"On Freddie" i premiera dokumentu "W narożniku" Pacquiao vs. Mayweather – wielkie odliczanie do walki stulecia w FightKlubie.

Maraton z serialem „On Freddie” i premiera dokumentu „W narożniku” Pacquiao vs. Mayweather – wielkie odliczanie do walki stulecia w FightKlubie.

Z okazji historycznego pojedynku Manny’ego Pacquiao z Floydem Mayweatherem Juniorem telewizja FightKlub przygotowała specjalne pasmo dokumentalne. W dzień walki stulecia, sobotę 2 maja od godziny 19:00 stacja wyemituje maraton z serialem dokumentalnym produkcji HBO „On Freddie”. W ten sposób przypomni sylwetkę głównego architekta sukcesów Filipińczyka – Freddiego Roacha. W te sam wieczór o godzinie 22:00 będzie miał premierę program dokumentalny „W narożniku” Pacquiao vs. Mayweather.

W ramach wielkiego odliczania do walki stulecia telewizja FightKlub przypomni serial dokumentalny „On Freddie”. Za swoją karierę trenerską, Freddie Roach czterokrotnie doceniony został tytułem “Najlepszego trenera roku”, jego podobizna znajduje się w czterech różnych galeriach sław, w tym tej najbardziej prestiżowej w Cantastocie, stanie Nowy Jork. Osiągnięcia trenera robią tym większe wrażenie, że Roach aktywnie pracuje pomimo choroby Parkinsona, z którą boryka się od młodych lat. O jego niezwykłym życiu, metodach pracy m.in. z Mannym Pacquiao opowie 6-odcinkowy serial „On Freddie”. Maraton z serialem w sobotę od godziny 19:00.

[kod]

W sobotę o 22:00, tuż po serialu „On Freddie”, będzie miał premierę w FightKlubie program dokumentalny “W narożnikuManny Pacquiao vs. Floyd Mayweather Junior. Ten trzyodcinkowy dokument przygotowany przez weterana sportowego dziennikarstwa Jamesa „Smitty” Smitha przypomni sylwetki Floyda Mayweathera Juniora oraz Mann’ego Pacquiao. Poprzez cykl wywiadów z głównymi bohaterami oraz ich trenerami, zagłębi się w życiorysy ikon boksu. Pokaże w nim także unikalne migawki z treningów, w których podpatrzymy błyskotliwe techniki defensywne Floyda Mayweathera Juniora oraz ataki “Pacmana”. Dokument ten stwarza unikalną okazję zapoznania się z tym jak rodziły się legendy światowego boksu, jak kształtowała się ich ścieżka, aż do najważniejszej walki w ich życiu. Serial wyemitowany zostanie premierowo o 22:00 i po północy, tuż przed walką stulecie.

Źródło: materiały prasowe

Bogaty Puchar Świata

Pojechali i przywieźli. Reprezentacja Polski w kickboxingu zaliczyła dobry występ w zawodach Pucharu Świata WAKO Austrian Classics.

Rywalizacja trwała trzy dni i przyniosła biało-czerwonym wiele pozytywnych wrażeń. Na płaszczyźnie sportowym Polacy po raz kolejny udowodnili swoją wartość. Nasza kadra wystąpiła w formułach Kick Light, K-1, Light Contact, Point Fighting, Full Contact, w zawodach wzięli udział zawodnicy Punchera Wrocław. Wynik mówi sami za siebie – trzydzieści sześć medali. Aż siedemnaście krążków miało kolor złoty.

Najlepiej zaprezentowali się nasi reprezentanci w formule K-1, gdzie wywalczyli osiem złotych medali. Kolejny dobry występ zaliczyła Paulina Bieć (+70kg), która potwierdziła wysoką formę. Złoto zawisło również na szyjach Ewy Boś (48kg), Małgorzaty Dymus (56kg) oraz Róży Gumiennej (65kg). Wśród panów w K-1 również cztery krążki z najcenniejszego kruszcu. Mateusz Pluta zdominował kategorię 91kg i pewnie triumfował. Dobry występ Eliasza Jankowskiego (63,5kg), który z każdym kolejnym występem potwierdza wysoką dyspozycję. Ponadto, triumfowali: Hubert Ulikowski (60kg) oraz Mateusz Dąbrowski (67kg).

Siedem złotych medali w kick-light. Swój fenomen oraz ogromne umiejętności po raz kolejny potwierdziła Żaneta Cieśla (50kg). Nasza fighterka raz za razem prezentuje swój kunszt i wygrywa. Dla Cieśli nie ma znaczenia, czy rywalizuje na krajowym podwórku czy w zawodach Pucharu Świata. Z dobrej strony pokazał się doświadczony Jerzy Wroński z Palestry, który triumfował w kategorii 79kg. Skuteczny Artur Bizewski (+94kg) – na niego również nie było mocnych. Polak triumfował także w 94 kg, czyli wadze dla prawdziwych twardzieli. Najlepszy okazał się Piotr Wypchał. Mateusz Jereczek zwyciężył w 89kg, a Wojciech Wiśniewski był pierwszy w 84kg. Złoto w Austrii wywalczył również Maciej Domińczak (63,5kg).

Dorota Godzina znakomicie prezentuje się podczas gal grupy DSF, gdzie ostatnio wywalczyła mistrzowski pas i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek kickboxingu w Polsce. Zawodniczce udaje się pogodzić liczne starty i utrzymywać wysoką dyspozycję, czego najlepszym potwierdzeniem jest złoty medal zdobyty podczas Pucharu Świata w Austrii. Godzina triumfowała w light contact w kategorii 55kg. Złoto dla kolejnej polskiej zawodniczki – w full contact 65kg zwycięstwo Pauliny Frankowskiej.

W Pucharze Świata w Austrii wystąpiło ponad dwa tysiące zawodników z trzydziestu czterech krajów. Każde zawody w kickboxingu przyciągają rzesze fighterów i przy okazji weryfikują ich potencjał. Często jest tak, że wyraźne widać różnicę klas. Tradycją stają się dobre występy Polaków. Niezależnie od rangi imprezy. Z mistrzostw Europy lub świata biało-czerwoni regularnie przywożą worki medali. Puchar Świata jest dobrym przetarciem przed najważniejszymi imprezami. Cieszy powtarzalność polskich zawodników, którzy przekładają dobre wyniki na występy w rywalizacji międzynarodowej. Trzydzieści sześć medali, w tym siedemnaście złotych – to ma swój wydźwięk.

KM

Błachowicz zaprasza na wakacje

Porażka podczas krakowskiej gali UFC nie poprawiła notowań Jana Błachowicza. „John” musi udowodnić swoją wartość, a jego droga do najwyższych laurów znacznie się wydłużyła. Szansę na rehabilitację dostanie w słoneczne dni wakacji.

Polski fighter wagi półciężkiej wróci do oktagonu w lipcu bądź w sierpniu. Sam poinformował o tym na Twitterze. Błachowicz prowadzi rozmowy z włodarzami UFC na temat swojego kolejnego pojedynku dla organizacji. Będzie to trzecia walka „Johna” dla najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie.

Początkowo wydawało się, że Błachowicz szybko może przebić się do czołówki UFC, jednak w Krakowie nie potwierdził swoich możliwości. W pojedynku z Jimim Manuwą był zachowawczy, ostrożny i zbyt wycofany, aby odnieść sukces. Z kolei Brytyjczyk niczym specjalnym się nie wyróżnił, ewentualnie przejawiał chęć walki, co wystarczyło do odniesienia zwycięstwa. Sędziowie wskazali na Manuwę, a Błachowicz musiał schodzić ze smutkiem z areny walki. Areny, która zlokalizowana była na jego ojczystej ziemi. Popularny „John” nie wyglądał na zawodnika z pojedynku z Ilirem Latifim. W swoim debiucie w UFC Błachowicz efektownie rozprawił się ze Szwedem i pokazał potęgę swojego ciosu. Wielu się zachwycało stylem polskiego fightera, a telewizje chętnie pokazywały urywki walki. Błachowicz miał szansę wejść do czołówki, jednak teraz musi się odbudować. Najbliższa okazja ku temu w wakacje. Z pewnością Polak ma możliwości, ale musi nabrać odwagi i przełamać się w sferze psychicznej. Obecnie notowany jest na piętnastym miejscu kategorii  półciężkiej UFC.

W tej samej wadze doszło do zmian. Tytuł stracił Jon Jones, ale nie w wyniku rywalizacji z innym zawodnikiem, lecz za sprawą organizacji. UFC podjęło decyzję w oparciu o ostatnie wydarzenia. Jones spowodował wypadek samochodowy i uciekł z miejsca zdarzenia. Ranna została kobieta w ciąży, jednak obyło się bez większych obrażeń. Policja wydała nakaz aresztowania fightera, jednak ten sam zgłosił się do służb porządkowych, ale po wpłaceniu kary mógł opuścić areszt. Jones przebywa na wolności, lecz jego zachowanie nie pozostanie bezkarne i już ponosi pierwsze jego konsekwencje. UFC zawiesiło bezterminowo zawodnika i pozbawiło go mistrzowskiego tytułu w wadze półciężkiej w związku z naruszeniem zasad.

Jones robił błyskawiczną karierę. Zawodnik uznawany był za najlepszego fightera bez podziału na kategorie wagowe. Podczas UFC 187 Jones miał bronić mistrzowskiego pasa w starciu z Anthony’m Johnsonem, jednak do niego nie dojdzie. Kariera 27-latka znalazła się na zakręcie, gdyż zachował się nieodpowiedzialnie. Jones naraził drugą osobę na utratę zdrowienie udzielając jej pomocy. UFC zareagowało błyskawicznie. Na płaszczyźnie sportowej tytuł trafi do innych rąk. Pojedynek o mistrzostwo UFC rozegra się między Johnsonem, a Danielem Cormierem 23 maja.

KM

Judo: Objawienie mistrzów

W miniony weekend w Kielcach odbyły się mistrzostwa Polski seniorek i seniorów w judo. Rywalizacja pozwoliła określić, kto jest w dyspozycji, aby podjąć walkę na najważniejszych tegorocznych imprezach.

Wśród pań trudno doszukiwać się niespodzianek. Wygrywały judoczki obyte w zagranicznych wojażach, które w ostatnim czasie notowały dobre występy w zawodach międzynarodowych. W kategorii 48kg bezkonkurencyjna okazała się Ewa Konieczny, która w finale uporała się z Kingą Kubicką. Do ciekawej rywalizacji doszło w 52kg. Tam spotkały się Karolina Pieńkowska oraz Agata Perenc. Obie zawodniczki notowały przyzwoite występy w Pucharach Świata i Grand Prix, gdzie zajmują miejsce na podium. W tym sezonie lepiej prezentowała się Perenc, która m.in. w Samsun sięgnęła po brąz. Mimo to w mistrzostwach kraju musiała uznać wyższość Pieńkowskiej. Arleta Podolak, która w ostatnim czasie prezentowała nierówną formę w Kielcach stanęła na najwyższym stopniu podium. W kategorii 57kg w finale rozprawiła się z Anną Borowską. W licznie obsadzonej wadze 63kg, gdzie startowało dziewiętnaście zawodniczek triumfowała Agata Ozdoba. Brązowa medalista ubiegłorocznych mistrzostw Europy w decydującej walce pokonała Karolinę Tałach. Dominacja Katarzyny Kłys w kategorii 70kg. Daria Pogorzelec okazała się najlepsza w 78kg. Fakt, że Katarzyna Furmanek zdobyła srebro w +78kg można uznać za niespodziankę. W końcu zawodniczka AZS-u Gdańsk wygrała w tym roku turniej w Pradze, jednak w Kielcach znalazła pogromczynię w osobie Beaty Pacut. Warto podkreślić, że najcięższe kategorii nie były licznie osłabione – w 70kg wystartowało 10 judoczek, w 78kg – 8, a w +78kg – 6.

Wśród panów rywalizacja trwała w najlepsze. Wszystkie kategorie były dość licznie obsadzone, a w 81kg zaprezentowało się aż trzydziestu jeden judoków. Triumfował robiący ustawiczne postępy Jakub  Kubieniec. Zawodnik AZS-u AWF Katowice pozostawił w tyle Łukasza Błacha. Triumfował również najlepszy obecnie polski judoka Maciej Sarnacki. Reprezentant TS „Gwardia” Olsztyn w finale kategorii +100kg pokonał Damiana Nasiadko. W 90kg triumfował Piotr Kuczera, który prezentuje coraz lepszą dyspozycję. Poniżej oczekiwań wypadł Patryk Ciechomski, gdyż zajął piąte miejsce. Więcej spodziewano się także po występie Kamila Kozłowskiego – siódma pozycja. Dobrą formę w kategorii 73kg potwierdził Damian Szwarnowiecki z Gwardii Wrocław. Trzecie miejsce przypadło doświadczonemu Krzysztofowi Wiłkomirskiemu z UKS Musu Warszawa. W kategorii 100kg triumfował Jakub Wójcik z AZS Wrocław przed Jakubem Zarzecznym z Wybrzeża Gdańsk. Złoto wywalczył Marek Kręcielewski w 60kg. Była to najmniej licznie obsadzona kategoria – wystąpiło dwunastu zawodników. Triumf Michała Bartusika w 66kg, który pojedzie na najbliższe Grand Prix do Zagrzebia.

Mistrzostwa Polski w Kielcach wyłoniły najlepszych judoków kraju. Wśród pań widać pewną stabilizację, u panów też panuje porządek, jednak nie wszyscy utrzymują formę z początku sezonu. W drużynowych mistrzostwach Polski najlepsze okazały się drużyny: TS Gwardia Opole wśród pań, a u panów GKS Czarni Bytom.

KM

Sztuki walki na hali sportowej w Centrum Wypoczynku Odys

Aikido to opatentowana na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku sztuka walk. Od samego początku swojego istnienia zdobyła wielkie uznanie i cieszy się niesłabnącą popularnością. Od września 2014 roku w hali sportowej znajdującej się w Centrum Wypoczynku Odys zwolennicy tej techniki sztuk walki mogą przechodzić kolejne etapy wtajemniczenia pod kierunkiem Pana Rafała Obrzud.

Wschodnie sztuki walki od lat intrygują i fascynują. Całkowite panowanie nad ciałem za pomocą totalnej jego synchronizacji z umysłem pozwala na opanowanie technik ataku i obrony, które mogą być zabójcze dla większości oponentów. Nie dziwi więc, że z każdym rokiem przybywa osób które pragną pojąć niezwykle praktyczną i widowiskową sztukę jaką jest aikido. Ten rodzaj walki wymyślony przez Morihei Ueshibę został oparty na połączeniu nurtu aikijutsu oraz kenjutsu.
Jeśli chodzi o techniki stosowane w aikido to składają się one głównie z dźwigni na małe stawy, czyli na nadgarstki i łokcie oraz uników i padów. Oprócz walki wręcz, ten rodzaj sztuk walki zawiera elementy walki bronią. Współczesne składa się z kilkunastu szkół i nurtów, o mniej lub bardziej praktycznym nastawieniu. Sztuka walki przerodziła się obecnie w szeroko rozumianą działalność rekreacyjno-zdrowotną. Wielkim promotorem aikido jest popularny w Polsce aktor Steven Seagal. 

Warto odnotować, że od ponad roku tajemnice aikido można zgłębiać na hali sportowej, która należy do Centrum Wypoczynkowego Odys. Co więcej, szkoleniem adeptów tej niezwykłej sztuki zajmuje się uznany nie tylko w naszym kraju  Pan Rafał Obrzud, który bardzo chętnie opowiada o swojej przygodzie z tą wschodnią sztuką walki wręcz. 

Redakcja: Od jak dawna zajmuje się pan trenowaniem aikido?
Rafał Obrzud: W tym roku będzie mijać już 32 lata, w tym czasie udało mi się osiągnąć czwarty dan, czyli poziom wtajemniczenia.
Redakcja: To wiele lat pracy i pewnie niemałego wysiłku, co by uznał Pan za swój największy sukces?
Rafał Obrzud: Cóż, cieszę się, że udało mi się uzyskać licencje instruktora i egzaminatora Polskiej jak i Czeskiej Federacji Aikido. To wielkie wyróżnienie i cieszę się, że praca włożona w trening została doceniona.
Redakcja: Od września 2014 roku prowadzi pan zajęcia na hali sportowej w Centrum Odys, czy wcześniej miał pan możliwość uczenia aikido?
Rafał Obrzud: Kilka lat temu podjąłem współpracę między innymi z Katowickim AWF-em, prowadzę tam zajęcia teoretyczne jak i same treningi. Pracuję też od 17 lat  w KU AZS Uniwersytet Śląski.
Redakcja: Na koniec pragnę zapytać, czy każdy może trenować aikido?
Rafał Obrzud: Każdy, kto tylko ma w sobie odpowiednią ilość zaparcia i chęci, może opanować tę sztukę. Zachęcam do tego tym bardziej, że jest ona przydatna nie tylko w sytuacjach zagrożenia, ale dzięki temu iż uczy koncentracji pomoże adeptowi w codziennym życiu.

Pracownicy z hotelodys.plktórzy na co dzień obserwują pracę i rozwój uczniów pana Rafała Obrzuda przyznają, że są pod wrażeniem szybkich postępów jakich dokonują uczestnicy zajęć. 

Co ważne, aby nauka sztuk walki miała sens, konieczne jest stworzenie odpowiednich warunków. Hala sportowa znajdująca się przy centrum wypoczynkowym Odys posiada wymiary 868,71m2 samej powierzchni użytkowej. Daje to odpowiednią przestrzeń do nauki dla dużej ilości osób. Jest to również nowoczesne miejsce, posiadające między innymi dostęp do sieci bezprzewodowej. To dobre rozwiązanie np. dla rodziców, którzy czekając na koniec treningu swoich pociech mogą w tym czasie swobodnie po surfować po internecie. 

Dla tych, którym zdobywanie kolejnych stopni wtajemniczenia nie przynosi radości, obsługujący halę pracownicy zatrudnieni w hotelodys.pl przypominają, że ośrodek ten daje wiele innych możliwości. Spokojnie można rozgrywać na nim mecze piłki halowej i siatkowej. Odbywają się także kursy tańca oraz inne zajęcia, które pozwolą utrzymać ciało w dobrej kondycji.

Kliczko wykonał zadanie, Polacy nie gorsi

Mistrz z Ukrainy wygrał sześćdziesiątą czwartą walkę na zawodowym ringu. Władimir Kliczko jest niepokonany od jedenastu lat. Mimo szumnych zapowiedzi Bryant Jennings nie zaskoczył Ukraińca.

Amerykanin miał marzenia. Do momentu rozpoczęcia pojedynku z ukraińskim mistrzem był niepokonany w ringu. Kliczko był wyższy i cięższy, co dawało mu przewagę w aspekcie siły. Jennings musiał postawić na szybkość, sprawność oraz skuteczność. Tego zabrakło. Amerykanin starał się, jednak nie potrafił niczym zaskoczyć doświadczonego rywala. Warto zastanowić się nad wartością pojedynku. W opinii ekspertów Kliczko nie zaprezentował się zgodnie ze swoimi możliwościami. Dla Ukraińca celem pozostaje obrona mistrzowskich pasów oraz zachowanie pozycji w bokserskiej hierarchii, a także zyski. W Madison Square Garden zrobił, co do niego należało. Wygrał i zachował mistrzowskie pasy. Kliczko w opinii sędziów był zdecydowanie lepszy – 118:109, 116:111, 116:111. Nadal jest mistrzem i czeka na kolejnego rywala. Ma nim być pretendent do pasa WBO Tyson Fury.

W wielkim stylu na amerykański ring wrócił Artur Szpilka. Popularny „Szpila” nie dał szans wiekowemu rywalowi. Ty Cobb już w pierwszej rundzie leżał na deskach, ale podniósł się i chciał kontynuować walkę. Na chęciach się skończyło. Dominacja Szpilki ani przez chwilę nie podlegała dyskusji, Polak zasypywał Amerykanina kolejnymi ciosami. Z kolei Cobb starał się bronić, jednak za bardzo mu to nie wychodziło. Po gromach, które spadły na niego w drugiej rundzie padł na deski, ale miał na tyle siły, aby wstać. Jednak sędzia był rozsądny i przerwał pojedynek. Szpilka zanotował osiemnaste zwycięstwo na zawodowym ringu i pokazał, że z rywalami z niższej półki należy rozprawiać się szybko i bez zastanowienia. Podczas tej samej gali, Premier Boxing Champions w Chicago, swój pojedynek stoczył Maciej Sulęcki. Dla popularnego „Striczu” był to pierwszy występ poza granicami kraju. Debiut udany, inny scenariusz nie wchodził w grę. Darryl Cunningham nie zawiesił Polakowi poprzeczki zbyt wysoko. Już w pierwszej rundzie Amerykanin musiał zapoznać się z deskami, a Sulęcki nie odpuszczał i nacierał na rywala. Zabrakło czasu. W drugiej rundzie Cunningham nie miał, gdzie uciec. Seria ciosów i potężny prawy prosty załatwiły sprawę. Sulęcki wygrał po raz dwudziesty w karierze.

Do poziomu kolegów dostosował się Mateusz Masternak. Popularny „Master” również dostał rywala z niższej półki i szybko pokazał mu, gdzie jest jego miejsce. Choć Ruben Angel Mino miał na koncie tylko dwie porażki,  wynikało to z faktu, że zdecydowaną większość swoich pojedynków stoczył w Ameryce Południowej. Masternak już w pierwszej rundzie posłał Argentyńczyka na deski. Dzieło zostało dokończone w drugiej odsłonie, kiedy  „Master” mocnym prawym podbródkowym nie dał rywalowi najmniejszych szans na kontynuowanie walki.

KM

FEN 7: Gwiazdą wieczoru Sarara

Kolejna gala Fight Exclusive Night odbędzie się w Bydgoszczy. W pojedynku wieczoru Tomasz Sarara zmierzy się z Nikolaiem Falinem.

Gala FEN 7 „Real Combat” 24 kwietnia ma porwać bydgoską publiczność. Fighterzy dołożyć wszelkich starań, aby  dostarczyć pozytywnych wrażeń publiczności.  W kickboxerskim pojedynku wagi cruiser do 95 kg zmierzą się Tomasz Sarara i Nikolaj Falin. 29-latek jest bardzo utytułowanym i uznanym zawodnikiem. Sarara prezentował swoje umiejętności szerszej publiczności m.in. w Holandii, Rosji czy Japonii. Największym sukcesem w karierze polskiego zawodnika był triumf w turnieju Biggers Better. Reprezentant TS Wisła w swoim ostatnim pojedynku okazał się lepszy od Yegisha Yegoiana. Do tej pory stoczył trzydzieści jeden zwycięskich walk, przy siedmiu porażkach. W Bydgoszcz Sarara stanie naprzeciw jednego z najlepszych kickbokserów w Niemczech – Nikolaja Falina. W 2011 roku zwyciężył w turnieju Biggers Better, kiedy to w półfinale uporał się z Polakiem Damianem Trzcińskim. Pojedynek Sarary i Falina może być prawdziwą wisienką na torcie gali FEN 7, a zarazem ogromną atrakcją dla widzów. W formule K-1 zawodnicy stanowią klasę samą dla siebie, prezentując wysoki poziom. Czy potwierdzą swoje umiejętności i dadzą niesamowite widowisko?

