Że Tyson (Fury rzecz jasna) możliwości ma – to prawda, ale gdzie on, a gdzie mistrzostwo świata. Obecnie tytuły znajdują się w innych rękach. Fury pokonał w swojej karierze rywali renomowanych m.in. Chisorę, Cunninghama, Johnsona czy Maddalone. To nazwiska powszechnie znane, mierzył się również z kelnerami. Powiedzieć, że Brytyjczyk rozgromił potężnych rywali i toczył nieziemskie boje to nadużycie. Fury dużo gada, a wszystko i tak weryfikuje ring. 26-latek już planuje w jaki sposób odbierze pas Wilderowi i poskromi Kliczko. Wprost mówi, że jest lepszy od dwóch wcześniej wymienionych panów. Fury już straszył Ukraińca mówiąc wprost: – Idę po ciebie, malutki! Brytyjczyk jest przekonany, że Kliczko nie sprawi mu problemów: – Będzie to dla mnie łatwa walka. A później ma przyjść kolej na Wildera i nastanie era Tysona Fury.

A zakusy na walkę z Wilderem ma również David Haye. Brytyjczyk, który swego czasu chciał poskromić Władimira Kliczko i otwarcie zapowiadał odebranie pasów Ukraińcowi . Kiedy w lipcu 2011 roku w Hamburgu doszło do starcia obu  panów Brytyjczyk nie był tak pewny siebie. Haye przegrał najważniejszy pojedynek w swojej karierze, ale to nie był koniec jego działań. Wielokrotnie atakował mistrza wagi ciężkiej. – Jego brat Witalij ma przynajmniej jaja. On nie ma ich w ogóle – stwierdził pewnego razu Haye. Brytyjczyk ostatni pojedynek stoczył prawie trzy lata temu – pokonał Chisorę. Teraz chce wrócić. Wyjawił, że ma w planach walkę z Deontayem Wilderem, z którym kiedyś sparował. Amerykanin jest mistrzem świata WBC w wadze ciężkiej. W tym wypadku Haye wypowiada się o rywalu z szacunkiem. Przerwa od boksu sprawiła, że chyba w końcu dojrzał i zrezygnował z ciętego, często niewyparzonego języka. – Deontay Wilder to dobry bokser, który zasłużył na tytuł mistrza świata. Myślę, że za 12-18 miesięcy będę pretendentem do walki z nim. Jak zawsze Haye wierzy w swoje możliwości. Czy po tak długiej przerwie będzie w stanie wrócić na szczyt? – Zrobiłbym z siebie idiotę domagając się teraz tej walki tylko dlatego, że trzy lata temu walczyłem na wysokim poziomie – dobitnie wyraził się Haye, który wyraźnie zmienił narrację. Być może to gra zawodnika wracającego po dłuższej przerwie i w pewnym momencie obudzą się w nim stare demony.

Najłagodniejszą wersją brytyjskiego nadęcia jest Amir Khan. Bokser wagi junior półśredniej głośno mówi o swoich aspiracjach używając języka, który można uznać  za lekko pretensjonalny. Khan snuł bogate plany, co do swoich kolejnych walk. – Mam plan, żeby w maju walczyć z Mayweatherem. […].Pod koniec roku bardzo chciałbym zmierzyć się w ringu z Manny Pacquiao. Ta walka jest prawdopodobna i sądzę, że jestem w stanie ją wygrać – mówił w grudniu 2014 roku Brytyjczyk (wypowiedź dla Sky Sports News). Jak się okazało zamiary Khana zapewne się nie ziszczą. W maju dojdzie do starcia Mayweather – Pacquiao. Khan wziął sobie na celownik kolejnego rywala. – Moim zdaniem Miguel Cotto to dobry pięściarz. Myślę, że moja szybkość, praca na noga oraz dobry plan przygotowany przez Virgila Huntera sprawiłyby, że pojedynek z nim byłby dla mnie czymś wspaniałym –mówił Brytyjczyk. Z ust Khana za każdym razem wypływa potrzeba stoczenia wyjątkowego i wielkiego pojedynku. Brytyjczyk stara się wejść na szczyt, ale do tej pory kończy się na poszukiwaniu rywali z nazwiskiem. Ci z kolei ofert Khana nie traktują poważnie.

Haye wraca na ring, ale styl jego wypowiedzi zmienił się. Dojrzał? A być może świadomie w sposób delikatny chce się przypomnieć światu. Khan chce się przebić, ale jego głos nie jest słyszalny. Fury ma możliwości, ale bokser jest od boksowania. Zdecydowanie Brytyjczyk tworzy zbyt wyszukane twory literackie w celu heroizowania własnej postaci. Nadęcie? A może marketing? Nie, to zapewne coś innego. Walka psychologiczna. Haye raz ją przegrał, a teraz wraca w innym stylu. Wyciągnął wnioski czy szuka własnej drogi? A Chisora? Też taki był. U nas „śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej”. Parafrazując, brytyjscy pięściarze wychodzą z założenia, że gadać każdy może – a co z tego wyniknie to już inna sprawa.

KM