Grand Prix w Taszkiencie – "Srebrne" judoczki wracają na tatami.

Dwie polskie drużynowe wicemistrzynie świata w judo – Katarzyna Kłys (-70 kg) i Katarzyna Furmanek (+78 kg) startować będą od 1 do 3 października w zawodach Grand Prix w Taszkiencie. Transmisje codziennie na żywo w telewizji FightKlub od g. 14:00. Od Mistrzostw Świata w Astanie, gdzie Polki zdobyły srebrny medal po finale z Japonią (0-5), minął miesiąc. Większość czołowych zawodniczek w tym czasie nigdzie nie startowała, szykując formę na jesienne turnieje w kwalifikacjach olimpijskich. Od zawodów w Uzbekistanie rozpoczyna się decydujący etap walki o Igrzyska w Rio de Janeiro. W Taszkiencie startować będą Katarzyna Kłys (-70 kg) i Katarzyna Furmanek (+78 kg) oraz Jakub Kubieniec (-81 kg), Patryk Ciechomski (-90 kg) i Maciej Sarnacki (+100 kg). O kolejne punkty do rankingu walczyć będzie też sędzia Sławomir Kownacki, prezes Polskiego Związku Judo. Na liście zgłoszeń jest złota medalistka MŚ w Kazachstanie Chinka Yu Song (+100 kg), z którą w tym roku już raz wygrała Katarzyna Furmanek. – Z całych sił będę walczyła do końca kwalifikacji o bilet na przyszłoroczną olimpiadę – mówi polska judoczka. W 2014 roku w GP w Uzbekistanie Polki wywalczyły aż 3 medale – złoty Daria Pogorzelec (-78 kg), a brązowe Arleta Podolak (-57 kg) i Katarzyna Kłys (-70 kg). Dwie pierwsze tym razem nie będą startowały w Taszkiencie, gdyż wyjechały na Igrzyska Wojskowe. Zawody rozgrywane są raz na 4 lata, a tym razem organizatorem jest Korea Południowa. Przed własną publicznością faworytami 3-dniowego turnieju będą judocy z Uzbekistanu. W 2013 roku w pierwszej edycji GP w swoim państwie wygrali rywalizację aż w 5 kategoriach wagowych. Przed rokiem zwyciężył już tylko Rishod Sobirov (-66 kg). W tegorocznych MŚ zdobył brązowy medal, co było największym sukcesem reprezentacji Uzbekistanu.

Źródło: materiały prasowe

Bokserski mega hit 4 października w FightKlubie!

Zapraszamy na transmisję z gali HBO w StubHub Center w Carson, gdzie w głównej walce wieczoru argentyński puncher Lucas Matthysse (37-3, 34 KO) zmierzy się z niepokonanym ukraińskim prospektem Wiktorem Postołem (27-0, 11 KO) w pojedynku, którego stawką będzie mistrzostwo świata WBC w kategorii super lekkiej. Lucas Matthysse to żywe uosobienie argentyńskiego temperamentu i ducha walki. "La Maquina" (Maszyna) wchodząc do ringu zawsze wnosi niepisaną gwarancje emocjonującego widowiska. W ostatnim występie 32-latek urodzony w Trelewie wygrał niezapomnianą bitwę z Rosjaninem Rusłanem Prowodnikowem, która zagwarantowała mu pozycję obowiązkowego pretendenta do tytułu WBC w kategorii super lekkiej. Wcześniej Argentyńczyk był posiadaczem pasa tejże organizacji w wersji "Interim" stoczył jego dwie skuteczne obrony, nokautując między innymi już w trzeciej rundzie byłego mistrza świata Lamonta Petersona. Wiktor Postoł to z kolei objawienie Europy Środkowo-Wschodniej. 31-letni Ukrainiec o przydomku "Iceman" (Człowiek z Lodu) z bezwzględną i zimną skutecznością odprawia z kwitkiem kolejnych rywali. Bilans 27-0 robi wrażenie i chociaż bokser z Kijowa ma na koncie "tylko" 11 nokautów, to wygrywając w zeszłym roku przed czasem z Turkiem Selcukiem Aydinem udowodnił, że kiedy stawka jest wysoka, moc jego uderzenia również nie zawodzi. To właśnie morderczy prawy podbródkowy, dzięki któremu kandydował do miana nokautu roku zagwarantował mu pozycję obowiązkowego pretendenta do tytułu WBC i ostatecznie pojedynek z argentyńską "Maszyną". W głównej przedwalce gali spod szyldu HBO zobaczymy bardzo interesujący pojedynek wschodzącego Meksykanina Antonio Orozco (22-0, 15 KO) z doświadczonym rodakiem i eks-mistrzem świata Humberto Soto (65-8-2, 35 KO). To wewnątrz-meksykańskie starcie powinno być równie elektryzujące co walka wieczoru. Transmisja z bokserskiego święta w Carson tylko w FightKlubie. Zarezerwujcie sobie niedzielny poranek (g. 04:15) – powtórka o 11:30, tego nie można przegapić!

Źródło: materiały prasowe

Kolejne mistrzowskie starcie?

Coraz większą uwagę kibiców przyciągają walki polsko-polskie. Zaczyna się mówić o pojedynku Tomasza Adamka z Krzysztofem „Diablo” Włodarczykiem. Czy to starcie jest możliwe?

Włodarczyk nie walczył od września ubiegłego roku, kiedy to w Moskwie stracił pas WBC w wadze junior średniej na rzecz Grigorija Drozda. Z kolei Adamek w ostatnim czasie notuje występy poniżej oczekiwań.

Pokonał Saletę

Co prawda „Góral” podczas ostatniej gali Polsat Boxing Night w Łodzi pokonał Przemysława Saletę, jednak ten pojedynek trudno określać jako starcie na szczycie. Rzecz jasna, że sama walka przyciągnęła uwagę kibiców i wzbudziła spore zainteresowanie, ale o jej wartości decydowały nazwiska. Trudno cokolwiek powiedzieć o możliwościach 47-letniego Salety, który musiał zakończyć pojedynek z powodu kontuzji barku. Dodatkowo były mistrz Europy w wadze ciężkiej walczy okazyjnie. Po siedmiu latach wrócił na ring, aby zmierzyć się z Andrzejem Gołotą i wygrał. Upłynęły dwa lata i spotkał się z Adamkiem.

„Góral” nadal jest czynnym pięściarzem, który cztery lata temu walczył o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej z Witalijem Kliczko. Porażka w starciu z Ukraińcem sprawiła, że musiał odbudować swoją pozycję. Polak wygrał pięć walk, ale Wiaczesław Głazkov powstrzymał Adamka i zaczęły pojawiać się pytania o jego przyszłość. „Góral” był mistrzem w wadze półciężkiej oraz juniociężkiej. Wielu z przymrużeniem oka patrzyło na jego chęć rywalizacji w kategorii królewskiej. Dzięki uporowi, ciężkiej pracy i ambicji doszedł do walki o pas, jednak później brakowało mu świeżości.

Wrócił do Polski i stoczył walkę o miano najlepszego polskiego „ciężkiego” z Arturem Szpilką. Przegrał. Wydawało się, że jego przygoda z boksem dobiega końca. Adamek zdecydował się na walkę z Saletą i wygrał. Okazuje się, że niewykluczone są jego kolejne pojedynki. Tyle tylko, że „Góral” myśli o poważnych rywalach. Od razu przed oczami pojawił się Artur Szpilka, ale on jest na innym etapie kariery i walka z Adamkiem nie jest mu potrzebna. Może Włodarczyk?

Rok bez boksu

„Diablo” czeka na kolejną walkę już rok. We wrześniu 2014 roku stracił w Moskwie pas mistrzowski. Miał stoczyć pojedynek rewanżowy z Drozdem, jednak w związku z chorobą nie mógł pojawić się na ringu. Zastąpił go Łukasz Janik, ale musiał uznać wyższość Rosjanina.

Włodarczyk w tym roku ma pojawić się w ringu. Były mistrz świata podkreśla, że w boksie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Kolejne starcie polsko-polskie, czyli gala Polsat Boxing Night, planowana jest na przyszły rok. Wtedy mogłoby dojść do starcia Adamek-Włodarczyk.

Czy to realne? Obecnie są to tylko spekulacje. Obaj są w podobnym wieku, mają za sobą bogate doświadczenia, które okrasili mistrzowskimi pasami. Tylko Włodarczyk musiałby przybrać trochę na wadze. Wydaje się, że mogłoby to być najciekawsze starcie polsko-polskie ostatnich lat.

KM

Khan celuje w Pacquiao

Amir Khan ma duże ambicje. Brytyjczyk chce wejść na sam szczyt. Na kolejnego rywala upatrzył sobie Manny Pacquiao.

Mimo wszystko Khan nadal liczy na pojedynek z Floydem Mayweatherem Jr, jednak ten zakończył już karierę. Mimo to 29-latek liczy, że kiedyś uda mu się zmierzyć z Amerykaninem.

Nieugięty

Khan przyzwyczaił, że jest jednym z tych bokserów, którzy lubią robić dużo zamieszania wokół siebie. Z drugiej strony Brytyjczyk stara się dbać o swój interes i działa tak, aby zrealizować swoje zamiary. Czy tym razem mu się uda?

Jak zapewnia jego starcie z Manny Pacquiao jest niemal pewne. Do pojedynku Khana z Filipińczykiem miałoby dojść w lutym bądź kwietniu przyszłego roku. Brytyjczyk w 2015 roku stoczył jeden pojedynek, na punkty pokonał Chrisa Algieriego. Złe czasy dla Khana już minęły. Cztery lata temu przegrał z Lamontem Petersonem, a w kolejnej walce na deski powalił go Danny Garcia. Jednak to tylko złe wspomnienia. Khan wygrał pięć kolejnych walk, zdobył pas WBC silver w kategorii półśredniej.

Brytyjczyk stara się przebić do czołówki i robi wszystko, aby znaleźć się na szczycie, gdzie gra toczy się o najwyższą stawkę. Khan wierzy w swoje umiejętności. Ewentualny pojedynek z Pacquiao może zweryfikować potencjał 29-latka. Filipińczyk w tym roku stoczył walkę XXI wieku z Floydem Mayweatherem Jr, po której dochodzi do pełni sił. Pacquiao nabawił się kontuzji i robi wszystko, aby wrócić na ring, ale pojawiają się głosy, że będzie to powrót chwilowy. Ponoć popularny „Pacman” chce postawić na karierę polityczną.

Czy Pacquiao zmierzy się z Khanem? Brytyjczyk zapewnia, że wszystko jest na dobrej drodze. – Prowadzimy negocjacje z Bobem Arumem i do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem. Trwają rozmowy kontraktowe. Jeśli dojdzie do porozumienia zmierzę się z Manny Pacquiao. Znamy się dobrze, trenowaliśmy i sparowaliśmy ze sobą. Pytanie, kiedy on będzie gotowy do walki. Być może dojdzie do niej w lutym lub kwietniu 2016 roku. Jeśli się dogadamy to w tym roku nie zaprezentuję się w ringu – opisuje Khan.

Mayweather celem

Brytyjczyk cały czas stara się, aby doszło do jego walki z Mayweatherem. Gdy toczyły się negocjacje przed pojedynkiem Amerykanina z Pacquiao, Khan zawsze wtrącał swoje trzy grosze.

„Money” zakończył karierę, ale 29-latek liczy, że być może wróci na ring, aby zmierzyć się właśnie z nim. – Jeśli pokonam Pacquiao to może Mayweather zdecyduje się wrócić i wejdzie ze mną do ringu. Sądzę, że Floyd uważa mnie za zbyt mocnego rywala. Nie wydaje mi się, aby kiedykolwiek zdecydował się ze mną walczyć. Sprawiłbym mu zbyt wiele problemów – mówi Khan.

KM

Ćwierćfinałowa wygrana Turyńskiego

Okres jesienno-zimowy z galami King of Kings World Grad Prix w kickboxingu zapowiada się ciekawie. W Kiszyniowie odbyła się pierwsza z czterech zaplanowanych imprez. Z dobrej strony pokazał się Michał Turyński.

W Kiszyniowie zaprezentowało się jeszcze dwóch zawodników z Polski – Dariusz Skoczek i Dawid Mirkowski. Jak sobie radzili?

Zawodnicy z Mołdawii lepsi

Dariusz Skoczek miał okazję zaprezentować się w turnieju w wadze 65kg, które miała wyłonić pretendenta do tytułu mistrzowskiego organizacji. Niestety, Polak nim nie będzie.

Broniący barw warszawskiego klubu GMTG w półfinale trafił na Stanislava Renitę. Mołdawianin w oczach ekspertów był faworytem całego turnieju, jednak Skoczek nie zamierzał ustępować rywalowi. Polak starał się i atakował, aby udowodnić swoją wartość. Miał świadomość, że nokaut będzie najlepszym rozwiązaniem i da mu wygraną. W przypadku rozstrzygnięcia punktowego większe szanse miał Renita. Jednak zabiegi Skoczka nie przyniosły zamierzonego efektu. Rywal okazał się twardy. Renita zwyciężył w oczach sędziów i mógł czekać na finałowe starcie. W decydującym boju Mołdawianin spotkał się z Igorem Osininem. Litwin w półfinale musiał pokonać Andrea Serrę i w tym przypadku okazał się lepszy dzięki wytrzymałości. O dziesięć lat starszy Włoch nie był w stanie dorównać młodszemu rywalowi. W finale swoją wartość potwierdził Renita. Choć nie znokautował Litwina to sędziowie nie mieli wątpliwości i jednoznacznie wskazali zwycięstwo zawodnika z Mołdawii.

W Kiszyniowie na zawodowym ringu miał okazję zadebiutować Dawid Mirkowski. 18-latek stanął naprzeciw Alexandra Prepelity w limicie 71kg. Mołdawianin zbiera doświadczenie i niecałe pół roku temu stoczył pierwszą walkę. Mirkowski nie przestraszył się rywala, który w poprzednim pojedynku pokazał, że potrafi być efektowny. Polak przegrał w pierwszej rundzie, ale później pokazał ogromną wolę walki. W trzeciej odsłonie wypracował sobie przewagę, ale to było za mało. Prepelita wygrał decyzją sędziów – 2:1.

Turyński w półfinale

Podczas gali w Kiszyniowie doszło do ćwierćfinałowych walk w turnieju wagi ciężkiej (+93kg). Swój pojedynek stoczył Michał Turyński.

Rywalem Polaka był Vladimir Tok, który jest posiadaczem mistrzowskiego pasa organizacji. Wydawało się, że Turyński stoi na straconej pozycji, jednak udowodnił, że nikogo nie można przedwcześnie skreślać. Polak doskonale rozpracował Niemca i narzucił dobre tempo. Turyński skutecznie punktował rywala, a w końcówce pozwolił sobie na kolano z wyskoku, które doszło do celu. Niemiec starał się atakować, aby rozstrzygnąć walkę przed czasem, jednak polski fighter znakomicie się bronił. Skazywany na porażkę Turyński okazał się lepszy.

W innym ćwierćfinale Dimtry Bezus zremisował z Maximem Bolotovem. Julius Mocka pokonał Sebastiana Ciobanu, a Stepan Kyrlig wygrał z Emidio Barone. Triumfował Tomas Hron, który w drugiej rundzie rozprawił się z Colinem George’m. Pavel Zhuravlev okazał się lepszy od Freddiego Kemayo.

KM

Kasperski wraca ze złotem

Puchar Europy WAKO w Pradze szczęśliwy dla Dawida Kasperskiego. Zawodnik Punchera Wrocław wywalczył w stolicy Czech złoty medal.

Nasi fighterzy pokazali się w Pradze z bardzo dobrej strony. Po raz kolejny potwierdziło się, że polski kickboxing stoi na wysokim poziomie.

Kasperski po raz drugi

Nie ulega wątpliwości, że Dawid Kasperski ma ogromny potencjał. Reprezentujący barwy Punchera Wrocław zawodnik na każdym kroku potwierdza swoje umiejętności. Kasperski na poziomie amatorskim wywalczył złoto w Pucharze Świata w Szeged. Na arenie krajowej dominuje nadal w kategorii 86kg. Kasperski robi doskonałą reklamę Polsce podczas występów na galach największych organizacji. W 2014 roku wszedł na szczyt. Kasperski triumfował na prestiżowej gali organizacji Superkombat.

Z Pragi nasz fighter po raz kolejny wraca ze złotym medalem. W pojedynku o triumf w kategorii 86kg spotkał się z przeciwnikiem, którego doskonale zna. Kasperski już wcześniej rywalizował z Patrykiem Zdrojewskim i obaj udowodnili, że ich pojedynki są ciekawe, pełne wymian oraz efektowności. Tym razem triumfował Kasperski.

Podczas zawodów w Pradze doszło do jeszcze jednego polskiego pojedynku. W kategorii 81kg o triumf rywalizował Arkadiusz Kaszuba oraz Łukasz Dołbień. Ze zwycięstwa mógł się cieszyć rzeszowianin.

Olszewski również najlepszy

Wszyscy znają historię trzech muszkieterów. Można powiedzieć, że Pragę zdobyło trzech polskich muszkieterów. Triumfowali Kasperski, Kaszuba i Krzysztof Olszewski. Trenujący w warszawskiej Palestrze zawodnik rywalizował w kategorii 60kg. W finale Polak trafił na Tomasa Tadlanka. Reprezentant gospodarzy nie sprostał wymaganiom, które postawił przed nim Olszewski. Zawodnik warszawskiej Palestry okazał się lepszy i mógł wznieść ręce w geście triumfu.

Polacy mieli więcej szans na złote medale, ale pozostałe finałowe pojedynki nie potoczyły się po myśli naszych zawodników. Magdalena Rak w kategorii 60kg musiała uznać wyższość Lucie Cmarowej. Z kolei Daniel Kolasiński w 75kg uległ Markowi Prochazce. Fenci Vilem pokonał Michała Bławdziewicza w kategorii +91kg.

Warto zauważyć, że w aż czterech finałach o triumf walczyli zawodnicy reprezentujący warszawską Palestrę. Triumfował tylko Krzysztof Olszewski. Bławdziewicz, Kolasiński i Dołbień wracają do Polski ze srebrnymi medalami. Rywalizacja w Pradze pokazała, że Polacy są w dobrej formie i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej są nacją silną i znającą się na kickboxingu.

W stolicy Czech rozegrano piętnaście finałów, a w sześciu w nich wystąpili Polacy. Po raz kolejny otrzymaliśmy dowód, że biało-czerwoni są mocni.

Warto przypomnieć, że już 24 października rozpoczną się mistrzostwa świata WAKO w Serbii w formułach Low Kick, Kick Light i K-1 Rules. Wśród zgłoszonych (na obecną chwilę) są m.in. Michał Bławdziewicz, Kamil Ruta czy Jerzy Wroński. Czy Polacy po raz kolejny przywiozą worek medali z czempionatu?

KM

Najpierw Jessica, a potem Ronda?

Taki plan ma Julianna Pena. Choć stoczy dopiero trzeci pojedynek w UFC to już ma zakusy, aby walczyć o mistrzowski pas organizacji.

Pena podczas gali UFC 192 zmierzy się z Jessicą Eye. Popularna „Evil” w ostatnim czasie przeżywa kryzys.

Penna idzie po zwycięstwo

26-letnia fighterka trafiła do UFC w 2013 roku. Co dziwne wcześniej poniosła dwie porażki, a mimo to przekonała do siebie włodarzy najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie. Jakie argumenty przemawiały za jej angażem? Z pewnością istotna była efektywność i widowiskowość. Do tej pory Pena wygrywa tylko i wyłącznie przed czasem, a to przykuwa uwagę oraz buduje zainteresowanie.

Dotychczas 26-latka stoczyła w UFC dwa pojedynki. W debiucie zmierzyła się z Jessicą Rakoczy. 30 listopada 2013 roku pokazała światu, że w amerykańskiej organizacji czuje się jak ryba w wodzie. Triumfowała już w pierwszej rundzie. Pena ciosami zdominowała swoją rywalkę i odniosła przekonujące zwycięstwo. W kwietniu 2015 roku stanęła przed kolejnym wyzwaniem. Milana Dudieva po czterech minutach pojedynku nie była w stanie kontynuować rywalizacji.

Teraz Pena zmierzy się Jessicą Eye, dla której będzie to piąty pojedynek w UFC. Wcześniej 29-letnia „Evil” z powodzeniem występowała w Bellatorze. Jednak ostatnio Eye prezentuje się przeciętnie. W ostatniej walce wytrzymała trzy rundy z Mieshą Tate. Sędziowie uznali, że Eye nie zasługuje na zwycięstwo. Eye ma ujemy bilans w UFC. Co prawda stoczyła dla organizacji cztery pojedynki, ale jeden został określony jako „no contest”. Stąd należy uwzględnić trzy walki, z których dwie zakończyły się jej porażkami. „Evil” nie jest też tak efektowna jak jej najbliższa rywalka, gdyż w większości wygrywa decyzją sędziów. Wychodzi na to, że Pena jest faworytką, ale to Eye ma większe doświadczenie.

Wygrana i czas na Rondę

Z jednej strony ważny jest potencjał sportowy, a z drugiej marketingowy. Albo upraszczając: niewyparzony język często pomaga. Czy Pena wykorzysta ten atut?