Szansę na weryfikację swojego talentu dostanie Albert Odzimkowski. 27-latek w mieszanych sztukach walki radzi sobie przyzwoicie, jednak do tej pory wygrywał tylko z rodakami. Kiedy trafił na rywala z zagranicy to przegrał i jak do tej pory była to jego jedyna porażka. Pogromcą Odzimkowskiego okazał się Mickael Lebout, a pojedynek miał miejsce podczas gali PRO MMA Challenge – Just Fight! Popularny „Złoty” wraca do rywalizacji po prawie rocznej przerwie. Na FEN 7 stanie naprzeciw Mindaugasa Verzbickasa. Litwin w swojej ostatniej walce pokonał Karola Szałowskiego podczas Bushido Lithuania – Hero’s 2014. Warto nadmienić, że w maju 2014 roku Verzbickas znalazł pogromcę w osobie Andrzeja Grzebyka. Marcin Wrzosek ciałem będzie w Bydgoszczy, ale myślami będzie krążył po Stanach Zjednoczonych. Polski fighter ma wziąć udział w eliminacjach do kolejnego sezonu UFC – The Ultimate Fighter. Na FEN 7 Wrzosek zmierzy się z niepokonanym dotąd Rafałem Rajewskim. W ostatniej chwili z rozpiski wypadł Tyberiusz Kowalczyk. „Tyberian” miał stoczyć drugi pojedynek w MMA, jednak nie zmierzy się z Matejem Chudejem.

Organizacja FEN mocno stawia na kickboxing. W pojedynku wieczoru wystąpią wspomniani Sarara i Falin. W kategorii wagowej do 54kg zaprezentuje się Marta Chojnoska. Znana z występów na galach KSW zawodniczka w przeszłości związana był z judo, a karierę rozwinęła w kickboxingu. Chojnoska jest mistrzynią świata z 2011 roku oraz wielokrotną mistrzynią Polski. Na FEN 7 podejmie Victorię Korkoshko. Damian Świerczyński zmierzy się z Janu Cruzem, który zaprezentował się już polskiej publiczności w rywalizacji z Pawłem Biszczakiem i Wojciechem Wierzbickim. Zakaria Baitar postara się powstrzymać Łukasza Rambalskiego, a nie będzie to łatwe.

FEN 7 „Real Combat” to mieszanka MMA i kickboxingu. Prawdziwą gratką ma być występ Sarary. Z pewnością wiele można oczekiwać po występie Alberta Odzimkowskiego. Nie zabraknie również walki pań – Chojnoska i Korkoshko dadzą prawdziwy pokaz walki.

KM

Trzej muszkieterowie idą na bój

W najbliższych dniach na ring wyjdą Maciej Sulęcki, Mateusz Masternak oraz Artur Szpilka. Wszyscy rozpatrywani są w kategorii nadziei polskiego boksu. Nadziei na sukces, na wielkie walki i mistrzowskie pasy. Czy w najbliższych pojedynkach muszkieterowie potwierdzą swoją wartość?

Popularny „Striczu” trafił na usta wszystkich po pokonaniu Grzegorza Proksy na gali w Krakowie. Nie było wątpliwości, kto jest numerem jeden wagi średniej w Polsce. Jeszcze głośno zrobiło się o Sulęckim chwilę później, gdy wybuchł jego konflikt z trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Jednak teraz „Striczu” stanie w ringu i będzie starał się przedstawić argumenty czysto sportowe w celu odniesienia kolejnego zwycięstwa na zawodowym ringu. Rywalem polskiego boksera będzie doświadczony Darryl Cunningham. Czasy, kiedy 40-latek wygrywał z wartościowymi pięściarzami już dawno minęły. W ostatniej walce Cunningham uporał się z Brucem Rumbolzem, dla którego była to dwudziesta ósma porażka na zawodowym ringu. Sulęcki stoczy swój pierwszy pojedynek w Ameryce. Dostał rywala, którego musi pokonać. Sulęcki jest zdeterminowany, aby w Chicago pokazać się z jak najlepszej strony.

Na tej samej gali swój pojedynek stoczy Artur Szpilka. Popularny „Szpila” spokorniał i pokazał, że umie utrzymać nerwy na wodzy. Rozprawił się z Tomaszem Adamkiem w walce, w której udowodnił, że jeśli będzie intensywnie i mądrze pracował to ma szanse na sukces. Musi skupić się na boksie. Najbliższy pojedynek Szpilki został zakontraktowany na osiem rund, a jego rywalem będzie Ty Cobb. Amerykanin nie powinien być wyzwaniem dla polskiego boksera i raczej nie należy spodziewać się porywającego widowiska. Szpilka musi wygrać – krótko i na temat. Bez zbędnych kalkulacji, gdyż rywal, z którym stoczy pojedynek niczym specjalnym nie imponuje. Nic nie ujmując Cobbowi – jak można ocenić pięściarza, który nie stoczył walki dłuższej niż osiem rund? Szpilka już może dopisywać sobie kolejne zwycięstwo, ale musi wejść do ringu i wykonać robotę.

Mateusz Masternak swój pojedynek stoczy podczas gali w Berlinie. Wartość sportowa jego przeciwnika też jest wątpliwa. Choć Ruben Angel Mino ma dobry bilans (26-2) to nie prezentuje poziomu, który pozwala mu rywalizować na równi z pięściarzami z Europy. W Ameryce Południowej gromi kolejnych rywali, jednak jego wizyty na Starym Kontynencie zakończyły się klęskami. W lutym 2014 roku w Monako już w drugiej rundzie Mino znalazł się na deskach w starciu z Ilungą Makabu. Rok później spróbował swoich sił w Niemczech. W Hamburgu Isa Akberbayev szybko sprowadził go na ziemię, bo już w pierwszej rundzie. 40-latek z pojedynku z Masternakiem może jedynie walczyć o przetrwanie. „Master”, który w ostatnim pojedynku uporał się z Mormeckiem powalczy o trzecie zwycięstwo z rzędu.

Nic trudnego. Trzej muszkieterowie dostali takich rywali, że nie powinni się nadto zmęczyć. Jedynie dla Sulęckiego występ w Chicago może być przeżyciem i wiązać się ze stresem, gdyż to jego pierwszy występ poza granicami kraju. Trzech muszkieterów i trzy zwycięstwa – tak powinno to wyglądać. Inny scenariusz będzie totalną klapą.

KM

 

Jennings w natarciu

Władimir Kliczko musi mieć się na baczności. Kolejnym rywalem mistrza z Ukrainy będzie Bryant Jennings, który do tej pory nie zaznał porażki na zawodowym ringu. Czy Kliczko ma się czego obawiać przed walką zaplanowaną na 24 kwietnia? Przecież wszyscy zapowiadają chwile triumfu, a i tak zwycięża czempion WBA/WBO/IBF/IBO w wadze ciężkiej.

Atutem Amerykanina jest młodość, szybkość i zwinność. Jennings jest w stanie zagrozić Ukraińcowi. Może go zaskoczyć, ale musi być piekielnie skuteczny i wyprowadzić jeden decydujący cios. Jeśli myśli o innym rozwiązaniu może się srogo zawieść. Trudno przewidywać, żeby Kliczko przegrał na punkty. Jeśli rywalizacja trwa dwanaście rund to Ukrainiec może być niemalże pewny zwycięstwa. Jennnings musi wyczuć moment, aby naruszyć szczękę swojego przeciwnika i w tym upatrywać swoje szansy. Szansy na cztery pasy.

Ale szczerze mówiąc ostatnia porażka Ukraińca to prehistoria. Kliczko ostatni raz schodził pokonany z ringu w kwietniu 2004 roku. Powtórka po jedenastu latach? Wtedy lepszy od mistrza z Ukrainy okazał się Lamon Brewster. Jednakże warto zaznaczyć, że Kliczko dwa ostatnie pojedynki zakończył przed czasem. Alex Leapai i Kubrat Pulev byli kolejnymi, którzy nie potrafili znaleźć recepty na czempiona wagi ciężkiej. W Niemczech Kliczko czuje się jak w domu, a właśnie tam stoczył swoje ostatnie dwa pojedynki. Teraz wraca do Stanów Zjednoczonych. Do Madison Square Garden, gdzie ostatni raz wystąpił w lutym 2008 roku. Wtedy to Ukrainiec po dwunastu rundach pokonał Sultana Ibragimova.

Po raz kolejny dojdzie do powtórki. Kliczko może, a jego rywal musi. Na czempionie z Ukrainy nie ciąży zbytnia presja, chyba, że wywrze ją na nim publiczność zgromadzona w Madison Square Garden. Jednak Kliczko jest na tyle doświadczonym bokserem, że potrafi skupić się tylko i wyłącznie na pojedynku. Kwestia publiczności będzie dodatkowym obciążeniem dla Jenningsa. Można zaryzykować, że sportowo Amerykanin ma argumenty, aby zagrozić potężnemu rywalowi, gdyż jest szybki i zwrotny, ale w kwestii mentalnej może być gorzej. Dla Jenningsa będzie to walka w innym wymiarze i właśnie w takich warunkach rodzą się prawdziwi mistrzowie. Amerykanin musi walczyć z głową i szukać swojej szansy. Teoretycznie czas gra na korzyść mistrza z Ukrainy, jednak jeśli Jennings narzuci szybkie tempo to może być różnie.

Czy 30-latek będzie kolejnym, który dostarczy radości Amerykanom. Wilder stał się ulubieńcem rodaków, gdyż zdobył mistrzostwo świata w królewskiej kategorii. Jennings też chce spełnić swoje marzenia, a przy okazji być powodem do dumy dla Ameryki. Kolejny atak na dominatora z Ukrainy. Kliczko jak zawsze spokojny, ale ze świadomością upływającego czasu. Mądrość, którą posiadł przez całą swoją karierę stawia go w roli faworyta. Jennings musi wyjść z siebie i zaprezentować ponad dwieście procent swoich możliwości, aby znokautować Kliczko i zostać nowym mistrzem wagi ciężkiej.

KM

Andrzej Fonfara

Polski bokser urodzony 4 listopada 1987 roku w Radomiu. Aktualny mistrz świata federacji IBO w wadze półciężkiej.

Na zawodowym ringu Andrzej zadebiutował 3 czerwca 2006 roku w Ostrołęce. Tam pokonał na punkty Słowaka Mirosława Kubika. 30 kwietnia 2010 roku zdobył tytuł młodzieżowego mistrza świata Organizacji WBC Youth w bokserskiej wadze półciężkiej, pokonując Rogera Cantrella. 20 maja 2011 roku zdobył wakujący pas WBO NABO, nokautując w siódmej rundzie Anthony’ego Russella. 16 marca 2012 roku zdobył tytuł zawodowego Mistrza Stanów Zjednoczonych federacji IBO pokonując w trzeciej rundzie przez TKO Byrona Mitchella.13 lipca 2012 roku wygrał po dziesięciu rundach jednogłośnie na punkty z byłym mistrzem świata wagi półciężkiej IBF Glenem Johnsonem.16 listopada 2012 roku zdobył tytuł Mistrza Świata federacji IBO w kategorii wagowej półciężkiej, pokonując w siódmej rundzie przez TKO Toma Karpency’ego. Już w pierwszej rundzie Amerykanin zaliczył dwa nokdauny. Od drugiej rundy Polak walczył ze złamaną reką. W siódmej rundzie po ofensywnej akcji Karpency przewrócił się, zgłaszając następnie kontuzję barku i zrezygnował z dalszej walki. 16 sierpnia 2013 roku na gali na stadionie U.S. Cellular Field w Chicago wygrał walkę przez nokaut w dziewiątej rundzie z Hiszpanem Gabrielem Campillo. Stawką pojedynku był awans na pozycję lidera rankingu organizacji IBF. 6 grudnia 2013 roku w UIC Pavilion w Chicago wygrał przez nokaut w drugiej rundzie z Kolumbijczykiem Samuelem Millerem. 24 maja 2014 roku zmierzył się z Adonisem Stevensonem w walce o pas mistrza Świata federacji WBC. Andrzej przegrał jednogłośnie na punkty z Kanadyjczykiem. 1 listopada 2014 roku w UIC Pavilion w Chicago pokonał na punkty francuza Doudou Ngumbu. 18 kwietnia 2015 roku w kalifornijskim Carson, Fonfara wygrał przez techniczną decyzję sędziów w dziewiątej rundzie z byłym mistrzem świata WBC kategorii średniej Meksykaninem Julio Cesarem Chavezem Jr zdobywając tytuł WBC International. Przed przerwaniem walki, prowadzący na punkty Polak posłał rywala na deski w dziewiątej rundzie po wyprowadzonym lewym sierpowym. 

Edyta Witkowska

Polska zapaśniczka urodzona 24 lipca 1979 roku.  Była czołową polską zapaśniczką przełomu lat 90 i pierwszej dekady XXI wieku. Karierę rozpoczęła w 1994 roku w klubie KS „Platan” Borkowice gdzie opiekował się nią Józef Maciejczak. Startowała w kategorii wagowej 75 kg. W 1997 roku wystąpiła po raz pierwszy na mistrzostwach Europy juniorów, zdobywając brązowy medal. Rok później była już mistrzynią Europy juniorek, zdobyła także brązowe medale mistrzostw świata juniorek i seniorek. W 1999 roku zdobyła tytuł mistrzyni Europy i Świata juniorek, a w mistrzostwach seniorek zajęła piąte miejsce. W 2000 roku sięgnęła po seniorskie tytuły wicemistrzyni Świata i mistrzyni Europy. W 2001 roku zdobyła najcenniejsze tytuły w swojej karierze została Mistrzynią Świata i Mistrzynią Europy. Po zmianie kategorii wagowej od 2002 roku startowała w kategorii 72kg, w której nie odnosiła już takich sukcesów. W 2002 roku zdobyła brązowy medal mistrzostw świata. Edyta była wielokrotną medalistką Polski w zapasach. W 1998 i w 2001 roku zajmowała pierwsze miejsce a w 1996 i 1999 drugie miejsce. Od 2000 roku równocześnie z zapasami zaczęła trenować sumo i już w 2000 roku została Mistrzynią Europy w kategorii 80kg. W 2002 roku sięgnęła po mistrzostwo Świata w tej samej kategorii. W 2004 i 2005 roku została wicemistrzynią świata w kategorii +80kg. W 2008 roku zdobyła brąz indywidualnie i drużynowo. W mistrzostwach Europy zdobyła srebrny medal w kategorii + 80kg w 2009 roku, oraz ośmiokrotnie brązowe medale indywidualnie, a w drużynie złoto w 2010 roku, srebro 2007,2008,2009 roku i brąz w 2005. W 2005 roku triumfowała w zawodach World Games. Jest też wielokrotną mistrzynią Polski w tej dyscyplinie sportu. Do 2007 roku reprezentowała barwy Platana Borkowice, a od 2007 roku jest zawodniczką PTC Pabianice. 

Iwona Matkowska

Polska zapaśniczka urodzona 28 maja 1982 roku w Żarach.  Jej pierwszym większym sukcesem był brązowy medal mistrzostw Świata w Guangzhou w kategorii do 48kg. W 2010 roku zdobyła złoto wojskowych mistrzostw Świata w zapasach w Lahti, osiągnięcie to powtórzyła w 2014 roku  w Amerykańskiej bazie McGuire-Dix-Lakehurst.  Na mistrzostwach Europy zdobyła pięć medali, w tym jeden złoty w 2012 roku. W 2012 roku wystąpiła również w Letnich igrzyskach Olimpijskich w Londynie zajmując siódme miejsce w kategorii 48kg. Na mistrzostwach Świata w 2014 roku w Taszkencie Iwona w kategorii 48kg sięgnęła po tytuł wicemistrzyni Świata, przegrywając w finale z Japonką Eri Tosaką. Iwona jest żołnierzem Sił Powietrznych w stopniu starszego szeregowego.

Warszawskie medale w karate

W miniony weekend w stolicy Polski odbyły się mistrzostwa Europy w karate kontaktowym (shynkyokushin). Polacy wywalczyli szesnaście medali, ale tylko jeden w kolorze złotym.

Europejska Organizacja Karate powierzyła organizację czempionatu Polsce, co dla naszego kraju jest ogromnym zaszczytem oraz wyrazem zaufania ze strony europejskich struktur. Dwa dni zmagań na warszawskim Torwarze dostarczyły wielu emocji. W rywalizacji na płaszczyźnie juniorskiej i seniorskiej walczyło 350 zawodników z 26 krajów. Warto nadmienić, że Polska po raz drugi w historii miała przyjemność organizować mistrzostwa Europy. W 1987 roku Katowice gościły najlepszych karateków ze Starego Kontynentu.

Na warszawskim Torwarze nasi reprezentanci zostawili serce, zaprezentowali waleczność oraz oddanie dyscyplinie. Wszystko z poszanowaniem zasad i uznaniem dla rywala, co jest niezwykle cenne w karate. Dorobek szesnastu medali, na który złożyło się sześć krążków w rywalizacji seniorskiej i dziesięć w juniorskiej. Złoto przypadło Konradowi Kozubowskiemu z Opolskiego Klubu Karate Kyokushin. O krok od miana najlepszego zawodnika Starego Kontynentu był Maciej Mazur, jednak po dogrywce przegrał rywalizację z Walerim Dimitrowem. 24-latek uznał wyższość nie byle kogo, bo dwunastokrotnego mistrza kontynentu. Bułgar nie ma równych sobie, jego dominacja jest wszechobecna i nie widać kogoś, kto byłby w stanie zmienić ten stan rzeczy w kategorii +90 kg. Dla Mazura srebrny medal to kolejny sukces w karierze. Do tej pory polski karateka dwukrotnie wywalczył brązowe krążki na mistrzostwach Europy.

Ponadto, w dorobku seniorów znalazły się cztery brązowe medale. Wśród pań na najniższym stopniu podium stanęły: Agata Kaliciak (+65kg) z Wrocławskiego Klubu Karate Kyokushin oraz Paula Malikowska z Ippon Konstancin Jeziorna. Trzecie miejsce w kategorii 90kg kumite zajął reprezentujący TKS Karate Tarnowskie Góry Marek Wolny, w kategorii 80 kg kumite po brąz sięgnął Gerard Will ze Szczycieńskiego Klubu Karate Kyokushin. Nora Vaznelyte stanęła na drodze Agaty Kaliciak na drodze do finału. Polka radziła sobie bardzo pewnie, ale Litwinka powstrzymała marsz naszej zawodniczki po złoto. Kaliciak zdobyła medal na kolejnych mistrzostwach Europy, rok temu sięgnęła jednak po srebro. W rywalizacji juniorskiej zabrakło miejsca na najwyższym stopniu podium. Łącznie nasi młodzi karatecy wywalczyli dziesięć medali, w tym trzy srebrne i siedem brązowych.

W porównaniu z ubiegłorocznymi mistrzostwami Europy w Baku nasi reprezentanci zanotowali progres. Rok temu biało-czerwoni wywalczyli dziewięć medali, w tym dwa zdobyli seniorzy. Z Azerbejdżanu Polacy nie przywieźli złota, „ najdroższym” medalem okazało się srebro Agaty Kaliciak. Za rok kolejny czempion w Grecji, czy tendencja wzrostowa zostanie podtrzymana? Teraz przed Polakami start w mistrzostwach świata, które na przełomie października i listopada odbędą się w Tokio. Na dzień dzisiejszy biało-czerwoni mają do dyspozycji pięć miejsc.

KM

 

Ze smutkiem wracają do domu

Były wielkie ambicje i ogromne nadzieje. Nie udało się. Macedończycy dostali potężne lanie od polskiego teamu, a gala DSF Kickboxing Challenge po raz kolejny okazała się sukcesem oraz profesjonalnie zorganizowanym wydarzeniem.

Nie zabrakło artystycznych wrażeń, mocnych, soczystych ciosów oraz publiczności, wśród której zasieli m.in. Karolina Kowalkiewicz, Paweł Nastula czy Jan Błachowicz. Grupa DSF konsekwentnie czyni starania w kierunku promowania kickboxingu. 18 kwietnie w Arenie Ursynów odbył się mecz międzypaństwowy między Polską, a Macedonią. Ponadto, organizator zaplanował turniej wagi superciężkiej.

Macedończycy wrócą do domu ze spuszczonymi głowami. Nie tyle, że byli beznadziejni, gdyż zawodnicy ze Skopje posiadają dobry aparat techniczny, jednak w starciu z polskimi fighterami okazali się bezsilni. Spektakl rozpoczął Łukasz Wichowski, który zmierzył się z Dimitarem Gjorgievem. Jeden z najlepszych specjalistów w Polsce w formule full contact przejawiał ochotę do walki, co ujawniło się w ringu. Wichowski był ruchliwy, szukał kontaktu z rywalem, jednak pojedynku nie udało się rozstrzygnąć przed czasem. Mimo to werdykt był jednogłośny i nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Polska prowadziła 1:0. Kolejnym, który wyszedł na warszawski ring był Kamil  Ruta. Mistrz Europy z Turcji w formule K-1 Rules zmierzył się z Mikim Ivanowskim. Ruta podczas gal grupy DSF przyzwyczaił widzów do skuteczności, szybkości i efektownego kończenia pojedynków. Nie inaczej było i tym razem. Zawodnik z Kobyłki nie miał litości dla swojego rywala, którego sędzia musiał dwukrotnie liczyć. Ivanowski w drugiej rundzie zasygnalizował, że rezygnuje z dalszej walki. Niskie kopnięcia Ruty zrobiły wrażenie na Macedończyku i odebrały mu chęci do dalszej rywalizacji. Wisienką na torcie miał być pojedynek Doroty Godziny z Kristiną Stojachevską o pas DSF Kickboxing Challenge w kategorii 56 kg. Panie doskonale się znały, gdyż wcześniej rywalizowały na poziomie międzynarodowym. Wtedy lepsza okazała się reprezentanta Polski. Teraz również Godzina potwierdziła swoją wyższość. Na początku starcia Polka zasypała rywalkę gradem ciosów i Macedonka znalazła się w opałach, jednak przetrwała napór zawodniczki DSF Team. Stojachevska wiedziała, że czekają ją ciężkie chwile. W drugiej odsłonie Godzina zwolniła i kontrolowała przebieg pojedynku. Stojachevska starała się mocno trafić Polkę, jednak ta skutecznie broniła się. Sędziowie byli jednomyślni – do Godziny trafił przepiękny pas. A Polska pokonała Macedonię pewnie 3:0.

Zaskoczony zwycięstwem był Tomasz Klimiuk. Zawodnik, który w półfinale turnieju wagi superciężkiej rywalizował z Wojciechem Stawickim, wygrał, choć według opinii wielu walka powinna trwać dalej. Klimiuk od początku ostro poszedł na rywala i pracował nad jego nogami. Stawicki był liczony na stojąco, deklarował dalszą chęć rywalizacji, jednak sędzia przerwał pojedynek. Poziom zawodowy powinien kierować się innymi prawami niż amatorski, ale decyzja arbitra jest niepodważalna. Można tylko i wyłącznie nad nią dyskutować. W drugim półfinale spotkali się Michał Bławdziewicz i Patryk Proszek. Zawodnik Palestry w pierwszej rundzie był dość aktywny, a później zgasł. Inicjatywa była po stronie Proszka, który walczył dość nonszalancko. Werdykt sędziowski zaskoczył wielu. Niejednogłośnie wygrał Bławdziewicz.

Maciejowi Grzegorzewskiemu nie udał się rewanż na Macieju Garbaczewskim. W pierwszej rundzie zawodnicy ostro ruszyli, co zakończyło się przetoczeniami w parterze. Ostatnia faza pojedynku to wymiany cios za cios, z których zwycięsko wyszedł Garbaczewski. Radosław Paczuski udowodnił swoją wartość. Mateusz Rycerski walczył o przetrwanie i ta sztuka mu się udała. Pewne zwycięstwo Paczuskiego, który może być kolejnym rywalem Kamila Ruty. Fighter DSF Team przegrał w Pucharze Polski z zawodnikiem z Radości i chciałby się zrewanżować. Tym razem na zasadach zawodowych, co wzbudziłoby dodatkowe emocje. Czy ta będzie?

Okaże się. Grupa DSF zaplanowała kolejną galę, która z pewnością będzie bogata i dostarczy wielu wrażeń. Tym razem miejscem zmagań będzie Włocławek.

Wyniki gali DSF:

Walki Pro-Am:
-75 kg: Daniel Kolasiński pok. przez decyzję Marcina Marciszewskiego
-65 kg: Jan Lodzik pok. przez decyzję Michała Królika
-67 kg: Kamil Szłapka pok. przez decyzję Michała Benbena

Walki zawodowe:
-81 kg Radosław Paczuski pok. przez decyzję Mateusza Rycerskiego
-75 kg: Kamil Jenel pok. przez decyzję Bartosza Dołbienia
-67 kg: Maciej Garbaczewski pok. przez decyzję Macieja Grzegorzewskiego

Półfinały turnieju w wadze superciężkiej:
+91 kg: Tomasz Klimiuk pok. przez KO w pierwszej rundzie Wojciecha Stawickiego
+91 kg: Michał Bławdziewicz pok. przez decyzję Patryka Proszka

POLSKA – MACDONIA 3:0:

-81 kg FC: Łukasz Wichowski pok. przez decyzję Dimitara Gjorgieva
-81 kg: Kamil Ruta pok. przez KO w drugiej rundzie Mikiego Ivanovskiego

Walka o pas DSF Kickboxing Challenge w kategorii do 56 kg:
-56 kg: Dorota Godzina pok. przez decyzję Kristinę Stojchevską

KM

Najazd polskich fighterów na Berlin

20 czerwca odbędzie się gala UFC w stolicy Republiki Federalnej Niemiec. Zaprezentują się na niej Piotr Hallmann i Krzysztof Jotko.

„Płetwal” dostaje szansę na naprawę własnego wizerunku, który ucierpiał po ostatnich przykrych dla zawodnika doświadczeniach. Choć Hallmann zapierał się, okazało się, iż stosował zakazane środki i został zdyskwalifikowany. Teraz musi podjąć walkę o dobre imię. Przede wszystkim głównym celem „Płetwala” jest odbudowanie dobrej dyspozycji. Po dziewięciu miesiącach przerwy dostaje pierwszą szansę, aby pokazać swoją wartość i możliwości. Dla Hallmanna będzie to piąty występ na gali UFC i wydaje się, iż najważniejszy jak do tej pory. Nie oszukujmy się – obecnie „Płetwal” musi liczyć się z łatką dopingowicza, gdyż wielu tak właśnie będzie patrzyło i traktowało z podejrzliwością. W Berlinie Polak zmierzy się z Magomedem Mustafaevem. Dla 26-latka z Rosji będzie to debiut w najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie. Do tej pory rywalizował na galach Legion Fight, M-1 Global oraz turniejach w Soczi. Mustafaev to wszechstronny zawodnik, który nie czeka do końca, lecz odważnie atakuje swoich rywali. Do tej pory wszystkie zwycięstwa Rosjanin odniósł przed czasem, dwa ostatnie pojedynki zakończyły się już w pierwszej rundzie. Dla Hallmanna będzie to nowe otwarcie w karierze i zarazem ogromne wyzwanie. Po dziewięciomiesięcznej przerwie jego forma pozostaje dużym znakiem zapytania. Pewne jest, że musi uważać na groźnego Mustafaeva.

Czwarty występ w UFC Krzysztof Jotko miał zaliczyć podczas gali w Krakowie, jednak kontuzja wyeliminowała go ze startu. Tym samym polski fighter musiał przełożyć swoje plany. Kolejny występ Jotko zaliczy już 20 czerwca podczas gali w Berlinie. Do tej pory zawodnik wagi średniej ma na swoim koncie dwa zwycięstwa i jedną porażkę w UFC. Ostatni pojedynek stoczył w październiku 2014 roku, kiedy decyzją sędziów pokonał Tora Troenga. Najbliższym rywalem Polaka będzie 31-letni Derek Brunson. Amerykanin jest doświadczonym fighterem, który w trakcie swojej kariery walczył w organizacji Strikeforce. Pierwszą porażkę w oktagonie zanotował z dobrze znanym w Polsce Kendallem Grove. Do UFC trafił w grudniu 2012 roku i w debiucie uporał się z Chrisem Lebenem. W ostatnim pojedynku, który stoczył w styczniu zwyciężył Eda Hermana po zaledwie trzydziestu sześciu sekundach. Jotko wraca do oktagonu po przerwie spowodowanej kontuzją ręki, w czerwcu powinien być w pełni dyspozycji.

Utrzymujemy się nadal w tematyce MMA, ale przechodzimy do nieco innej płaszczyzny – nagród. We Wrocławiu odbyła się gala wręczenia Heraklesów. Jest to nagroda przyznawana za szczególne osiągnięcia. Statuetkę za rok 2014 otrzymała Joanna Jędrzejczyk, która zadebiutowała w UFC i wywalczyła prawo do walki o pas, który w końcu znalazł się w jej posiadaniu. W kategorii nokaut nagroda trafiła do Jana Błachowicza za rozbicie Ilira Latifiego. Wyróżniono Arrachion Olsztyn, a największym odkryciem wybrano Pawła Kiełka.

KM

Miszkin wyrównał rachunki

Czekał na ten pojedynek, aby udowodnić, że wcześniejsza walka i werdykt sędziów był niesprawiedliwy. Maciej Miszkin podczas gali Konspol Babilon Promotion w Legionowie udanie zrewanżował się Pawłowi Głażewskiemu.

Popularny „Głaz” zanotował drugą porażkę z rzędu. W grudniu w starciu o mistrzowski pas WBA wagi  półciężkiej już w pierwszej rundzie musiał uznać wyższość Juergena Braehmera. Głażewski wiedział, że zaprzepaścił ogromną szansę, ale na krajowym podwórku czekał na niego już kolejny rywal. Maciej Miszkin, który żądany był rewanżu za porażkę, dość kontrowersyjną dla wielu. Obaj pięściarze nie szczędzili sobie gorzkich słów, sympatia nie była fundamentem ich relacji, więc musieli do końca i jednoznacznie wyjaśnić sprawę ringowej wyższości.

Miszkin był zdeterminowany, Głażewski lekko spięty. Pięściarz z Sokółki od początku pojedynku dyktował tempo i traktował przeciwnika kolejnymi ciosami. Miszkin szukał swojej szansy. Głażewski w czwartej rundzie po sierpach ze strony rywala ugiął się na nogach. „Głaz” nie miał pomysłu na walkę. A Miszkin z każdą upływającą sekundą zwiększał swoją przewagę i tylko szczęście, a być może w pewnym stopniu determinacja i wola walki sprawiły, że Głażewski walczył dalej. W piątej rundzie „Handsome” potężnie trafił rywala czterdzieści sekund przed końcem. Chwiejny Głażewski jednak dotrwał do końca. Miszkin był pewny siebie i konsekwentny, a „Głaz” starał się coś zrobić, ale niewiele z tego wychodziło. Jego ciosy były wolne, często schematyczne i niecelne. Miszkin do końca kontrolował pojedynek. Sędziowie byli jednomyślni, gdyż inaczej być nie mogło. Punktowali 97-93, 99-91 99-91 dla Miszkina, który jednocześnie wywalczył pas WBA Baltic w wadze półciężkiej. Tym samym rachunki zostały wyrównane. Miszkin zwyciężył i udowodnił, że pierwszy pojedynek był tzw. wypadkiem przy pracy.

Na konferencję prasową przed galą Rafał Jackiewicz przyniósł … nocnik. Niecodzienna prowokacja może i zaskoczyła Kamila Szeremetę, ale nie wpłynęła na jego postawę ringową. Początek starcia spokojny, pierwsza runda na rozpoznanie. Już w kolejnej odsłonie zarysowała się lekka przewaga Szeremety, który wyprowadzał celne i mocne ciosy na tułów. Jackiewicz miał problem. Doświadczony pięściarz nie potrafił stawić oporu ciosom przeciwnika, które dochodziły do celu, a sam nie potrafił się przebić przez ręce 25-latka. Ósma runda należała do Jackiewicza, ale to było za mało. Starał się jeszcze w dziesiątej odsłonie, jednak zabrakło celność i kondycji. Szeremeta od drugiej rundy był konsekwentny, wyprowadzał więcej trafień i wygrał jednogłośnie na punkty.

Andrzej Sołdra nie odniósł kolejnego zwycięstwa na zawodowym ringu. Polski pięściarz już w drugiej rundzie musiał uznać przewagę siły Yevgenija Makhteienko. Udany debiut zaliczyła Oleksandra Sidorenko, która w czterorundowym pojedynku okazała się zdecydowanie lepsza od Bojany Liboszewskiej.

Wyniki gali w Legionowie:

Kat. półciężka: Miszkin pokonał jednogł.  na punkty Głażewskiego
Kat. super półśrednia: Szeremeta pokonał jednogł. na punkty Jackiewicza
Kat. super średnia: Makhteienko pokonał przez TKO Sołdrę
Kat. lekka: Siodrenko pokonała jednogł. na punkty Liboszewską
Kat. super półśredniej: Karpets pokonał niejednogl. na punkty Biskupskiego
Kat. super lekka: Dąbrowski pokonał jednogł. na punkty Abramenkę

KM

 

Stevenson już się boi!

Andrzej Fonfara pokazał, że jest bokserem ze światowej czołówki. Polak pokonał pięściarza o uznanej normie i mocnym nazwisku. Julio Cesar Chavez Jr. był bezradny wobec siły, precyzji i umiejętności Andrzeja Fonfary.

„Polski Książę” nie przestraszył się nazwiska i na bok odrzucił wszelkie obawy oraz zbędną uprzejmość dla przeciwnika. Na gali w Carson od pierwszego starcia Fonfara narzucił swój rytm i kontrolował przebieg rywalizacji. Już w pierwszej rundzie Chavez został zepchnięty do defensywy, co od razu pokazało, kto rozdaje karty w tym pojedynku. Dla Meksykanina był to debiut w nowej dla niego kategorii wagowej. Intensywne przygotowania doświadczonego pięściarza do startu w  półciężkiej z pewnością przepojone były ogromnym zaangażowaniem, jednak to było za mało. Fonfara realizował swój plan. Każdy element miał dopracowany niemal idealnie. Praca nóg, intensywność i siła ciosów sprawiały, że Chavez był bezradny i wiedział, iż tego akurat dnia ma do czynienia z rywalem w niezwykłej dyspozycji. Po pierwszej rundzie, w której dominował Polak do ataku ruszył były mistrz świata WBA kategorii średniej. Chavez zadawał ciosy na korpus, jednak w żaden sposób nie zaszkodziły one Polakowi. Ale już w kolejnej odsłonie Fonfara niczym huragan ruszył na swojego przeciwnika i seriami ciosów okładał bezradnego Meksykanina.

Chavez próbował zagrywek, które miały na celu narzucenie własnego stylu, jednak „Polski Książę” nie uległ. Fonfara postępował zgodnie ze wskazówkami trenera Sama Collony. Polak skutecznie operował lewym prostym, który hamował ofensywne zapędy Chaveza. W siódmej rundzie sędzia podjął dość kontrowersyjną. Obarczył Polaka karą odjęcia punktów za nieprzepisowe ataki barkami, jednak i to nie wpłynęło negatywnie na postawę Fonfara, który dalej skoncentrowany i pewny siebie kontynuował swoje dzieło. Polak w dziewiątej rundzie był bezlitosny dla Meksykanina, który po raz pierwszy w swojej karierze był liczony po upadku na deski. Chavez Jr. nie wytrzymał serii ciosów Fonfary. Mimo doznanego szoku Meksykanin wstał i kontynuował walkę. Co prawda dotrwał do końca dziewiątego starcia, ale w przerwie narożnik poddał pięściarza.

Dwudzieste siódme zwycięstwo na zawodowym ringu stało się faktem. Andrzej Fonfara rozbił rywala z najwyższej półki – utytułowanego i z nazwiskiem, co na pewno nie przejdzie bez echa. Zainteresowanie pojedynkiem było duże. Chavez chciał wrócić na szczyt i spróbować dobić się do walki o mistrzostwo świata, jednak musi zweryfikować swoje plany. O pojedynku o najwyższe laury śmiało może myśleć Fonfara, który przed rywalizacją z Meksykaninem podkreślał, że poważnie myśli o rewanżu z Adonisem Stevensonem. Polak powalił Kanadyjczyka na deski, jednak werdykt sędziowski był korzystny dla mistrza świata. Czy dojdzie do rewanżu i po raz kolejny na szali pojawi się pas WBC wagi półciężkiej?

KM

Starcie polsko – macedońskie i nie tylko

W Arenie Ursynów dojdzie do niezwykłego wydarzenia. Polscy fighterzy zmierzą się z wojownikami z Macedonii podczas gali DSF Kickboxing Challenge IV. Kto wyjdzie zwycięstwo z tego starcia?

Organizator chce dostarczyć kibicom wielu wrażeń i emocji. Do Polski wraca wielki międzynarodowy kickboxing w postaci meczu Polska – Macedonia. W programie imprezy uwzględniono turniej wagi superciężkiej w K-1 Rules. Tak prezentują się główne wydarzenia IV już gali DSF Kickboxing Challenge, a kto w niej wystąpi?

W  walce wieczoru zaprezentuje się  Dorota Godzina. Do tej pory zawodniczka nie doznała porażki na ringu DSF. Podczas ostatniego występu w Piasecznie Godzina uporała się z Gabrielą Bednarowicz, wcześniej pokonała Ewelinę Nowosielską. Teraz przed zawodniczką DSF Kickboxing Team kolejne wyzwanie, walka z zawodniczką z Macedonii. Godzina doskonale zna Krystinę Stojchevską, która będzie jej najbliższą rywalką. Polka pokonała reprezentantkę Macedonii podczas mistrzostw Europy 2014 w Mariborze. Teraz Stojchevska staje przed okazją do rewanżu, ale Godzina jest bojowo nastawiona i chce podtrzymać passę zwycięstw. Dodatkowo stawką pojedynku będzie pas CHAMPION organizacji DSF Kickboxing Challenge w kategorii do 56 kg.

Pozostałymi uczestnikami meczu Polska – Macedonia będą Kamil Ruta oraz Łukasz Wichowski. Mistrz Europy podczas poprzedniej gali DSF w Piasecznie szybko odprawił Krzysztofa Żukowskiego i zwyciężył w turnieju K-1. Rywalem Ruty będzie Miko Ivanovski. Jeden z najlepszych specjalistów w formule full-contact Łukasz Wichowski stanie do rywalizacji z Dimitarem Gjorgjievem. Trzy pojedynki, które określą wynik rywalizacji i wskażą lepszy team. Polska reprezentacja złożona z Godziny, Ruty i Wichowskiego to przede wszystkim stabilność, ogromna dojrzałość oraz umiejętności. W Arenie Ursynów nasi muszą z szacunkiem podejść do rywali, a w ringu udowodnić swoją wartość.

Kolejną atrakcją wieczoru będzie rywalizacja w wadze superciężkiej. W turnieju wystąpi dwóch aktualnych mistrzów low-kick 2015: Patryk Proszek oraz Tomasz Klimiuk. Celem rywalizacji jest wyłonienie najlepszego polskiego „ciężkiego”, a dodatkowo warto podkreślić, że starcia w tej wadze zawsze wzbudzają ogromne zainteresowanie. Walki mogą być wyjątkowo interesujące. Zwłaszcza rywalizacja Tomasza Klimiuka  z Wojciechem Stawickim, będzie to rewanż za finał mistrzostw Polski 2015 low-kick. W drugiej parze pojedynek stoczą Patryk Proszek i Michał Bławdziewicz.

Warto również zwrócić uwagę na pozostałe walki, w których zawodnicy będą mieli okazję wyjaśnić sobie pewne sprawy. Maciej Grzegorzewski ma z Maciej Garbaczewskim rachunki do wyrównania. Obaj panowie stoczyli zaciętą rywalizację w Pucharze Polski low-kick 2014, która była jednym z etapów walki o wyjazd na mistrzostwa Europy do Bilbao. Pojedynek wygrał Garbaczewski i pojechał na turniej, jednak to Grzegorzewski miał wyższe miejsce w rankingu PZKb. Wiele należy sobie obiecywać po starciu Jana Lodzika z Michałem Królikiem. Obaj zawodnicy prezentują bardzo ofensywny styl, co może być zapowiedzią efektywności w ringu. Warto przyjrzeć się Radosławowi Paczuskiemu, który pozbawił Kamil Ruty marzeń o tytule mistrza Polski w low-kick. Zawodnik Radość Boxing Team zmierzy się z Mateuszem Rycerskim. Po raz pierwszy w ringu DSF pojawi się utytułowany Wojciech Kosowski z warszawskiej Palestry, a jego rywalem będzie Kamil Jenel.

Karta walk:

3 walka meczu – Walka Wieczoru o Pas Mistrzowski DSF Kickboxing Challenge:

K-1 56 kg Krystina Stojchevska Macedonia vs Dorota Godzina DSF Kickboxing Team (X Fight Piaseczno)

2 walka meczu Polska Macedonia: K-1 81 kg Miki Ivanovski Macedonia vs Kamil Ruta DSF Kickboxing Team (Wicher Kobyłka)
1 walka meczu Polska – Macedonia: Full contact 81 kg Dimitar Gjorgjiev Macedonia vs Łukasz Wichowski DSF Kickboxing Team (X Fight Piaseczno)

Turniej wagi superciężkiej PRO:

K-1 91 kg Patryk Proszek (Gwardia Zielona Góra) vs Michał Bławdziewicz (Palestra Warszawa)
K-1 91 kg Tomasz Klimiuk (Human Białystok) vs Wojciech Stawicki (Spartakus Świdwin)

Walki rankingowe PRO:

K-1 70 kg Maciej Grzegorzewski (Human Białystok ) vs Maciej Garbaczewski (TKKF Siedlce)
K-1 65 kg Kamil Szłapka (TS Our Team Poznań) vs Eliasz Jankowski (Olimp Legnica)
K-1 75 kg Kamil Jenel (Paco Katowice) vs Wojciech Kosowski (Palestra Warszawa)
K-1 81 kg Radek Paczuski (Radość Boxing Team) vs Mateusz Rycerski (SKS KB Victoria Szydłowiec)

Walki rankingowe Pro-Am:

K-1 65 kg Jan Lodzik (Tajfun Legionowo) vs Michał Królik (Paco Katowice)
K-1 75 kg Daniel Kolasiński (Palestra Warszawa) vs Marcin Marciszewski (TKKF Siedlce)

KM

Meksykańska fala czeka na Fonfarę

W nocy z soboty na niedzielę kolejny pojedynek na zawodowym ringu stoczy Andrzej Fonfara. Rywalem polskiego pięściarza będzie były mistrz świata wagi średniej Julio Cesar Chavez Jr.

Fonfara staje przed nie lada wyzwaniem. Dla najlepszego polskiego półciężkiego pięściarza nadszedł czas, w którym musi iść do przodu i zaliczać kolejne poziomy doświadczenia. Fonfara zdobył już renomę, co powoduje, że z każdym kolejnym krokiem zbliża się do walki o mistrzostwo świata. Kiedy to nastąpi? Trudno określić, lecz pojedynek z Chavez może przybliżyć najlepszego polskiego półciężkiego do rywalizacji o pas.

Świat usłyszał o Fonfarze, kiedy ten posłał na deski Adonisa Stevensona. Polak było o krok od zdobycia mistrzowskiego pasa WBC. Po dwunastu rundach sędziowie orzekli zwycięstwo Kanadyjczyka, ale 27-letni Polak pokazał się z bardzo dobrej strony i świat ujrzał, że tkwi w nim ogromny potencjał. W ostatnim pojedynku Fonfara pokonał Doudou Ngumbu, czyli pięściarza, który pewnego poziomu nie przeskoczy. Umiejętności najwyższych lotów posiada za to Julio Cesar Chavez Jr.  Stawką pojedynku będzie tytuł WBC International w kategorii półciężkiej.

Meksykanin wraca na ring po rocznej przerwie. Dodatkowo wystąpi w nowej dla siebie kategorii wagowej, dlatego wiele czasu poświęcił na intensywne przygotowania do rywalizacji z Fonfarą. Chavez nie raz udowodnił swoje wysokie umiejętności, które potwierdził zdobywając tytuł mistrza świata WBC wagi średniej. Meksykanin jest niezwykle doświadczonym pięściarzem. Na zawodowym ringu stoczył ponad pięćdziesiąt pojedynków, w których zanotował tylko jedną porażkę. Pogromcą Chaveza okazał się Sergio Gabriel Martinez we wrześniu 2012 roku. Fonfara musi czerpać z Argentyńczyka, który z były mistrzem WBC wygrał na punkty. Polski półciężki liczy, że uda mu się znokautować Chaveza. Meksykanin ma świadomość, iż musi trzymać się na baczności. Doskonale zna potencjał i możliwości Fonfary, a pojedynek Polaka ze Stevensonem zrobił na nim wrażenie. – Myślę, że Andrzej Fonfara to jeden z najlepszych pięściarzy kategorii półciężkiej. Wszyscy pięściarze wiedzą kim jest Fonfara. Ten facet posłał na deski Adonisa Stevensona – powiedział Meksykanin.