Teoretycznie Amerykanka nie może doczekać się pojedynku z Jessicą Eye, ale w jej słowach pojawia się nazwisko mistrzyni UFC w wadze koguciej Rondy Rousey. Była judoczka w listopadzie zmierzy się z Holly Holm. Być może Pena chce być kolejną rywalką mistrzyni. – Chcę, żeby Ronda miała przeświadczenie, że zasłużyłam na ten pojedynek. Tę walkę chcą zobaczyć fani. Cieszę się na myśl o tej walce, ale teraz najważniejszy jest pojedynek z Jessicą Eye i to jest główny punkt moich działań. Żadne starcie nie jest łatwe. Nie myślę o Rondzie. Skupiam się na walce, która czeka mnie 3 października z Jessicą Eye – tłumaczy 26-letnia Amerykanka.

Kiedy spełnią się marzenia Peny? Musi cierpliwie czekać na swoją kolej.

Fot. sherdog

 

KM

Wysyp medali w Warszawie

Młodzi Polacy udowodnili swoją klasę, a kolejna edycja Warsaw Judo Open pokazała, że impreza ma ogromny potencjał. Sportowy, ale również marketingowy.

Powoli judo staje się jedną z chętniej uprawianych dyscyplin sportowych przez dzieci i młodzież. Warto podkreślić fakt, że w tym roku Warsaw Judo Open po raz kolejny cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. W zawodach wzięło udział 1069 zawodników.

Impreza z potencjałem

To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Skoro przyjeżdżają do nas młodzi adepci judo z różnych krajów świadczy to z jednej strony o chęci rywalizacji, a z drugiej pokazuje zaufanie. Warsaw Judo Open nie było organizowane po raz pierwszy. Impreza ma już swoją renomę i z każdym rokiem rozwija się. Ponad 1000 zawodników na tatami to wynik godny pochwalenia.

Gdzie jest problem? Z pewnością warto zwrócić uwagę na zróżnicowanie klasy judoków, którzy podejmują rywalizację. Uwarunkowania wiekowe i poziom umiejętności to jedno, ale problemem jest ilość urazów. W dużej mierze wynika to z przygotowania do walki.

Impreza będzie się rozwijała, zainteresowanie zawodników jest coraz większe, Warsaw Judo Open organizowane jest w stolicy Polski. Konieczne jest zapewnienie właściwych warunków i wejście na wyższy poziom. Po pierwsze, trzeba wprowadzić limity startujących, żeby rywalizacja była bardziej efektowna. Ilość nie zawsze znaczy jakość, a przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na fakt, że zawody trwają zaledwie dwa dni. Tak naprawdę robi się jeden wielki ścisk. Istnieje możliwość wydłużenia rywalizacji bądź ograniczenia liczby startujących. Po drugie, trzeba zrobić wszystko, żeby zawody były świętem judo. Chodzi o zapełnienie trybun podczas finałów i popularyzację dyscypliny. Kolejne zawody organizowane są w Polsce, dlatego też warto pokazać światu, że nasz kraj jest gotowy na takie wyzwania.

Polacy uczą się

Warsaw Judo Open daje możliwość rozwoju młodym adeptom judo. Polacy okazali się najlepsi podczas tegorocznego startu i poprawili wynik z poprzedniego roku. Biało-czerwoni zgarnęli dwadzieścia trzy złote medale. Wśród startujących nie zabrakło zawodników z Holandii, Niemiec, Litwy, Łotwy, Słowacji, Białorusi, Rosji, Ukrainy, Węgier, Republiki Czeskiej, Azerbejdżanu.

Najwięcej judoków wystartowało w kategorii U17 wśród chłopców – 327. Wśród dziewcząt najwięcej uczestniczek odnotowano w tej samej kategorii – 123. Od razu rzuca się w oczy fakt, że w Warszawie wystąpiło więcej judoków niż judoczek. Warto podkreślić, że ten stan utrzymuje się od dłuższego czasu i występuje również na poziomie seniorskim.

Pozostaje zatem czekać do przyszłego roku i liczyć, że zawody dostarczą wielu emocji oraz po raz kolejny skupią zawodników z różnych krajów. Czy Warszawa ponownie przyciągnie rzesze młodych adeptów judo? To się okaże. Pewne jest, że turniej Warsaw Open Judo na stałe wpisał się w mapę wydarzeń sportowych wśród młodych adeptów judo w Polsce i nie tylko.

KM

Adamek ponownie w glorii chwały

Wydawało się, że po porażce z Arturem Szpilką czas Tomasza Adamka skończył się. „Góral” raz jeszcze spróbował swoich sił. Adamek okazał się lepszy od Przemysława Salety podczas gali w Łodzi.

Na długo przed pojedynkiem spekulowano o jego jakości. W ringu mieli się spotkać pięściarze z dwóch różnych epok i o odmiennych predyspozycjach. Starszy o osiem lat Saleta nie znalazł sposobu na szybszego Adamka.

Ból był silniejszy

Tomasz Adamek był o krok od zakończenia kariery. Rękawice odwieszał już po porażkach z Wiaczesławem Głazkowem, a następnie Arturem Szpilką. „Góral” skusił się jeszcze na walkę z Saletą, który od boksu zrobił sobie przerwę, ale dwa lata temu wrócił, aby spotkać się w ringu z Andrzejem Gołotą.

Głównym czynnikiem, który zadecydował o przewadze Adamka była szybkość. Co prawa Saleta bronił się, ale nie wyprowadzał zbyt wielu ciosów. Przez dwie pierwsze rundy „Góral” w pełni kontrolował pojedynek i celnie trafiał swojego przeciwnika. W trzeciej odsłonie zarysowała się lekka przewaga Salety, jednak w czwartej 47-latek zasłaniał lewy bark. Jak się okazało ból był zbyt silny. Saleta po piątej rundzie poddał się.

Adamek zanotował pięćdziesiąte zwycięstwo w karierze. Czy zobaczymy go jeszcze w ringu? To się okaże. Salety najprawdopodobniej już nie.

Najlepsza Brodnicka

Już wszystko jasne. Kibice pięściarstwa w Polsce poznali królową boksu. Tytuł należy do Ewy Brodnickiej, która podczas gali w Łodzi na punkty pokonała Ewę Piątkowską.

Choć pojedynek nie zaczął się po myśli 31-letniej bokserki. Już w pierwszej rundzie Brodnicka znalazła się na deskach, kiedy to Piątkowska zaskoczyła ją sprytnym ciosem. „Tygrysica” chciała dopaść do rywalki i rozstrzygnąć pojedynek już na samym początku, jednak gong uniemożliwił jej realizację planu. Piątkowska nadawała ton walce, a Brodnicka dopiero w czwartej odsłonie wróciła do gry. W piątej rundzie po mocnym prawym rywalki „Tygrysica” zachwiała się.

Piątkowska chciała wygrać przez nokaut, ale Brodnicka nie dała się już zaskoczyć. Pod koniec pojedynku przeważała 31-latka. Werdykt sędziów nie był jednogłośny. Dwóch z nich punktowało 77:75 dla Brodnickiej, jeden 79:73 dla Piątkowskiej.

Przegrana Rekowskiego

Wydawało się, że Marcin Rekowski upora się z Nagy’m Aguilerą. Pojedynek układał się po myśli Polaka, ale tylko do czasu. Na początek Aguilera wstrząsnął „Rexem”, który już w pierwszej rundzie padł na deski, jednak z upływającym czasem to Rekowski decydował o obliczu pojedynku. W ósmej rundzie Aguilera leżał na deskach. Rekowski prowadził na punkty, jednak na sekundy przed końcem otrzymał potężny cios, który nim zachwiał. Co dziwne, sędzia rozpoczął liczenie na stojąco i zakończył pojedynek. Werdykt wzbudził wiele kontrowersji.

Podobnie jak w starciu Macieja Miszkina z Tomaszem Gargułą. „Hadsome” od początku dominował i wydawało się pewne, że pojedynek zakończy się przed czasem. W czwartej rundzie po serii ciosów arbiter zaczął liczyć Gargułę. Miszkin wygrał.

Michał Cieślak pokazał klasę i znokautował Shawna Coxa. Na punkty wygrali Dariusz Sęk i Kamil Szeremeta.

KM

Barnett królował w Japonii

Gala UFC Fight Night 75 szczęśliwa dla Josha Barnetta. Były mistrz amerykańskiej organizacji pokonał Roya Nelsona.

W Saitamie spotkało się dwóch wiekowych fighterów. Barnett ma trzydzieści siedem lat, a Nelson jest o dwa lata starszy. Obaj chcieli poprawić swoje nastroje. Barnett przystępował do gali w Japonii po przegranej z Travisem Brownem i zarazem był to jego powrót po prawie dwuletniej przerwie. Z kolei Nelson miał za sobą dwie porażki.

Szukali sposobu

Waga ciężka rządzi się swoimi prawami. Tu jeden cios może decydować o wszystkim. Barnett i Nelson okazali się długodystansowcami i prezentowali swoje umiejętności przez pięć rund.

W głównej mierze walka toczyła się w stójce. Zarówno jeden jak i drugi szukali sposobu, aby zachwiać swoim rywalem. Zawodnicy klinczowali, starali się wypracować przewagę i czekali na odpowiedni moment. Raz przeważał Barnett, a chwilę później wszystkie karty w ręku miał Nelson. „Big Country” zwłaszcza przy siatce szukał możliwości ciosu z góry, którym mógłby zakończyć pojedynek. Doświadczeni zawodnicy okazali się niezwykle wytrzymali. W ostatniej rundzie dobrą pracę w klinczu wykonał Barnett, który przeważał i tym samym zdobywał cenne punkty. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem do szturmowych ataków ruszył Nelson, ale bez efektu.

O wszystkim decydowali sędziowie. Dwóch z nich widziało wyrównaną walkę -48:47, ale z minimalnym wskazaniem na Barnetta. Jeden z arbitrów wyraźnie podkreślił zwycięstwo 37-latka – 50:45.

Jamajczyk dał radę

Mało, kto spodziewał się takiego rozstrzygnięcia, a wielu obserwatorów przed pojedynkiem zastanawiało się nad szansami Urijaha Halla. Okazało się, że Jamajczyk potrafi sobie poradzić w mocnym rywalem.

Gegard Mousasi rozpoczął pojedynek zgodnie z planem. Pierwsza runda w pełni należała do niego. Mousasi obalał rywala i z góry słał w jego stronę ciosy, co pozwalało mu decydować o obliczu walki i zyskiwać przewagę. Wydawało się, że Hall jest bezradny. Druga runda zmieniła oblicze tego pojedynku. Hall pokazał wysokie umiejętności i zaskoczył Holendra oraz widzów. Kopnięciem obrotowym z wyskoku Jamajczyk poważnie osłabił swojego rywala, a na matę posłał go po trafieniu kolanem w głowę. Hall znalazł się w komfortowej sytuacji i teraz wszystko było w jego rękach. Rywal był bezradny, a Jamajczyk słał kolejne ciosy w stronę Holendra. Arbiter widząc, że Mousasi nie jest w stanie odpowiedzieć przerwał pojedynek. Po werdykcie Holender miał pretensje do sędziego.

Hall za występ wieczoru otrzymał 50 tysięcy dolarów. Swoje konto o taką samą sumę wzbogacili również Josh Barnett, Diego Brandao, Keita Nakamura.

Wyniki UFC Fight Night 75:

265 Ibs: Josh Barnett pokonał Roya Nelsona przez jednogłośną decyzję sędziów

185 lbs: Uriah Hall pokonał Gegarda Mousasiego przez TKO
125 lbs: Kyoji Horiguchi pokonał Chico Camusa przez jednogłośną decyzję sędziów
135 lbs: Takeya Mizugaki pokonał George’a Roopa przez jednogłośną decyzję sędziów
145 lbs: Diego Brandao pokonał Katsunoriego Kikuno przez TKO
145 lbs: Mizuto Hirota vs. Teruto Ishihara niejednogłośny remis

170 lbs: Keita Nakamura pokonał Jinglianga Li przez poddanie
155 lbs: Nick Hein pokonał Yusuke Kasuyę przez jednogłośną decyzję sędziów
155 lbs: Kajan Johnson pokonał Naoyukiego Kotaniego prze jednogłośną decyzję sędziów
170 lbs: Shinsho Anzai pokonał Rogera Zapatę przez TKO (kontuzja)

KM

Bokserska noc w Łodzi

Wszyscy doskonale wiedzą, że 26 września podczas gali Polsat Boxing Night dojdzie do starcia Tomasza Adamka z Przemysławem Saletą. Kto jeszcze zaprezentuje się w Łodzi?

Z pewnością gala będzie okazją do przyjrzenia się postępom niektórych pięściarzy. Coraz lepiej na ringu radzą sobie Marcin Rekowski i Dariusz Sęk. O miano najlepszej pięściarki w Polsce powalczą Ewy: Brodnicka i Piątkowska.

Saleta cięższy

Przemysław Saleta jest prawie dziesięć kilogramów cięższy od Tomasza Adamka, który na wagę wniósł 101,2kg. To uzasadnione, dlatego, że 47-latek przez całą karierę rywalizował w kategorii ciężkiej, a popularny „Góral” wcześniej boksował w niższych wagach. Z pewnością siła jest po stronie Salety, ale szybkość i zwrotność przemawia za młodszym o osiem lat Adamkiem.

Wydarzenie wieczoru rozgrzewa wszystkich, ale ciekawie zapowiada się kolejny pojedynek Marcina Rekowskiego. Rywalem polskiego boksera wagi ciężkiej będzie Nagy Aguilera, który w trakcie swoje pięściarskiej przygody rywalizował z Tomaszem Adamkiem. Bokser z Dominikany musiał uznać wyższość „Górala”. Od czasu pojedynku z Polakiem stoczył cztery walki, z których dwie kończyły się jego triumfami. Kariera Aguilery zapewne już nie eksploduje, ale jest to solidny bokser. Rekowski w tym roku w Gliwicach znokautował Gbengę Oluokuna.

Dariusz Sęk stanie przed trudnym wyzwaniem. Polak zrobił ogromne postępy i wywalczył europejski pas WBC w wadze półciężkiej. Wymagania względem Sęka wzrosły. W Łodzi rywalem 29-latka będzie Pedro Otas. Brazylijczyk od 2012 nie przegrał, a o jego sile świadczy fakt, że w dwudziestu pięciu pojedynkach wygrywał przed czasem. Shefat Isufi przekonał się o potencjale Sęka. Czy Polak przerwie znakomitą passę Otasa?

Michał Cieślak w kategorii cruiser jeszcze nie przegrał. Shawn Cox to pięściarz o sporym potencjale, gdyż na osiemnaście zwycięskich walk aż siedemnaście zakończył przed czasem. Tyle, że od 2012 roku przegrał aż pięć pojedynków. Kamil Szeremeta po pokonaniu Rafała Jackiewicza przebił się do świadomości społecznej. Teraz zmierzy się z Patrickiem Mendy, który rozprawił się z Robertem Świerzbińskim. Po jedenastu latach przerwy na ring wrócił Tomasz Gargula. W tym roku pięściarz stoczył dwa pojedynki i wykazał się stuprocentową skutecznością. Teraz stanie naprzeciw Macieja Miszkina. Podczas gali kibice zobaczą również trzyrundową walkę amatorską, w której zmierzą się Tomasz Jabłoński i Bartosz Gołębiewski.

Panie do boju

Ekscytujące może okazać się starcie Ewy Brodnickiej i Ewy Piątkowskiej. To pojedynek o prymat w kobiecym boksie w Polsce.

Na tę walkę czekano długo. Na przeszkodzie stawały różne kwestie, ale w końcu udało się zakontraktować ten pojedynek. Panie za sobą nie przepadają. Nadszedł czas, aby udowodniły, która z nich jest lepsza. Jedna jak i druga na zawodowym ringu jeszcze nie przegrały.

KM

Do wojska marsz

Wojsko to pewien element siły, w który zaopatrzone jest państwo czy też inne struktury złożone. Rola armii sprowadza się do obrony określonych interesów oraz prowadzenia walki. Ten rzut oka na definicję wojska pozwala nam stwierdzić, że struktura ta ma wiele wspólnego ze sportami walki.

Nie chodzi o porównywanie sportów walki i wojska. Zbliżają się Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe. Wystartują w nich nasze wicemistrzynie świata z Astany w rywalizacji drużynowej w judo.

Wojsko po sportowemu

Bycie żołnierzem to swego rodzaju zobowiązanie i służba. Jak widać na przykładzie naszych judoków można łączyć różne płaszczyzny życia. Wojskowe Igrzyska Sportowe po raz pierwszy zostały zorganizowane w Rzymie we wrześniu 1995 roku. W Mungyeong czempionat zostanie rozegrany po raz szósty. Na gruncie sportów walki zawodnicy będą rywalizowali w boksie, taekwondo oraz judo.

Okazuje się, że kilka naszych srebrnych medalistek z ostatnich mistrzostw świata w judo w Astanie ma związki z wojskiem. Do startu w Mungyeong szykują się Arleta Podolak (57 kg), Agata Ozdoba (63 kg), Karolina Tałach (70 kg) i Daria Pogorzelec (78 kg). Oprócz wicemistrzyń świata w Korei Południowej wystartują: Kinga Kubicka (52 kg) i Halima Mohamed-Seghir (63 kg). Wśród panów zaprezentuje się trzech naszych zawodników: Łukasz Błach (81 kg), Kacper Larem i Jakub Wójcik (obaj 100 kg).

Podczas ostatnich Światowych Wojskowych Igrzysk Sportowych nasi judocy wywalczyli sześć medali. Złota będzie broniła Daria Pogorzelec, która staje się jedną z głównych postaci polskiej reprezentacji. W 2013 roku podczas wojskowych mistrzostw świata w Astanie zawodniczka Wybrzeża Gdańsk zdobyła brąz. W Rio de Janeiro na trzecich miejscach uplasowali się Łukasz Błach i Kacper Larem, którzy również szykują się do startu w Mungyeong. Z kolei w 2007 roku w Hyderabad nasi judocy wywalczyli dwa medale, a więc liczby wskazują na tendencję wzrostową. Czy w Korei nasi zawodnicy poprawią wynik z Rio?

Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe zostaną rozegrane w dniach 2-11 października.

A gdzie inni?

Nasi judocy muszą się rozdzielić. Ci, którzy są związani z wojskiem udadzą się do Mungyeong, a reszta kadry będą walczyła o punkty w wyścigu olimpijskim.

Katarzyna Kłys (70 kg) i Katarzyna Furmanek (+78 kg), które w Astanie wywalczyły srebro w drużynie, udadzą się do Taszkientu, gdzie w dniach 1-3 października odbędą się zawody Grand Prix. Do stolicy Uzbekistanu pojadą również panowie: Jakub Kubieniec (81 kg), Patryk Ciechomski (90 kg) i Maciej Sarnacki (+100 kg). Z tego grona blisko wyjazdu do Rio de Janeiro są Kłys i Sarnacki, ale muszą mieć się na baczności i zdobywać cenne punkty.

KM

X Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska Kobiet w Boksie – LIVE

Zapraszamy na transmisję telewizyjną na żywo z X Międzynarodowych Mistrzostw Śląska Kobiet w Boksie – Gliwice 23-26 września 2015 r.. 

Program transmisji:

Oficjalne otwarcie – 24 września 2015 r. – Start godz. 17.00

Walki półfinałowe – 25 września 2015 r. – Start godz. 11.00

Walki finałowe – 26 września 2015 r. – Start godz. 16.00

[kod]

Młodzież ruszy na Warszawę

Utarło się, że to młodsze pokolenia będą pracować na nasze emerytury. Warto dopingować ich w realizacji marzeń. W dniach 26-27 września w Warszawie odbędzie się Międzynarodowy Puchar Polski – „Warsaw Judo Open”, w którym wystartują zawodnicy w wieku 13-19 lat.

To doskonała okazja, aby młodzi adepci judo mogli spróbować swoich sił w rywalizacji z rówieśnikami z innych państw. Dzięki temu zmagania będą bardziej emocjonująca.

Chętnych nie brakuje

W powszechnej świadomości judo istnieje, jednak nie odgrywa pierwszoplanowej roli. O sukcesach zawodników w międzynarodowych startach się nie mówi, judocy nie trafiają na pierwsze strony gazet. Ostatnim wielkim w tej dyscyplinie był Paweł Nastula, czyli mistrz olimpijski z Atlanty. Przez pewien czas przebijała się osoba utalentowanego Tomasza Kowalskiego, który zakończył karierę ze względów zdrowotnych. W ostatnim czasie uwagę opinii publicznej przykuwa żeńska reprezentacja Polski kobiet, która w mistrzostwach świata w Astanie sięgnęła po srebrny medal.

Judo w Polsce robi krok do przodu. Po latach niebytu powoli ta dyscyplina odradza się i „małe” sukcesy przebijają się do powszechnej świadomości. Jednak czy na pewno tak jest? Mimo wszystko wydaje się, że judo jest popularne. Tyle, że nie w wykonaniu seniorów, a dzieci. Warto podkreślić fakt uprawiania wspomnianej dyscypliny przez duże grono najmłodszych. Często rodzice decydują się wysłać swoje pociechy na jakieś dodatkowe zajęcia, często sportowe, i ich wybór właśnie pada na judo. Co ma na to wpływ? Judo to wpojenie pewnych zasad, stylu postępowania i szacunku. Z jeden strony to sztuka walki, ale oparta na określonym kręgosłupie moralnym, który dodaje jej wartości.

Międzynarodowy Puchar Polski – „Warsaw Judo Open” jest absolutnym potwierdzeniem popularności judo. W ostatni weekend września w stolicy Polski zaprezentuje się blisko 1200 młodych zawodników.