Fonfara, który na konferencji prasowej nieco przypominał Chucka Norrisa w młodszym wydaniu, spojrzał głęboko w oczy Chavezowi. 27-letni bokser jest zdeterminowany, aby wygrać. Dla Polaka to ogromne wyzwanie, a zarazem szansa. Jeśli wygra po raz kolejny zrobi się o nim głośno, a w przypadku zwycięstwa będzie miał w ręku niezwykle mocną kartę. W dalszej perspektywie Fonfara myśli o rewanżu ze Stevensonem. – Nie ważne w jaki sposób, ale wygram ten pojedynek, a potem będę chciał rewanżu z Adonisem Stevensonem. Chavez to wspaniały pięściarz. On zadaje ciosy wyprowadzając kombinacje i dysponuje mocnym uderzeniem, ale jestem na to gotowy – mówił Polak na konferencji prasowej.

Walka na dystansie dwunastu rund odbędzie się w sobotę 18 kwietnia w StubHub Center w Carson. Wszyscy czekają, aby meksykańska fala radości ze zwycięstwa Polaka stała się faktem. Polski półciężki wykonał kawał dobrej roboty, ale stać go na więcej. Musi iść do przodu i szukać sposobności dotarcia na szczyt. W Stanach Zjednoczonych radzi sobie wyśmienicie, a w rywalizacji z Chavezem musi koniecznie to potwierdzić. Pojedynek będzie transmitowany przez telewizję Showtime, w Polsce walkę pokaże TVP.

KM

Jerome Le Banner

Francuski kickboxer urodzony 26 grudnia 1972 roku w Hawrze. Największe swoje sukcesy odnosił w formule K-1.  W tej formule zadebiutował 3 marca 1995 roku. Już na samym początku swojej kariery wszedł do światowej czołówki tej dyscypliny zajmując drugie miejsce w K-1 World Grand Prix 1995. W latach 1998-2002 wygrał 20 z 23 swoich walk, większość przed czasem. Wygrywał z  takimi rywali jak: Francisco Filho, Samen Greco, Mattem Skeltonem, Peterem Aertsem, Markiem Huntem, Ernesto Hoostem i Musashim. Kulminacyjnym momentem był Finał K-1 World Grand Prix 2002, gdy będąc zdecydowanym faworytem do mistrzostwa przegrał w walce finałowej z Hoostem z powodu złamanej ręki. Po pół rocznej rekonwalescencji powrócił na ring, lecz już nigdy nie dotarł do ścisłego finału K-1 WGP. Najbliżej powtórzenia tego sukcesu był w 2007 roku, gdy odpadł w półfinale, przegrywając z Semmym Schiltem. W czerwcu 2008 roku otrzymał szansę walki o pas mistrza K-1 w kategorii wagowej super ciężkiej z broniącym tytułu Schiltem. Le Banner przegrał ten pojedynek przez jednogłośną decyzję sędziów. Jerome również okazjonalnie startuje w MMA. Pierwszy pojedynek stoczył w sylwestra 2001 roku na japońskiej gali Inoki Bom-ba-ye. W późniejszych latach walczył dla powiązanych z K-1 organizacji HERO’S i DREAM. Na początku 2012 roku podpisał kontrakt na dwie walki z polskim KSW. 25 lutego na gali KSW XVIII miał zmierzyć się z Marcinem Różalskim, lecz z powodu kontuzji wycofał się z tego pojedynku. Ich pojedynek zaplanowano więc na KSW XX we wrześniu, lecz i tym razem Le Banner wycofał się z powodu urazu. W 2011 roku w związku z problemami finansowymi organizacji K-1 , podpisał kontrakt z IGF, należącą do Antonio Inokiego japońską organizacją wrestlingu. Zadebiutował w niej w kwietniu, a w sierpniu został jej mistrzem.

Osiągnięcia Le Bannera w Kickboxingu to:

  • 2011: Mistrz Świata ISKA w kick-boxingu w wadze superciężkiej
  • 2002: Wicemistrz K-1 World Grand Prix
  • 2001: K-1 World Grand Prix in Osaka – 1. miejsce
  • 2000: K-1 World Grand Prix in Nagoya – 1. miejsce
  • 1998: Mistrz Świata WKN w boksie tajskim w wadze superciężkiej
  • 1996: Mistrz Świata ISKA w boksie tajskim w wadze superciężkiej
  • 1995: Wicemistrz K-1 World Grand Prix
  • 1994: Mistrz Europy ISKA w kick-boxingu w wadze superciężkiej (full contact)
  • 1992: Mistrz Francji ISKA w kick-boxingu w wadze superciężkiej (full contact)

Aleksiej Ignaszow

Białoruski kickbokser urodzony 18 stycznia 1978 roku w Mińsku. Jest uznawany za jednego z najlepszych przedstawicieli Białoruskiej szkoły Muay Thai. Trenuje w renomowanym mińskim klubie Chinuk Gym. W 1998 roku został mistrzem Europy organizacji WPKL. W latach 1999-2000 zdobył cztery tytuły mistrza Świata ISKA i WMC. W 2000 roku wygrał preliminaryjny turniej K-1 w Mińsku, kończąc wszystkie walki przed czasem. Sukces ten zaowocował zaproszeniem do udziału w turnieju w Nagoi, który był eliminacją do Finału K-1 World Grand Prix 2001 w Tokio. Ignaszow wygrał wszystkie swoje walki zdobywając nominację. W ćwierćfinale finałowego World GP znokautował ciosem kolanem Duńczyka Nicholasa Pettasa. W półfinale uległ jednak mistrzowi świata karate Kyokushin, Francisco Filho. Mimo porażki, Białorusin szybko zdobył wielką popularność, stając się czołowym Kick-boxerem świata młodego pokolenia. W ciągu następnych dwóch lat pokonał Cyrila Abidi, Petera Aertsa oraz Mike’a Bernardo. Zwycięstwo nad Bernardo dało Aleksiejowi miejsce w Finale K-1 World GP 2003. Wielu ekspertów upatrywało w Białorusinie faworyta turnieju i nowego mistrza K-1. Nie spełnił on jednak pokładanych w nim nadziei i odpadł już w pierwszej , ćwierćfinałowej walce z Aertsem. Następny rok był wyjątkowo pracowity dla Ignaszowa, który walczył nie tylko w K-1 ale także dla organizacji HERO’S oraz It’s Showtime. Na gali tej ostatniej organizacji znokautował późniejszego czterokrotnego mistrza K-1 Semmy’ego Schilta. Rok 2005 to rok niepowodzeń Białorusina. Cztery porażki z rzędu oraz kontuzja kolana sprawiły, że wypadł z czołówki K-1. W 2008 roku podpisał kontrakt na walki w cyklu KO World Series, ale zdążył stoczyć tylko jeden przegrany pojedynek zanim organizacja ta Ne zbankrutowała. Do K-1 powrócił w 2010 roku , gdy na gali w Jokohamie stoczył przegrany pojedynek z Badrem Hari. Miesiąc później wziął udział w roli jednego z faworytów w GP wschodniej Europy w Bukareszcie, będącej eliminacją do Finału K-1 WGP. Wygrał dwa pierwsze pojedynki, jednak odnowiona kontuzja kolana zmusiła go do wycofania się z walki finałowej. 

Taiei Kin

Japoński karateka, kickboxer oraz zawodnik MMA urodzony 8 lipca 1970 roku w Amagasaki. Swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w bardzo młodym wieku od trenowania karate, w szkole średniej ćwiczył również boks. Na studiach wstąpił do organizacji Seidokaikan i rozpoczął starty w profesjonalnych turniejach pełno kontaktowego karate. W 1992 roku zajął drugie miejsce w pucharze świata w Seidokaikan. W walce finałowej pokonał go Andy Hug. Rok później został wicemistrzem turnieju karate Japan Open. Sukces ten powtórzył w 1994 roku. W 1995 roku zdobył Puchar Świata Seidokaikan pokonując w walce finałowej Toshiyuki Atokawę. W organizacji K-1 startował od jej powstania w 1993 roku. Podczas swojego debiutu na K-1 Grand Prix 1993 pokonał przez decyzję utytułowanego brytyjskiego karatekę Michaela Thompsona. Kin był jednym z najlżejszych zawodników wagi półciężkiej w K-1, co uniemożliwiało mu skuteczną rywalizację na turniejach z cyklu K-1 World Grand Prix. Walczył więc głównie w pojedynczych walkach pozaturniejowych. Podczas jednej z takich walk w czerwcu 1993 roku na gali K-1 Sanctuary 3 zmierzył się z Changpuekiem Kiatsongritem o mistrzostwo świata UKF w wadze półciężkiej. Przegrał przez decyzję po pięciu rundach. W marcu 1994 roku doszło do walki rewanżowej podczas gali K-1 Challenge ’94. Tym razem lepszy okazał się Kin, wygrywając przez niejedno głośną decyzję. W lipcu 1995 roku zajął w Nogoi drugie miejsce w turnieju K-3 Grand Prix, przegrywając w finale po niezwykle wyrównanej walce z Holendrem Ivanem Hyppolitem. 1 września 1996 roku został mistrzem świata WMTC w wadze junior średniej, pokonując przez niejedno głośna decyzję Taja Wanlopa Sor. Sarthaphana. 30 lipca 2000 roku po wygranej nad Stanem Longinidisem podczas K-1 World Grand Prix w Nagoi, zakończył sportową karierę. Karierę wznowił w 2006 roku. W sierpniu tego roku zadebiutował w MMA biorąc udział w turnieju HERO’S 2006 Light Heavyweight Tournament. Odpadł w ćwierćfinale po przegranej przez poddanie z judoką Yoshihiro Akiyamą. W latach 2006-2008, walcząc dla organizacji HERO’S i DREAM stoczył na zasadach MMA sześć walk (3 wygrane, 3 przegrane). W 2007 roku powrócił na ring K-1. Wziął udział w turnieju K-1 World GP w Hongkongu. Tam wygrał dwie pierwsze walki przez nokaut, ale musiał wycofać się z turnieju z powodu kontuzji. W 2009 roku zajął drugie miejsce na GP Azji w Seulu, przegrywając w walce finałowej z Hindusem Singhiem Jaideepem. W październiku 2011 roku 41 letni Kin podpisał kontrakt z Japońską organizacją sportów walki ACCEL. Dwa miesiące później pokonał w walce Kick-bokserskiej Ryujiego Goto.

Osiągnięcia w Kick-boxingu:

  • 2009: K-1 World GP w Seulu (GP Azji) – 2. miejsce
  • 1998: Mistrz Świata WMTC w wadze juniorśredniej
  • 1995: K-3 Grand Prix – 2. miejsce
  • 1994: Mistrz Świata UKF w wadze półciężkiej

Osiągnięcia w Karate Seidokaikan:

  • 1995: Karate World Cup – 1. miejsce
  • 1994: Karate Japan Open – 2. miejsce
  • 1993: Karate World Cup – 3. miejsce
  • 1993: Karate Japan Open – 2. miejsce
  • 1992: Karate World Cup – 2. miejsce

Gwiazdor MMA marzy o Igrzyskach Olimpijskich

Anderson Silva jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych zawodników mieszanych sztuk walki. W ostatnim czasie o Brazylijczyku było głośno nie ze względu na sportowe dokonania.

W styczniu na gali UFC Fight Night 183 „Spider” zmierzył się z Nickiem Diazem i wygrał tę rywalizację, ale po pojedynku zaczęły się problemy 40-letniego Brazylijczyka i jego konkurenta. W organizmach obu zawodników wykryto niedozwolone substancje. Silva wspomagał się pochodnymi testosteronu, zaś Diaz stosował marihuanę. „Spider” został ponownym testom, które dały po raz kolejny wynik pozytywny. Choć sam wielokrotnie wypierał się stosowania niedozwolonych środków, okazało się, że mijał się z prawdą. Dla wielu było to zaskoczenie. Pojawiły się głosy niedowierzania. Komisja Sportowa Stanu Nevada podjęła decyzję o zawieszeniu fightera. W jednej chwili Silva z piedestału spadł w niebyt, jednak Brazylijczyk nie chce stać z boku i podejmuje walkę o swoje.

Anderson Silva to zawodnik z najwyższej półki. Popełnił błąd, który w świecie MMA w ostatnim czasie staje się coraz bardziej powszechny. Dopuścił się zachowania niegodnego wielkiego mistrza, jednak chce zatrzeć złe wrażenie i spełnić swoje marzenia. Po pierwsze, zawodnik chciałby stoczyć kolejną walkę w MMA. Silva liczy na rewanż z Nickiem Diazem. Po drugie, Silva chce wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Brazylijczyk stoi na stanowisku, że ma do wyrównania rachunki z Nickiem Diazem. Fakt, że wygrał styczniowe starcie, ale ostatecznie decyzją Komisji Stanowej zostało określane jako „no contest”. Celem Silvy jest udowodnienie swojej wyższości nad Amerykaninem i w związku z tym liczy na kolejną szansę od Dana White’a. Ponadto, 40-latek chciałby, aby ten pojedynek odbył się w Brazylii. To jest jeden z najbliższych celów, ale nie najważniejszy. Gwiazdor MMA chce spełnić swoje wielkie marzenie i wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich. W przyszłym roku najlepsi sportowcy świata będą rywalizować w Rio de Janeiro, w Brazylii, w  ojczyźnie Andersona Silvy. Problem w tym, że MMA nie jest dyscypliną olimpijską. Silva znalazł  rozwiązanie tej sytuacji i zamierza wystartować na igrzyskach w taekwondo. W tym celu zawodnik kontaktował się już z prezesem brazylijskiej federacji Carlosem Fernandesem. Anderson Silva otwarcie przyznaje jakim zaszczytem byłby dla niego występ w Rio. – Z wielką chęcią chciałabym reprezentować taekwondo i Brazylię na igrzyskach olimpijskich w 2016 roku. Będę to czynił z szacunkiem, siłą i honorem – napisał w piśmie skierowanym do brazylijskiej federacji 40-letni fighter. Warto dodać, że taekwondo nie jest obce Silvie. Brazylijczyk ma piąty dan w tej dyscyplinie. Z jednej strony Anderson Silva jest zawieszony i jego wizerunek został poważnie naruszony, z drugiej sam zawodnik stara się na nowo odnaleźć w rzeczywistości i walczyć, aby odzyskać uznanie. Czy ta próba powiedzie się?

KM

 

Gokhan Saki

Pochodzący z Holandii turecki kickboxer wagi ciężkiej urodzony 8 października 1983 roku w Schiedam. Treningi boksu tajskiego rozpoczął w wieku 10 lat pod okiem Jana Patsjerika. Od 2001 roku związany jest z klubem Golden Glory z Bredy. W swojej karierze zdobył kolejno mistrzostwo Holandii, Europy i Świata w Muay Thai. Od 2006 roku walczy dla organizacji K-1, dla której zadebiutował podczas turnieju K-1 World GP w Amsterdamie. Podczas tego turnieju doszedł do finału w którym przegrał z Bjornem Bregym. Od tej walki był niepokonany. W lipcu 2008 roku zwyciężył turniej K-1 World GP na Hawajach, wygrywając wszystkie walki przed czasem. We wrześniu pokonał Raya Sefo, i zakwalifikował się do Finału K-1 World GP, którego stawką był tytuł mistrza K-1 WGP. W ćwierćfinale wygrał z Rusłanem Karajewem, ale w walce o finał został znokautowany przez późniejszego mistrza Remy’ego Bojansky’ego. Ta porażka zakończyła jego passę 16 wygranych. W marcu 2009 roku wziął udział w turnieju o wakujące mistrzostwo K-1 w wadze ciężkiej. W półfinale znokautował Tyone’a Sponga. W finale jednak niespodziewanie przegrał z Keijiro Maedą. Tego roku kontuzja wyeliminowała go z wzięcia udziału w eliminacjach do finału K-1. Do finałowego turnieju awansował natomiast w 2010 roku, nokautując Freddy’ego Kemayo podczas Final 16. W ćwierćfinale Saki pokonał Daniela Ghitę. W tym pojedynku doznał złamania prawej ręki, jednak mimo to postanowił wyjść do półfinału. Tam przegrał z Alistairem Overeemem przez nokaut w pierwszej rundzie po kopnięciu w złamaną rękę.

Osiągnięcia Gokhana Sakiego :

  • 2011: Ultimate Glory World Series − 1. miejsce
  • 2008: K-1 World GP na Hawajach – 1. miejsce
  • 2008: Mistrz Świata WFCA w wadze superciężkiej
  • 2006: K-1 World GP w Amsterdamie – 2. miejsce
  • 2003: Mistrz Świata Muay Thai
  • 2002: Mistrz Europy Muay Thai
  • 2001: Mistrz Holandii Muay Thai

Husaria – duch patriotyzmu, dołącz do projektu

Czym jest patriotyzm? Każdy intuicyjnie rozumie to pojęcie. Ale czy każdy może powiedzieć o sobie 'jestem patriotą?'. Aby wiedzieć, aby czuć się patriotą, nie trzeba znać „książkowej” definicji patriotyzmu. Niemniej, warto nieco przypomnieć sobie historię Polski, aby móc zobaczyć, co dawniej rozumiano pod pojęciem patriotyzmu, a co oznacza on współcześnie, jakimi przymiotami wyróżnia się prawdziwy patriota…

Patriotyzm dawniej

Patriotyzm dla Polaków miał szczególne znaczenie zwłaszcza w czasach, gdy Polska znajdowała się pod zaborami. Wówczas to największym przejawem patriotyzmu była oczywiście walka z wrogiem, walka o niepodległość kraju, obrona swego państwa nawet za cenę własnego życia. Każdy prawdziwy patriota był gotów walczyć i zginąć za ojczyznę w każdej chwili.

To, czym charakteryzowała się postawa patriotyczna dawniej, najlepiej widać chociażby na przykładzie działań Polaków w okresiedrugiej wojny światowej. Nie każdy Polak miał możliwość prowadzić otwartą walkę z okupantem, dlatego też walczył na wszelkie inne możliwe sposoby – nie zawsze zgodne z zasadami „fair play”. Wśród nich można wyróżnić między innymi dywersję (Akcja pod Arsenałem),sabotaż (tak zwany „mały sabotaż” w okresie okupacji niemieckiej, prowadzony przez ruchy oporu), wszelkie działania konspiracyjne,partyzantkę. Wszystkie te działania miały za zadanie uświadomić wrogowi, że Polska nie jest jeszcze przegrana i będzie walczyć.

Współczesny patriotyzm

Obecnie już patriotyzm nie musi przejawiać się w różnych sposobach walki z okupantem, bowiem Polska jest niepodległa. Niemniej,pielęgnowanie tradycji budowanie świadomości narodowej (zwłaszcza wśród młodego pokolenia!) jest ogromnie ważne, bowiem nasi przodkowie walczyli za ojczyznę i w walce tej ginęli. A robili to po to, abyś żeł w Wolnej Polsce.

Pamięć o minionych czasach pielęgnuje nie tylko szkoła, która niewątpliwie ma ogromny wkład w rozbudzanie świadomości narodowej młodych Polaków. Ważne są także (a nieraz przemawiają nawet bardziej niż szkolne wykłady) historie rodzinne opowiadane przez babcie, dziadków i innych starszych członków rodziny. Historie o tym, jak dziadek czy wujek przebywał w obozie koncentracyjnym, o tym jak walczył na froncie z karabinem w dłoni za wolność ojczyzny i spokojną przyszłość dla swojej rodziny.

Bardzo ważnym „elementem” budowania świadomości narodowej i postawy patriotycznej Polaków jest celebrowanie ważnych dat i uczestnictwo w wydarzeniach patriotycznych. Obchody takich świąt narodowych jak Narodowe Święto Niepodległości zawsze odbywają się w niezwykle uroczystejpodniosłej atmosferze. Nawet jeśli młodzi Polacy na co dzień nie zastanawiają się nad kwestią niepodległości, a po prostu z niej korzystają, w takich właśnie ważnych dniach ich myśli kierują się w stronę przeszłości, chcą oddawać hołd tym wszystkim, dzięki których poświęceniu mogą teraz żyć w wolnej ojczyźnie.

Obecnie patriotą może nazywać się każdy ten, kto pielęgnuje tradycję narodowąkulturę, wartości, a także język polski. Każdy, kto czuje więź ze swoim narodem i ojczyznę szanuje, zna jej historię. Ogromnie ważne jest bowiem to, aby nie zatracić swojej tożsamości narodowej.

Patriotyzm na stadionach

Być patriotą i wyrażać to, można na wiele sposobów. Jednym z bardziej widowiskowych jest patriotyzm na stadionach. Kibice naprawdę potrafią pokazać, iż niezależnie od tego, jak bardzo na co dzień różnią się od siebie, w ważnych chwilach umieją się zjednoczyć iprzemawiać jednym głosem i tworzyć niesamowite oprawy wydarzeń patriotycznych. Śmiało można powiedzieć, iż walczą oni o wspólną sprawę – o zwycięstwo swojej drużyny.

Rola kibiców jest ogromna. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo drużynie pomaga ich wspaniały doping. Jest to szczególnie ważne, gdy polska drużyna gra na „obcym podwórku”. Wówczas dźwięk Mazurka Dąbrowskiego, widok polskiej flagidodaje im siły do walki o zwycięstwo – dla swoich kibiców i dla swojego kraju. Polscy kibice cechują się wyjątkowo silną postawą patriotyczną i nigdy nie zawodzą!

Husaria – odbudowa Polski

Każdy Polak, każdy patriota, powinien wiedzieć czym była husaria. Zwrot ten oznacza polską jazdę, która na polach bitewnych była obecna od XVI do połowy XVIII wieku. To właśnie husaria przełamywała siły wroga szarżując na niego. Polska husaria uznawana jest zanajbardziej skuteczną formację wojskową w historii całej kawalerii!

W bitwach husaria brała udział nieprzerwanie przez blisko 300 lat. Warto dodać, iż przez dokładnie 125 lat, tj. w latach 1500-1625, husarianie przegrała ani jednej bitwy, w której uczestniczyła. To niezbicie dowodzi tego, jak wielką siłą była, jak doskonale wyszkoleni i doświadczeni byli husarze. Ogromnie ważne jest to, iż polska husaria zwyciężyła wiele bitew, w których wróg miał sporą przewagę liczebną. Wystarczy tu przytoczyć choćby taką bitwę jak Kłuszyn 4 lipca 1610 roku, kiedy to wojska polskie wraz z husarią liczyły zaledwie 6800walczących, zaś Rosjanie stawili się na bitwę w liczbie 35000!