Dobre przygotowanie

Impreza rozwija się z roku na rok. Organizator notuje coraz lepsze wyniki. Do udziału w zawodach zgłasza się coraz więcej chętnych.

W 2009 roku w turnieju wystartowało 803 judoków. Rok później w Warszawie pojawiło się ponad trzystu zawodników więcej. Świadczy to o potrzebie organizacji zawodów, które dają młodym adeptom możliwość rywalizacji i sprawdzenia się. W tegorocznej edycji do walki staną judocy w kategoriach wiekowych poniżej 15, 17 i 20 lat.

Kogo można spodziewać się w Warszawie? Rzecz jasna, że rywalizację zdominują zawodnicy z Polski. Nie zabraknie również judoków z Litwy, Łotwy, Ukrainy, Słowacji, Białorusi, Szwecji, Azerbejdżanu, Czech czy Rosji. Warto zaznaczyć, że nie wszystkie kategorie wagowe są odpowiednio obsadzone liczebnie. Dla przykładu w wadze 73kg U14 w poprzednim roku wystartowało sześciu zawodników.

W 2014 roku podczas „Warsaw Judo Open” Polacy wywalczyli dwadzieścia jeden złotych medali. Czy tym razem polska młodzież będzie bardziej gościnna?

KM

Trudne chwile Diaza i Jonesa

Do niedawna byli na szczycie i tłumy ich wielbiły. W ciągu jednej chwili ich kariera legła w gruzach. Nick Diaz już usłyszał wyrok, Jon Jones nadal czeka na karę.

Ich pojedynki przyciągały miliony kibiców przed ekrany telewizorów. Teraz zostali pozostawieni sami sobie w obliczu kłopotów, które sami sobie zafundowali.

Pięć lat

W lutym Nick Diaz stoczył pojedynek z Andersonem Silvą. Walka dwóch wielkich wojowników zakończyła się skandalem. Zarówno Diaz jak i Silva stosowali niedozwolone substancje. „Spider” długo się wypierał i walczył o swoje, ale kolejne testy potwierdziły, że nie ma czystego sumienia.

Chciałoby się powiedzieć, że historia lubi się powtarzać. Tak właśnie jest w przypadku Nicka Diaza. 32-latek miał na swoim koncie występki. Już wcześniej przyłapano go na stosowaniu marihuany i został zawieszony na pięć lat. Tamta sytuacja za wiele Amerykanina nie nauczyła. Po pojedynku z Silvą w organizmie Diaza wykryto marihuanę. Obrońca 32-latka tłumaczył, że poziom specyfiku był poniżej limitu, jednak na niewiele się to zdało.

Zapewne na tym nie koniec walki. Adwokaci Diaza podejmą jeszcze starania, aby zmniejszyć wyrok, który Komisja Sportu Stanu Nevada wymierzyła zawodnikowi. Amerykanin został zawieszony na pięć lat i otrzymał karę finansową w wysokości 165 tysięcy dolarów. Diaz ma 32 lata, a kara jest jednoznaczna z definitywnym zakończeniem kariery.

Diaz jest załamany całą tą sytuacją. Amerykanin otwarcie mówi, że rywalizacja była całym jego życiem. – Nie mam żony i dzieci, gdyż powstrzymałem się od tego, żeby walczyć. Jestem fighterem. Wielu ludzi troszczy się i robi wszystko dla swoich żon i dzieci, ale nie ja. Do tej pory każdą chwilę poświęcałem na przygotowania do walk, a teraz nie mogę tego robić. Zabrali mi praktycznie wszystko, co miałem – nie ukrywa smutku Diaz.

Jones czeka

Jon Jones w jednej chwili stracił pas mistrzowski UFC w wadze półciężkiej, sponsorów oraz sympatię kibiców. A teraz może trafić za kratki.

Amerykanin w kwietniu spowodował wypadek, w którym poszkodowana została kobieta w ciąży. Jones przejechał na czerwonym świetle, uderzył w dwa inne auta i uciekł z miejsca zdarzenia. W samochodzie 27-latka znaleziono również marihuanę.

Jones czeka na zakończenie całej sprawy. 29 września były mistrz UFC stanie przed sądem w Nowym Meksyku, aby usłyszeć wyrok w związku z działaniami, których się dopuścił. Grozi mu kara trzech lat więzienia oraz grzywna. Jones ma 27 lat, więc ma jeszcze tak naprawdę czas, ale po takim doświadczeniu będzie musiał pokazać, że zmądrzał. Z pewnością łatwe to nie będzie.

Diaz i Jones porywali tłumy. Nieodpowiedzialność wpędziła ich w poważne kłopoty. Jak sobie z nimi poradzą? Czy zobaczymy ich jeszcze w oktagonie?

KM

Czyja pięść sięgnie celu?

Walka Przemysława Salety z Tomaszem Adamkiem to pojedynek z gatunku tych, które elektryzują. Dlaczego? Bo naprzeciw siebie staną czołowi polscy bokserzy wagi ciężkiej.

Główne walki podczas Polsat Boxing Night to starcia czołowych postaci polskiego boksu. Ten element na stałe wpisał się w gale realizowane przez tego organizatora. Zarówno Saleta jak i Adamek mieli już okazję boksować podczas Polsat Boxing Night. Teraz los sprawił, że zaprezentują się na ringu w tym samym czasie.

Pobili Gołotę

Dla wielu na wieki najlepszym polskim pięściarzem wagi ciężkiej będzie Andrzej Gołota. Przez lata mówiło się o pojedynku popularnego „Andrew” z Tomaszem Adamkiem. W końcu do niego doszło. Tą walką „Góral” wszedł do kategorii królewskiej. W październiku 2009 roku w łódzkiej Atlas Arenie okazał się zdecydowanie lepszy i szybszy od Gołoty, który powoli żegnał się z ringiem. Adamek wygrał przez nokaut w piątej rundzie.

Jeszcze dłużej miłośnicy boksu czekali na walkę Gołoty z Saletą. „Andrew” przez długi czas był nadzieją białych na zdominowanie wagi ciężkiej, z kolei pięściarz urodzony we Wrocławiu cieszył się z tytułu mistrza Europy. Nie było im jednak po drodze. Gdy byli u szczytu swoich karier nie udało się zorganizować walki. Spotkali się dopiero po przekroczeniu „czterdziestego” roku życia. Saleta dla tej walki wrócił na ring po siedmiu latach przerwy, a Gołota ogłaszał, że zamierza zakończyć karierę po tym pojedynku. „Andrew” po raz kolejny nie miał szczęścia w rywalizacji na rodzimej ziemi. Saleta wykorzystał swoją przewagę, był szybszy, zdecydowany i pokonał bezradnego Gołotę.

Obaj bohaterowie sobotniej gali pokonali legendę polskiego boksu. 26 września gwiazda któregoś z nich zgaśnie.

Kto ma argumenty?

Tomasz Adamek do niedawna rywalizował na amerykańskich ringach. Wielu zastanawiało się nad zasadnością jego przejścia do wagi ciężkiej. Polak świetnie sobie radził w kategorii juniorciężkiej i półciężkiej, gdzie dzierżył w dłoniach pasy mistrzowskie. Jednak w ciężkiej udało mu się doprowadzić do walki o pas, jednak musiał uznać wyższość Witalija Kliczko. Po porażce z Ukraińcem wygrał jeszcze pięć walk, a Wiaczesław Głazkow zakończył jego przygodę w Ameryce.

Powoli rozpoczęto wieszczyć koniec kariery Adamka. Polak podjął jeszcze jedno wyzwanie, gdyż stoczył walkę z Arturem Szpilką o miano najlepszego boksera wagi ciężkiej. „Szpila” okazał się lepszy. Adamek mówił, że to prawdopodobnie jego ostatnia walka, jednak pojawiła się możliwość starcia z Saletą.

Były mistrz Europy wchodzi do ringu od wielkiego dzwonu. Po siedmiu latach przerwy stoczył pojedynek z Gołotą i po upływie dwóch kolejnych zmierzy się z Adamkiem. Saleta jest o osiem lat starszy od swojego najbliższego rywala. 47-latek jest wyższy i cięższy. Czy te atuty wystarczą, aby zdominować Adamka? Obaj mają porównywalne doświadczenie ringowe, ale to „Góral” osiągnął więcej w świecie boksu. Z tym, że Saleta często jest niedoceniany i w kontekście tej walki patrzy się na niego z przymrużeniem. Warto pamiętać, iż „Góral” w wadze ciężkiej miał ogromne problemy ze zdominowaniem „większych rywali”. Najczęściej wygrywał na punkty. Do tej pory Adamek stoczył cztery walki w Polsce, dwie z nich przegrał. Saleta w ojczyźnie przegrał tylko raz. Jak to będzie wyglądało po najbliższym pojedynku?

KM

Wymagający rywal Jędrzejczyka

Paweł Jędrzejczyk przygotowuje się do kolejnego pojedynku. Tym razem rywalem niespełna 35-letniego zawodnika będzie Thanenlek Chompon.

Pojedynek będzie jednym z głównych wydarzeń gali Martial Arts Contest 1 „Polska vs Tajlandia” w hali „Orbita” we Wrocławiu, która odbędzie się 24 października.

Gwiazda i gwiazda

Fanom sportów uderzanych Pawła Jędrzejczyka przedstawiać nie trzeba. To ikona i jeden z najbardziej utytułowanych polskich zawodników muay thai oraz kickboxingu. Nie sposób zliczyć wszystkich sukcesów fightera z Wrocławia.

Praktycznie co roku Jędrzejczyk znajduje się na samym szczycie i zdobywa mistrzowskie tytuły. Los jednak polskiego zawodnika nie oszczędzał. Kariera wojownika to duża ilość walk, ciężkich treningów, co wiąże się z ryzykiem kontuzji. Jędrzejczyk doświadczył konieczność dłuższego odpoczynku. W 2014 roku wrócił do rywalizacji po piętnastu miesiącach przerwy. Było to swego rodzaju wejście smoka. Jędrzejczyk sięgnął po tytuł zawodowego mistrza świata thai boxing WKA. W Zakopane uporał się z Josipem Balentovichem, którego pokonał w piątej rundzie niskimi kopnięciami.

Na polskim podwórku osiągnął wszystko, co mógł. W sukcesy w jego wykonaniu obfitował rok 2009, kiedy to Jędrzejczyk wywalczył brązowy medal Mistrzostw Świata muay thai organizacji WMF oraz zdobył zawodowe mistrzostwo świata K1 Rules organizacji WKN. W K-1 i muay thai osiągnął poziom mistrzowski i zdobywał kolejne tytuły. Od pewnego czasu Jędrzejczyk koncentruje się wyłącznie na występach zawodowych, co przynosi efekty.

Warto przypomnieć, że zawodnik z Wrocławia to pierwszy Polak, który walczył na najsłynniejszych arenach muay thai – Rajadamnern Stadium i Lumpinee Stadium w Bangkoku.

Kim jest najbliższy rywal Jędrzejczyka? Thanenlek Chompon to przeciwnik wymagający, który ma na swoim koncie bogate doświadczenia. Fighter z Tajlandii zwyciężył prawie dwieście walk, co jest wynikiem imponującym. Chompon może się poszczycić tytułem mistrza słynnego Rajadamnern Stadium i mistrzostwem Tajlandii.

Czy Polak da radę?

Trzeba w to głęboko wierzyć i nie stawiać Jędrzejczyka na straconej pozycji. Często wydaje się, że polski zawodnik w rywalizacji z mocnym Tajem stoi na przegranej pozycji, ale nic bardziej mylnego.

Jędrzejczyk ma bogate doświadczenie podczas występów w Tajlandii, gdzie nie był chłopcem do bicia. W maju tego roku Polak stoczył pojedynek w Pattayi ze znanym F16 Rajanont. Decyzją sędziów to wrocławianin zasłużył na zwycięstwo. Trzy lata temu o sile Jędrzejczyka przekonał się Cheerchai Petchpaothong, który już w pierwszej rundzie musiał pogodzić się z porażką. Polak wygrał przez nokaut. Gareth Nellies jest ostatnim zawodnikiem mogącym poszczycić się pokonaniem wielokrotnego mistrza świata. Jednak Jędrzejczyk wziął już rewanż na Angliku i uporał się z nim w lutym tego roku na stadionie w Bangkoku.

Walka Jędrzejczyk vs Chompon odbędzie się w limicie kategorii półciężkiej.

KM

Kolejni Polacy w UFC

Kolonia naszych fighterów w UFC powiększa się. Dwójka naszych zawodników będzie miała okazję zaprezentować swoje umiejętności w najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie.

Obecnie furorę w UFC robi Joanna Jędrzejczyk, która w swoich dłoniach dzierży pas mistrzyni kategorii słomkowej. Nieudane start w Stanach zaliczył Jan Błachowicz. Na kolejne walki czekają Krzysztof Jotko, Bartosz Fabiński, Damian Stasiak czy Daniel Omielańczuk.

Marzenia się spełniają

Tak zapewne powiedziała Karolina Kowalkiewicz, kiedy dowiedziała się, że rozmowy z UFC dobiegły końca i ich finał jest pozytywny. 29-letnia zawodniczka podkreślała, iż występy w amerykańskiej organizacji są jej celem. Założenia udało się zrealizować, więc teraz nie pozostaje nic innego jak stanąć do boju i rywalizować z najlepszymi.

Niewykluczone, że w UFC ujrzymy pojedynek dwóch Polek. Kowalkiewicz rywalizuje w kategorii słomkowej, a więc w tej, w której pas dzierży Joanna Jędrzejczyk. Ta rywalizacja z pewnością dostarczyłaby ogromnych emocji kibicom w Polsce, ale trzeba podchodzić do tej kwestii spokojnie. Jędrzejczyk na swoją szansę musiała poczekać. Podobnie będzie z Kowalkiewicz. Polka wchodząc do UFC jest anonimowa i musi odbyć kilka walk, aby zdobyć uznanie włodarzy i mówiąc najprościej – zasłużyć na pojedynek z jedną z najlepszych zawodniczek w UFC.

Kowalkiewicz jeszcze w tym roku ma zadebiutować w barwach amerykańskiej organizacji. Do tej pory poza krajem walczyła tylko raz i występ ten wspomina pozytywnie. Na gali Invicta FC 9 Polka uporała się z Japonką Mizuki Inoue. Dotychczas Kowalkiewicz nie przegrała. Na szerokie wody wypłynęła w KSW, które zapewniło jej popularność i status najlepszej zawodniczki w kraju. W lutym pokonała Kalindrę Farię.

Po M-1 czas na UFC

Taką drogą idzie Damian Grabowski. 35-letni fighter z Opola to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich zawodników MMA zagranicą.

Grabowski ma swoją pozycję pracował walcząc na galach Bellatora oraz M-1. Do tej pory poniósł dwie porażki. Raz przegrał w Bellatorze i raz w M-1, gdzie musiał uznać wyższość swojego rodaka Marcina Tybury, który tym samym odebrał mu tytuł mistrzowski.

Popularny „Pitbull” to gwarancja walki na wysokim poziomie i ciekawych rozstrzygnięć. Tylko trzy zwycięskie pojedynki Grabowskiego kończyły się decyzją sędziów. W ponad połowie przypadków Polak zmuszał rywali do poddania. UFC szuka ciekawych zawodników, którzy mogą zwiększyć atrakcyjność ich produktu. Grabowski ma niezbędne doświadczenie, jest wytrzymały psychiczne i ma predyspozycje, aby walczyć na najwyższym poziomie.

Nie wiadomo, kiedy Polak po raz pierwszy pojawi się w klatce UFC. Na występ czeka od 25 listopada 2014 roku. Wtedy stoczył ostatni dotychczas pojedynek, wygrywając z Konstantinem Gluhovem.

KM

X Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska Kobiet w Boksie

W dniach 23-26 września 2015 r. w Gliwicach odbędą się X Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska Kobiet w Boksie. Zapowiada się ciekawa rywalizacja ma ringu, szczególnie, że na Górnym Śląsku pojawią się najlepsze zawodniczki reprezentacji Australii, Szwecji, Czech, Węgier i oczywiście Polski. Oprócz wymienionych na starcie zobaczymy również zawodniczki z Anglii, Kazachstanu, Litwy, Niemiec, Norwegii, Rosji i Słowacji. Gośćmi honorowymi będą znani pięściarze – m.in. Krzysztof „Diablo” Włodarczyk oraz Damian Jonak. 

Program X Międzynarodowych Mistrzostw Śląska Kobiet w Boksie (23-26.09.2015) Gliwice

23.09.2015 (środa)
12:00 – 15:00 przyjazd ekip oraz waga i badania lekarskie   
Dom Gościnny Politechniki Śląskiej ul. Pszczyńska 89a – zakwaterowanie będzie w Akademikach Politechniki Śląskiej.
16:00 – konferencja techniczna, losowanie par 
18:30 – walki eliminacyjne

24.09.2015 (czwartek)
07:00 – 08:00  waga i badania lekarskie – ul. Pszczyńska 89a
11:00 – I seria walk ćwierćfinałowych
16:40 – Uroczyste otwarcie zawodów przez Prezydent Miasta Gliwic Zygmunta Frankiewicza  
17:00 – II seria walk ćwierćfinałowych

25.09.2015 (piątek)
07:00 – 08:00 – waga i badania lekarskie – ul. Pszczyńska 89a
11:00 – I seria walk półfinałowych 
17:00 – II seria walk półfinałowych

26.09.2015 (sobota)
07:00 – 08:00 – waga i badania lekarskie  ul. Pszczyńska 89a 
16:00 – Finał i dekoracje zawodniczek (medale, dyplomy, puchary, wyróżnienia, upominki)

Zawody będą relacjonowane na żywo w Telewizji FighTime a także w mediach lokalnych, stronie PZB, portalu www.bokser.org oraz TV IMPERIUM.

Drużyna bez medalu

Mistrzostwa Europy juniorów w judo kończyły się rywalizacją drużynową. Polacy tym razem startowali bez powodzenia.

O krok od powiększenia dorobku medalowego naszej reprezentacji na mistrzostwach Europy w Oberwart była kadra panów, jednak na ostatniej prostej trafiła na Rosjan, którzy pozbawili biało-czerwonych szans na finał.

Obiecujący początek

Szansa na medal była. Polacy dobrze rozpoczęli rywalizację w turnieju drużynowym. W pierwszym starciu biało-czerwoni trafili na Francję i zdecydowanie wygrali 4:1. Polacy zrobili krok do przodu, a kolejnym rywalem naszych judoków była Serbia, która na początek rozprawiła się z Holandią. Starcie z ekipą z Bałkanów do łatwych nie należało. Biało-czerwoni musieli walczyć do samego końca o zwycięstwo, co przyniosło pozytywny efekt. Serbia pożegnała się z mistrzostwami, przegrywając 2:3.

Ciężki bój z Serbami sprawił, że biało-czerwoni do półfinałowej rywalizacji przystępowali nieco osłabieni. Choć duch walki nadal prowadził serca naszych chłopaków do boju to odczuwali trudy ćwierćfinału. Wykorzystali to Rosjanie, czyli ekipa niezwykle mocna i zdeterminowana, aby odnieść sukces. Reprezentanci Sbornej nie pozostawili Polakom żadnych złudzeń i wygrali gładko 5:0. Biało-czerwonym pozostała walka o brązowy medal. W decydującym pojedynku nasi juniorzy spotkali się z Białorusią, która w repasażach poradziła sobie z Austrią. Polacy stoczyli kolejny wyczerpujący bój, który wymagał od nich ogromnych umiejętności i zaangażowania. Tego dnia biało-czerwoni nie mieli szczęścia w rywalizacji ze swoimi „sąsiadami”. Rosja rozbiła naszą reprezentację, a Białoruś po wyrównanym boju zwyciężyła 3:2.

Złoty medal w drużynowej rywalizacji panów dla Rosji, srebro dla Niemców. Trzecie miejsce dla Gruzji i Białorusi.

Rosja na drodze Polek

Fantastyczną pracę podczas mistrzostw świata w Astanie wykonała reprezentacja kobiet pod wodzą trener Anety Szczepańskiej. Biało-czerwone sięgnęły po srebrny medal przegrywając w finale z Japonią. Juniorkom nie poszło tak dobrze. Młode judoczki w Oberwart uplasowały się na siódmej pozycji.

Polki rywalizację w turnieju drużynowym rozpoczęły od starcia z gospodyniami turnieju, czyli Austriaczkami. Powszechnie wiadomo, że ściany pomagają gospodarzom, jednak biało-czerwone były dobrze dysponowane. Polki nie pozostawiły złudzeń swoim rywalkom i wygrały pewnie 4:1. Na tym koniec dobrych informacji. Chorwatki były kolejnymi przeciwniczkami naszych zawodniczek. Polki przegrały 1:4, a judoczki z Bałkanów brnęły do przodu, ale w decydującym momencie zabrakło im szczęścia i zajęły piątą lokatę. W repasażach Polska trafiła na Rosję, ale po ambitnej walce triumfowała Sborna – 3:2. W finale spotkały się Francja i Słowenia. Z tytułu mistrzowskiego cieszą się Trójkolorowe. Brązowe medale dla Rosjanek i Niemek.

Jak widać na powyższych przykładach rywalizacja została zdominowana przez reprezentacje Rosji i Niemiec. Obie nacje sięgnęły po medale zarówno wśród pań jak i panów.  

KM

Nowatorski turniej MMA "The Circle" w FightKlubie.