Husaria jest pięknym przykładem patriotyzmu – walki o wolność ojczyzny, wielkiej odwagi, wiary w zwycięstwo. Husarzy pielęgnowali i kontynuowali tradycje swoich przodków, ciężko pracowali na swój status, wychowywani byli w prawdziwie rycerskim duchu. Byli dumni, pewni siebie i swojej ogromnej wartości. Tradycje husarskie warto pielęgnować i można to robić także teraz, choć niekoniecznie na koniu i z szablą w ręku.

Dziś chcemy odbudowy Polskiej Husarii – tradycyjnych wartości, ducha walki i dążenia do zwycięstwa w sporcie i życiu prywatnym.

Husarmia.pl :: Odwaga, Duma Zwycięstwo – projekt dla sportowców i wojowników którzy chcą krzewić patriotyzm na całym świecie.
Dołącz do projektu. Śledź wydarzenia w Twoim mieście. Uczestnicz w akcjach. Buduj Polską Dumę Narodową.
Zobacz galerię ostatniej akcji z Krakowa na: https://www.facebook.com/husarmia

Co w kadrze piszczy?

Katarzyna Kłys rysowała się jako liderka kadry kobiet w judo i kandydatka do zdobycia medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Czy coś w tej kwestii zmieniło się?

Kłys zrobiła ogromny postęp i wskoczyła do światowej czołówki judo. W poprzednim sezonie prezentowała się bardzo dobrze. W Czelabińsku podczas mistrzostw świata wywalczyła brązowy medal – pierwszy dla Polski od jedenastu lat! Wielu widziało w niej nadzieję na medal w Rio. Kłys stała się zawodniczką, która miała przełamać niemoc polskiego judo na igrzyskach olimpijskich. Jednak w ostatnim czasie pojawiły się głosy, że brązowa medalista mistrzostw świata może nie wystąpić w Rio. Jak to?

Po analizie sytuacji należy wnioskować, że są to słowa na wyrost. Katarzyna Kłys powinna uzyskać kwalifikację olimpijską i reprezentować Polskę w Rio de Janeiro. Drodzy Państwo, skąd jednak te głosy? Co sprawiło, że pojawiła się opcja nieobecności Katarzyny Kłys na Igrzyskach Olimpijskich? Otóż, chodzi o kwestię przygotowań i kto oficjalnie ma je firmować. Trenerem kadry kobiet jest Aneta Szczepańska, a od pewnego czasu z Kłys pracował jej mąż Artur. Wśród szkoleniowców pojawiła się różnica zdań. Katarzyna Kłys wróciła do sportu po urodzeniu dziecka i chciała trenować pod okiem męża. Ówczesny prezes PZJudo Wiesław Błach przystał na to. Teraz pojawiło się nieporozumienie na linii Aneta Szczepańska – Artur Kłys. Mąż brązowej medalistki z Czelabińska uważa, że Szczepańska postawiła twardy warunek: zawodniczka trenuje z nią bądź współpraca z państwem Kłysami dobiega końca. Rzecz jasna srebrna medalistka z Atlanty odpowiada za wyniki całej kadry kobiet. Szczepańska podkreślała, że Kłys wraz z mężem miała komfortowe warunki do trenowania, ale chodzi przede wszystkim o spokój i dobro zawodniczki. PZJudo znalazł rozwiązanie problemu. Powstaje umowa, która ma definitywnie określać zasady współpracy między zawodniczką, a szkoleniowcami. Mąż Katarzyny Kłys będzie jej osobistym opiekunem, ale program działań będzie ustalany z trener Szczepańską.

Jeśli cała sprawa zakończy się pomyślnie to zmartwienie zniknie. Źle, że w ogóle doszło do takiej sytuacji, która negatywnie wpłynęła przede wszystkim na zawodniczkę, a ona jest w tym wszystkim najważniejsza. Katarzyna Kłys stanęła w rozdarciu. Trudno odnaleźć się w takiej sytuacji – tak po ludzku. Gdy w grę wchodzą emocje nie jest łatwo. Kwestią fundamentalną jest regulowanie zasad współpracy. Jeśli PZJudo przystał na warunek Kłys, która chciała trenować z mężem to tak kwestia powinna być ustalona i potwierdzona oficjalnie przez obie strony. Jej nieuregulowanie doprowadziło do sytuacji konfliktowej. Nie powinno do niej dojść. Brak Katarzyny Kłys w kadrze na obóz do Izraela, jej treningi w Zakopane i brak występu w zawodach Grand Prix rodziły kolejne domysły. A najważniejsza w tym wszystkim jest zawodniczka i jej dobro. Miejmy nadzieję, że strony wyjaśniły sobie wszystko i będą harmonijnie współpracować. Bo cel jest powszechnie znany. Kłys ma aspiracje na medal w Rio. Do sukcesu potrzebna jest atmosfera. Ciężkie treningi to jedno, a współpraca z trenerami to drugie. Jednakże wszyscy muszą mówić jednym głosem.

KM

MP full contact: Kozera po raz piąty

W Luboniu koło Poznania odbyły się mistrzostwa Polski seniorów i juniorów w kickboxingu w formule full contact. Na starcie pojawiło się ponad dwustu czterdziestu zawodników. Wszyscy stanęli do rywalizacji z nadziejami na triumf.

Marzenia o piątym tytule mistrzowskim spełnił Jakub Kozera (+91kg). Zawodnik Gwardii Zielona Góra w finale trafił na Tomasza Piechockiego z KKS Sporty Walki Poznań. Panowie doskonale znali swój potencjał, gdyż rywalizowali podczas mistrzostw Polski w 2013 roku. Kozera wiedział, że staje przed trudnym zadaniem, ale najważniejszy był piąty medal z kolei. Ta sztuka zawodnikowi z Zielonej Góry udała się. Kozera zwyciężył Piechockiego 2:1. W Luboniu doszło do powtórki finału z ubiegłego roku w kategorii 71 kg. Kamil Dajwłowski z Piotrowskiej Szkoły Sztuk Walki TOM CENTER spotkał się z Szymonem Salachną z Beskidu Dragon Bielsko-Biała. W Kurzętniku zwyciężył ten pierwszy, w Luboniu rezultat powtórzył się – 3:0. Dajwłowski mistrzem Polski w kategorii 71 kg. Robert Niedźwiecki w 57 kg okazał się lepszy od Łukasza Wydro. Zawodnik z Torunia w pierwszej rundzie był liczony, co miało wpływ na ostateczny wynik rywalizacji.  Tym samym Wydro nie obronił tytułu zdobytego w Kurzętniku. Dobrą walkę dał doświadczony Bogumił Połoński. Mimo to fighter SKF Boksing Zielona Góra musiał uznać wyższość Mateusza Kubiszyna. Z dobrej strony zaprezentował się Michał Grzesiak (91kg), który udowodnił swoją wartość i przed czasem pokonał Oskara Skupienia.

Nadzieje na trzeci złoty medal z rzędu miał Kajetan Kierstein. Fighter z Poznania przygotowywał się intensywnie do startu w mistrzostwach Polski, gdzie chciał potwierdzić swoją formę. Kierstein zaliczył dobry start podczas Pucharu Świata w Irlandii zdobywając brązowy medal. W kategorii 67 kg rywalizowało ośmiu zawodników. Kierstein w finale trafił na klubowego kolegę – Piotra Odważnego i musiał uznać jego wyższość. Tytuł w kategorii 75 kg obronił Robert Krasoń z Piotrowskiej Szkoły Sztuk Walki TOM Center.

Wśród pań zdobycze z poprzednich mistrzostw zachowały Ewa Bulanda (48 kg) oraz Anna Kołodziejska (+70kg). W finale zawodniczka z Nowego Sącza spotkała się z Katarzyną Mośko, która rok temu triumfowała w 52 kg. Tym razem KKS Sporty Walki Poznań spróbowała sił w niższej kategorii i awansowała do finału, w którym 0:3 przegrała z Bulandą. Kołodziejska pewnie pokonała Marię Barcikowską. W kategorii 65 kg dobry występ zanotowała Marta Waliczek. Zawodniczka z Bielsko-Białej zbiera kolejne medale. Tym razem w finałowej rozgrywce uporała się z Pauliną Frankowską z Piaseczna.

W hali LOSiR w Luboniu rywalizowało ponad dwustu czterdziestu zawodników. Najlepszą zawodniczką w rywalizacji seniorskiej wybrano Żanetę Cieślę (52kg), która zdobyła swój trzydziesty piąty złoty medal w karierze. W finale fighterka z Głogowa pewnie pokonała wyższą Natalię Bernasiak. Wśród panów najlepszym zawodnikiem wybrano Kacpra Frątczaka (81kg) z Akademii Sportów Walki KNOCKOUT Zielona Góra.

Wyniki MP full-contact w Luboniu:

-48 kg Karolina Mośko (KKS Sporty Walki Poznań) – Ewa Bulanda (Uczniowski Klub Sportowy EVAN Nowy Sącz) 0-3
-52 kg Natalia Biernasiak (KKS Sporty Walki Poznań) – Żaneta Cieśla (Legion Głogów) 0-3
-56 kg Klara Kleczkowska (KT Legia Warszawa) – Gabriela Bednarowicz (Sportowy Klub Kickboxing Kielce) zwyc. Bednarowicz WO
-60 kg Magdalena Frankowicz (Małopolska Szkoła Sportu i Rekreacji Ring Kraków) – Klaudia Cichoń (LUKS JAS POL Krynica) 0-3
-65 kg Marta Waliczek (Beskid Dragon Bielsko-Biała) – Paulina Frankowska (KS X FIGHT Piaseczno) 3-0
-70 kg Kamila Berek (GKS Champion Gdańsk) – Karolina Dziedzic (UKS Diament Pstrągowa) 0-3
+70 kg Anna Kołodziejska (KKS Sporty Walki) – Maria Barcikowska (Stowarzyszenie Sportu i Rekreacji Wola Warszawa) 3-0

-51 kg Wojciech Peryt (Radomski Klub Kickboxingu Kick-Sport) – Szymon Niewczas (Uczniowski Klub Sportowy EVAN Nowy Sącz) AB 1
-57 kg Łukasz Wydro (SMOK Toruń) – Robert Niedźwiedzki (KS ZIĘTEK Team Brzeziny) 0-3
-60 kg Artur Cieciura (Piotrowska Szkoła Sztuk Walki TOM CENTER) – Arkadiusz Drohomirecki (Beskid Dragon Bielsko-Biała) 3-0
-63,5 kg Przemysław Brzózka (Klub Sportowy C.S.E. Sparta Chrzanów) – Jakub Pokusa (KSW Szczecinek) 0-3
-67 kg Piotr Odważny (KKS Sporty Walki Poznań) – Kajetan Kierstein (KKS Sporty Walki Poznań) 2-1
-71 kg Szymon Salachna (Beskid Dragon Bielsko-Biała) – Kamil Dajwłowski (Piotrowska Szkoła Sztuk Walki TOM CENTER) 0-3
-75 kg Robert Krasoń (Piotrowska Szkoła Sztuk Walki TOM CENTER) – Dominik Pazdan (UKS Diament Pstrągowa) 3-0
-81 kg Filip Karbownik (Piotrowska Szkoła Sztuk Walki TOM CENTER) – Kacper Frątczak (Akademia Sportów Walki KNOCKOUT Zielona Góra) 0-3
-86 kg Bogumił Połoński (SKF Boksing Zielona Góra) – Mateusz Kubiszyn (Klub Sportów Walki Sokół Jarosław) 1-2
-91 kg Michał Grzesiak (Center Team Odolanów)  – Oskar Skupień (KS ZIĘTEK Team Brzeziny) AB 2
+91 kg Jakub Kozera (Gwardia Zielona Góra) – Tomasz Piechocki (KKS Sporty Walki Poznań) 2-1

KM

Wygrał z Petersonem i zmierza dalej

Danny Garcia, mistrz świata WBC i WBA wagi lekko półśredniej, pokonał podczas gali z cyklu „Premier Boxing Champions Lamonta Petersona, mistrza świata IBF. Tym samym „Swift” zapisał na swoim koncie trzydzieste pierwsze zwycięstwo w karierze.

Walka nie należała do porywających. Pojedynek toczony był w wolnym tempie, pięściarze przyjęli zachowawczą taktykę i uciekali od kontaktu. Zwłaszcza Peterson, który trzymał bezpieczny dystans od przeciwnika. Pojedynek starał się prowadzić Garcia. „Swift” był bardziej aktywny, wyprowadzał większość liczbę ciosów i szukał swojej szansy na zaskoczenie rywala. Peterson był nadto ostrożny, ale w końcu zaatakował. W siódmej rundzie doszło do kilku wymian, z których większe korzyści wyciągnął Garcia, gdyż był szybszy i skuteczniejszy. Z czasem Peterson wrzucił „drugi” bieg i poczynał sobie coraz śmielej. W dziewiątej rundzie zdominował Garcię, który cofnął się do głębokiej defensywy. Peterson przystąpił do ataku zbyt późno. Od początku Garcia robił wszystko, aby zbudować swoją przewagę, co udało się i przyniosło wymierną korzyść. Trzy rundy, w których Peterson ruszył na rywala to zbyt mało. Tak też całą walkę ocenili sędziowie przyznając zwycięstwo Garcii. Werdykt brzmiał dwa do remisu – 114:114, 115:113, 115:113.

Po zakończeniu walki Garcia mógł mieć wątpliwości, komu przypadnie zwycięstwo. Korzystny dla niego werdykt przyniósł mu ulgę i ogromną radość. Mimo wszystko rywalizacja z Petersonem okazała się wymagająca dla „Swifta”. – Nie będę oszukiwał i powiem szczerze, że to był trudny pojedynek. Jestem zadowolony ze swojej dyspozycji, gdyż zrobiłem dużo, aby odnieść zwycięstwo powiedział Garcia. Dla pięściarza z Filadelfii był to kolejny wygrany pojedynek w karierze. Garcia ma na swoim koncie trzydzieści jeden zwycięstw i ani jednej porażki. Przed rywalizacją z Petersonem pojawił się temat przenosin „Swifta” do wyższej kategorii wagowej. Walka pokazała jednak, że pięściarz musi mierzyć siły na zamiary i ta decyzja nie byłaby odpowiednim krokiem. Sam Garcia trzeźwo ocenił swoje możliwości na tym polu.Bardzo chciałbym zawalczyć z Pacquiao lub Mayweatherem. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, kilku walk, aby móc spróbować swoich sił w kategorii półśredniej.

Tym samym Garcia odkłada swoje plany na czas bliżej nieokreślony. Podczas walki z Petersonem zabrakło mu odpowiedniej motoryki, siły ciosu, więc przejść do kategorii półśredniej w tym momencie nie byłoby odpowiednią decyzją. Czas i kolejne doświadczenia z pewnością będą przemawiały za tym, aby Garcia spróbował swoich sił w wyższej wadze.

Zaproszenie do „Swifta” wystosował Marcos Maidana, który chętnie sprawdziłby umiejętności Amerykanina. 31-letni bokser z Argentyny chce wrócić na szczyt po wrześniowej porażce z Floydem Mayweatherem Jr. Maidana podkreśla swoją gotowość do rywalizacji z Garcią i zaprasza go do kategorii półśredniej. Bardzo chętnie zmierzę się z nim i powitam go w kategorii półśredniej. Zrób ten pojedynek – powiedział Argentyńczyk.

KM

Balon pękł

Krakowska gala UFC za nami. Szumne zapowiedzi i wielkie nadzieje związane z występami naszych zawodników okazały się płonne. Polscy fighterzy w większości rozczarowali.

Rzecz jasna-nie można wszystkich mierzyć jedną miarą, jednak w ogólnym zestawieniu biało-czerwoni wyszli na minus. Siedem walk i zaledwie dwie wygrane. Zacznijmy od przyjemniejszych chwil z gali UFC Fight Night 64. Debiut w najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie zaliczył Bartosz Fabiński (na zdjęciu). Pierwszy start naszego zawodnika na plus. Choć Garreth McLellan to również „żółtodziób” w UFC to występ Fabińskiego należy ocenić wysoko. Polak prezentował się pewnie i co najważniejsze był skuteczny. Fabiński kontrolował walkę – liczne obalenia, łokcie, dobra postawa w parterze. McLellan okazał się dobrym materiałem na rywala w pierwszej walce w UFC, jednak w kolejnym starciu polski fighter nie będzie miał tak łatwego zadania. Z walki na walkę poziom rywalizacji będzie wzrastał.  Zawodnik z RPA niczym wielkim się nie wyróżniał na tle Fabińskiego, który okazał się najjaśniejszym punktem krakowskiej gali z rodzimej stawki. Polak pewnie wygrał na punkty i czeka na kolejny występ w UFC. Dobrą robotę wykonał Paweł Pawlak. Łodzianin dostał kolejną szansę od UFC i tym razem ją wykorzystał. Sheldon Westcott lepiej rozpoczął pojedynek, jednak w drugiej i trzeciej odsłonie walki Pawlak miał przewagę. Nasz zawodnik dobrze radził sobie w klinczu, kilka razy sprowadził Kanadyjczyka do parteru, gdzie zadał kilka mocnych ciosów. Sędziowie jednogłośnie wskazali na Pawlaka – trzy razy 30×29.

Damian Stasiak miał zaledwie dwa tygodnie, aby przygotować się do pojedynku z Yaotzinem Mezą. Zawodnik z Łodzi dobrze rozpoczął pojedynek, jednak z czasem do głosu doszedł Amerykanin. Meza wyglądał lepiej kondycyjnie, a Stasiakowi zabrakło również doświadczenia na tym poziomie rywalizacji. Mimo to Polak pozostawił po sobie dobre wrażenie i może liczyć na kolejne propozycje od UFC. Marzenia na bok musi odłożyć Marcin Bandel. „Bomba” przegrał z Stevenem Rayem i raczej jego przygoda z UFC dobiegła końca. Debiutujący w najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki Szkot rozprawił się z Polakiem w parterze. Bandel nie był w stanie oprzeć się naporowi i kolejnymi ciosom ze strony Raya. Nieudany powrót Daniela Omielańczuka. Walka polskiego ciężkiego najkrócej mówiąc mało interesująca. Przeważała rywalizacja w klinczu i choć Hamilton nie był wymagającym rywalem to Omielańczuk przegrał. Kilka celnych ciosów mogło zmienić obraz pojedynku. Jednak Omielańczuk kondycyjnie wyglądał słabo i nie miał pomysłu na rywalizację z Hamiltonem. Izabela Badurek wypadła słabo. Aleksandra Albu dominowała w stójce, a Polka nie była w stanie sprowadzić pojedynku do parter, gdzie powinna była szukać swojej szansy. W drugiej rundzie męczarnie Badurek zakończyły się. Warto dodać, że wedle źródeł dla Albu była to zaledwie druga walka w MMA.

""

 

Udany rewanż Mirko Filipovicia. „Cro Cop” pokonał Gabriela Gonzagę, choć pierwsza faza pojedynku nie była najlepsza w wykonaniu Chorwata. Pierwsze dwie rundy na korzyść Brazylijczyka, który łokciem rozciął łokciem głowę rywala. Filipović w trzeciej odsłonie wrócił do gry. W wadze ciężkiej właśnie tak jest – jeden cios i sytuacja diametralnie zmienia się. Dwa łokcie w klinczu zamroczyły Gonzagę, walka przeniosła się na ziemię, gdzie „Cro Cop” dobił rywala. Dla Brazylijczyka pojedynek z Filipoviciem może okazać się ostatnim występem w UFC, gdyż przegrał trzeci raz z rzędu.

Balon pękł. Miało być kolorowo, radośnie i wesoło, a rzeczywistość okazało się brutalna. Polscy fighterzy nie zachwycili. Rozczarował Błachowicz.  Szkoda. Tym bardziej, że rywal był w zasięgu. Daniel Omielańczuk wypadł blado, Izabela Badurek  przegrała z kretesem, Marcin Bandel nie dał rady i zapewne pożegna się z UFC. Udany debiut Bartosza Fabińskiego, dobre wrażenie mimo porażki pozostawił po sobie Damian Stasiak, zwycięstwo odniósł Paweł Pawlak. UFC w Polsce przeszło do historii. Na własne oczy przekonaliśmy się, czym charakteryzują się gale najlepszej organizacji mieszanych sportów walki na świecie. Niestety, zabrakło odpowiedniego poziomu sportowego polskich zawodników.

Walka wieczoru: 265 lbs.: Mirko Filipović pokonał przez TKO Gabriela Gonzagę

Główna karta.

205 lbs.: Jimi Manuwa pokonał decyzją sędziów Jana Błachowicza
170 lbs.: Paweł Pawlak pokonał decyzją sędziów Sheldona Westcotta
115 lbs.: Maryna Moroz pokonała przez poddanie Joanne Calderwood

Pozostałe walki.

170 lbs.: Leon Edwards pokonał przez KO Setha Baczynskiego
185 lbs.: Bartosz Fabiński pokonał decyzją sędziów Garretha McLellana
170 lbs.:Sergio Moraes pokonał decyzją sędziów Mickaela Lebout
145 lbs.: Yaotzin Meza pokonał decyzją sędziów Damiana Stasiaka
265 lbs.: Anthony Hamilton pokonał decyzją sędziów Daniela Omielańczuka
115 lbs.: Aleksandra Albu pokonała przez poddanie Izabelę Badurek
155 lbs.: Steven Ray pokonał przez TKO Marcina Bandla
145 lbs.:Taylor Lapilus pokonał decyzją sędziów Rocky'ego Lee

 

KM

Atak judoków w Teplicach

Teplice gościły najlepszych judoków w kategorii kadetów podczas Otwartego Pucharu Europy. Do rywalizacji stanęło prawie siedmiuset zawodników. Reprezentanci Polski również zaakcentowali swoją obecność podczas zawodów w Republice Czeskiej.

W Teplicach wystartowało czterdziestu jeden naszych reprezentantów – dwudziestu dwóch zawodników i dziewiętnaście zawodniczek. Na liście startowej Pucharu Europy pojawiło się prawie siedmiuset judoków (415 panów i 272 pań). Niemalże we wszystkich kategoriach wagowych toczyła się zacięta walka o wygraną.