Zapraszamy na premierę nowatorskiego turniej MMA "The Circle" w którym liczyć będą się zarówno umiejętności walki jak i gry zespołowej. Emisja pierwszej imprezy turnieju w środę 23 września o godzinie 21:00.

Podczas ośmiu turniejów z udziałem zawodników wagi lekkiej, półśredniej i średniej wyłaniane będą najlepsze zespoły, które wspinać się będą po drabince turnieju aż do wielkiego finału. Zespoły reprezentować będą barwy konkretnej nacji. W turnieju wezmą udział zawodnicy z Argentyny, Australii, Brazylii, Chin, Włoch, Japonii, Maroko, Holandii, Rosji, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Tajlandii, Turcji, Wielkiej Brytanii i USA. Będzie to zatem wielka konfrontacja stylów i tradycji sztuk walki. Każdy zespół składać się będzie z trzech mężczyzn i jednej kobiety, mężczyźni za zwycięstwo otrzymają jeden punkt, zaś kobiety; dwa punkty. W Barcelonie na pierwszy ogień pójdą reprezentacje: Australii, która zmierzy się z gospodarzem – Hiszpanią oraz Tajlandii i Włoch, które staną naprzeciwko siebie.

Konfrontacja narodów, ale też nowy stary ring w kształcie okręgu, przypominać ma dawne czasy MMA, czyli pojedynki na ulicach gdzie zawodnicy bili się na gołe pięści otoczeni kręgiem gapiów. Aby zobaczyć nową jakość nie zapomnijcie włączyć FightKlubu. Zapraszamy w środę na godzinę 21:00.

Zwiastun: 

[kod]

Źródło: materiały prasowe

26 września: Starcie o EBU-EU na żywo wyłącznie w FightKlubie!

Zapraszamy na bokserski wieczór, podczas którego zobaczymy pojedynek o czempionat Unii Europejskiej w kategorii piórkowej. W przeciwnych narożnikach staną  niepokonany reprezentant gospodarzy Carmine Tommasone (14-0, 4 KO) oraz leworęczny przybysz z malowniczej Szkocji  Jon Slowey (19-1, 0 KO).

31-letni Tommasone w dwóch ostatnich pojedynkach pokonał Mario Pisantiego i Cristiana Palmę, co zaowocowało zdobyciem pasów mistrza Włoch oraz WBA Inter-Continental w dywizji piórkowej. Teraz ma szansę na mistrzostwo Unii Europejskiej. Na jego drodze stanie nieco bardziej doświadczony, choć kilka lat młodszy, 24-letni Jon Slowley. Urodzony w Glasgow Brytyjczyk ma na koncie tylko jedną porażkę  z Krisem Hughesem, którego zresztą wcześniej pokonał. Szkot nie należy do najmocniej bijących, na 19 zwycięstw nigdy nie wygrał przed czasem, jest jednak bardzo odporny, nigdy nie leżał na deskach. Atomowe uderzenie nie jest także atutem Tommasone, który zastopował 4 na 14 oponentów. To jednak nie jest wcale zła wiadomość – bokserzy, którzy nie biją mocno, muszą bić dużo i szybko dzięki czemu walka będzie z pewnością widowiskowa.

Na transmisję z gali zapraszamy w sobotę 26 września na godzinę 21:00!

Źródło: materiały prasowe

Tybura nokautuje, tytuł obroniony

Marcin Tybura robi furorę w organizacji M-1. Polski fighter wygrał kolejny pojedynek i obronił pas mistrza rosyjskiej organizacji w wadze ciężkiej.

25-latek z Uniejowa to niezwykle twardy zawodnik, który udowodnił swoją siłę po raz kolejny. Tybura pokonał przez nokaut Ante Deliję.

Udana obrona

Polak jako mistrz rosyjskiej organizacji mieszanych sztuk walki to brzmi ciekawie. Wydawałoby się, że to nierealne i możliwe tylko w filmie since fiction, ale okazuję się, iż Polak potrafi. Tybura na dobre zadomowił się w M-1. Wywalczył tytuł mistrzowski w wadze ciężkiej i po raz kolejny obronił go.

Warto odnieść się do drogi Tybury do mistrzowskiego tytułu, bo wygląda ona ciekawie. Kto by pomyślał, że dwóch Polaków może bić się o tytuł mistrzowski. A jednak! Marcin Tybura zdominował wagę ciężką w M-1, a pas odebrał Damianowi Grabowskiemu. W sierpniu 2014 dwóch Polaków spotkało się w wyjątkowej walce. Tybura udowodnił, że nie bez kozery uznawany jest za fachowca wysokich lotów. Doświadczony Grabowski wytrzymał w rywalizacji z fighterem z Uniejowa niecałe półtorej minuty. Tybura mógł cieszyć się z mistrzowskiego tytułu, którego bronił już kilka miesięcy później. Denis Smoldarev już w pierwszej rundzie musiał pożegnać się z nadziejami na sukces.

Pojawił się problem. Właściciele M-1 cierpieli. Dlaczego? Chcieli kolejnych wielkich pojedynków, ale nie mieli z kim zestawić Tybury. Najzwyczajniej w świecie brakowało wartościowego przeciwka. Nie ma sytuacji bez wyjścia, więc dyrekcja M-1 postanowiła zorganizować super walkę, w której Tybura zmierzył się z czempionem kategorii półciężkiej Stephenem Puetzem. Polak zdecydowanie ruszył na Niemca i słał w jego stronę kolejne ciosy, ale im dalej w las tym gorzej. Tybura nie wytrzymał tempa, a lżejszy Puetz mógł dać popis swoich umiejętności. W trzeciej rundzie złamał nos rywalowi i sędzia przerwał pojedynek. Była to pierwsza porażka Tybury w M-1, ale i w całej zawodowej karierze.

Kolejnym rywalem Polaka, z którym musiał rywalizować w obronie pasa był Ante Delija. Zdecydowanym faworytem był Tybura.

Złamana noga

Chorwat nie przestraszył się mistrza i ruszył do przodu. Mocne uderzenia dochodziły do celu, ale nie robiły wrażenia na polskim zawodniku.

Po chwili rozpoczął się dramat Deliji. Niskie kopnięcie miało „zranić” Tyburę, ale fatalnie skończyło się dla zawodnika z Bałkanów. Delija złamał nogę. Tybura zablokował jego kopnięcie, a ten postawił kończynę tak, że wygięła się nienaturalnie. Chorwat padł na deski, Tybura szybko dopadł rywala i chciał zadać serię ciosów, ale zobaczył, że przeciwnik ma kłopoty. Sędzia przerwał pojedynek. Tybura po raz drugi obronił mistrzowski pas. Kolejna jego walka zakończyła się już w pierwszej rundzie.

Fot. uno-per-due.blogspot.com

KM

Podsumowanie roku okiem Tymex Boxing Promotion

Grupa Tymex Boxing Promotion prężnie weszła na bokserski rynek w Polsce. W mijającym 2014 roku stajnia Mariusza Grabowskiego zorganizowała cztery imprezy – począwszy od kameralnej w Pionkach w lutym, kończąc na dużym grudniowym evencie w Radomiu, transmitowanym przez telewizję Polsat oraz przy pomocy grupy Global Boxing, na którym w pojedynku wieczoru Mariusz Wach skrzyżował rękawice z Travisem Walkerem. 8 lutego w hali sportowej przy ul. Sosnowej w Pionkach odbyła się pierwsza tegoroczna gala Tymex Boxing.

Michał Żeromiński w pojedynku wieczoru oraz nokautująca Ewa Brodnicka stworzyli dobre widowisko, swoje dołożyło również miasto, które przed imprezą na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta podjęło decyzję o przyznaniu Januszowi Pinderze tytułu Honorowego Obywatela Miasta Pionki. Wybitny ekspert boksu, który komentował tę imprezę, podczas gali został uroczyście przywitany owacjami. Ze sportowego punktu widzenia gala była zdecydowanie na plus, mimo dość ograniczonych kosztów.

– Ja osobiście jestem zadowolony, kibice dopisali, emocje były dosć duże. Myślę, że kolejną naszą imprezę można uznać za udaną. Wszystko rozchodzi się o budżet. Poziom sportowy był dopasowany do pieniędzy, jakimi dysponowaliśmy – przyznawał wtedy Mariusz Grabowski.

Niespełna dwa miesiące później w kieleckiej Galerii Korona w akcji mieliśmy okazję obejrzeć na dłuższym dystansie Ewę Brodnicką, która zaboksowała na dystansie dziesięciu rund z Kremeną Petkową. Polska pięściarka przekonująco uporała się z rywalką z Bułgarii, zdobywając przy tym tytuł WBF International wagi junior półśredniej. Na gali kolejne zwycięstwa zanotowali też m.in. Nikodem Jeżewski, Robert Parzęczewski i doświadczony Krzysztof Rogowski. Po drodze była także gala w Ślesinie. Okres letni to zwykle czas odpoczynku od pięściarstwa i przygotowywanie się na interesującą jesień. Tak było również w przypadku grupy Tymex. Mariusz Grabowski nawiązał współpracę z dobrze znanym w środowisku szefem grupy Global Boxing, stacjonującej w amerykańskim North Bergen, Mariuszem Kołodziejem. Motywem przewodnim była wzajemna pomoc w organizacji gal w Polsce oraz chęć rozwoju karier polskich pięściarzy. Efektem tych rozmów była gala w Dzierżoniowie. Na uwagę zasługiwał wielki powrót Mariusza Wacha, który w ringu nie pojawiał się już od prawie dwóch lat. "Viking" podczas Windoor Boxing Night wygrał wysoko na punkty z Samirem Kurtagiciem, a inny zawodnik Mariusza Kołodzieja, Kamil Łaszczyk, pokonał twardego Sergio Romero. W undercardzie znaleźli się też Nikodem Jeżewski, Michał Gerlecki, Ewa Brodnicka oraz Damian Wrzesiński.

– Chcemy coś osiągnąć, pokazać. Myślę, że współpraca na linii Tymex-Global będzie kwitnąć. Po tej gali będziemy szli cały czas do przodu – mówił we wrześniu promotor Mariusz Grabowski.

Tak też się stało. 12 grudnia w Radomiu wspierające się grupy zorganizowały bardzo dużą imprezę. Pewne zwycięstwo Wacha w starciu z Kurtagiciem dało promotorom do zrozumienia, że czas na większą walkę dla Mariusza oraz trudniejszego rywala. Przeciwnikiem "Vikinga" został ogłoszony były oponent Tomasza Adamka, dobrze znany polskim kibicom Travis Walker. Amerykanin na konferencji prasowej oraz w wywiadach odgrażał się, że złamie Wacha i skończy jego karierę, ale rzeczywistość była jednak inna. Polski pięściarz zwyciężył 35-latka przed czasem w szóstej rundzie, pokazując, że przed nim jeszcze sporo ciekawych potyczek. Przyszłość klaruje się w jasnych barwach. Przed grupą Tymex Boxing Promotion we współpracy z Global Boxing kilka ciekawych wydarzeń w nadchodzącym roku. Pojawić się mogą również nowi pięściarze, którzy zasilą stajnię.

– Jeśli chodzi o współpracę z Mariuszem Kołodziejem, to wszystko jest poukładane. Wszyscy wyróżniający się nasi zawodnicy będą mogli wylatywać do USA na treningi w Global Boxing. Jesteśmy gwarancją, że w naszej grupie bokserzy mogą się rozwijać. Oby 2015 rok był równie udany jak poprzedni, a nawet lepszy – przekonuje Grabowski.

Kolejne dwa medale

W Oberwart łupem Polaków padły kolejne dwa medale. Łącznie podczas mistrzostw Europy juniorów w judo biało-czerwoni wywalczyli cztery krążki.

Tym samym reprezentacja Polski poprawiła wynik, który osiągnęła przed rokiem w Bukareszcie. Wtedy nasi juniorzy wywalczyli dwa medale, jednak było wśród nich złoto. W Oberwart Polacy wywalczyli srebro i trzy brązowe medale.

Załęczna o krok od mistrzostwa

Marzenia o złotym medalu mogła spełnić Anna Załęczna w kategorii +78kg. Można powiedzieć, że Polka do finału mistrzostw Europy awansowała w ekspresowym tempie. W jej kategorii wagowej rywalizowało zaledwie dwanaście judoczek. Na początek Załęczna otrzymała wolny los, więc miała więcej czasu, aby przygotować się do pierwszego pojedynku. Mercedesz Szigetvari przystępowała do rywalizacji z Polką po zwycięstwie nad Danielą Rainer, ale był to jedyny powód do radości podczas mistrzostw Europy. Załęczna rozprawiła się z Węgierką i już przygotowywała się do starcia półfinałowego, gdzie trafiła na Katarinę Vuković. Chorwatka stosowała nieczyste zagrania, co się zemściło. Cztery kary shido sprawiły, że Vuković przegrała przez dyskwalifikację, a Załęczna stanęła przed szansą wywalczenia złotego medalu. Sztuka ta nie powiodła się. W decydującym starciu lepsza od naszej judoczki okazała się Wasylyna Kyrychenko.

Piotr Kuczera w kategorii 90kg rozpoczął rywalizację w mistrzostwach Europy od zwycięstwa nad Rokasem Simonisem z Litwy. Davyd Kharebava był kolejnym rywalem polskiego judoki, ale i on nie znalazł sposobu na naszego zawodnika. Z marszu po medal wytrącił Kuczerę Mikhail Igolnikov. Szansą na pozostanie w grze były repasaże. Polak wygrał rywalizację z Li Kochmanem, który został zdyskwalifikowany. Dzięki temu Kuczera stanął przed szansą na zdobycie brązowego medalu. Mistrzostwa rozpoczął od walki z Litwinem i zakończył je starciem z zawodnikiem z tego samego kraju. Rokas Nenartavicius starał się jak mógł, ale często odwoływał się do nieczystych zagrań. Ostatecznie przegrał 1:3 karami shido. Kuczera mógł cieszyć się z brązowego medalu.

Pierwszego dnia rywalizacji Julia Kowalczyk (57 kg) i Patryk Wawrzyczek (66 kg) sięgnęli po brązowe medale. Na siódmych miejscach uplasowały się Martyna Dobrowolska (57kg) oraz Kamila Pasternak (78kg).

Holandia najlepsza

Reprezentacja Polski w Oberwart zdobyła cztery medale, co pozwoliło naszym juniorom na zajęcie dwunastego miejsca w klasyfikacji generalnej. Najwięcej złotych krążków zdobyli zawodnicy z Holandii. Amber Gersjes (44kg), Larissa Greenwold (77kg), Roy Koffijberg (55kg) i Frank de Wit (81kg) wywalczyli pierwsze miejsca w swoich kategoriach. Cztery złote medale były największym osiągnięciem spośród wszystkich nacji. Holendrzy wywalczyli łącznie sześć krążków. Drudzy, z trzema złotymi medalami, w klasyfikacji znaleźli się Gruzini. Trzecia pozycja dla Francuzów. Rosjanie uplasowali się na piątym miejscu z dorobkiem ośmiu medali, ale zaledwie tylko jednym złotym.

KM

Obrona interesu, ale czyjego?

Oświadczenie trenera Ankosu Zapasy Poznań Andrzeja Kościelskiego stawia wiele znaków zapytania. Szkoleniowiec stara się obronić przed krytyką po słabym występie Jana Błachowicza na gali UFC 191 w Las Vegas, gdzie popularny „John” przegrał z Corey’em Andersonem.

Andrzej Kościelski podjął próbę przedstawienia zasad, na których opierała się jego współpraca z zawodnikiem oraz oczyszczenia atmosfery wokół klubu. Czy była to próba udana? Jest to nadto wątpliwe.

Strzał w kolano

Nie ulega wątpliwości, że Jan Błachowicz to postać szeroko znana w świecie MMa. Występy  „Johna” na galach organizacji UFC również zrobiły swoje. Błachowicz stał się niezwykle atrakcyjny marketingowo i zwyczajnie jest kojarzony ze Stanami Zjednoczonymi, czyli w mniemaniu wielu lepszym światem. Fakt, że przygoda z UFC w wykonaniu „Johna” wygląda coraz gorzej, ale warto uchwycić pewien element sukcesu, wybicia się z polskiego podwórka.

Na tym wszystkim mógł skorzystać klub z Poznania. Błachowicz trenował tam i doskonalił swoje umiejętności. Wsparciem dla niego był Andrzej Kościelski, jednak porażka z Andersonem sprawiła, że posypały się gromy krytyki. Ustosunkować się do niej postanowił szkoleniowiec.

Kościelski usiadł przed kamerą i odczytał swoje oświadczenie. Tekst pełen wulgaryzmów, niespójny, przedstawiony w chaotyczny sposób. Każdy jest w stanie zrozumieć, że trener ma prawo do zaprezentowania własnego zdania. Pojawia się pytanie, czy za wszelką cenę. Chodzi o zachowanie kultury i pewnych zasad. Standardem jest załatwianie spraw w gronie współpracowników, a Kościelski winę za porażkę stara się jakby przełożyć na zawodnika, choć sam od niej nie ucieka. Opisuje praktyki i działania Błachowicza, które być może miały wpływ na jego słaby występ. Tylko, czy nie powinno zostać to wyjaśnione w relacji trener-zawodnik? Współpraca między panami dobiegła końca, więc trudno jakkolwiek odnieść się do zachowania szkoleniowca, który publicznie stara się „prać brudy”.

Dodatkowo Kościelski odnosi się do obraźliwych komentarzy, które pojawiły się po walce w internecie. W dosadny sposób kieruje swoje słowa do osób podejmujących krytykę jego osoby. Nie jest to na pewno smaczne i z pewnością są inne drogi załatwiania tego typu spraw.

Ucierpiał wizerunek

Każdy ma prawo do obrony –to niezaprzeczalne. Z tym, że oświadczenie zaprezentowane przez Andrzeja Kościelskiego w dużej mierze uderza w jego osobę i sam klub. To swego rodzaju marketingowa porażka.

Ankos Zapasy Poznań to klub, który ma określoną renomę. Trenerzy to profesjonaliści i każdy szkoleniowiec powinien być mentorem. Styl wypowiedzi Kościelskiego sprawia, że na jego autorytecie pojawia się rysa. Przy okazji szkoleniowiec obwinia inne kluby o sianie zamętu i krytyki, czyli uderza jakby we własne środowisko. To dość rozpaczliwa próba ratunku i wytłumaczenia niepowodzenia.

Próba, która może być niezwykle bolesna. Bo cały czas trudno znaleźć odpowiedź na pytanie o powody emisji oświadczenia Kościelskiego. Z jednej strony to próba obrony, z drugiej krytyka i wytłumaczenie porażki Błachowicza, dodatkowo cios we własne środowisko, a także uderzenie w dobre imię klubu oraz ogólnie przyjęte standardy zachowania.

Jak zauważył sam trener Kościelski: „To jest sport – raz się wygrywa, raz się przegrywa”.

KM

Ostatnia walka „Moneya” klapą?

Z pierwszych danych na to wychodzi. Sprzedaż pakietów pay-per-view na walkę Floyda Mayweathera Jr. z Andre Berto wypadła blado.

„Money” odniósł czterdzieste dziewiąte zwycięstwo na zawodowym ringu i pożegnał się z publicznością jako niepokonany. Teraz będzie zajmował się innymi rzeczami. Do rozliczenia pozostała ostatnia walka.

Słaby interes

Mayweather wzbogacił się już w maju, kiedy to przyszło mu rywalizować z Manny Pacquiao. Pojedynek określany mianem walki XXI wieku przyniósł ogromne dochody. Amerykanin zgarnął ponad dwieście milionów dolarów. Rywalizacja wzbudzała zainteresowanie wszystkich. Cały świat chciał zobaczyć ten pojedynek, a więc promocja walki stała na wysokim poziomie. Mayweather musiał zrobić odpowiednią akcję marketingową, aby zainteresować cały świat i zwiększyć dochód z rywalizacji z Filipińczykiem. Telewizja mogła liczyć zyski, tak samo Mayweather, ale i Pacquiao.

Wielu podkreśla, że wystarczy taka jedna walka w życiu, aby wyjść na swoje. Coś pewnie w tym jest, ale jeśli jest się marką jak Mayweather Jr. to ciągle trzeba promować produkt, aby przynosił on odpowiednie zyski. „Money” sprawił, że cały świat myślał, czy faktycznie najlepszy bokser pożegna się z ringiem. Ten element budował zainteresowanie walką, ale reszta budziła zastrzeżenia. Andre Berto to solidny pięściarz, jednak w żaden sposób nie mógł zaszkodzić Mayweatherowi. Dodatkowo styl walki pozostawiał wiele do życzenia. „Money” aż tak bardzo nie angażował się w promocję pojedynku i nie zrobił show, które przyciągnęłoby miliony widzów i miliony dolarów.

Zrobił po prostu swoje. Wszedł do ringu, zrealizował założenia taktyczne i wygrał. Zapowiadana była ostatnia walka w karierze, odbyła się, koniec, kropka. Mayweather pozostał wielkim mistrzem, pięściarzem niezwyciężonym.

Niska sprzedaż

Rzut oka do statystyk. Na pojedynek Mayweather vs Pacquiao sprzedano ponad cztery miliony pakietów pay-per-view. Pierwsze szacunki dotyczące ostatniej walki w karierze „Moneya” nie są optymistyczne. Na zakup pakietu pay-per-view na starcie Mayweather vs Berto zdecydowało się niecałe pół miliona osób.