W Teplicach po medale sięgały Polki. W kategorii 57 kg brąz zdobyła Anna Dąbrowska, w 63 kg krążek tego samego koloru wywalczyła Barbara Kulik. Wśród panów nie udało się osiągnąć sukcesu. W kategorii 57 kg startowały cztery nasze zawodniczki. Wiktoria Tomczak odpadła w repasażach, Polka zwyciężyła w pojedynku z Frederike Fiedel, ale poległa w kolejnym starciu Shannon van der Meeberg. Z kolei Dąbrowska od początku radziła sobie bardzo dobrze. Polka trafiła na wolny los, a w pierwszym pojedynku stanęła naprzeciw Lesley Koorn. Następnie Dąbrowska rywalizowała z Maekelberg z Beligii, z którą pewnie wygrała. Warto nadmienić, że Belgijka zwyciężyła w repasażach, ale do strefy medalowej nie udało jej się dotrzeć. Dąbrowska po drodze pokonała Holenderkę van der Sommen, a w rywalizacji o awans do półfinału pokonała kolejną z Belgijek – Marie Sadouni. Polka dobrze radziła sobie z zawodniczkami z Beneluksu, a w walce o finał stanęła naprzeciw reprezentantki Turcji – Seymy Ozerler. Dąbrowska zakończyła rywalizację z brązowym medalem, a w kategorii 57 kg triumfowała Emilia Kanerva z Finlandii.

Druga z naszych medalistek z Teplic rywalizację w Pucharze Europy rozpoczęła od zwycięstwa z reprezentantką Holandii. Zawody zakończyła porażką z zawodniczką z … Niderlandów. Barbara Kulik w kategorii 63 kg pokonała Donję Vos, by następnie rozprawić się z dwiema reprezentantkami Niemiec. W ćwierćfinale Polka zwyciężyła Chorwatkę Luciję Babić, ale już w półfinale trafiła na przeszkodę nie do przejścia. Holenderka Sanne Vermeer okazała się lepsza od naszej zawodniczki. Kulik cieszyła się z brązowego medalu. Kategoria 63 kg została zdominowana przez Holenderki – druga była Vermeer, zwyciężyła. Melissa Loen. W repasażach walczyła Stefania Konwicka, ale bez powodzenia. Polka przegrała już pierwszą walkę z Minel Akdenz. Warto nadmienić, że w początkowej części zawodów Konwicka rywalizowała bez powodzenia z późniejszą triumfatorką – Loen.

Z czterdziestojednoosobowej kadry dwie nasze reprezentantki sięgnęły po medale. Warte odnotowania są również występy Eryka Ryciaka (-90 kg), Wiktorii Tomczak (-57 kg) i Wiktorii Walczyk (-48 kg), którzy zajęli dziewiąte lokaty w swoich kategoriach wagowych. Gospodarze wywalczyli tylko jeden medal, ale za to złoty. W kategorii 50 kg wśród panów triumfował Tomas Bikhak. Po dwa złote medale w rywalizacji judoków zdobyli Włosi (60kg i 73 g) i Holendrzy 980kg i -91kg), u pań wyróżniły się Niemki – trzy medale z najdroższego kruszcu (40kg, -70kg, +70kg).

KM

Oluokun i Lebedev poczuli smak desek

Nie sposób w żaden sposób porównać i zmierzyć tych bokserów. Gbenga Oluokun ostatnimi czasy pomaga innych bokserom poprawić rekordy, z kolei Denis Lebedev to czołowy bokser wagi junior ciężkiej – mistrz federacji WBA.

Obaj stanęli przed kolejnymi wyzwaniami w trakcie swoich karier. Oluokun podczas gali w Gliwicach zmierzył się z Marcinem Rekowskim. Rywalem Lebedeva w walce wieczoru w Moskwie był Youri Kalenga. Zarówno Rosjanin jak i Francuz mają w ostatnim czasie wiele wspólnego z polskim boksem, zwłaszcza z nazwiskami Masternak i Janik.

Ale po kolei i od początku. Zacznijmy zatem od historii Oluokuna. Nigeryjczyk zanotował w Gliwicach siódmą porażkę na przestrzeni ostatnich czterech lat, po stronie triumfów widnieje tylko wygrana z mało znanym pięściarzem z Niemiec. Oluokun pojawił się w sferze zainteresowań polskiej opinii przed pojedynkiem z Mariuszem Wachem. „Viking” wraca do czynnego boksu po dłuższej przerwie i zasadne wydaje się stopniowe oswajanie go z ringiem, dlatego też na początek serwowano mu rywali, których zwyczajowo nazywa się kelnerami. Określenie to nie ma na celu deprecjonowania potencjału Nigeryjczyka, gdyż ten w swojej karierze walczył z utytułowanymi przeciwnikami, pokonał nawet Lamona Brewstera. Jednak liczy się miejsce i czas, a teraz Oluokun  niczym specjalnym nie imponuje. W Gliwicach stanął w ringu z Marcinem Rekowskim, który obecnie jest w bez porównania lepszej dyspozycji niż Wach. Wynik rywalizacji to potwierdza. Wach męczył się z Nigeryjczykiem na dystansie dziesięciu rund i rywal kilkukrotnie go zaskoczył. Rekowski od początku kontrolował pojedynek, starał się trzymać Olukouna na dystans. Jedynie w czwartej rundzie Nigeryjczyk doszedł do głosu. Rekowski w piątej odsłonie zakończył rywalizację. Lewy sierpowy, a następnie seria ciosów w narożniku przeważyła. Olukoun nie wytrzymał, przykucnął w narożniku, a sędzia go wyliczył. Rekowski triumfował.

Lebedev to marka. Walka z nim miała być spełnieniem marzeń Łukasza Janika. Już był w ogródku, już witał się z gąską, a tu pojawił się Kalenga i jego prawnicy. Kwestią problemową okazały się notowania rankingowe. Prawnik Francuza wpłynął na WBA i obóz Lebedeva, co spowodowało, że ostatecznie nie doszło do podpisania kontraktu na walkę Rosjanina z Polakiem. Bliskie spotkanie z Kalengą miał również Mateusz Masternak. „Master” był faworytem starcia z Francuzem, jednak chwila słabości, zlekceważenie rywala sprawiły, że polski pięściarz musiał pogodzić się z porażką. Można powiedzieć, że Kalenga po plecach naszych pięściarzy doszedł do walki o mistrzostwo świata w wadze junior ciężkiej. Podczas gali w Moskwie Francuz prezentował się pewnie i zaskoczył wyżej notowanego rywala. Gdy wydawało się, że Lebedev wszedł na właściwe tory ze strony rywala otrzymał potężny lewy sierpowy. W czwartej rundzie Rosjanin znalazł się na deskach. Kalenga poczuł wiatr w żagle i przejął inicjatywę. Lebedev czekał na swoją szansę, był trochę stłumiony aż wyczuł moment. W siódmej rundzie Kalenga po lewym sierpowym rywala znalazł się na deskach, jednak wstał. Sytuacja odwróciła się. Mistrz przejął kontrolę nad pojedynkiem, a Kalenga szukał szansy na nokaut, gdyż wiedział, że to jedyna droga do zwycięstwa. Sędziowie jednogłośnie wskazali na Lebedeva – 116:111, 115:112, 115:112.

Nie sposób porównać spotkania z deskami w przypadku Lebedeva i Olukouna. To zupełnie inna klasa. Nigeryjczyk stoczył drugi pojedynek w Polsce i zaliczył drugą porażkę. Lebedev stał się celem dwóch polskich bokserów: Janika oraz Masternaka. Być może teraz nadejdzie ich czas. Kalenga osiągnął wiele jak na swoje możliwości, stoczył  walkę o mistrzostwo świata. Teraz być może swoje marzenia będzie mógł zrealizować Łukasz Janik, jeśli obóz Lebedeva o nim nie zapomniał. A Masternak ma potencjał i walka o mistrzostwo świata jest w jego zasięgu. Prędzej czy później. Czy Lebedev bliżej pozna deski dzięki któremuś z Polaków?

KM

Nowy rozdział polskiego MMA

Już tylko godziny dzielą nas od gali UFC Fight Night 64 w Krakowie. Ogromna atrakcja dla kibiców, szansa dla polskiego MMA. Wydarzenie historyczne, które będzie wspominane latami. Gala UFC otworzy nowy rozdział w historii polskiego MMA.

Ranga wydarzenia sprawiła, że wiązane są z nim ogromne nadzieje. Sama gala ma dostarczyć wielu emocji, a zawodnicy w oktagonie powinni zaprezentować bogaty repertuar ciosów. Bo UFC kojarzy się z czymś najlepszym, wyjątkowym. Przez chwilę w Polsce chcemy być świadkami tego entuzjazmu, tej radości i zachwytów, które obecne są podczas innych gal najlepszej organizacji mieszanych sportów walki na świecie. Z pewnością będzie to bogate doświadczenie dla fanów MMA i samych zawodników.

Na krakowskiej gali wystąpi siedmioro polskich fighterów. Bartosz Fabiński, który zastąpił Krzysztofa Jotkę, zadebiutuje w UFC. Polak zdobył bogate doświadczenie podczas występów w Polskiej Lidze MMA oraz na zagranicznych galach. Fabiński w październiku 2014 roku w Estonii pokonał AlikaTseiko. Przed 28-latkiem otwiera się zupełnie nowy rozdział w karierze. Rywalizacja na najwyższym poziomie, w którym istotne są wytrzymałość, charakter, siła i wola walki do upadłego. Już w debiucie Fabiński trafia na trudnego rywala. 33-letni Garreth McLellan jest zawodnikiem doświadczonym, ale dla niego UFC też jest nowością. „Soldier Boy” do tej pory rywalizował w większości na galach EFC Africa – Extreme Fighting Championship Africa. Dla McLellana walka w UFC jest ogromnym sukcesem i w pewnym sensie uwieńczeniem jego bogatej kariery na kontynencie afrykańskim. Zawodnik z Republiki Południowej Afryki nie przegrał od czerwca 2012 roku. Czy Fabiński w Krakowie przerwie dobrą passę McLellana?

Szansę zaprezentowania swoich umiejętności podczas UFC Fight Night 64 dostał Damian Stasiak. Wywodzący się z karate łodzianin do tej pory wygrał tylko raz z zawodnikiem zza granicy. W marcu pokonał Mike’a Grundy’ego podczas BAMMA 19. Wcześniejszych doświadczeń z zawodnikami spoza Polski Stasiak nie wspomina najlepiej. 25-latek przegrał z Magomedem Magomedowem oraz Dmitrym Silnyaginem. Jak Stasiak zaprezentuje się w starciu z Yaotzinem Mezą? Doświadczony Amerykanin najlepszy czas w swojej karierze ma raczej za sobą. Na przestrzeni ostatnich trzech lat poniósł trzy porażki przy dwóch zwycięstwach. W wadze półśredniej kolejny pojedynek w UFC stoczy Paweł Pawlak. Polak musi pokazać się z jak najlepszej strony, aby zatrzeć wrażenie po ostatniej porażce. Zawodnik z Łodzi w debiucie w UFC przegrał pierwszy raz w karierze, a jego pogromcą okazał się Peter Sobotta. Problem w tym, że z takim samym założeniem do walki przystępuje rywal Pawlaka. Sheldon Westcott stoczył w UFC jeden pojedynek, który nie potoczył się po jego myśli. Rywalizacja Polaka i Kanadyjczyka zapowiada się interesująco. Z pewnością żaden z nich nie będzie się oszczędzał.

Do rywalizacji po przerwie spowodowanej kontuzją wraca Daniel Omielańczuk Polak po raz ostatni walczył w oktagonie w kwietniu 2014 roku, kiedy przegrał z Jaredem Rosholtem. Teraz 32-latek staje przed szansą odbudowania swojej pozycji i powrotu na szczyt. Doświadczony Polak w Krakowie zmierzy się z Anthony’m Hamiltonem. Amerykanin w UFC furory nie robi – jedna wygrana i dwie porażki. Omielańczuk staje przed szansą udanego powrotu po dłuższej przerwie. Wystarczy rzucić się na Hamiltona, ale trzeba zachować ostrożność, gdyż w wadze ciężkiej jeden zły ruch może zmienić bieg rywalizacji. Wywodzący się z jiu-jitsu Marcin Bandel postara się o pierwsze zwycięstwo w UFC. Polski zawodnik wagi półśredniej zmierzy się z Stevenem Rayem. Zawodnik ze Szkocji w Krakowie zadebiutuje w UFC. Do tej pory prezentował się gal CWFC, Bamma oraz OT-On Top. Ostatnio dwukrotnie pokonał Curta Warburtona. Podczas krakowskiej gali nie zabraknie akcentu w postaci pojedynku pań. Szansę zaprezentowania swoich umiejętności w UFC dostała 23-letnia Izabela Badurek. Rywalką Polki będzie Aleksandra Albu, dla której będzie to dopiero drugi pojedynek w MMA. Dla polskich fanów najważniejszy będzie występ Jana Błachowicza. Jeden z najbardziej znanych polskich fighterów zmierzy się z Jimim Manuwą. W walce wieczoru zaprezentują się Mirko Filipović i Gabriel Gonzaga.

Walka wieczoru:
Mirko Filipovic – Gabriel Gonzaga

Karta główna:
Jan Błachowicz – Jimi Manuwa
Garreth McLellan – Bartosz Fabiński
Maryna Moroz – Joanne Calderwood

Karta wstępna:
Damian Stasiak – Yaotzin Meza
Paweł Pawlak – Sheldon Westcott
Mickael Lebout – Sergio Moraes
Seth Baczynski – Leon Edwards
Daniel Omielańczuk – Anthony Hamilton
Izabela Badurek – Aleksandra Albu
Marcin Bandel – Steven Ray
Rocky Lee – Taylor Lapilus

KM

Ciężar Janka

11 kwietnia w Krakowie odbędzie się gala UFC Fight Night 64, podczas której zaprezentuje się siedmioro naszych zawodników. Oczy większości będą zwrócone na Jana Błachowicza. Rywalem naszego zawodnika będzie Jimi Manuwa.

Na ramionach „Johna” spoczywa wielka odpowiedzialność. Nie ukrywajmy, że dla Polaków to Błachowicz jest główną postacią i twarzą UFC w Krakowie. Mirko Filipović to  uznany fighter w świecie MMA, jednak jego czas już minął i raczej odcina kupony od bogatej kariery. Fakt, że nadal walczy w UFC jest godny uznania. Wracając do Błachowicza, w Polaku nadzieje pokładają również włodarze najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie. „John” fenomenalnie zaprezentował się podczas debiutu w UFC, kiedy odprawił Ilira Latifiego. Błachowicz potrzebował dwóch minut, aby uporać się z zawodnikiem ze Skandynawii. Efektowne kopnięcia na korpus oraz serie ciosów wyprowadzone w kierunku rywala zrobiły wrażenie nie tylko na nim, ale także na obserwatorach. Nazwisko Błachowicza odmieniane było przez wszystkie przypadki. Pojawiało się pytanie, kiedy znowu zaprezentuje się w ringu i trwało oczekiwanie. Włodarze UFC na Błachowiczu oparli UFC Fight Night 64. „John” będzie walczył u siebie, rodacy przyjdą go zobaczyć. Taka taktyka jest doskonale przemyślana. UFC dostało ukształtowanego, twardego zawodnika, który ma potencjał sportowy, a kibice chcą oglądać interesujące walki i tylko czekają na nie. Istotna jest wartość marketingowa Błachowicza, na której Dan White i jego współpracownicy chcieli zbudować zainteresowanie galą w Krakowie. Czy osiągną zamierzony cel? Okaże się. Na barki Błachowicza spadła ogromna odpowiedzialność. 32-latek z Latifim rywalizował w październiku, więc od czynnej rywalizacji odpoczywał ponad pół roku. W trakcie intensywnych przygotowań musiał odciąć się od szumu wokół krakowskiej gali. Sukces „polskiego” UFC budowany jest na Błachowiczu, co nie sprzyja samemu zawodnikowi. 32-latek zostaje obciążony dodatkową presją, która jest zbędna. Jego zadaniem jest wejście do oktagonu i uporanie się z kolejnym rywalem. Błachowicz stoczył w UFC dopiero jeden pojedynek, dlatego  też musi potwierdzić swoją wartość. Fakt, że dla nas jest zawodnikiem utytułowanym, o ogromnych możliwościach, ale warto pamiętać – „jesteś tak dobry jak Twój ostatni występ”. Błachowicza stać na odniesienie sukcesu w UFC, ale musi być odporny na czynniki zewnętrzne. Celem jest płaszczyzna sportowa, działalność medialno-marketingowa to jedynie wątek poboczny.

Jimi Manuwa to najbliższy rywal Błachowicza. „Poster Boy” jest trzy lata starszy od „Johna” i ma większe doświadczenie w UFC. W ostatnim pojedynku Anglik rywalizował z samym Alexandrem Gustafssonem, jednak Szwed zranił kolana 35-latka i ciosami dokończył dzieła. Mimo tej porażki akcje Manuwy należy ocenić wysoko. Zawodnik debiutował w UFC prawie trzy lata temu. Dla najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie stoczył cztery pojedynki, z których trzy zakończyły się jego triumfami. Manuwa Błachowicza na pewno się nie przestraszy, a Polak w tej rywalizacji musi się mieć na baczności. Kondycyjnie powinien mieć przewagę, pod względem siły również góruje nad rywalem z Anglii. Manuwa stoczy kolejny pojedynek w UFC po ponad rocznej przerwie. Jego forma jest zagadką, ale jest zawodnikiem o wysokim poziomie umiejętności. Błachowicz musi udowodnić swoją wartość, ale Manuwa w żaden sposób nie ułatwi mu zadania. Czy umiejętności grapplerskie przeważą i pozwolą „Johnowi” odnieść zwycięstwo  przed czasem?

W walce wieczoru zaprezentuje się legendarny Mirko „Cro Cop” Filipović, który zmierzy się z Gabrielem Gonzagą. 40-latek wraca do UFC po niespełna czteroletniej przerwie. W swoim ostatnim pojedynku dla organizacji Dana White przegrał z Royem Nelson. Warto zaznaczyć, że „Cro Cop” ma za sobą dość niechlubną serię porażek w UFC. Nie wygrał od trzech walk. Ogółem – Filipović stoczył w UFC dziesięć pojedynków, z czego sześć kończył jako przegrany. W kwietniu 2007 roku lepszy od Chorwata okazał się Gabriel Gonzaga, więc w Krakowie 40-latek będzie miał okazję do rewanżu. Czy ją wykorzysta? Młodszy o pięć lat Brazylijczyk ostatnio przegrywał. Z pewnością jeszcze raz będzie chciał udowodnić swoją wyższość nad Filipoviciem. Dla obu jest to ostatnia szansa, aby udowodnić swoją przydatność w UFC.

KM

Kolejny występ strongmana w MMA

Tyberiusz Kowalczyk pojawi się ponownie w ringu organizacji FEN. Rywalem znanego z występów w zawodach strongman „Tyberiana” będzie Czech Matej Chudej. Pojedynek odbędzie się 24 kwietnia w Bydgoszczy podczas gali FEN 7 „Real Combat”.

Dla 36-letniego zawodnika będzie to drugi pojedynek w MMA. Kowalczyk swój debiut zaliczył podczas gali FEN 3, kiedy wygrał z Tomasem Vaicickasem.  Polak w efektowny sposób poradził sobie z rywalem i odprawił go w czterdzieści osiem sekund. Debiut w MMA był dobrym prognostykiem dla popularnego strongmana i organizacja FEN gotowa była dalej współpracować z zawodnikiem. „Tyberian” miał wystąpić podczas ostatniej gali we Wrocławiu, jednak ostatecznie Kowalczyk nie pojawił się w ringu. Byłego strongmana z rywalizacji wyeliminowała kontuzja. Po dziesięciu miesiącach od debiutu Kowalczyk wraca do rywalizacji w MMA. Czy powrót będzie tak efektowny jak debiut?

Popularny „Tyberian” jest jednym z najbardziej znanych strongmanów i postanowił iść drogą Mariusza Pudzianowskiego. Kowalczyk próbuje swoich sił w MMA, ale należy podkreślić, że stratował również w rywalizacji kickbokserskiej. Ofiarą „Tyberiana” padł Czech Michal Soucka. Wielki Kowalczyk, mierzący 187 cm i ważący 118 kg, dobrze radzi sobie w sportach walki. Początek jego przygody należy uznać za udany. Podczas gali FEN 7 w Bydgoszczy polski zawodnik stanie naprzeciw doświadczonego rywala.

Matej Chudej trenował kulturystykę, ale jego wielkim zamiłowaniem są sporty walki. Czech w swojej przygodzie ze sportami walki skupia się na boksie, kickboxingu oraz MMA. Jest nieco niższy od Kowalczyka, gdyż mierzy 178 kg i lżejszy – 109 kg. „Tybieran” ma więc przewagę fizyczną nad Czechem, który nad Polakiem dominuje na płaszczyźnie doświadczenia. Chudej stoczył w MMA sześć  pojedynków, jednak jego bilans nie powala. Czech odniósł dwa zwycięstwa przy czterech porażkach. Debiutował w sierpniu 2010 roku podczas East Bohemia Ring, gdzie przegrał z Rudolfem Krizem. Pierwsza wygrana Czecha przypadła na jego trzeci występ w MMA – przez nokaut pokonał Marcela Wolke. Ostatni pojedynek Chudej stoczył w listopadzie 2014 roku. Czech zwyciężył Marcusa Kottke. Co ciekawe, najbliższy rywal Kowalczyka wygrywa z niemieckimi zawodnikami, a przegrywa ze swoimi rodakami.

W Bydgoszczy dojdzie do starcia zawodników, którzy do MMA trafili po karierach w innych profesjach – w zawodach strongman oraz kulturystyce. Nie można spodziewać się fajerwerków, jednak w ringu staną dwaj potężni mężczyźni. Siła ciosu może być piekielna, a pojedynek efektowny. Jeśli Kowalczyk będzie walczył tak jak w debiucie to publiczność nie będzie się nudziła. „Pudzian” stał się twarzą KSW, co sprawiło, że marka stała się rozpoznawalna. Czy „Tyberian” ma podobne zadanie? Po dziesięciu miesiącach wraca, aby pokazać, że poważnie traktuje swoją przygodę w MMA i jest w stanie rywalizować z zawodnikami bardziej doświadczonymi. Chudej wymagającym rywalem nie jest, ale Kowalczyk dopiero uczy się i różnie może być.