Kto jest temu winny? Dla Andre Berto ten pojedynek był ogromną szansą. Mayweather takich pojedynków stoczył wiele i można powiedzieć, że sukces i pieniądze to jego drugie imię. Berto jednoznacznie wskazuje, że to mistrz wagi średniej ponosi winę za słaby wynik sprzedaży pakietów na walkę. – Z pewnością to wina Floyda. On już w walce z Pacquiao nie zrobił na kibicach dobrego wrażenia. Miałem świadomość, że Mayweather będzie uciekał od walki i będzie ona nudna. Starałem się, aby tak nie było. Kibice zasługiwali na dobrą walkę – powiedział Berto.

Mayweather jak zwykle w swoim stylu podsumował zakończenie kariery. -Teraz wszyscy będą tęsknili za Floydem Mayweatherem – skwitował Amerykanin.

KM

Juniorzy zdobywają medale

Dwudziestoosobowa kadra Polski juniorów udała się do Oberwart na mistrzostwa Europy w judo. Są już pierwsze efekty w postaci zdobyczy medalowych.

Julia Kowalczyk w kategorii 57kg i Patryk Wawrzyczek 66kg to nasi medaliści. Judocy zdobyli brązowe medale. Czy Polacy powiększą dorobek medalowy?

Skazany na brąz

Rok temu w Bukareszcie biało-czerwoni zdobyli dwa medale, czyli dzięki Kowalczyk i Wawrzyczkowi to osiągnięcie zostało wyrównane, ale rywalizacja w Oberwart jeszcze trwa. Daje to nadzieję na lepszy rezultat niż w przypadku poprzedniego czempionatu. Z tym, że rok temu Anna Borowska w kategorii 57kg sięgnęła po tytuł mistrzyni świata. Czy tym razem z europejskiego czempionatu któryś z naszych juniorów wróci w glorii najwyższej chwały?

Kowalczyk i Wawrzyczek byli blisko, ale musieli zadowolić się udziałem w finale pocieszenia. Triumf pozwolił im zostać medalistami mistrzostw Europy. Julia Kowalczyk w Oberwart stoczyła pięć pojedynków, w których zanotowała jedną porażkę. To potknięcie kosztowało ją możliwość walki o złoto. W rywalizacji o trzecie miejsce Polka spotkała się z Dewy Karthaus. Holenderka musiała uznać wyższość zawodniczki Polonii Rybnik, która zwyciężyła przez ippon. Mistrzynią Europy została Rumunka Stefania Dobre. Tak jak i rok temu Polska zdobyła medal w kategorii 57kg wśród pań. Z tą różnicą, że tym razem jest to brąz, a nie złoto.

Patryk Wawrzyczek w tym sezonie jest ściśle związany z trzecim miejscem. Po raz kolejny zajmuje właśnie tę lokatę w zawodach rangi międzynarodowej. W Pucharze Europy Juniorów i Juniorek we Wrocławiu Wawrzyczek sięgnął po brązowy medal. Tak jak i w Pucharze Europy w Celje, gdzie judoka AZS AWF Katowice zaliczył najlepszy wynik ze wszystkich Polaków. Zgodnie z tradycją Wawrzyczek był trzeci. W Oberwart nie mogło być inaczej. Wawrzyczek był w dobrej formie, ale jedna przegrana walka sprawiła, że musiał zadowolić się rywalizacją o brązowy medal. Lukas Reiter po pojedynku musiał pogratulować Polakowi zwycięstwa. Judoka AZS-u AWF Katowice wygrał przez waza-ari i wywalczył brązowy medal na mistrzostwach Europy.

Warto nadmienić, że Kowalczyk i Wawrzyczek przed startem w Oberwart byli przedstawiani jako mocne punkty naszej ekipy i nadzieje na medale. Te przewidywania sprawdziły się.

Medal był blisko

W gronie szans medalowych wymieniana była również Martyna Dobrowolska w kategorii 57kg. Tylko jednej z Polek udało się stanąć na podium. Dobrowolska musiała zadowolić się siódmą pozycją w mistrzostwach Europy juniorów w Oberwart.

W rywalizacji z Marią Skorą, której stawką był pojedynek o brąz, Dobrowolska walczyła ambitnie. Obie judoczki były ostrożne i uważne. Żadna nie chciała popełnić błędu, dlatego też pojedynek musiał rozstrzygnąć się w dogrywce. Więcej sił oraz energii zachowała Ukrainka. Dobrowolska przegrała rywalizację ze Skorą.

KM

Mistrz krytykuje mistrza

Utarczki w świecie boksu to niemal codzienności. Deontay Wilder postanowił odnieść się do krytyki, którą w jego stronę skierował Władimir Kliczko.

Wiadomo, że Wilder i Kliczko to czołowi pięściarze wagi ciężkiej. Amerykanin jest mistrzem świata WBC, zaś Ukrainiec dzierży w swoich dłoniach cztery pasy: IBO, IBF, WBO i WBA.

Zupełnie inni rywale

Wilder i Kliczko przygotowują się do kolejnych pojedynków. Amerykanin 26 września zmierzy się z Johannem Duhaupasem. Kliczko stanie do boju z Tyson’em Fury’m, a pojedynek odbędzie się 24 października. Od razu rzuca się w oczy fakt, że mistrz z Ukrainy zmierzy się z powszechnie znanym bokserem z Wysp Brytyjskich. Nazwisko rywala Wildera nie jest tak medialne.

Johann Duhaupas to 34-letni pięściarz, który w swojej karierze przegrał dwie walki. Za pierwszym razem zastopował go Francesco Pianeta. Duhaupas pokonywał kolejnych rywali, ale byli to pięściarze, których trudno zaliczyć do zawodników z najwyższej półki. Gdy przyszło mu rywalizować z urodzonym we Włoszech Pianetą poprzeczka automatycznie poszła w górę, a Francuz musiał uznać wyższość rywala, choć stoczył wyrównaną walkę. Zabrakło szczęścia, ale i sprytu. Kolejne pojedynki to próba odbudowania pozycji, co udało się, jednak w tym roku niespodziewanie poległ w starciu z Erkanem Teperem. Duhaupas to dobry i solidny pięściarz, ale nigdy nie udało mu się wejść do czołówki. Bokser z Francji nie był łakomym kąskiem pod względem marketingowym. Do tej pory wykonywał dobrą pracę i nadal to robi, ale jak to zwykło się mawiać jest solidnym wyrobnikiem. W ostatnim pojedynku zastopował Manuela Charra, czyli boksera dobrze znanego w wadze ciężkiej.

Duhaupas, a Fury to spora różnica. Z pewnością ich walka byłaby ciekawa, ale zestawienie nazwisk powoduje, że wszyscy momentalnie wiedzą, kim jest Brytyjczyk. Z Francuzem jest nieco gorzej. Tej kwestii „uczepił” się Władimir Kliczko. Mistrz z Ukrainy stwierdził, że Wilder rywalizuje z pięściarzami o nikłej renomie.

Riposta Amerykanina

Każdy ma prawo do obrony. Także Wilder, który bez wątpienia jest królem nokautów. Do tej pory tylko jedna walka rozstrzygnęła się w jego przypadku na punkty, a pozostałe trzydzieści trzy Amerykanin rozstrzygnął przed czasem. Jednak zgodnie z tym, co stwierdził Kliczko to kwestia doboru rywali.

Co na to sam Wilder? – W ten sposób Kliczko krytykuje samego siebie. Jeśli on mówi w ten sposób o swoich rywalach, to powinien spojrzeć na to, co sam robił przez ostatnią dekadę. Walczył z rywalami, których nikt nie znał. Nie wiadomo skąd ich brał, pojawiali się jak króliki z kapelusza. Słowa Kliczko są dla mnie po prostu śmieszne – stwierdził mistrz świata WBC.

KM

Kto zatriumfuje w Londynie?

Polsko-angielskie pojedynki zawsze budziły ogromne emocje. Tym razem dojdzie do starcia na gruncie kickboxingu i MMA. Już 20 września w Londynie odbędzie się gala Valeriia Duet Fight Night.

Mecz Polska-Anglia to osiem pojedynków, w których wystąpią fighterzy o ugruntowanej pozycji w świecie sportów walki. Biało-czerwonych reprezentować będą m.in. Michał Królik i Maciej Garbaczewski.

Na szali tytuł mistrza Polski

Gala nie będzie zwykłym meczem. Rywalizacja ma zobrazować, która nacja prezentuje się lepiej na płaszczyźnie kickboxingu oraz MMA. Dodatkowo w czterech przypadkach walka będzie toczyła się o pasy mistrzowskie. Stawką dwóch pojedynków będzie tytuł międzynarodowego zawodowego mistrza Polski w K-1 Rules.

Michał Królik z Team Paco Katowice w kategorii 60kg zmierzy się z Paulem Barberem. To starcie będzie swego rodzaju pojedynkiem tytanów, którzy są królami na własnym podwórku. Barber to mistrz Anglii w muay thai. Dokonania Michała Królika są bardzo bogate. Fighter z Katowic wielokrotnie sięgał po medale w rywalizacji w muay thai i K-1, ale nie tylko w kraju – także w Europie i na świecie. Królik może pochwalić się bogatymi zdobyczami na płaszczyźnie zawodowej. W 2013 sięgnął po tytuł mistrza świata federacji WAKO w K-1, zaś trzy lata wcześniej triumfował na tym samym poziomie, tyle że w UPKA. Tym razem stawką rywalizacji będzie pas zawodowego międzynarodowego mistrza Polski w K-1. Królik doskonale zna smak sukcesów, ale Anglik nie będzie łatwym kąskiem. Zwłaszcza, że walczy u siebie.

Macieja Garbaczewskiego nikomu przedstawiać nie trzeba. To doświadczony i utytułowany zawodnik na gruncie kickboxingu. Garbaczewski wygrał ponad pięćdziesiąt walk amatorskich. Na płaszczyźnie kickboxingu zbierał doświadczenia w prawie wszystkich formułach. W tym roku wywalczył tytuł mistrza Polski w low-kicku, a dwa lata temu był najlepszy w kraju w full-contact. Garbaczewski brał wielokrotnie udział w zawodach Pucharu Świata. W Londynie Polak zmierzy się z Kurtisem Allenem, który ma większe zawodowe doświadczenie, o pas międzynarodowego zawodowego mistrza Polski w K-1 67kg.

Mistrzowie gali

Pojedynek o pas mistrza gali Duet Fight Night w MMA w kategorii do 77kg stoczy Ireneusz Szydłowski. Polak do tej pory stoczył trzy pojedynki i może poszczycić się stuprocentową skutecznością. Rywalem Szydłowskiego będzie Andy Kerr. Anglik jest bardziej doświadczony na płaszczyźnie MMA niż Polak. Kerr w zawodowej karierze stoczył dziesięć pojedynków, z czego sześć wygrał. Już raz walczył z zawodnikiem z Polski. Rok temu przez nokaut pokonał Jacka Toczydłowskiego.

Patryk Zaborowski w kategorii 91kg w K-1 powalczy o pas Duet Fight Night z doświadczonym i skutecznym Dawidem Sa. W Londynie zaprezentują się również Marta Waliczek, Roger Garbaczewski, Jerzy Wroński oraz Kamil Jenel.

KM

Conor z pasem w domu?

Wszystko zależy od niego. Conor McGregor już niebawem może spełnić swoje marzenia i sięgnąć po mistrzowski pas UFC w kategorii piórkowej.

Wystarczy tylko pokonać Jose Aldo 12 grudnia podczas gali UFC 194 w Las Vegas. Łatwo się mówi, trudniej zrealizować plan. Brazylijczyk to prawdziwy dominator.

Nagroda czeka

Mówisz McGregor, myślisz show. Irlandczyk ma bogaty repertuar zagrań i potrafi zwrócić na siebie uwagę oraz zainteresować społeczność wydarzeniem, w którym odgrywa jedną z głównych ról. Tak naprawdę McGregor nakręca atmosferę w UFC. Irlandczyk jest swego rodzaju magnesem, dlatego też organizacja dba o niego niczym o swój skarb.

McGregor chce być mistrzem UFC, ale musi pokonać Jose Aldo. Nie będzie to zadanie łatwe. Wielu ekspertów podkreśla, że Brazylijczyk może pokazać Irlandczykowi miejsce w szeregu i pokazać swoją siłę. McGregor potrafi znokautować słowem. Do tej pory w oktagonie radził sobie bez zarzutów. W tym roku stoczył dwa pojedynki i oba wygrał przed czasem. Zalał ciosami Dennisa Sivera i Chada Mendesa. W swojej karierze dwa razy musiał uznać wyższość rywali, po raz ostatni pięć lat temu.

Na walkę z Aldo czekał. Irlandczyk doskonale wie, że Brazylijczyk to ostatnia przeszkoda na drodze do mistrzostwa. McGregor jest przekonany, że odbierze Aldo pas. Brazylijczyk od dziesięciu lat jest niepokonany. 29-letni fighter jest niezwykle wytrzymały i twardy. W ostatnim czasie jego pojedynki trwały pięć rund. McGregor takiego wysiłku jeszcze nie doświadczył.

Warto nadmienić, że Irlandczyk w przypadku zdobycia pasa może wrócić do domu. Nie chodzi o zakończenie kariery, ale pojedynek stoczy na rodzimej ziemi. Jak zapewniał Dan White w przypadku wygranej z Jose Aldo walkę w obronie pasa stoczy na stadionie Croke Park w Dublinie.

Dodatkowa motywacja?

Być może to jeden z elementów, który ma zmotywować McGregora. Choć tak naprawdę Irlandczyk jest świadom wyzwania, przed którym staje, a przede wszystkim jest zdeterminowany, aby zdobyć tytuł.

Dla UFC McGregor jest niezwykle cenny. Irlandczyk to ogromny kapitał i postać, która potrafi przyciągnąć zainteresowanie i zbudować odpowiednią atmosferę wokół swoich kolejnych pojedynków. Z pewnością okazja do stoczenia walki w Dublinie byłaby dla 27-latka ogromnym wyróżnieniem. Stadion, na którym może zasiąść osiemdziesiąt dwa tysiące kibiców robi wrażenie, a McGregor lubi robić show i znakomicie się w tym czuje. Możliwość walki na takim obiekcie to również spełnienie marzeń.

Krytycy podkreślają, że to niepotrzebne wybieganie w przyszłość. Najpierw musi odbyć się walka McGregor-Aldo, aby przekonać się, kto jest prawdziwym mistrzem. Być może Dan White pospieszył się ze swoją deklaracją. W grudniu wszystko się okaże.

KM

Kliczko zostanie terapeutą

Z ringiem pożegnał się Floyd Mayweather Jr., czyli wielka osobowość zawodowego boksu. Przewijał się również temat odejścia na emeryturę Władmira Kliczko. Mistrz wagi ciężkiej przygotowuje się do kolejnej walki i nic nie wskazuje na to, aby był to jego ostatni pojedynek.

Na placu boju pozostał jeden Kliczko. Witalij zajął się działalnością polityczną, z kolei Władimir nadal jest wielkim czempionem wagi ciężkiej. Mówi się o jego dominacji, ale gdzieś w przestrzeni pojawia się pytanie o słabość konkurentów.

Wielka postać

Takich pięściarzy już nie ma. Władimir Kliczko to inny kaliber, rozmiar człowieka, który jest bokserem. Pełna kultura, elegancja, inteligencja oraz umiejętności. Z tym, że kwestią podstawową jest fakt, że Ukraińcowi lat przybywa, a nie ubywa. Przychodzą młodzi gniewni i nie potrafią tego zmienić go na tronie królewskiej kategorii.

Dlaczego? Kliczko kieruje się swoją mądrością i doświadczeniem. Te elementy decydują o jego triumfach. Kliczko jest niczym stary lis, który dokładnie analizuje przeciwnika i wie, kiedy uderzyć. Na to pracuje się latami i Ukrainiec teraz może z tego czerpać. Ostatni raz na zawodowym ringu przegrał w kwietniu 2004 roku z Lamonem Brewsterem. Potem konsekwentnie robił swoje i wszedł na bokserki szczyt. Ukrainiec jest posiadaczem pasów IBF, IBO, WBO i WBA w wadze ciężkiej. Według portalu boxrec.com po zakończeniu kariery przez Floyda Mayweathera Jr., Kliczko jest najlepszym pięściarzem świata bez podziału na kategorie wagowe.

24 października na gali w Dusseldorfie stoczy sześćdziesiąty ósmy pojedynek w karierze. Jego rywalem będzie Tyson Fury.

Leczenie gwarantowane

Bokser z Wysp Brytyjskich do potulnych baranków nie należy i zawsze zwykł głośno mówić o swoich pragnieniach. Nie ulega wątpliwości, że Tyson Fury mierzy wysoko. Na każdym kroku podkreśla swoje dążenie do mistrzostwa. Pojedynek z czempionem z Ukrainy będzie doskonałą okazją do weryfikacji jego umiejętności i predyspozycji do zajęcia miejsca na szczycie.

Obecnie Fury trenuje i intensywnie przygotowuje się do walki z Kliczko. Bokser z Wysp wie, co jest kluczem do wygranej. – Najważniejsza jest siła ciosu. Dlatego pracujemy nad tym, bo wiem, że wygrana z Kliczko możliwa jest przez nokaut i to mam zamiar zrobić. Trenuję z wysokimi facetami. Do ringu wchodzi jeden za drugim. Odbywam kilka rund dziennie – mówi 27-letni Fury.

Kliczko niejednego rywala pozbawił już złudzeń. Tym razem ma być podobnie jak w rywalizacji z Davidem Haye'm. – Sądzę, że mogę sprawić, że Tyson Fury będzie lepszą osobą. David Haye po zastosowanej terapii stał się lepszy. Po kilku latach od naszej walki rozmawiałem z nim i był zupełnie inaczej niż przed pojedynkiem. W przypadku Fury'ego może być podobnie. Mogę przeprowadzić na nim skuteczną terapię – porównuje mistrz wagi ciężkiej.

KM

Gala Kickboxingu Zawodowego IMBIRIADA FIGHTERS NIGHT 5

W sobotę 7 listopada o godz. 19:00 w Rzeszowie odbędzie się kolejna, piąta już edycja Gali Kickboxingu Zawodowego „Fighters Night”. Organizatorzy zapraszają na wspaniałe widowisko „Imbiriada Fighters Night 5” do kompleksu Blue Diamond Hotel Active SPA**** położonego przy trasie Rzeszów – Port Lotniczy Jasionka.

Gale Kickboxingu Zawodowego „ Fighters Night”, to wydarzenia, które wpisały się na stałe w harmonogram imprez organizowanych pod patronatem PZKB i mają na celu wykreowanie jedynego w swoim rodzaju widowiska sportowego, które pokocha publiczność podziwiająca zmagania zawodników na żywo jak i widzowie oglądający przed odbiornikami transmisje internetowe i telewizyjne. Podczas ekscytujących, międzynarodowych gal swój kunszt prezentują Mistrzowie Świata, Europy oraz Polski. Niejednokrotnie już na ringu „Fighters Night” walczyli najlepsi, polscy fighterzy: Iwona Nieroda, Dawid Kasperski, Wojciech Kosowski, Arkadiusz Kaszuba i inni utalentowani zawodnicy, a w walkach międzynarodowych  podziwiani byli zawodnicy z różnych części świata:  Radovan Kulla ze Słowacji, Tudor Turcan z Maroka, Oksana Romanowa z Ukrainy, Dimitar Iliev z Bługarii, Mucahit Kulak z Turcji oraz wielu innych zagranicznych zawodników.  Na galach „Fighters Night” goszczą także znane nie tylko w Polsce ale i na świecie osobistości związane z kickboxingiem, gośćmi specjalnymi poprzednich edycji byli: Albert Sosnowski, Przemysław Saleta, Marek Piotrowski, Ewa Brodnicka. 

Miejsca, uczestnicy, patronaty, znakomici goście, współpraca z partnerami i sponsorami oraz mediami to czynniki, które gwarantują że każda edycja gali „Fighters Night” jest zawsze emocjonującym wydarzeniem sportowym pozostawiającym niezapomniane wrażenia w pamięci zarówno zawodników jak i widzów. Atrakcją wieczoru na galach są walki o pas Międzynarodowego Mistrza Polski oraz o pas Zawodowego Mistrza Polski. W poprzednich edycjach gali pas Międzynarodowego Mistrza Polski w walce z Dimitarem Ilievem z Bułgarii zdobył Dawid Kasperski, a Wojciech Kosowski w walce z Mücahitem Kulakiem z Turcji. Na najbliższej gali również nie zabraknie emocji związanych z walkami o te jakże cenne i prestiżowe dla zawodników trofea. Tym razem o tytuł i pas Międzynarodowego Mistrza Polski będzie walczył zawodnik Rzeszowskiego Klubu Sportów Walki – Arkadiusz Kaszuba,  zaś o tytuł i pas Zawodowego Mistrza Polski walczyć będą Kamil Ruta i jego przeciwnik Mateusz Rycerski. 