KM

Benson Henderson

Amerykański zawodnik MMA urodzony 16 listopada 1983 roku w Kolorado Springs. Były mistrz WEC oraz UFC w wadze lekkiej. W wieku 12 lat rodzice zaprowadzili Bensona wraz z bratem Juliusem na treningi Taekwondo. W latach 1998-2001 startował w szkolnej drużynie zapaśniczej. Będąc w Collegu w latach 2005-2006 startował w międzyszkolnych zawodach.  Benson trenuje również brazylijskie jiu-jitsu w którym w latach 2010-2011 święcił największe sukcesy wygrywając kilka prestiżowych zawodów oraz był wielokrotnym medalistą lokalnych zawodów głównie w Arizonie. W 2011 roku zdobył brązowy medal na mistrzostwach Świata BJJ. Jeszcze na college zainteresował się MMA i pod koniec 2006 roku stoczył swoją pierwszą walkę.  Rywalem Bensona był Dan Gregary. Henderson wygrał ten pojedynek zmuszając rywala do poddania w pierwszej rundzie przez ciosy w parterze. Trzy miesiące później stoczył kolejny wygrany pojedynek w podobny sposób jak pierwszą walkę.  W marcu 2007 roku Henderson przegrał swój pierwszy pojedynek z Rocky’m Johnsonem, który poddał duszeniem rywala. Przegrana nie zniechęciła jednak Hendersona i jeszcze w tym roku wygrał dwa pojedynki przed czasem. Rok 2008 również był dla niego udany i zakończył go z trzema wygranymi. Po serii pięciu zwycięstw związał się z czołową organizacją World Extreme Cagefighting. Na debiut w WEC nie musiał długo czekać i już pod koniec stycznia 2009 roku zmierzył się z pochodzącym z Nigerii kickbokserem Anthonym Njokuani. Benson wygrał ten pojedynek przez poddanie duszeniem gilotynowym w pierwszej minucie drugiej rundy. Na gali WEC 40, która odbyła się 5 kwietnia ponownie wygrał Henderson, tym razem przez techniczny nokaut pokonując Shane’a Rollera.  Po tych zwycięstwach organizacja dała możliwość Hendersonowi stoczenia pojedynku o tymczasowe mistrzostwo w wadze lekkiej, które nominalnie było w posiadaniu Jamie Varnera.  Właściciele organizacji zestawili ze sobą Hendersona i Cerrone o tytuł tymczasowy i miano pierwszego pretendenta do walki o pas. Do walki doszło 10 października 2010 roku na WEC 43. Faworyzowany Cerrone nie sprostał jednak Hendersonowi i przegrał jednogłośnie na punkty. Za ten pojedynek Henderson otrzymał bonus za walkę wieczoru. Zwycięstwo nad Cerrone dało Bensonowi możliwość stoczenia walki unifikacyjnej z Varnerem. Do starcia doszło 10 stycznia 2010 roku. Henderson zdominował swojego rywala w pierwszych dwóch rundach, a w trzeciej poddał mistrza duszeniem gilotynowym unifikując tymczasowy pas i zostając pełnoprawnym mistrzem wagi lekkiej. 24 kwietnia 2010 na WEC 48 doszło do rewanżu z Cerrone. Drugie starcie zakończyło się na korzyść mistrza, który poddał pretendenta duszeniem gilotynowym w pierwszej rundzie. Jeszcze w tym samym roku stoczył kolejną i jak się później okazało ostatnią próbę obrony pasa, gdyż na gali WEC 53 przegrał z Anthonym Pettisem. Na początku roku skończyła się procedura łączenia WEC z UFC. Zawodnicy będący z kontraktem WEC zostali automatycznie zawodnikami UFC. W swoim debiucie w UFC przypadającym na koniec kwietnia 2011 roku Benson wypunktował Kanadyjczyka Marka Boceka. Kolejną wygraną zanotował 14 sierpnia wygrywając na punkty z Jimim Millerem.  Pod koniec roku na gali UFC on Fox doszło do eliminatora o możliwość stoczenia walki o pas który był w posiadaniu Frankiego Edgara.  W eliminatorze Benson zmierzył się z Clayem Guidą. Henderson wygrał ten pojedynek przez jednogłośną decyzję sędziów. Do walki o pas doszło 26 lutego 2012 roku na gali UFC 144. Henderson pokonał Edgara na punkty i został nowym mistrzem UFC wagi lekkiej. Pojedynek był bardzo wyrównany i z tego powodu prezydent UFC Dana White postanowił zestawić natychmiastowy rewanż. Rewanż odbył się 11 sierpnia 2012 na gali UFC 150. Tym razem Henderson nie przeważał tak wyraźnie jak w pierwszym starciu i po końcowym gongu wygrał niejedno głośnie na punkty, broniąc pierwszy raz tytułu wagi lekkiej. 8 grudnia tego samego roku jeszcze raz Benson bronił tytułu, wygrywając z Nate’em Diazem. Rok 2013 to kolejna obrona pasa mistrzowskiego. Przechodzący do UFC mistrz Strikeforce Gilbert Melendez otrzymał prawo stoczenia walki unifikacyjnej z Hendersonem. Walka odbyła się 20 kwietnia na kolejnej gali w telewizji Fox. Henderson wygrał ten pojedynek niejedno głośnie na punkty. Pod koniec sierpnia 2013 na gali UFC 164 przegrał rewanżowy pojedynek o tytuł mistrzowski z Anthonym Pettisem, poddając się werbalnie wskutek założonej dźwigni na staw łokciowy pod koniec pierwszej rundy. W 2014 roku stoczył trzy pojedynki z czego dwa wygrał i jeden przegrał. W styczniu 2015 roku przegrał z Donaldem Cerrone decyzją sędziowską. Niespełna miesiąc później stoczył wygrany pojedynek z Brandonem Thatchem. 

Kolejny obfity weekend z boksem w FightKlubie!

Lebiediew – Kalenga o mistrzostwo świata WBA
 

W najbliższy piątek na kibiców boksu czeka nie lada gratka. Od godziny 17:00 pokażemy na żywo wielką galę z Moskwy. W głównej walce wieczoru Denis Lebiediew zmierzy się z Yourim Kalengą o mistrzostwo świata WBA w kategorii junior ciężkiej. A to jeszcze nie koniec emocji. Z piątku na sobotę na naszej antenie będziemy transmitować półfinały turnieju Boxcino w kategoriach ciężkiej i junior średniej. Tego żaden szanujący się kibic nie może przegapić!
 Prawdziwe bokserskie święto czeka nas w najbliższy piątek. Prosto z Moskwy pokażemy aż cztery pojedynki na światowym poziomie w tym jeden o mistrzostwo świata! Na ringu zaprezentuje się dobrze znana polskiej publice plejada gwiazd kategorii junior ciężkiej. W głównej walce wieczoru zobaczymy starcie Denisa Lebiediewa (26-2, 20 KO) z Yourim Kalengą (21-1, 14 KO) o czempionat WBA w kategorii cruiser. Potworną moc pięści rosyjskiego mańkuta odczuł na własnej skórze we wrześniu ubiegłego roku Paweł Kołodziej. Niepokonany wcześniej “Harnaś” został brutalnie znokautowany już w drugiej rundzie. W innych atrakcjach rozgrywających się w limicie 200 funtów zobaczymy pojedynek mistrza olimpijskiego, zapamiętanego z porażki z Krzysztofem “Diablo” Włodarczykiem Rachima Czakijewa(21-1, 16 KO), który zmierzy się z bardzo doświadczonym eks-mistrzem świata Valerym Brudovem(42-5, 28 KO) oraz Portorykańczyka Francisco Palaciosa (23-2, 14 KO), który z Włodarczykiem do boju stawał dwukrotnie (pierwszy raz przegrywając bardzo kontrowersyjnie), a tym razem podejmie niepokonanego mistrza nokautu z Rosji Dmitrija Kudriaszowa (16-0, 16 KO). Ponadto w kategorii super lekkiej w przeciwległych narożnikach staną: niepokonany “Orzeł” Edward Trojanowski (20-0, 17 KO) oraz “Humanoid” Aik Szakhnazarjan (15-1, 6 KO).

Zapowiedź Alberta Sosnowskiego: [kod]

Półfinały turnieju Boxcino w kategoriach ciężkiej i junior średniej
 
Na antenę FightKlubu powraca turniej Boxcino, organizowany przez telewizję ESPN. W nocy z piątku na sobotę o 03:00 (powtórka w sobotę od 11:30) pokażemy na żywo starcia półfinałowe! Emocje będą podwójne, bo półfinały odbędą się w dwóch kategoriach: junior średniej i ciężkiej. W kategorii ciężkiej, najbardziej doświadczony z turnieju w swojej kategorii, 29-letni Rosjanin Andriej Fedosow (26-3, 21 KO), który w ćwierćfinale wygrał z Natem Heavenem już w pierwszej rundzie, podejmie JamajczykaLenroya “TNT” Thomasa (19-3, 9 KO). W drugim półfinale kategorii ciężkiej zobaczymy starcie urodzonego w Rumunii, a obecnie mieszkającego w Kalifornii 28-letniego Razvana Cojanu (13-1, 7 KO). Razvan w pierwszej walce turnieju odprawił z kwitkiem po dogrywce niepokonanego wcześniej Eda Fountaina. O finał z Rumunem zmierzy się 27-letni Amerykanin Donovan Dennis (13-2, 10 KO), srebrny medalista krajowego turnieju Golden Gloves z 2011 roku, który do półfinału zawodów Boxcino dostał się dzięki wygranej przez techniczny nokaut w czwartej rundzie nad Stevem Vukosą.
W półfinałowych parach kategorii junior średniej zobaczymy także: niepokonanego Stanisława Skorokhoda (9-0, 7 KO) z Ukrainy, który zmierzy się z 26-letnim “Apollo Kidem” Johnem Thompsonem (15-1, 5 KO), oraz reprezentanta Miasta Aniołów Brandona Adamsa (16-1, 11 KO) w walce Ormianinem Vito Gasparyanem (15-3-5, 8KO).

Grecki brąz

Warunki atmosferyczne na początku kwietnia nie rozpieszczały. Raz zza chmur wyglądało słońce, ale w przeważającej mierze padał deszcz, któremu towarzyszył wiatr. Tylko siedzieć w domu, lepiej się nie wychylać. Tak było w Polsce. W Grecji zapewne było inaczej. Zwłaszcza w Atenach atmosfera musiała być bardzo gorąca.

W dniach 4-5 kwietnia w stolicy Grecji miały miejsce zawody Pucharu Europy Juniorów i Juniorek w Judo. Na starcie pojawiły się dwie nasze reprezentantki: w kategorii 48 kg wystąpiła Kamila Busse, a w 52 kg Vanessa Machnicka. Biało-czerwone zaprezentowały się dobrze, nie ma powodów do narzekań. Z Aten Machnicka przywiozła do Polski brązowy medal. Na początku rywalizacji nasza zawodniczka trafiła na reprezentantkę Grecji Konstantinę Lazaridou. Bywa, że ściany pomagają gospodarzom, jednak w tym wypadku tak nie było. W kolejnym pojedynku Machnicka trafiła na zawodniczkę, która przeszła przez repasaże. Dla Stephanie Walker z Wielkiej Brytanii był to już szósty pojedynek podczas zawodów. Zmęczenie wzięło górę, skoncentrowana i dokładana Machnicka triumfowała i była na prostej drodze do finału, jednak stanęła na niej Joana Fernandes z Portugalii. Polka musiała zadowolić się trzecim miejsce. Fernandes w finale uległa Damli Caliskan z Turcji. W kategorii 48 kg rywalizowała Kamila Busse. Nasza zawodniczka od zwycięstwa rozpoczęła rywalizację w turnieju – pokonała Belgijkę Evelyne Audiens. W kolejnej walce uległa Turczynce Gulkander Senturk. Polka nie miała szczęścia w repasażu. Wygrała z zawodniczką z Grecji, jednak zatrzymała się na Bułgarce Borislavie Damyanovej i zakończyła rywalizację na siódmej pozycji. Mimo, że w półfinale kategorii 48 kg znalazły się trzy zawodniczki z Turcji to nie udało im się odnieść zwycięstwa. Pogodziła je Marine Baumans zBelgii.

U pań słabo obsadzone były najcięższe kategorie. W 78 kg rywalizowało zaledwie sześć zawodniczek, a jak określić fakt, że w +78 kg wystartowały tylko dwie judoczki? Gospodynie, Greczynki wywalczył tylko jeden medal, ale za to złoty. W kategorii 63 kg triumfowała Elisavet Teltsidou. Najlepiej zaprezentowały się Turczynki i Belgijski, które zdobyły odpowiednio dziesięć i pięć medali. Judoczki z Beneluksu wywalczyły trzy złote oraz po jednym srebrnym i brązowym krążku. Warto wziąć poprawkę na wynik Turcji. Reprezentantki kraju położonego częściowo w Europie cztery medale wywalczyły w najsłabiej obsadzonych kategoriach. Wśród panów dominacja Gruzinów, którym kroku starali dotrzymać się Rosjanie. Jedynie w kategorii 66 kg triumfował zawodnik z Białorusi Dzmitry Minkou. Cztery złota dla Gruzji, które wywalczyli: Irakli Kupatadze (55kg), Tornike Nagliashvili (60kg), Koba Mchedlishvili (81 kg) oraz Giorgi Lazuashvili (+100kg). Alexander Kolesnik (73kg), Mikhail Igolnikov (90kg) i Niyaz Ilyasov (100kg) zdobyli pierwsze miejsce dla Rosji. Łącznie Gruzini wywalczyli dziesięć medali, zaś reprezentanci Sbornej sześć.

W Atenach wystąpiły dwie Polki. Skoro Machnicka wywalczyła brązowy medal to występ w Grecji należy ocenić pozytywnie. Kolejne doświadczenie dla naszych juniorek, które zasmakowały rywalizacji z najlepszymi. Brąz Machnickiej cieszy i każe bacznie przyglądać się kolejnym występom zawodniczki.

KM

Polki dominują w low kicku

W Bihacu odbył się turniej kickbokserski Bośnia i Hercegowina Open. Na starcie pojawiło się prawie sześćset zawodniczek i zawodników z ośmiu krajów.

Po raz kolejny reprezentanci Polski udowodnili, że stanowią klasę samą w sobie. Biało-czerwoni wywalczyli w Bośni i Hercegowinie worek medali prezentując wysoki poziom sportowy. Zawodnicy startowali w formułach kick light i low kick. W Bihacu wystąpiło osiemnastu polskich fighterów, a jedenaścioro z nich wywalczyło medal! Należy podkreślić, że dziewięć z nich było kruszcu najwyższej wagi. Zawody w Bośni i Hercegowinie były dobrym przetarciem przed najbliższymi startami (Puchar Świata w Austrii) oraz październikowymi mistrzostwami świata WAKO. Każdy start, który przynosi triumfy i pozwala doskonalić formę z pewnością jest istotnym etapem przygotowań przed imprezą sezonu.

W Bihacu fenomenalnie zaprezentowały się Polki, które zdominowały rywalizację w low-kicku. Na starcie pojawiło się sześć zawodniczek – cztery wywalczyły złote medale, a dwie srebrne. Żaneta Cieśla (52 kg), Iwona Nieroda (56 kg), Monika Kędzierska (65 kg), Marta Waliczek (60 kg) mogły cieszyć się z zajęcia pierwszych miejsc. Warto dodać, że wszystkie zawodniczki w tym roku wywalczyły tytuły mistrzyń Polski w low – kick w swoich kategoriach wagowych. Sylwia Jurkiewicz (56 kg) i Katarzyna Jaworska (65 kg) sięgnęły po srebrne krążki. Sześć zawodniczek i sześć medali, czyli występ wręcz wzorowy. Polki całkowicie zdominowały rywalizację w low-kicku. Należy uwzględnić, że w kategoriach 56 kg i 65 kg dwa pierwsze miejsca rozdzieliły między siebie nasze reprezentantki. Iwona Nieroda uprzedziła Sylwię Jurkiewicz, zaś Monika Kędzierska okazała się lepsza od Katarzyny Jaworskiej.

Po złoty medal sięgnął siedmiokrotny mistrz Polski w low-kicku Eliasz Jankowski (63,5kg). Kolejny dobry występ w tym sezonie zaliczył Radosław Paczuski w kategorii 81 kg. Reprezentant Radość Boxing Team został uznany najlepszym zawodnikiem mistrzostw Polski i kontynuuje dobre występy na arenie międzynarodowej. Łukasz Kaczmarczyk triumfował w kategorii 71 kg, a Patryk Proszek nie dał szans rywalom w 91 kg. W seniorskiej rywalizacji w kick-light startował tylko Roger Garbaczewski. Okazało się, że nie ilość, a jakość się liczy. Garbaczewski kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa i w Bośni sięgnął po złoty medal.

Ponadto, podczas turnieju w Bihacu zaprezentowali się Kamil Ruta i Maciej Garbaczewski. Tym utytułowanym zawodnikom nie udało się stanąć na podium. Fakt, że w turnieju w Bośni i Hercegowinie wzięło udział osiemnastu Polaków, a jedenastu zdobyło medal jest wielce wymowny. Potencjał polskiego kickboxingu jest wielki, tkwią w nim ogromne pokłady siły i energii. Mamy kapitał, który z pewnością zaprocentuje, a już w tej chwili daje wymierne efekty w postaci sukcesów na światowych arenach. W Bihacu bardzo dobry występ zaliczyły panie, które zdominował rywalizację w low – kicku. Październikowe mistrzostwa świata powinny należeć do Polaków, o ile forma zostanie utrzymana.

KM

 

Ten lepszy Pacquiao

Można powiedzieć, że rozpoczęło się już końcowe odliczanie przed walką XXI wieku. Floyd Mayweather Jr i Manny Pacquiao niczym bolidy Formuły 1 są coraz bliższej linii startowej i czekają na sygnał rozpoczynający rywalizację.

To coś więcej niż pojedynek. To coś więcej niż sport. Walka Mayweathera i Pacquiao to trudna do pojęcia rzeczywistość, w której dwaj aktorzy są niczym biznesmeni napełnijący swoje konta dolarami, a co ofiarują w zamian? Czyżby wielkie show? Pytanie: medialne czy sportowe? Rozstrzygnięcie tego zagadnienia jest trudne, a najlepszą odpowiedź da postawa obu pięściarzy w ringu. Wiadomo jaki jest ciężar tego pojedynku,  jaka aura została wytworzona wokół starcia Moneya i Pacmana.

Centralnym punktem jest rywalizacja bokserka. To jest klucz i motyw przewodni. Rzecz jasna, że pięściarze robią dobry biznes na tym pojedynku, jednak nadal pozostają bokserami i ich spotkanie w ringu będzie punktem kluczowym całego show. Pacquiao, który trzy lata temu przeżywał gorszy okres w swojej karierze wrócił na właściwe tory. Porażka z Timothym Bradleyem oraz Juanem Manuelem Marquezem okazała się cennym i wartościowym doświadczeniem dla Filipińczyka. Dla Pacquiao nastały lepsze czasy. Pacquiao wziął rewanż na Bradleyu, choć nadal twierdzi, że pierwszego pojedynku przegrać nie powinien. – Nie uważam, że to była moja porażka. Akceptuję decyzję sędziów, ponieważ jest to część tego sportu, ale uważam, że wygrałem ten pojedynek – powiedział Pacman. Z kolei porażka z Marquezem miała znaczący wpływ na utytułowanego boksera. Pacman miał rywala na talerzu, jednak w końcówce starcia popełnił błąd i poniósł porażkę. Od tamtego pojedynku już nie przegrał. – To czego nauczyła mnie porażka z Juanem Manuelem Marquezem to cierpliwość – tak po latach patrzy na tą walkę Pacquiao.

Teraz Filipińczyk kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Pokonał Brandona Riosa, wziął rewanż na Bradleyu, z Chrisem Algierim robił, co chciał. Pacman wygrał trzy pojedynki z rzędu, jednak wszystkie przez decyzję sędziów. Szybkość i siła ciosów zawodnika z Filipin nie są już tak skuteczne jak kiedyś. Nauka płynąca z pojedynku z Marquezem wydała owoce. – W ostatnich trzech pojedynkach byłem bardziej cierpliwy i zwyciężyłem każdą rundę, tym samym dobrze prezentując się przed publicznością. Czy w starciu z Mayweatherem cierpliwość pomoże Pacquiao w odniesieniu czwartego zwycięstwa z rzędu? Jak sam podkreśla – wyciągnął wnioski z porażek, co jest widoczne w kolejnych pojedynkach.

Bob Arum, szef grupy Top Rank, wyżej ceni Pacquiao i w nim widzi faworyta majowej potyczki. – Nie podlega dyskusji to, że Mayweather jest niesamowitym pięściarzem.  Walka z nim będzie stanowiła dla Pacquiao ogromne wyzwanie, ale jestem przekonany, że jest w stanie odnieść zwycięstwo – tak twierdzi 83-latek. Każdy wyciąga wnioski i dojrzewa. Pacquiao to doświadczony bokser, który rywalizował z wieloma pięściarzami, ale pojedynek z Mayweatherem będzie czymś wyjątkowym. Wynika to z faktu, że to coś więcej. Czyli do zwycięstwa też potrzeba czegoś więcej?

KM

UFC zagarnie Polskę?

Coraz bliżej gala UFC w Krakowie. Najlepsza organizacja świata po raz pierwszy zaprezentuje się w naszym kraju. Czy gala porwie? Jak UFC sprzeda się nad Wisłą?

Polski rynek mieszanych sportów walki jest dość specyficzny. Delikatnie powiedziane. Tak naprawdę jesteśmy krajem pod tym względem hermetycznym. Pozycja KSW nie podlega dyskusji i długo nikt nie zaproponuje polskim kibicom bogatszej oferty. Dlaczego? A dlatego, że KSW konsekwentnie budowało swoją pozycję oraz wizerunek latami, ma wsparcie w telewizji, dobry marketing i stworzyło z zawodników prawdziwe gwiazdy. Na przestrzeni kilku latach w Polsce pojawiło się wiele organizacji mieszanych sportów walki, które szybko zniknęły z polskiej mapy bądź obracają się w niszy. Można trafić do świadomości szerszej publiki w negatywny sposób tak jak FEN, które de facto w swoich szeregach skupiło kilku ciekawych zawodników. Konsekwentnie pozycję na rynku stara się budować XCage. Z kolei huczne gale MMA Attack odeszły w zapomnienie. Trudno się przebić na polskim rynku i zagrozić KSW.