Walkom będą towarzyszyć pokazy innych dyscyplin sportów walki oraz niezwykle widowiskowe pokazy artystyczne. Gale „Fighters Night” to również wyjątkowa możliwość  nawiązania nowych relacji partnersko biznesowych podczas wieczornego VIP PARTY organizowanego specjalnie dla wyjątkowych gości, sponsorów, partnerów, celebrytów oraz mediów i zawodników. Wnętrza ekskluzywnych hoteli na terenie całej Polski, w których odbywają się gale nadają wydarzeniom dużego prestiżu. Wybór miejsc nie jest przypadkowy, organizatorzy wybierają je z myślą przede wszystkim o komforcie widzów. Poziom imprez wzrasta z edycji na edycję dzięki doświadczeniu, które organizatorzy zdobywają za każdym razem gdy rusza machina przygotowań. Dzięki prężnie działającemu zespołowi organizacyjnemu udało się już zaplanować  kolejne  gale. Po gali w dniu 7 listopada w Rzeszowie, planowane są w przyszłym roku kolejne : 20 lutego w  Kielcach, 18 czerwca w Warszawie i 17 września we Wrocławiu. 

Organizatorzy poprzez dostarczanie emocjonujących wrażeń sportowych promują kickboxing, ukazują piękno walki w formule K-1 i  chcą aby zawodnicy stali się bardziej rozpoznawalni. A wszystko to po to, aby dyscyplina jak najszybciej znalazła się wśród dyscyplin olimpijskich.

Bilety już w sprzedaży, kontakt pod nr telefonu 609 123 363. ZAPRASZAMY!

Informacja prasowa

Europa powalczy w Oberwart

Kolejna impreza w świecie judo zbliża się wielkimi krokami. Teraz na arenę wkroczą juniorzy, którzy będą rywalizować w mistrzostwach Europy w Oberwart.

Do Austrii uda się dwudziestoosobowa kadra Polski. Najlepsi judocy w Europie rozpoczną rywalizację już w piątek.

Ruszają do boju

O medale powalczy ponad czterystu judoków i judoczek ze Starego Kontynentu. Rywalizacja juniorska zawsze pełna jest zapału, ambicji i uporu. Młodzi judocy chcą na każdym kroku doskonalić się oraz osiągać sukcesy. Często jest tak, że sukces rodzi się w bólach. Przyzwyczailiśmy się, iż w większości przypadków mamy do czynienia z przewagą liczby startujących wśród mężczyzn. Tym razem będzie podobnie. W Oberwart na tatami zaprezentuje się dwustu czterdziestu sześciu judoków i sto sześćdziesiąt cztery judoczki.

Kto będzie reprezentował Polskę? W Oberwart do rywalizacji staną: Żaneta Rerutko (52kg), Julia Kowalczyk (57kg), Martyna Dobrowolska (57kg), Anna Isenko (63kg), Sandra Lickun (70kg), Urszula Hofman (70kg), Kamila Pasternak (78kg), Beata Pacut (78kg), Anita Formela (+78kg), Anna Załęczna (+78kg), Patryk Wawrzyczek (66kg), Tomasz Czerniawski (73kg), Mateusz Garbacz (73kg), Aleksander Wrona (81kg), Sebastian Marcinkiewicz (81kg), Piotr Kuczera (90kg), Jakub Ozimek (90kg), Kacper Szczurkowskia (100kg), Rafał Kozłowski (100kg) oraz Jan Jackiewicz (+100kg).

Z matematycznego punktu widzenia mamy dwadzieścia szans medalowych. Wiadomo, że każdy będzie chciał wypaść jak najlepiej, ale nie wszyscy będą w stanie stanąć na podium.

Jak było rok temu?

Zachowawczość, ostrożność – to słowo klucz. Nie chodzi o brak wiary w umiejętności polskich juniorów, ale o spojrzenie w przeszłość. W naszej kadrze są zawodnicy, którzy śmiało mogą walczyć o podium, ale wiele zależy od dyspozycji dnia oraz drabinki.

Na poprzednim czempionacie Polska wywalczyła dwa medale. Mistrzynią Europy w kategorii 57kg została Anna Borowska, która w Oberwart nie wystartuje. W tym roku zawodniczka Polonii Rybnik pojechała na mistrzostwa świata do Astany, gdzie z reprezentacją kobiet wywalczyła srebrny medal. Wracając do Bukaresztu, Beata Pacut sięgnęła w Rumunii po tytuł wicemistrzyni Europy juniorek. W Austrii będzie miała okazję poprawić ten wynik. Pacut ma za sobą dobry okres. W 2014 roku w Fort Lauderdale wywalczyła brązowy medal mistrzostw świata juniorek.

Naszymi nadziejami medalowymi podczas zbliżających się mistrzostw Europy z pewnością będą Anna Załęczna i Piotr Kuczera, którzy w poprzednim czempionacie byli o krok od podium – uplasowali się na piątych miejscach. Judoka walczący w kategorii 90kg piąty był także na ubiegłorocznych mistrzostwach świata. W tym roku zwyciężył w Pucharze Świata Juniorów i Juniorek we Wrocławiu.

Czy Polacy poprawią ubiegłoroczny dorobek? O tym przekonamy się już niebawem. W Oberwart wystartuje ponad czterystu zawodników, a zaledwie kilkunastu będzie cieszyło się z medali. W tym gronie powinni znaleźć się również Polacy.

KM

DSF Martial Arts Contest we Wrocławiu

Radek Paczuski wystąpi w październiku na gali DSF Martial Arts Contest we Wrocławiu

Już 24 października w Hali Orbita we Wrocławiu zobaczymy w akcji wojownika teamu DSF – Radka Paczuskiego. Podczas gali DSF Martial Arts Contest 1. Muaythai – Polska vs Tajlandia, aktualny Mistrz Polski zaprezentuje się w nieznanej, ale niezwykle atrakcyjnej formule muayboran. To tradycyjna, wręcz rytualna odmiana znanego wszystkim muaythai. 

Fachowcy idą dalej, twierdząc, że muayboran w odróżnieniu od muaythai jest autentyczną sztuką walki, a nie sportem.

Zasadniczą różnicą jest fakt użycia w walce tradycyjnych owijaczy rąk, a nie rękawic., co w założeniu ma potęgować obrażenia zadawane w walce a nie chronić zawodników. Muayboran pozostaje piękną wysoce zrytualizowaną sztuką walki,  ekstremalnie skuteczną zarówno na ringu jak i w sytuacji starcia “ulicznego”. Wierzymy, że walka w tak atrakcyjnej wizualnie formule przyciągnie do hali Orbit rzesze fanów jego talentu.

Sam Radek, w ciszy treningowej sali przygotowuje się do tej rywalizacji, a nam nie pozostaje nic innego jak trzymanie kciuków.

O szczegółach konfrontacji napiszemy już niebawem. Bilety na galę do dostania na www.ticketpro.pl

Informacja prasowa

Decydująca faza walki

Udział w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro dla wielu judoków jest spełnieniem marzeń. Nasi zawodnicy muszą walczyć o punkty w wyścigu kwalifikacyjnym.

Mistrzostwa świata w Astanie nie potoczyły się po myśli biało-czerwonych. Judocy muszą nadal walczyć o możliwość startu w Rio.

Ważne są punkty

Uproszczeniem będzie stwierdzenie, że wszystko jest już na ostatniej prostej, ale nadużyciem już nie. Czas ucieka. W każdym kolejnym starcie trzeba z siebie dawać jak najwięcej i zdobywać punkty, które będą budować pozycję każdego z zawodników w klasyfikacji olimpijskiej.

Po mistrzostwach świata w Astanie judocy mają chwilę wytchnienia, ale jest to tylko i wyłącznie odpoczynek od zawodów. Kolejne starty już w październiku. O punkty będzie można walczyć podczas zawodów Grand Prix w Uzbekistanie oraz Grand Slam we Francji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W październiku znacząco będzie można poprawić dorobek punktowy. Największą wagę mają zawody Grand Slam, nieco niżej stoją turnieje Grand Prix, z punktu widzenia możliwości uzyskania profitów w kontekście Rio najsłabiej gratyfikowane są starty w Pucharach Świata.

Ważnym startem będą również przyszłoroczne mistrzostwa Europy, które odbędą się w Kazaniu. W grę wejdzie walka o Igrzyska Olimpijskie oraz rywalizacja o tytuły. Zatem okazji do poprawienia swojego dorobku jest jeszcze sporo, ale czas ucieka nieubłaganie. W przypadku polskich judoków konieczne jest regularne zdobywanie punktów.

Pewna czwórka

Kto wystartuje w Rio de Janeiro? Warto przypomnieć, że awans do Igrzysk Olimpijskich wywalczy czternaście najlepszych zawodniczek i dwudziestu dwóch czołowych judoków z każdej kategorii wagowej. Trzeba pamiętać o jeszcze jednej ważnej kwestii. W każdej kategorii wagowej może wystartować tylko jeden judoka z danego kraju.

Obecnie pewni startu w Rio de Janeiro mogą być Daria Pogorzelec (78 kg), Katarzyna Kłys (70 kg), Agata Ozdoba (63 kg) i Maciej Sarnacki (+100 kg). Wspomniana czwórka na przestrzeni dwóch sezonów notowała dobre starty. Pogorzelec zaprezentowała się najlepiej ze wszystkich reprezentantów Polski podczas mistrzostw świata w Astanie, gdzie wywalczyła piąte miejsce. Z kolei rok temu Kłys sięgnęła po brązowy medal światowego czempionatu. Agata Ozdoba w 2014 roku sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Europy. Z kolei Maciej Sarnacki jest najlepszym obecnie polskim judoką i regularnie zdobywa miejsca na podium w zawodach na arenie międzynarodowej.

Kto jeszcze? O kwalifikację może powalczyć Katarzyna Furmanek w kategorii +78kg, która w tym roku w Pucharze Świata w Pradze wywalczyła złoty medal. Nadal naszą nadzieją pozostaje Arleta Podolak w 57kg. Duże możliwości mają Agata Perenc i Karolina Pieńkowska w 52kg, ale obie dochodzą do zdrowia po odniesionych kontuzjach. Damian Szwarnowiecki w kategorii 73kg w tym sezonie również zaliczył kilka przyzwoitych występów. Nadzieje na Rio ma też Łukasz Błach w 81kg.

KM

Bedorf zmierzy się z Kitą

31 października odbędzie się gala KSW32: Road to Wembley, na której zaprezentują się Mariusz Pudzianowski, Borys Mańkowski i Marcin Różalski. Niespełna miesiąc później odbędzie się kolejne wydarzenie.

Na KSW33 w Krakowie dojdzie do walki, na którą wszyscy czekali. O pas mistrzowski KSW w wadze średniej będą rywalizować Michał Materla i Mamed Kahlidov. Organizator ujawnił kolejne pojedynki, do których dojdzie w Krakowie. Ciekawie zapowiada się starcie dwóch czołowych fighterów wagi ciężkiej w Polsce – Karola Bedorfa oraz Michała Kity.

Druga obrona

Popularny „Coco” jest mistrzem KSW w wadze ciężkiej. Po tytuł sięgnął w 2013 roku, kiedy to uporał się z Pawłem Nastulą. Ostatni występ Bedorfa podczas KSW 31 pokazał, że mistrz jest „do ugryzienia”. Wiekowy i nieco ociężały Peter Graham napędził strachu fanom „Coco”. Bedorf wygrał decyzją sędziów, ale panowało przekonanie, że Australijczyk nie sprawi mistrzowi problemów. Rzeczywistość okazała się nieco inna. Pojedynek nie był widowiskowy, dominowała rywalizacja w parterze. Bedorf wygrał, gdyż zadał większą ilość ciosów i okazał się bardziej wytrzymały. Kondycja odegrała jedną z głównych ról w tym starciu. Wcześniej Bedorf odprawił bez większych problemów Rollesa Gracie, pokonując go już w pierwszej rundzie podczas gali KSW 28. „Coco” nie przegrał od sześciu pojedynków.

Michał Kita w Krakowie zadebiutuje w KSW. 35-latek z Zabrza to doświadczony fighter, który budował swoją pozycję w Europie. Kita jest uważany za jednego z czołowych polskich zawodników wagi ciężkiej. Ostatnio walczył w marcu 2014 roku, kiedy to podczas gali PRO MMA Challenge 1 pokonał Mike’a Wessela. Zatem Kita ma ponad półtoraroczny rozbrat z klatką. W swojej karierze 35-letni zawodnik rywalizował z mocnymi fighterami, którzy mieli okazję prezentować się podczas gal UFC czy M-1. Swego czasu ofiarą Kity padł Alexey Oleinik.

Co ciekawe, popularny „Masakra” w swojej karierze rywalizował tylko z jednym rodakiem. W czerwcu 2010 roku spotkał się z Damianem Grabowskim. Kita przegrał tę rywalizację po trzech minutach.

Kita przez długi czas opierał się zakusom KSW, jednak w końcu zdecydował się na walkę dla organizacji. Pojedynki z jego udziałem są niezwykle ciekawe. Tylko dwie walki z Kitą w roli głównej rozstrzygały się przez decyzje sędziów.

Akcent żeński

Na KSW 33 nie zabraknie pań. Drugą walkę w KSW stoczy Kamila Porczyk, która wraca do rywalizacji po kontuzji. Ostatni pojedynek byłej mistrzyni świata fitness miał miejsce w marcu 2014 roku. Do tej pory Porczyk w MMA stoczyła dwa pojedynki i jak na razie może być z siebie zadowolona.

Jej rywalką będzie 23-letnia Katarzyna Lubońska, która w marcu podpisała kontrakt z KSW. Będzie więc to jej debiut, ale zapewne nie ostatni występ. Umowa przewiduje kolejne walki Lubońskiej w KSW.

KM

Krok w kierunku wielkiej walki?

Niemożliwe staje się możliwe. Tak można mówić po zakontraktowaniu walki Mamed Khalidov-Michał Materla. W Polsce ten pojedynek był wyczekiwany. Tak samo jak na całym świecie wszyscy liczą na starcie Cristiane Justino i Rondy Rousey.

Bez wątpienia to najlepsze zawodniczki mieszanych sztuk walki na świecie. O ich rywalizacji mówi się od dłuższego czasu, jednak na drodze do pojedynku pojawiają się przeszkody.

Cyborg” schodzi

Problem dotyczy wagi obu zawodniczek. Rousey jest o kilka kilogramów lżejsza od Justino. Teoretycznie Amerykanka i Brazylijka chcą się spotkać, aby dać odpowiedź na frapujące wszystkich pytanie, która z nich jest lepsza. Chęci są, ale brak porozumienia. Obie panie mają trudności w ustaleniu limitu wagowego walki.

Justino rozbija kolejne rywalki w organizacji Invicta, gdzie jest królową wagi piórkowej. Z kolei Rousey, brązowa medalista olimpijska z Pekinu w judo, weszła na szczyt w UFC. 28-latka dominuje w wadze koguciej i dosłownie miażdży kolejne rywalki. Dlatego cały świat chce zobaczyć to starcie, w którym dojdzie do spotkania Rousey i Justino, czyli szybkości, celności, bezwzględności, wysokich umiejętności w najlepszym wydaniu. Wszyscy chcą, panie też, ale pojedynek jest gdzieś w oddali.

Czy na pewno? Być może to Justino zrobi krok w kierunku pojedynku. Swego czasu UFC stawiało warunek, że zakontraktuje walkę, jeśli „Cyborg” będzie w stanie zejść do 135 funtów wagi. Zawodniczka z Brazylii podjęła działania, aby tak się stało. Nie z dnia na dzień, lecz stopniowo. Justino stoczy kolejną walkę w listopadzie, nazwisko jej rywalki nie jest jeszcze znane. Pojedynek ma odbyć się w limicie 140 funtów, czyli niższym niż zazwyczaj walczy „Cyborg”. Wydaje się, że to działania zmierzające do spełnienia wymagań, co pozwoli na doprowadzenie do podpisania kontraktu na starcie z Rousey.

Kolejnym krokiem będzie zapewne zejście do 135 funtów, a więc do wagi „Rowdy”. Zatem Justino stoczy jeszcze dwa pojedynki, aby osiągnąć wymagany limit. Zgodnie z matematyką można spodziewać się, że w przyszłym roku dojdzie do wielkiego pojedynku. Jeśli na drodze nie pojawią się inne przeszkody.

Rousey wytyka

Obie mają we krwi zapisane zwycięstwo. „Cyborg” w swojej karierze zaliczyła wpadkę. Na początku kariery przegrała z Ericą Paes. Justino ma również na sumieniu jeszcze jedno przewinienie. W grudniu 2011 roku rywalizowała z Hiroko Yamanaką. Walkę uznano za „no contest”. Dlaczego? Justino zaliczyła wpadkę na testach antydopingowych i to jest element, którego chętnie „czepia” się Rousey. Mówią, że wszystkie chwyty są dozwolone.

Królowa UFC 15 listopada stanie przed kolejnym wyzwaniem. Holly Holm jeszcze nigdy nie przegrała, ale Rousey wielu zawodniczkom zaaplikowała gorycz porażki. Czy tym razem będzie podobnie? Mistrzyni UFC musi być w formie, bo nie wiadomo, kiedy Justino przystąpi do ataku. Ich rywalizacja jest widoczna. Ostatnią walkę „Cyborg” rozstrzygnęła w czterdzieści pięć sekund, a „Rowdy” zakończyła pojedynek o jedenaście sekund szybciej.

KM

Brzeziński poza dziesiątką

Mistrzostwa świata w Las Vegas nie przyniosły radości polskim zapaśnikom. Żadnemu z Polaków nie udało się wywalczyć medalu ani kwalifikacji olimpijskiej do Rio de Janeiro.

Jako ostatni z biało-czerwonych startował Krystian Brzeziński w kategorii 74kg w stylu wolnym. Polak zajął jedenaste miejsce.

Gadżyjew najwyższej

Najlepszy wynik spośród naszych zawodników w stylu wolnym zanotował Magomiedmurad Gadżyjew w kategorii 65kg, który zajął siódmą pozycję. Zapaśnik AKS Białogard stoczył w Las Vegas cztery pojedynki – dwa wygrał, dwa przegrał. Na swojej drodze spotkał mistrza świata Franka Chemizo.

Również cztery pojedynki w Las Vegas stoczył Krystian Brzeziński. Polski zapaśnik nieudanie zainaugurował start w mistrzostwach świata. W pierwszym pojedynku musiał uznać wyższość Jordana Ernesta Burroughsa. Amerykanin to nie byle jaki zawodnik. Burroughs zdobył w Las Vegas tytuł mistrza świata. Przygoda Brzezińskiego nie zakończyła się na jednej walce, Polak trafił do repasaży. Tam poczynał sobie dobrze, ale tylko do czasu. Na początek rywalem Brzezińskiego był Oleg Zakharevych. Ukrainiec nie sprawił naszemu zapaśnikowi większych problemów, tak jak i Mikhaly Nagy w kolejnym pojedynku. Udział Brzezińskiego w mistrzostwach świata zakończył Alireza Mohammad Ghasemi, który zajął piątą pozycję.

Jak wcześniej informowaliśmy, nieudany start zaliczył Radosław Marcinkiewicz w kategorii 86kg. Polak stoczył w Las Vegas zaledwie jeden pojedynek. Z kolei Radosław Baran w 97kg udział w mistrzostwach zakończył na 1/8 finału, gdzie poległ w starciu z późniejszym złotym medalistą – Kyle’m Snyderem.

Trzeci tytuł Burroughsa

Amerykanin odzyskał tytuł mistrzowski po dwóch latach. Rok temu w Taszkiencie Burroughs wywalczył brązowy medal. W finale w Las Vegas rywalem 27-letniego Amerykanina był  Pürewdżawyn Önörbat. Trzeci złoty medal mistrzostw świata Burroughsa stał się faktem.

Po zdobyciu mistrzostwa Europy przyszedł czas na triumf w światowym czempionacie. Taką drogę obrał Wladimer Chinczegaszwili. Gruzin triumfował w kategorii 55kg. Na szczyt wszedł Magomiedrasuł Gazimagomiedow w 70kg. 24-letni zapaśnik z Dagestanu jest w tym roku w fenomenalnej formie. W Baku sięgnął po złoty medal w Igrzyskach Europejskich. Dobrą passę kontynuuje dalej i w Las Vegas wywalczył tytuł mistrza świata pokonując w finale Hasana Yazdaniego. Taha Akgul od kilku lat prezentuje wysoki poziom. Reprezentant Turcji niepodzielnie panuje w kategorii 125kg w Europie i na świecie. W Las Vegas powtórzył wynik osiągnięty przed rokiem. Nadal czeka na medal Igrzysk Olimpijskich.

Kto najlepszy?

Rzut oka na klasyfikację medalową. Kto zdobył wywalczył najwięcej miejsc na podium? Najlepsi okazali się Rosjanie, którzy wywalczyli aż czternaście medali i ten wynik pokazuje, kto rozdaje karty na świecie. Reprezentanci Sbornej zdobyli cztery złote medale, tyle samo na swoim koncie zapisali Amerykanie – drudzy w klasyfikacji medalowej. Trzecie miejsce dla Turcji, która wywalczyła sześć krążków. Za podium Japonia z trzema złotymi medalami. Ukraina zdobyła aż dziewięć krążków, ale tylko dwa pierwsze miejsca.

Przy Polsce okrągłe zero. Nasi reprezentanci nie powtórzyli dobrego wyniku z Igrzysk Europejskich w Baku, czy też zeszłorocznych osiągnięć z Taszkientu. Brak medali, brak kwalifikacji olimpijskich.

KM

Odchodzi jako niepokonany

Jak zapowiadał, tak zrobił. Floyd Mayweather Jr. stoczył ostatni pojedynek w karierze. Popularny „Money” schodzi z ringu jako niepokonany.

W ostatnim pojedynku w karierze Mayweather zmierzył się z Andre Berto. Podczas gali w Las Vegas Amerykanin odniósł czterdzieste dziewiąte zwycięstwo na zawodowym ringu.

Walka bez historii

Do samego końca zastanawiano się, czy Mayweather wejdzie na ring po raz ostatni. Z niecierpliwością czekano na ten pojedynek. Andre Berto zapowiadał, że będzie starał się pokonać faworyzowanego mistrza wagi średniej, ale na słowach tylko się skończyło.

Jak opisać ten pojedynek? Najkrócej: mistrz jest tylko jeden. Tak wypada to ująć. Mayweather robił swoje, kontrolował pojedynek i tak naprawdę nie przemęczał się w ringu. Wraz z upływem czasu narastała frustracja u Berto. Floyd w rytm piosenki „pojawiał się i znikał”. „Money” zaskakiwał swojego rywala szybkimi i celnymi ciosami, a następnie oddalał się. Mayweather kontrolował przebieg pojedynku w półdystansie, gdy nastała sposobność atakował Berto. Ten z kolei nie potrafił się odnaleźć. Widoczne było, że 32-latek z Florydy ma na tle „Moneya” ubogi repertuar. Ten pojedynek przerósł Berto.

W czwartej rundzie 32-latek ruszył na Mayweathera i zadawał chaotyczne ciosy. Zamknął czempiona pod liniami, ale niewiele wskórał. Mayweather królował w półdystansie i lewym prostym punktował swojego przeciwnika. Berto nie wytrzymywał. 32-latek dopuszczał się ciosów poniżej psa, co nie podobało się Floydowi. W siódmej rundzie Berto chciał zmusić „Moneya” do otwartej walki, jednak ta próba spełzła na niczym. Mayweather dalej robił swoje. Dodatkowo Berto miał problem z celnością zadawanych ciosów. W dziesiątej rundzie sędzia przerwał pojedynek, bo główni aktorzy zamiast walczyć wdali się w dyskusję. Do końca nic się nie zmieniło. Berto szukał walki i gonił Mayweathera, który kurczowo trzymał się swojej taktyki.

Pojedynek trwał dwanaście rund. Walka o charakterze historycznym rozstrzygnęła się na korzyść „Moneya”. Sędziowie byli zgodnie i punktowali zwycięstwo Mayweathera – 117-111, 118-110, 120-108.

To już jest koniec

Wszyscy liczyli na widowisko, a walka była po prostu marnej jakości. Mayweather wygrał po raz czterdziesty dziewiąty w karierze i żegna się z ringiem. Amerykanin chce działać jako promotor. – Berto zapewniał, że walczy o zwycięstwo. Nieważne, co mówił do mnie w czasie walki, gdyż było to kiepskie. On ma serce do rywalizacji i był to dobry pojedynek. Przez dziewiętnaście lat mogłem boksować dzięki kibicom, którzy są wspaniali. Mam już prawie czterdzieści lat. Dziękuję Alowi Haymonowi za pomoc w karierze. Finansowo jestem ustawiony. Teraz będę pomagał młodym bokserom jako promotor – mówił Mayweather.

Co mówił po walce Berto? – Wszedłem do ringu, aby walczyć. Mówiłem Floydowi w trakcie pojedynku, aby zaczął walczyć. Stworzyliśmy dobre widowisko. Z pewnością Mayweather to jeden z najlepszych bokserów w historii – powiedział 32-latek.

KM

Joshua zgodnie z tradycją

Od pewnego czasu Anthony Joshua określany jest jako nadzieja i przyszłość wagi ciężkiej. Brytyjczyk miał kolejną okazję, aby udowodnić, że tak właśnie jest.

Gary Cornish odgrażał się, ale nie był w stanie nic ugrać w rywalizacji z Joshuą. 25-latek z Watfordu posłał swojego rywala na deski.

Runda pierwsza

Mówią, że czas to pieniądz i trzeba go efektywnie wykorzystywać. Z drugiej strony mając na uwadze walkę bokserską kibice oczekują wielu emocji oraz wrażeń, a więc im pojedynek trwa dłużej, tym lepiej. Joshua nie stosuje się do tej zasady. Oglądając walkę Brytyjczyka od samego początku trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Joshua stawia na szybkość i efektywność.

Nie inaczej było w rywalizacji z Cornishem. 28-latek z Inverness pozostawał niepokonany na zawodowym ringu, jednak po walce z Joshuą jest to już nieaktualne. Cornish rozpoczął rywalizację odważnie i liczył, że uda mu się zaskoczyć przeciwnika. Jakiś pomysł w tym był, jednak wykonanie było już gorsze. Cornish zapomniał o elemencie uwagi. W porywie szaleństwa ruszył na Joshuę, jednak 25-latek zachował spokój. Już po minucie rywalizacji skontrował przeciwnika, który padł na deski. Cornish nie zamierzał się poddać i wstał, aby ponownie podjąć rękawicę. Joshua „czuł już krew”, doskoczył szybko do przeciwnika. Cornish ponownie padł na deski. Sędzia zdecydował się przerwać pojedynek. Joshua odniósł czternaste zwycięstwo w karierze.

Brytyjczyk piąty pojedynek zakończył już w pierwszej rundzie. Joshua to król nokautów, który ani razu jeszcze nie spędził w ringu pełnego dystansu. Joshua robi coraz większe wrażenie na ekspertach. Imponuje szybkością, sprawnością oraz precyzją i siłą ciosów. Joshua to nadzieja wagi średniej i coraz częściej typowany jest jako przyszły mistrz świata wagi ciężkiej.

Co dalej?

Podczas gali w Londynie kolejną walkę stoczył Dillian Whyte. 27-latek w trzeciej rundzie pokonał Briana Minto. Pojawiają się głosy, że to właśnie Whyte będzie kolejnym rywalem Joshuy.

Obaj panowie mieliby się spotkać w pojedynku o tytuł najlepszego pięściarza na Wyspach Brytyjskich. Whyte w tym roku stoczył już cztery walki i wszystkie rozstrzygnął na swoją korzyść przed czasem. 27-latek to silny pięściarz, zawodową karierę rozpoczął rok wcześniej i do tej pory nie zaznał jednak smaku porażki. Od zwycięstwa z Kristianem Kirilovem kontynuuje znakomitą passę. Whyte wygrał kolejnych dwanaście walk przed czasem, a najdłużej spędził w ringu cztery rundy. W swojej karierze 27-latek rywalizował z polskim pięściarzem. Kamil Sokołowski w trzeciej rundzie został pozbawiony szans na zwycięstwo w starciu z urodzonym na Jamajce pięściarzem.

Joshua jeszcze raz zatem musi potwierdzić, że jest najlepszy na Wyspach. Whyte to wymagający rywal, ale 25-latek będzie faworytem. Najwięksi już na niego czekają.

KM

Osocka najwyżej

Daria Osocka w kategorii 75kg zajęła ósme miejsce podczas mistrzostw świata w zapasach w Las Vegas. To najlepszy rezultat spośród wszystkich reprezentantek Polski.

Żadnej z naszych zawodniczek nie udało się zatem uzyskać kwalifikacji na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Do Brazylii pojedzie po sześć najlepszych zapaśniczek z każdej kategorii wagowej.

Poniżej oczekiwań

Oczekiwania względem naszych zawodniczek były spore zwłaszcza, że to doświadczone i utytułowane zapaśniczki. W ubiegłym roku Iwona Matkowska w kategorii 48kg w Taszkiencie została wicemistrzynią świata, a w 2015 została brązową medalistką Igrzysk Europejskich. Z kolei srebro w Baku wywalczyła Katarzyna Krawczyk w 55kg. Również drugie miejsce na Igrzyskach Europejskich zajęła Roksana Zasina w 53kg. Tych wyników w Las Vegas nie udało się powtórzyć.

W kategorii 58kg, w której startowała Zasina zaprezentowało się trzydzieści jeden zawodniczek. Polka pewnie wygrała pierwszą walkę z Thi Loan Pham. W 1/8 finału Zasina znalazła pogromczynię w osobie Bułgarki Mimi Nikolovej Hristovej. Monika Michalik w kategorii 63kg wygrała w Las Vegas jeden pojedynek. W kolejnej walce, tak jak i Zasina, odpadła z rywalizacji w starciu z zapaśniczką z Bułgarii – Taybe Mustafą Yusein. Michalik została sklasyfikowana na trzynastej pozycji. Darii Osockiej w kategorii 75kg udało się przełamać barierę 1/8 finału. Zapaśniczka Wrestler 24 Poznań na początek rozprawiła się z Eunju Hwang, a następnie wyeliminowała Svetlanę Saenko. Barierę nie do przejścia okazała się Adeline Maria Gray. Amerykanka w ćwierćfinale wygrała z Polką, a w ostatecznym rozrachunku została mistrzynią świata. Osocka poległa w walce repasażowej, czym przekreśliła swoje szanse na brązowy medal.

Anna Zwirydowska w kategorii 55kg została sklasyfikowana na jedenastym miejscu. Szybko z zawodami pożegnała się Krawczyk, która uplasowała się na trzydziestej ósmej lokacie. Matkowska była dwunasta, a Wieszczek-Kordus znalazła się na piętnastej pozycji.

Wolni zaczęli

Dobrą formą w tym roku imponował Magomiedmurad Gadżyjew w kategorii 65kg w stylu wolnym. Zawodnik AKS Białogard w Las Vegas był o krok od uzyskania kwalifikacji olimpijskiej Gadżyjew zajął siódme miejsce w mistrzostwach świata. Na początek rozprawił się z Mihaiłem Savą, ale w 1/16 uległ Włochowi Frankowi Chemizo, który wywalczył złoty medal. Gadżyjew miał szansę wybić się w repasażach i połowicznie ją wykorzystał. Pokonał Koreańczyka Ju-Song Kima, ale w kolejnej walce przegrał z Toghrulem Asgarovem.

Radosław Baran w kategorii 97kg został sklasyfikowany na dziewiętnastym miejscu. Zaczął rywalizację od wygranej, ale w 1/8 poniósł porażkę Kyle Snyderem. Następnie Polak przepadł w repasażach. Tylko jedną walkę w Las Vegas stoczył Radosław Marcinkiewicz w 86kg.

Młody mistrz

Kyle Snyder rozpoczął tworzenie pięknej historii. Na własnym terenie zdobył tytuł mistrza świata, to pierwszy tak duży sukces w karierze tego niespełna 20-letniego zawodnika, który po drodze pokonał Radosława Barana.

Tytuł zdobyty przed rokiem w Taszkiencie obronił w kategorii 86kg w stylu wolnym Abdułraszyd Sadułajew. 19-latek z Dagestanu ma już na swoim koncie mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i triumf w Igrzyskach Europejskich. Doświadczona Kaori Icho sięgnęła po trzecie z rzędu złoto w światowym czempionacie w kategorii 58kg. Po pięciu latach ponownie tytuł mistrzyni świata zdobyła Sorondzonboldyn Batceceg. Mogołka triumfowała w 2010 roku w Moskwie w kategorii 59kg, teraz w 63kg.

KM

Berto zarobi dzięki Floydowi

Mówisz Floyd Mayweather Jr, myślisz show i wielkie pieniądze. W zasadzie tak jest. Ten, kto dostąpi zaszczytu walki z Amerykaninem może liczyć na pokaźny zarobek.

32-letni Andre Berto po raz pierwszy w karierze będzie miał okazję stoczyć pojedynek o takim ciężarze gatunkowym. Akcje pięściarza z Florydy nie stoją wysoko.

Mayweather po raz ostatni

Od kilku miesięcy przewija się temat zakończenia kariery przez Floyda Mayewathera Jr. „Money” jest pięściarzem spełnionym, niezwyciężonym, mistrzem świata i wybitną postacią. W swoich wypowiedziach daje do zrozumienia, że nadszedł czas, aby zająć się innymi kwestiami. Czas dla rodziny i samego siebie również jest ważny. Mimo wszystko nie ma pewności, czy rywalizacja z Berto będzie ostatnim pojedynkiem „Moneya”. Wszystko będzie jasne za kilkanaście godzin.

Jaki to będzie pojedynek? Na pewno Berto zrobi wszystko, aby zaprezentować się jak najlepiej. Pięściarz rozpoczął zawodową karierę w 2004 roku i był niepokonany do kwietnia 2011 roku. Wtedy znalazł pogromcę w osobie Victora Ortiza. Od tego momentu jego rozwój przebiega w sposób chwiejny. W ciągu dwóch lat Berto stoczył cztery pojedynki, z których trzy przegrał. W 2014 roku wrócił na właściwe tory dzięki wygranej ze Steve’m Upsherem Chambersem, w kolejnym starciu posłał na deski Josesito Lopeza i dostał propozycję nie do odrzucenia. Floydowi się nie odmawia.

Ostatnie lata w wykonaniu Berto to okres w kratkę. Amerykanin dostaje wielką szansę, aby wypromować swoje nazwisko, ale i zarobić.  Berto za walkę z Mayweatherem zgarnie cztery miliony dolarów i będzie to najwyższa kwota jaką otrzyma w dotychczasowej karierze. Wiadomo, że „Money” to marka, a zarazem magnes dla telewizji i sponsorów. Wielki mistrz zgarnie za pojedynek trzydzieści dwa miliony dolarów, ale jest to tylko suma gwarantowana. Mayweather może liczyć na dodatkowe pieniądze ze sprzedaży PPV oraz od reklamodawców.

Mayweather jest o funt cięższy od swojego najbliższego rywala. Amerykanin dał kres wszelkim spekulacjom. – Będzie to moja ostatnia walka w karierze. Bez problemów osiągnąłem limit wagowy. Wiem jak wygrać tę walkę, nie lekceważę rywala – mówi Money.

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie

Wszyscy mają w pamięci majowe starcie Mayweathera z Pacquiao. „Money” zapowiada, że z Berto stoczy ostatnią walką w karierze. Niedawno promotor Pacquiao Bob Arum mówił, iż „Pacman” też niedługo pożegna się z ringiem.

Filipińczyk chce rewanżu z Mayweatherem. Czy Pacquiao przekona Amerykanina do jeszcze jednej walki? – Chcę rewanżowej walki. Aby nie mieć kontuzji i rywalizować na sprawiedliwych zasadach. Bez faworyzowania którejkolwiek ze stron. Mayweather nie może dyktować warunków. Komisja powinna nałożyć na niego sankcje i udowodnić, że nie faworyzuje żadnego boksera – powiedział "Pacman".

Pojedynek Mayweather vs Berto odbędzie się w nocy z 12 na 13 września o godzinie 3.00 czasu polskiego.

KM

XXXII Turniej im. Feliksa Stamma

Zapraszamy na transmisję telewizyjną na żywo realizowaną przez PZB z XXXII Turnieju im. Feliksa Stamma.

PROGRAM XXXII MIĘDZYNARODOWEGO TURNIEJU BOKSERSKIEGO im. FELIKSA STAMMA

W dniach 09-12.2015r. w Hali Sportowej OSiR m. st. Warszawy w Dzielnicy Włochy, przy ul. Gładkiej 18 odbędzie się XXXII Międzynarodowy Turniej Bokserski im. Feliksa Stamma. Do udziału w zawodach zgłoszonych zostało 115 zawodników z 22 państw (69 mężczyzn i 46 kobiet).

PROGRAM ZAWODÓW:

09.09.2015 (środa)

11.00 – I seria walk eliminacyjnych

16.30 – uroczyste otwarcie turnieju

17.00 – II seria walk eliminacyjnych

 

10.09.2015 (czwartek)

11.00 – I seria walk ćwierćfinałowych

17.00 – II seria walk ćwierćfinałowych

 

11.09.2015 (piątek)

11.00 – I seria walk półfinałowych

17.00 – II seria walk półfinałowych

 

12.09.2015 (sobota)

19.30 – gala finałowa

Hala Sportowa OSIR Włochy
Warszawa, ul. Gładka 18

[kod]

Pojedynek marzenie

Wreszcie! Jedni przecierają oczy ze zdumienia, a drudzy już zacierają ręce. Mamed Khdaliov zmierzy się z Michałem Materlą.

Przed długi czas kwestia tego pojedynku pozostawała tematem tabu. Wydawało się, że walka pomiędzy Khalidovem, a Materlą nie będzie miała miejsca. A jednak! Panowie zmierzą się na KSW 33.

Królowie wagi średniej

W Polsce nie było bardziej wyczekiwanego pojedynku niż ten. Khalidov podbił serca publiczności i jest jej ulubieńcem. Na KSW dominuje i gromi kolejnych rywali. Z kolei Materla to fighter, który ciężko pracował, aby wejść na szczyt.

Kontrakt na walkę został podpisany, ale żaden z zawodników nie jest z tego zachwycony. Powszechnie wiadomo, że obaj darzą się sympatią, ale muszą na chwilę o tym zapomnieć i wykonać swoją pracę. Wygrała presja kibiców, względy marketingowe.

W klatce będą musieli pokazać swój cały arsenał. Polska pozna odpowiedź na pytanie, kto jest najlepszym zawodnikiem wagi średniej. W tej chwili trudno oceniać szanse, gdyż wydaje się, że rozkładają się one po równo.

Listopadowe starcie

Wszystko będzie jasne 28 listopada. Wtedy Khalidov i Materla staną naprzeciw siebie w Krakowie. Będzie to pojedynek o pas mistrzowski KSW w wadze średniej.

Khalidov wróci w najlepszym możliwym momencie. 35-letni fighter w ostatnim czasie pauzował z powodu kontuzji kręgosłupa. Po walce z Brettem Cooperem, która odbyła się na KSW 29 w grudniu 2014 roku Khalidov musiał odpocząć od MMA. Już w trakcie przygotowań zawodnik miał problemy zdrowotne, jednak przystąpił do pojedynku. Z Cooperem spędził w oktagonie pełne trzy rundy, co po raz ostatni miało miejsce w 2010 roku.

Khalidov przyzwyczaił do efektywności i zawsze potrafił zaskoczyć publiczność. Wszyscy pamiętają jak efektywnie rozprawił się przez duszenie z Mattem Lindlandem, pokonał wysokiego Kendalla Grove'a czy zmusił do poddania Maiquela Falcao. 35-latek tworzy widowisko, a przy tym jest skromny.

Materla jest mistrzem KSW w wadze średniej od 2012 roku, kiedy okazał się lepszy od Jaya Silvy. Właśnie w rywalizacji z 34-latkiem stworzył prawdziwe show. To była wojna w trzech odsłonach, z której ostatecznie zwycięsko odszedł Materla. Popularny „Magic” podczas KSW 31 spotkał się z Tomaszem Drwalem. Był to pojedynek dwóch wielkich wojowników. Materli, który zdominował wagę średnią w KSW i Drwala, zawodnika z doświadczeniem w UFC. Okazało się, że „Magic” jest lepiej przygotowany kondycyjnie, ma więcej sił i potrafi wykorzystać swoje atuty.

Teraz Materla ma okazję do stoczenia drugiej wielkiej walki na rodzimej ziemi. Będzie rywalizował z fighterem, którego doskonale zna. Kibice spodziewają się ogromnych emocji. Khalidov wróci do rywalizacji po prawie roku przerwy i zapewne będzie głodny walki, ale to Materla jest mistrzem. Obaj ponad pięćdziesiąt procent swoich pojedynków wygrali przed poddanie się rywala. Kto tym razem odklepie?

KM

Janikowski był blisko

Zapaśnik WKS Śląska Wrocław był o krok od uzyskania kwalifikacji na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Polak podczas mistrzostw świata w Las Vegas w kategorii 85kg w stylu klasycznym zajął siódme miejsce.

Kwalifikację na igrzyska uzyskuje sześciu najlepszych zawodników z każdej kategorii. Janikowski był o krok, ale nie udało się. Wynik zapaśnika wrocławskiego Śląska to do tej pory najlepszy rezultat spośród wszystkich naszych reprezentantów.

Pokonany przez mistrza

Janikowski udanie rozpoczął udział w mistrzostwach świata i szedł dobrą ścieżką. Wydawało się, że medal jest jak najbardziej realny, a na pewno stać go na uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej. Aleksandr Kazakevic starał się, jednak nie był w stanie zagrozić polskiemu zapaśnikowi. W 1/16 finału Janikowski rozprawił się z Grekiem Dimitriosem Tsekeridisem. Kolejna walka nie była łatwa, gdyż Nenad Zugaj to solidna marka. 32-letni Chorwat to doświadczony zapaśnik, który odnosił sukcesy. W swojej karierze sięgnął po brązowy medal mistrzostw świata w 2010 roku w Moskwie. Tegoroczne starty również pokazały, że Zugaj ma potencjał. W Igrzyskach Europejskich w Baku dotarł do półfinału. Janikowski wygrał rywalizację z Chorwatem i awansował do ćwierćfinału, a tam spotkał Zhana Beleniuka. 24-letni Ukrainiec jest w bardzo dobrym momencie swojej kariery i zdobywa medale w niemalże każdym starcie. Janikowski przegrał z Beleniukiem 1:2, ale miał możliwość rywalizacji w repasażach. Polak nie miał zbyt wiele do powiedzenia w walce z ubiegłorocznym brązowym medalistą z Taszkientu Węgrem Wiktorem Lorinczem.

Do tej pory w rywalizacji pań zaprezentowały się trzy nasze zawodniczki. Najwyżej uplasowała się Iwona Matkowska, która w kategorii 48kg była dwunasta. Zawodniczka WKS Grunwald Poznań nie miała problemów z pokonaniem Emilii Aliny Vuc. Wicemistrzyni świata z Taszkientu w kolejnym pojedynku trafiła na Natalię Pulkovską. Ukrainka miała więcej argumentów czysto sportowych i wygrała, ale w 1/8 zakończyła swój udział w czempionacie.