Jednak po raz pierwszy galę w Polsce zorganizuje UFC – najlepsza organizacja mieszanych sztuk walki na świecie. Czy osiągnie sukces i niepoprzestanie tylko na jednym evencie? Propozycja krakowskiej gali wygląda ciekawie. W oktagonie pojawi się siedmioro Polaków, którzy mają dać widowisko najwyższych lotów. Jednak w walce wieczoru zaprezentują się Mirko Filipović i Gabriel Gonzaga. Z pewnością dla polskiej publiczności najciekawszym i najbardziej smakowitym kąskiem będzie występ Jana Błachowicza, który zmierzy się z Jimim Manuwą. „John” udanie zadebiutował w UFC i włodarze organizacji wiążą z nim duże nadzieje. Swoją szansę dostaje również Bartosz Fabiński. Kolejne pojedynki w UFC stoczą Marcin Bandel, Daniel Omielańczuk i Paweł Pawlak. Ponadto, swoje pojedynki stoczą Izabela Badurek oraz Damian Stasiak. Polski kibic będzie ściskał kciuki za swoich rodaków, ale czy kupi UFC? Rzecz jasna, że występy w najlepszej organizacji na świecie są wyróżnieniem i ogromnym awansem dla zawodnika, jednak dla widza liczy się inna kwestia. Polski fan MMA ma przed oczami KSW i kupuje ten produkt. Zna go doskonale, ceni i wie, czego może się spodziewać. UFC postara się wedrzeć na polski rynek i rozszerzyć swoją strefę wpływów. Chce przemówić do Polaków, ale musi mieć świadomość, że staje przed trudnym zadaniem. UFC nie może liczyć na wsparcie żadnej telewizji, choć jest światową marką. Ponadto, rynek MMA w Polsce jest dość specyficzny. Wielu próbowało, ale niewielu udało się osiągnąć sukces. KSW posiada swego rodzaju monopol i rozdaje karty. Zainteresowanie galą w Krakowie wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, UFC trafia na polski rynek, a po drugie- chodzi o osobę Jana Błachowicza. „John” stał się marką w polskim świecie MMA i to na jego plecach spoczywa de facto rozbudzenie zainteresowania krakowską galą. UFC w Polsce bez Błachowicza z pewnością spotkałoby się z odzewem ze strony publiczności, ale mogłoby nie zebrać zadowalających plonów. Na niekorzyść amerykańskiej organizacji przemawia fakt, że za miesiąc odbędzie się KSW 31. To może uderzyć w sprzedaż biletów. Polski kibic stanie przed wyborem – wejściówka na UFC czy KSW? A marka Kawulskiego i Lewandowskiego może zaoferować fanom widowisko równie ciekawe, o ile nie atrakcyjniejsze.

Twierdzenie, że UFC zagarnie Polskę może okazać się nadużyciem. Z dużą dozą prawdopodobieństwa tak będzie. Gala w Krakowie będzie jednorazową atrakcją, która wykona założony plan, ale nie przekona i nie utkwi w pamięci Polaków. Polski rynek jest specyficzny i bardzo przywiązany do „swojego”. Sukces UFC staje w tym punkcie pod znakiem zapytania. Gdyby nie Błachowicz to gala w Krakowie traktowana byłaby z o wiele mniejszym entuzjazmem. Jak to klasyk powiedział w określonym kontekście: „a taki ładny był, amerykański”. Czy po gali w Krakowie będzie tak mówili?  

KM

Wałbrzyskie i mongolskie dokonania

W ostatnich tygodniach w polskich zapasach główną rolę odgrywały pierwsze mistrzostwa Europy U-23 oraz zgrupowanie żeńskiej kadry w Mongolii.

Wałbrzych gościł najlepszych młodych zawodników w Europie. Mistrzostwa U-23 zostały zorganizowane po raz pierwszy w historii. Dla Polski to ogromny zaszczyt, że została wybrana krajem, który zainaugurował rywalizację zapaśniczą na tym poziomie. Wałbrzych spełnił pokładane w nim nadzieje, zawodnicy mieli komfortowe warunki do występów. Młodzi Polacy trzykrotnie wprawili fanów zapasów w euforię. Największą wagę ma złoty medal Darii Osockiej w kategorii 75 kg. Trzeba zaznaczyć, że w tej grupie rywalizowało łącznie osiem zawodniczek. Osocka okazała się najlepsza, rywalki nie były w stanie jej sprostać. W ¼ finału Polka rozprawiła się z Sabirą Aliyevą z Azerbejdżanu, w półfinale Węgierka Zsanett Nemeth ani przez chwilę nie stanowiła  dla naszej zawodniczki zagrożenia. Po finałowej rywalizacji z Estonką Epp Mae Osocka mogła wznieść ręce w geście triumfu i cieszyć się z pierwszego, jak się później okazało jedynego, złota dla Polski podczas mistrzostw Europy U-23.

Krystian Formela w bogato obsadzonej kategorii 85 kg w stylu klasycznym wywalczył brązowy medal. Polski zapaśnik w 1/8 rozpoczął rywalizację od zwycięstwa nad Węgrem Patrikiem Szabo. W ćwierćfinale toczył wyrównaną walkę z Fabio Parisim z Włoch, a w półfinale minimalnie lepszy od Formeli okazał się Vladimir Stankić z Bułgarii. Po porażce Polak nie załamał rąk i podjął walkę o trzecie miejsce.  Po trudnym boju Formela mógł cieszyć się ze zwycięstwa nad Hohą Hahnidze. W jedenastoosobowym zestawieniu w kategorii 125 kg w stylu wolnym na trzeciej pozycji uplasował się Robert Baran. Polak radził sobie dobrze, walczył pewnie i zwyciężał aż do półfinału, w który trafił na reprezentanta Rosji. Muradin Kushkhov okazał się przeszkodą nie do przejścia. W rywalizacji o trzecie miejsce Baran pokonał Egora Olara z Mołdawii. Tym samym pierwsze mistrzostwa Europy U-23 przeszły do historii. Turniej miał miejsce w Polsce, biało – czerwoni wywalczyli trzy medale. Jak ocenić wyczyn biało-czerwonych? Z matematycznego punktu widzenia szału nie ma. W zawodach uczestniczyło dwudziestu trzech Polaków. Ważna jest praca z młodzieżą, gdyż na tym etapie rozpoczyna się kształtowanie zapaśnika i przygotowywanie do sukcesu. W Wałbrzychu na szczyt wspięła się trójka, a w zasadzie tylko Osocka, a powinno więcej zawodników.

Dwa tygodnie w Mongolii spędziła żeńska reprezentacja Polski. Na koniec zgrupowania nasze zawodniczki wzięły udział w turnieju Mongolia Open. W kategorii 63 kg srebro wywalczyła Monika Michalik, w 69 kg po brąz sięgnęła Agnieszka Wieszczek – Kordus. Z powodu urazu w zawodach nie startowała będąca w dobrej dyspozycji Iwona Matkowska. Zgrupowanie w Mongolii było kolejnym etapem przygotowań do mistrzostw świata.

KM

Wojna polsko – polska

Porażka w starciu z Arturem Szpilką miała wieńczyć karierę Tomasza Adamka. Okazuje się, że „Góral” zaprezentuje się publiczności jeszcze raz podczas swojej walki pożegnalnej.

Z kim będzie rywalizował były pretendent do mistrzostwa świata WBC? Kandydatów jest dwóch: Przemysław Saleta oraz Albert Sosnowski. Na obecnym etapie rokowań większe szanse daje się „Dragonowi”. Sam Sosnowski entuzjastycznie podchodzi do perspektywy walki z Adamkiem i chętnie stanąłby jeszcze raz w ringu. Ostatni występ zaliczył w czerwcu 2014 roku, kiedy przegrał z Marciem Rekowskim. Z kolei Saleta ma już za sobą udział w walce polsko – polskiej. 47-latek wygrał pojedynek z Andrzejem Gołotą.

Adamek stanąłby przed szansą pożegnania się z publicznością i uwieńczenia swojej bogatej kariery. „Góral” zdobywał tytuły w wagach półciężkiej oraz cruiser, a w ciężkiej walczył o mistrzostwo świata. Ostatnie występy Adamka nie spełniły jego oczekiwań. W 2014 roku Polak stoczył dwa pojedynki, w których musiał uznać wyższość rywali. Adamek przegrał z Wiaczesławem Głazkowem oraz Arturem Szpilką. Rywalizacja z młodszym rodakiem miała pokazać na jakim etapie jest obecnie „Góral”. Okazało się, że „Szpila” dojrzał i mądrze boksował neutralizując największe atuty boksera z Żywca, którego kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Sam Adamek mówił o pożegnaniu z ringiem. Jednak pojawiła się propozycja walki pożegnalnej, na którą pięściarz odpowiedział pozytywnie. Prawdopodobnie Adamek stoczy pojedynek podczas gali Polsat Boxing Night. W kontekście rywala padają dwa nazwiska: Sosnowski i Saleta. Wydaje się, że bardziej atrakcyjnym rywalem jest młodszy „Dragon”. 47-letni Saleta obecnie poświęca czas na komentowanie kickboxingu oraz występ w telewizyjnym show. Warto dodać, że Adamek w swoim  pożegnalnym starciu będzie walczył o pięćdziesiąte zwycięstwo w karierze.

Z pewnością dla widzów atrakcja, a dla samego „Górala” okazja do pożegnania z ringiem na polskiej ziemi. To, że Adamek miał bogatą karierę nie podlega dyskusji. Wydaje się, że podejmuje słuszną decyzję o pożegnaniu z ringiem, skoro zdrowie już nie to i forma nie dopisuje. Chociaż nie będzie rozdrabniał swojego autorytetu. „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść” –jak śpiewał Grzegorz Markowski. Fakt, że Adamek stoczy ostatni pojedynek w karierze z polskim bokserem o mocnym nazwisku również ma znaczenie. Jeśli będzie to poważna walka z pewnością będzie miała wartość sportową. Przez całą karierę „Góral” pokazywał charakter i nie szedł na łatwiznę, a wręcz przeciwnie często pod prąd. Ale zawsze walczył z sercem. Zapewne tak będzie i tym razem.

Wojna polsko – polska to ciekawy zbiór słów. Można go odnosić do relacji w społeczeństwie, sporcie , polityce. W ostatnim czasie w boksie pojawiły się informacje dotyczące sporu na linii Artur Szpilka – Krzysztof Włodarczyk. Obaj panowie nie darzą się sympatią. Być może będą mieli okazję osiągnąć kompromis w ringu. Szpilka i Włodarczyk nie wytrzymali ciśnienia, co doprowadziło do bójki przed salą treningową. Czy możliwy jest pojedynek „Szpili” i Diablo”? Przed Włodarczykiem rewanżowy pojedynek z Drozdem, a Szpilka rozpoczyna treningi w USA i chce inwestować w swój rozwój. Wydaje się, że na ten czas pojedynek jest nierealny, ale w dłuższej perspektywie być może strony zasiądą do rozmów. Z tym warunkiem, że „Diablo” musiałby „podbić” wagę.

Idea walk pożegnalnych staje się coraz powszechniejsza, powoli pojawia się temat starć polsko – polskich. Wydaje się, że najlepiej pobierać naukę na własnym podwórku i tu dokonywać selekcji najlepszych. Czy dla Adamka ostatnim aktem kariery będzie walka z „Dragonem”?

KM

Pudzian zatrzymuje się

Mariusz Pudzianowski będzie jedną z głównym postaci gali KSW, która będzie miała miejsce na stadionie Wembley. Jednakże wcześniej „Pudzian” musi zrobić sobie przystanek. Będzie nim Gdańsk. 23 maja w Ergo Arenie Pudzianowski podczas KSW 31 zmierzy się z Rollesem Gracie.

Nazwisko rywala zobowiązuje. Mimo wszystko pisanie pochwalnych peanów na temat Brazylijczyka byłoby grubą przesadą. Gracie to fighter w zasięgu „Pudziana”. 36-latka charakteryzuje bardzo dobry grapp ling. Brazylijczyk zdążył się zaprezentować polskiej publiczności podczas KSW 28, kiedy zmierzył się z Karolem Bedorfem. Gracie przegrał już w pierwszej rundzie. Najbliższy rywal Pudzianowskiego ma za sobą słabszy okres w karierze. Zanotował dwie porażki z rzędu, a ostatnią wygraną na swoim koncie zapisał w grudniu 2012 roku.

Śmiało można porównać potencjał obu zawodników poprzez ich walki. Zarówno „Pudzian” jak i Gracie mierzyli się z tymi samymi rywalami. Yusuke Kawaguchi i Bob Sapp nie sprawili problemów gwiazdom KSW 31. Pudzianowski Japończyka pokonał przez decyzję sędziów, Amerykanina serią ciosów odprawił już w pierwszej rundzie. Gracie oba pojedynki wygrał przed czasem. Właśnie Kawaguchi jest ostatnim rywalem, z którym Brazylijczyk triumfował. Warto wspomnieć, że w swojej karierze Gracie wystąpił w UFC. W czerwcu 2010 roku przegrał z Joeyem Beltranem. Dobry grappler, który gubi się pod naporem ciosów. Pudzianowski musi być zdecydowany, aby osiągnąć sukces.

Do tej pory wszyscy pamiętają efektowną walkę „Pudziana” z Pawłem Nastulą podczas KSW 29. Dopiero dogrywka wyłoniła zwycięzcę. Wiele ciosów, krople potu, ogromne zmęczenie i dwóch potężnych facetów. W tym pojedynku lepszy okazał się „Pudzian”, który tym samym zakończył karierę Nastuli. 38-letni fighter ostatnią porażkę na swoim koncie zapisał w czerwcu 2013 roku. Pogromcą Polaka okazał się Sean McCorkle, jednak trzy miesiące później Pudzianowski wziął rewanż na Amerykaninie. „Pudzian” kroczy drogą triumfów, Gracie wpadł w tor porażek. Czy w Gdańsku ten stan zostanie zachowany?

Jeśli Polak pokona Brazylijczyka to… No właśnie –co? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jeden kierunek. Tym kierunkiem jest przystanek Karol Bedrof. Gracie poległ w starciu z „Coco”, a jeśli poniesie porażkę z „Pudzianem” to ten mógł stanąć naprzeciw swojego rywala. Skomplikowane? Na pozór. Zarówno Bedorf jak i Pudzianowski wygrali swoje pojedynki z Pawłem Nastulą. „Coco” jest mistrzem i obecnie jednym z najefektywniejszym oraz najtwardszych zawodników KSW. Fantastyczną ideą jest jego starcie z „Pudzianem”. Z tym, że Gracie to nie jest facet, który chodzi z koszykiem na grzyby, lecz prezentuje określony poziom sportowy. Być może Brazylijczyk jest w dołku, ale nadal pozostaje wyzwaniem dla byłego strongmana. Rzecz jasna wyzwaniem w zasięgu Polaka, który będąc w dobrej formie powinien odnieść zwycięstwo. Jeśli „Pudzian” wygra śmiało może myśleć o walce z Bedorfem. Teraz musi zatrzymać się w Gdańsku, potem pojedzie na Wembley.

Podczas KSW 31 dojdzie do pojedynku o pas kategorii półciężkiej. Goran Reljić poznał swojego rywala. Będzie nim Attila Vegh, były mistrz Bellatora.

KM

Włoskie medale młodych Polaków

We włoskim Ligano odbyły się zawody Pucharu Europy Juniorów i Juniorek w Judo. Swoją obecność na turnieju zaznaczyli młodzi Polacy, którzy wywalczyli trzy medale.

Dobry występ naszych reprezentantów jest podstawą do twierdzenia, iż mamy zaplecze, które w przyszłości powinno wydać owoce i prowadzić równorzędną rywalizację z najlepszymi na poziomie juniorskim. W Ligano Polacy wywalczyli trzy medale, dwa z nich przypadły nam w kategorii 90 kg wśród juniorów. Srebrny medal zdobył Piotr Kuczera, brązowy zawisł na szyi Rafała Kozłowskiego. Siódme miejsce w tej kategorii wagowej zajął Michał Głowacki. W 90 kg Polacy pokazali się z dobrej strony i wyraźnie zaznaczyli swoją obecność. Z kolei w kategorii 66 kg siódmą pozycję zajął Paweł Wawrzyczek. Zdecydowanie rywalizację zdominowali reprezentanci Azerbejdżanu, którzy zdobyli pięć złotych na osiem możliwych medali. Jedynie w kategoriach 66 kg, 73 kg i +100 kg triumfowali zawodnicy z innych państw. Odpowiednio Giovanni Esposito z Włoch, Elemer Szocs z Rumunii oraz Zarko Culum z Serbii. Łącznie w zawodach w Ligano juniorzy z Azerbejdżanu wywalczyli dziewięć medali. Tylko kategorii 73 kg nie udało im się wywalczyć miejsca na podium, tu dominowali Rumunii – zwycięstwo Szocsa i trzecia pozycja Marcela Cercea. Cztery medale dla gospodarzy – Włochów, w tym jeden złoty. Z kolei Węgrzy mogą poszczycić się czterema trzecimi miejscami. Srebro i dwa brązowe medale to dorobek reprezentantów Wielkiej Brytanii.

W rywalizacji pań jeden medal dla Polski. Jedynie Eleonora Geri przeszkodziła naszej zawodniczce w odniesieniu zwycięstwa, Anna Załęczna wywalczyła srebro. W rywalizacji juniorek rozdrobnienie, gdyż w każdej kategorii wygrywała judoczka z innego kraju. Najwięcej medali zdobyły Niemki, które zanotowały sześć miejsc na podium. Triumfowała Anna Maria Wagner w kategorii 78 kg. Wielka Brytania zapisała na swoim koncie pięć medali, w tym złoto w kategorii 63 kg dla Katiejemimy YeatsBrown. Po cztery krążki wywalczyły reprezentantki Słowenii oraz Włoch.

Reasumując, mimo braku sukcesów w rywalizacji juniorek to reprezentacja Azerbejdżanu kończy Puchar Europy w Ligano z największym dorobkiem medalowym. Dobry występ zaliczyły reprezentacje Włoch oraz Wielkiej Brytanii. Należy podkreślić zdobycze medalowe Słowenii, Serbii oraz Rumunii. Polacy w Ligano wywalczyli trzy medale, co należy uznać za przyzwoity wynik. Zawody we Włoszech pokazały, że w rywalizacji męskiej dominują judocy z Azerbejdżanu. Kraju, który daje mocne podwaliny i kształtuje zawodnika do osiągania sukcesów. Czy występy na poziomie juniorskim znajdą odzwierciedlenie w karierze seniorskiej? Puchar Europy pokazał, które państwa mają zaplecze na przyszłość. Włochy, Azerbejdżan czy Słowenia mogą spać spokojnie. Polska musi pracować i plasować ją należy w gronie takich państw jak Węgry czy Rumunia.

KM

Cain Velasquez

Amerykański zapaśnik i zawodnik MMA urodzony 28 lipca 1982 roku w Salinas. Cain jest synem nielegalnego Meksykańskiego imigranta i Amerykanki meksykańskiego pochodzenia. W szkole średniej trenował zapasy z sukcesami. Amatorską karierę zapaśniczą kontynuował na studiach, reprezentując Arizona State University. W październiku 2006 roku zanotował debiut w MMA walcząc dla Strikeforce. W 2008 roku podpisał kontrakt z UFC. Po wygraniu w tej organizacji pięciu walk z rzędu, został wyznaczony do walki z Antonio Rodrigo Nogueirą. Pokonał do 20 lutego 2010 roku przez nokaut w pierwszej rundzie. Dzięki tej wygranej otrzymał szanse walki o pas mistrzowski UFC wagi ciężkiej.  Do tego pojedynku doszło 23 października 2010 roku podczas gali UFC 121. Cain wygrał pojedynek przez TKO w pierwszej rundzie. W pierwszej obronie tytułu jego rywalem miał być Junior Dos Santos. Do walki jednak nie doszło z powodu kontuzji barku Caina, która wymagała operacji. Ostatecznie pojedynek między Velasquezem a Santosem odbył się 12 listopada 2011 roku. Amerykanin został znokautowany w pierwszej rundzie i stracił tytuł. 29 grudnia 2012 roku stoczył rewanżowy pojedynek z Juniorem Dos Santosem. W tym pojedynku Cain zdominował swojego rywala w każdej płaszczyźnie walki i wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Tym samym odzyskał tytuł mistrza UFC wagi ciężkiej. W pierwszej obronie odzyskanego pasa pokonał Antonio Silvę przez TKO w pierwszej rundzie. Po czasie ogłoszono trzecie starcie Velasqueza z Santosem. Do tego starcia doszło 19 października 2013 roku. W tym pojedynku lepszy okozał się ponownie Cain, który jak w drugim starciu zdominował rywala. Tym razem pokonując go przez TKO w piątej rundzie. 13 czerwca 2015 roku Cain przegrał walkę o tytuł wagi ciężkiej z Fabricio Werdumem. 

Osiągnięcia:

Mieszane sztuki walki:

od 2012: Mistrz UFC w wadze ciężkiej (do 120 kg)

2010-2011: Mistrz UFC w wadze ciężkiej

Zapasy:

2006: NCAA Division I − 4. miejsce w wadze ciężkiej (285 lbs)

2005: NCAA Division I − 5. miejsce w wadze ciężkiej

2002: Mistrz USA NJCAA w wadze ciężkiej

2001: Mistrz Arizony w wadze ciężkiej

2000: Mistrz Arizony w wadze ciężkiej

Ronda Rousey

Amerykańska judoczka oraz zawodniczka MMA urodzona 1 lutego 1987 roku w Hrabstwie Riverside. Ronda jest pierwszą i aktualną mistrzynią UFC w kategorii do 61kg.  Do jej największych sukcesów jako judoczki należy wicemistrzostwo świata wywalczone w 2007 roku oraz brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. W 2010 roku postanowiła zadebiutować w MMA. Po trzech wygranych amatorskich walkach, na początku 2011 roku przeszła na zawodowstwo. Dwie pierwsze walki wygrała w bardzo szybkim tempie, dzięki czemu podpisała kontrakt z organizacją Strikeforce. Ronda zadebiutowała tam w sierpniu 2011 roku poddając w 25 sekund Sarę D’Alielio, a w listopadzie w 39 sekund Julię Budd. 3 marca 2012 roku Rousey zmierzyła się w walce o pas mistrzowski z Mieshą Tate, którą również pokonała przez poddanie. Pierwszy raz swojego pasa broniła 18 sierpnia 2012 roku przeciwko Kanadyjce Sarze Kaufman, którą również poddała. Kolejnym krokiem w karierze Rondy było podpisanie kontraktu z UFC. Została tym samym pierwszą kobietą w historii, która została mistrzynią tej federacji.  Ronda pierwszy raz broniła swój tytuł podczas gali UFC 157, gdzie pokonała Liz Carmouche.  Ronda była trenerką w 18 edycji reality show The Ultimate Fighter, gdzie trenowała jedną z ekip, drugą ekipe trenowała Miesha Tate. Do rewanżu między Rousey a Tate doszło na UFC 168 gdzie wygrała Ronda przez poddanie w trzeciej rundzie. W kolejnych pojedynkach Rousey wygrywała z takimi rywalkami jak: Sara McMann, Alexis Davis i Cat Zingano. Każde z tych starć kończyło się w pierwszej rundzie. 14 listopada Ronda straciła tytuł mistrzowski na rzecz Holly Holm, która znokautowała Rondę w drugiej rundzie.