Agnieszka Wieszczek-Kordus w Las Vegas również stoczyła dwa pojedynki. Dorothy Erzsebet Yeats musiała uznać wyższość Polki, jednak nasza zawodniczka w kolejnej walce uległa Nasanburmie Ochirbat. Wieszczek-Kordus zajęła piętnaste miejsce. Zaledwie jeden pojedynek w Las Vegas stoczyła Katarzyna Krawczyk w kategorii 53kg. Polka przegrała z Otgonceceg Davaasuch.

Ukrainiec w gazie

Zhan Beleniuk w kolejnym sezonie prezentuje wysoką formę. W zeszłym roku został mistrzem Europy, a teraz w Las Vegas sięgnął po złoty medal mistrzostw świata. Tym samym poprawił swój wynik z Taszkientu, gdzie zdobył brąz. Z kolei w Baku podczas Igrzysk Europejskich zdobył srebro.

Wśród kobiet prym wiodą Japonki. W kategorii 53kg triumfowała Saori Yoshida, która tym samym zdobyła jedenasty tytuł mistrzyni świata z rzędu. Dotychczas triumfowała w światowym czempionacie trzynaście razy. Warto dodać, że Japonka zdobywa tylko złote medale we wszystkich imprezach, w których startuje. 22-letnia Eri Tosaka nie może poszczycić się takimi osiągnięciami jak starsza koleżanka. Mimo to Japonka to po raz trzeci z rzędu sięgnęła po złoty medal mistrzostw świata w kategorii 48kg. Natalja Worobjowa czekała na moment, w którym okaże się najlepszą zapaśniczką na świecie w 69kg. Stało się to w Las Vegas.

KM

Polak przegrał z Kazachem

Michał Tracz w kategorii 59kg nie miał szczęścia. Polski zapaśnik podczas mistrzostw świata w Las Vegas stoczył zaledwie jedną walkę.

W kategorii 59kg zaprezentowało się czterdziestu czterech zawodników. Tracz trafił na reprezentanta Kazachstanu Almata Kebispayeva, który okazał się być przeszkodą nie do przejścia.

Kubańczyk podbija świat

Michał Tracz trafił na wymagającego rywala. Kebispayev pewnie wygrał z Polakiem i zmierzał w kierunku strefy medalowej. Tracz został sklasyfikowany na trzydziestym piątym miejscu. Reprezentant Kazachstanu wygrał trzy kolejne pojedynki, co dało mu awans do półfinału. W walce o finał odbił się od Ismaela Borrero Moliny niczym od ściany, jednak nadal pozostawał w rozgrywce o medale. Soslan Daurov był przeciwnikiem Kebispayeva w pojedynku o brązowy medal. Zwycięsko z tej batalii wyszedł Kazach.

Mistrzem świata w kategorii 59kgzostał Ismael Borrero Molina. 23-letni Kubańczyk stopniowo zdobywał uznanie wśród najlepszych zapaśników aż w końcu sam sięgnął po najwyższy laur. Rok temu w Taszkiencie był tuż za strefą medalową – zajął piątą pozycję. Niepodzielnie panuje na swoim kontynencie. Trzy razy z rzędu zdobył mistrzowski tytuł na czempionatach panamerykańskich. W finale w Las Vegas Molina okazał się lepszy od Rovshana Bayramova.

Rasul Chunayev w tym roku jest w fenomenalnej formie. Najpierw reprezentant Azerbejdżanu wprawił w ekstazę swoich rodaków podczas Igrzysk Europejskich w Baku, gdzie sięgnął po złoty medal w kategorii 71kg. W Las Vegas udowodnił, że sukces odniesiony na rodzimej ziemi nie był dziełem przypadku. Chunayev okazał się najlepszym zapaśnikiem na świecie. W finale kategorii 71kg uporał się z Ukraińcem Armenem Vardanyanem.

Radość w Turcji

Cieszy się Turcja. 33-letni Selcuk Cebi sięgnął w Las Vegas po piąty medal mistrzostw świata, ale po raz trzeci został najlepszym zapaśnikiem globu w kategorii 80kg. W rywalizacji w Las Vegas spisywał się znakomicie, a w finale pokonał Białorusina Viktara Sasunouskiego. Co ciekawe, Cebi jeszcze nigdy nie zdobył złotego medalu mistrzostw Europy. Warto dodać, że dwa poprzedniego tytuły mistrza świata zdobywał w niższej kategorii wagowej – 74kg. Turcja cieszy się podwójnie, bo w kategorii 130kgtriumfował Riza Kayaalp. 26-latek to niezwykle utytułowany zawodnik. W swojej karierze zdobywał już medale na wszystkich najważniejszych imprezach. Trzy razy był już mistrzem Europy, a w Las Vegas po raz drugi sięgnął po tytuł najlepszego zapaśnika świata w kategorii 130kg. Wcześniejsze sukcesy odnosił w 120kg. W Las Vegas był pewny, skuteczny i gromił kolejnych rywali. Mijain Lopez Nunez mógł zapomnieć o złotym medalu, gdyż Kayaalp jest w fenomenalnej formie. W tym roku zdobył także złoty medal Igrzysk Europejskich w Baku.

KM

Polacy zalali Bratysławę

Niedawno zakończyły się mistrzostwa świata w judo w Astanie, a zawodnicy szykują się do kolejnych startów. Polacy wzięli udział w Pucharze Europy w Bratysławie.

Stolica Słowacji przeżyła prawdziwy najazd biało-czerwonych. W Bratysławie zaprezentowało się dwudziestu dziewięciu judoków i czternaście judoczek z Polski.

Nasza triumfy

Łącznie w zawodach wystąpiło dwustu dwunastu judoków. W kategorii +100kg zaprezentowało się zaledwie dziewięciu zawodników. Kamil Grabowski stoczył trzy walki w Bratysławie i wszystkie wygrał, co dało mu pierwsze miejsce. Polak rozpoczął rywalizację od pojedynku z Niemcem Benjaminem Bouizgarne. Potem Grabowski pokonał Lukasa Hlavacka z Czech i awansował do finału. W decydującym pojedynku polski judoka wygrał przez ippon z reprezentantem gospodarzy Vito Dragicem.

W kategorii 90kg wystartowało pięciu zawodników z Polski. Mikołaj Trześniewski w pierwszym pojedynku trafił na Bernharda Albera, który musiał uznać wyższość polskiego judoki. W kolejnej walce doszło do rywalizacji polsko-polskiej. Trześniewski trafił na Patryka Cichomskiego, dla którego była to pierwsza walka w Bratysławie. Zawodnik AZS AWF Katowice dobrze wszedł w turniej. Trześniewski stoczył dwie walki i musiał pożegnać się z zawodami. W półfinale Ciechomski trafił na Toniego Grohna i wygrał z Niemcem, co dało mu awans do finału. Tam czekał już Tomasz Szczepaniak, który wcześniej odprawił Dusana Hegedusa i Nicholasa Mungai. Polski finał w kategorii 90kg był najlepszym podsumowaniem rywalizacji w 90kg. Przez yuko wygrał Szczepaniak. Trześniewski zajął piąte miejsce, a Mariusz Krueger był siódmy.

Srebrne dziewczyny

Żadnej z naszych pań nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium. W kategorii +78kg wystartowały zaledwie dwie zawodniczki, w tym Joanna Jaworska, którą sklasyfikowano na drugiej pozycji.

W kategorii 48kg dwa zwycięstwa odniosła Joanna Stankiewicz. W finale trafiła na Włoszkę Angelę Giamattei i przegrała. Trzy zwycięstwa i jedna porażka dały drugie miejsce Magdalenie Miller w kategorii 57kg. W 63kg wystąpiło osiemnaście zawodniczek, co należy uznać za ilość przyzwoitą. Karolina Tałach wygrała cztery pojedynki, jednak w finale nie sprostała Danieli Kazanoi z Białorusi. Polki wywalczyły jeszcze trzy brązowe medale, które były udziałem Martyny Martynowicz (52kg), Halimy Mohamed-Seghir (63kg) oraz Barbary Białas (70kg).

Po przygodach w repasażach po brązowe medale sięgnęli również Bartłomiej Garbacik (60kg) i Michał Bartusik (66kg).

Dwa dni rywalizacji w Bratysławie dały Polakom dwanaście medali. Na szczycie stanęło dwóch naszych judoków – Grabowski i Szczepaniak. Ilość przekłuła się w jakość. Polska okazała się najlepsza i zajęła pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej Pucharu Europy w Bratysławie. Drugie miejsce przypadło Czechom, którzy na swoim koncie zapisali pięć krążków. Z kolei Słowacy wywalczyli jeden medal mniej.

 

KM

Bernatek zatrzymał się na 1/8

Mistrzostwa świata w Las Vegas nabierają rozpędu. Jako pierwsi zaprezentowali się zapaśnicy w stylu klasycznym.

Pierwszego dnia mistrzostw wystąpiło trzech reprezentantów Polski. Najwyższej uplasował się Mateusz Bernatek.

Wysoka stawka

Zdobyć mistrzostwo świata w Las Vegas to jest coś. Triumf w tym amerykańskim mieście smakuje zapewne wyjątkowo, gdyż to stolica hazardu i przepychu. Swoimi wrażeniami mogą dzielić się już trzeciej mistrzowie świata. W kategorii 66kg triumfował Frank Staebler, który w finale uporał się z Hansu Ryu. Roman Vlasov okazał się najlepszy w 75kg, a Artur Aleksanyan w 98kg. Dla Staeblera to pierwszy złoty medal mistrzostw świata. Do tej pory Niemiec triumfował tylko w mistrzostwach Europy, a w światowym czempionacie wcześniej sięgnął po brąz w 2013 roku z Budapeszcie. Vlasow wywalczył kolejny złoty medal mistrzostw świata, ale musiał na niego czekać aż cztery lata. Z kolei Aleksanyan obronił tytuł, który wywalczył rok temu w Taszkiencie.

Pierwsi zwycięzcy już są. Złoty medal mistrzostw świata to prestiż i wielka chwała, gdyż na stałe nazwisko wpisze się do historii zapasów. Obecnie triumf jest gwarancją startu w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Stawka jest wysoka. Warto więc dać z siebie wszystko.

W kategorii 66kg wystartowało czterdziestu ośmiu zawodników. Mateusz Bernatek w eliminacjach spotkał się z Davide Cascavillą i wygrał zdecydowanie. Takeshi Ikumi był rywalem Polaka w 1/16 finału, jednak Japończyk nie poradził sobie z naszymi zapaśnikiem. Bernatek zakończył swój udział na 1/8 finału. Lepszy od Polaka okazał się Dominik Etlinger. Mateusz Wolny w kategorii 75kg wygrał tylko jedną walkę. W 1/16 finału Polaka wyeliminował Bozo Starcević. Szybko z występem w Las Vegas pożegnał się Radosław Grzybicki w kategorii 98kg. Polski zapaśnik w 1/16 finału trafił na Elisa Guri, który pewnie wygrał. Mistrz świata ze Stambułu z 2011 roku był blisko medalu również w Las Vegas. Guri przegrał walkę o brąz z Islamem Magomedovem.

Czekamy na medale

Reprezentanci Polski walczą w Las Vegas o medale – to nie ulega wątpliwości. Panie do rywalizacji staną już w środę i to w nich wszyscy upatrują szans na sukces. Nasze zapaśniczki prezentują równą oraz stabilną formę. Na medal mistrzostw świata czeka 35-letnia Monika Michalik w kategorii 63kg. Zawodniczka WKS Grunwald Poznań walczy o kwalifikację olimpijską, gdyż jej celem jest medal igrzysk, którego nigdy nie zdobyła. Michalik zna smak triumfów na imprezach rangi mistrzowskiej. Polka trzykrotnie była mistrzynią Europy, a na mistrzostwach świata trzy raz sięgnęła po złoty medal mistrzostw świata. Czy Michalik w Las Vegas sięgnie po medal, a w Rio spełni swoje marzenia? Z pewnością byłoby to piękne ukoronowanie jej bogatej kariery.

Warto przypomnieć, że Iwona Matkowska w kategorii 48kg postara się o złoty medal. Rok temu w Taszkiencie zdobyła srebro. W swoim dorobku ma również brąz mistrzostw świata, więc nadszedł w końcu czas na wywalczenie złota.  

 

KM

Joshua stawia na szybkość

Anthony Joshua odlicza już dni do swojego czternastego występu na zawodowym ringu. 12 września w Londynie zmierzy się z Gary'm Cornishem.

25-letni bokser z Watfordu w swojej karierze nie doznał jeszcze porażki. Powoli urasta do rangi jednej z największych nadziei pięściarstwa na Wyspach. Jak sprawdzi się w kolejnym pojedynku?

Tytani w gotowości

Do niedawna Anthony Joshua był anonimowy i nie traktowano go jako potencjalnego kandydata na mistrza wagi ciężkiej. Po pokonaniu Kevina Johnsona już w drugiej rundzie zrobił ogromne wrażenie na obserwatorach. Również sam Władimir Kliczko otwarcie mówił o ewentualnym starciu z Brytyjczykiem. Do dyskusji włączył się również Tyson Fury, który zaznaczał, że Joshua jest na liście pięściarzy, z którymi w najbliższym czasie upora się.

25-latek buduje swoją pozycję i coraz śmielej puka do czołówki wagi ciężkiej. W swojej karierze nigdy nie walczył jeszcze na pełnym dystansie. Wszystkie pojedynki zakończył przed czasem, a najdłużej w ringu przebywał niecałe trzy rundy. W 2015 roku Joshua stoczył już trzy pojedynki i czeka na czwarty. Tym razem jego rywalem będzie Gary Cornish.

Joshua ma już zarysowany plan na tę walkę. Chce jak najszybciej uporać się ze swoim rywalem. – Wspaniale byłoby znokautować Cornisha już w pierwszej minucie. Tego chcą kibice. Jeśli wszystko pójdzie z planem to ta walka nie będzie trwała zbyt długo. Panuje przekonanie, że potrzebuję pojedynków, w których spędzę więcej rund w ringu. Uważam, że przyjdą one naturalnie – powiedział brytyjski pięściarz.

Cornish bez szans?

28-latkowi z Inverness w rywalizacji z Joshuą nie daje się zbyt wielkich szans. Jednak Cornish również potrafi wygrywać przed czasem. Dwanaście walk zakończył przez nokaut i jeszcze nigdy nie poniósł porażki na zawodowych ringach.

W tym roku Cornish stoczył dwa pojedynki, w których spędził w ringu zaledwie pięć rund. 28-latek pokonał Marino Golesa i Zoltana Csalę. Anthony Joshua to najpoważniejsze wyzwanie w karierze Cornisha, a zarazem szansa na wypłynięcie na szerokie wody. W Londynie niepokonany dotąd 28-latek będzie miał okazję pokazać swoją prawdziwą wartość. Faworyt jest jednak jeden i nazywa się Joshua.

Cornish nie wdaje się w dyskusję. Bokser jest skoncentrowany i myśli tylko o walce, a przy tym jest pewny swego. – Zbyt dużo mówi się o tej walce w mediach. Wielu ludzi nie daje mi szans, ale nie przejmuję się tym. Staram się dbać o swój interes i nie słucham tego, co mówią inni. Nie mam zamiaru mówić zbyt wiele, o tym jak będzie wyglądała walka. Wielu ludzi będzie zaskoczonych. Zamierzam wygrać ten pojedynek – mówił 28-latek.

 

KM

Vitor Belfort

Brazylijski zawodnik MMA urodzony 1 kwietnia 1977 roku w Rio de Janeiro. W zawodowym MMA zadebiutował w 1996 roku.  31 stycznia 2004 roku zdobył mistrzostwo UFC  w wadze półciężkiej, pokonując przez TKO dotychczasowego mistrza Randy’ego Couture’a, pas stracił niecałe osiem miesięcy później, gdy podczas UFC 49 przegrał w rewanżu z Couture’em. W lipcu 2008 roku na gali Affliction: Banned pokonał przez KO Terry’ego Martina. Pół roku później walczył na gali Affliction: Day of Reckoning z Mattem Lindlandem, którego znokautował już w pierwszej rundzie. Po rozwiązaniu Affliction powrócił do UFC, gdzie w sierpniu 2009 roku zmierzył się z byłym mistrzem tej organizacji  w wadze średniej, Richem Franklinem. Vitor pokonał go w pierwszej rundzie przez KO. Dzięki wygranym nad Martinem, Lindlandem i Franklinem otrzymał szanse walki o pas z mistrzem UFC wagi średniej Andersonem Silvą. Była ona początkowo zaplanowana na UFC 108, potem przełożona na UFC 112 i po raz kolejny odwołana ponieważ Belfort doznał podczas treningu kontuzji barku, która wymagała operacji.  Ostatecznie termin pojedynku został ustalony na 5 lutego 2011. Belfort przegrał przez nokaut w pierwszej rundzie. 6 sierpnia 2011 roku znokautował Japończyka Yoshihiro Akiyamę ciosami w parterze. Kolejne zwycięstwo zanotował na gali w Brazylii, gdy na UFC 142 pokonał Anthony’ego Johnsona przez poddanie.  Kolejna jego walka planowana była na 29 czerwca 2012 roku w Brazylii przeciwko Wanderleiowi Silvie. Miał to być ich drugi pojedynek. Pierwszy odbył się w 1998 roku na UFC 17. Zwyciężył wtedy Belfort nokautując Silvę w 44 sekundy. Do walki jednak nie doszło z powodu złamania ręki Belforta na treningu.  Na UFC 152 Jon Jones przyjął ofertę walki, którą zaproponował mu Belfort. Ostatecznie Brazylijczyk przegrał przez poddanie  w czwartej rundzie. Po przegranej walce o tytuł postanowił wrócić do kategorii niżej czyli do -84 kg. Pierwszym rywalem w wadze średniej został Brytyjczyk Michael Bisping dla którego zwycięstwo nad Belfortem było by przepustką do walki o tytuł z Andersonem Silvą. Walkę zaplanowano na styczeń 2013 roku w Brazylii. Do walki doszło 19 stycznia 2013 roku, w drugiej rundzie Belfort wysokim kopnięciem powalił rywala i walkę skończył ciosami w parterze. 18 maja 2013 roku zmierzył się z Lukiem Rockholdem, którego znokautował w pierwszej rundzie. 9 listopada 2013 roku Belfort pokonał na gali UFC Fight Night 32 Dana Hendersona przez nokaut w pierwszej rundzie. 23 maja 2015 roku doszło do starcie między Belfortem a Chrisem Weidmanem.  Belfort przegrał to starcie przez TKO w pierwszej rundzie. 7 listopada 2015 roku Belfort znokautował w pierwszej rundzie Dana Hendersona.

Yoel Romero

Kubański zapaśnik stylu wolnego oraz zawodnik MMA urodzony 30 kwietnia 1977 roku w Pinar del Rio. Na przełomie XX i XXI wieku był czołowym zapaśnikiem świata w wadze półciężkiej.  Pierwszy znaczący sukces na arenie międzynarodowej odniósł w 1998 roku zajmując trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata stylu wolnego w Teheranie. Rok później w Ankarze zdobył tytuł Mistrza Świata. W 2000 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney zdobył srebrny medal. W następnych latach był dwukrotnym wicemistrzem Świata (2002, 2005) i mistrzem igrzysk panamerykańskich (2003). W swoim drugim występie na Olimpiadzie zajął czwarte miejsce. Pięciokrotnie wygrywał mistrzostwa panamerykańskie.  Zdobył złoty medal na Igrzyskach Ameryki Środkowej i Karaibów w 1998 roku. Puchar Świata zdobywał trzykrotnie w 1998, 2000 i 2005 roku. W 2007 roku podczas zawodów w Lipsku, Romero zbiegł ze zgrupowania kadry i nie powrócił na Kubę.  W grudniu 2009 roku zadebiutował w MMA. W ciągu półtora roku wygrał cztery walki z rzędu przed czasem. W lipcu 2011 roku podpisał kontrakt ze Strikeforce. Zadebiutował w niej 9 września, gdy podczas gali zmierzył się z byłym mistrzem Strikeforce w wadze półciężkiej, Brazylijczykiem Rafaelem Cavalcante. Kubańczyk przegrał  przez nokaut w drugiej rundzie. Mimo porażki podpisał kontrakt z UFC. Debiut w UFC wypadł 20 kwietnia 2013 roku gdzie znokautował Clifforda Starksa. 27 września 2014 roku pokonał przez TKO Tima Kennediego, a 27 czerwca 2015 roku znokautował Lyoto Machide. 12 grudnia 2015 roku na gali UFC 194 Yoel Romero pokonał niejednogłośną decyzją Ronaldo Souze. 

Epizod Błachowicza

Z wyjazdem Jana Błachowicza do USA wiązano duże nadzieje. 32-letni fighter wypromował się na polskim rynku mieszanych sztuk walki.

Jak się okazuje UFC to na obecną chwilę dla Błachowicza za wysokie progi. Dlaczego? Można mnożyć domysły i szukać wielu odpowiedzi.

O co chodzi?

Błachowicz jest w UFC niecały rok. Pierwszą walkę dla amerykańskiej organizacji stoczył 4 października 2014 roku. Do tej pory ma na swoim koncie trzy występy w UFC, z których dwa zakończyły się jego klęską.

Klęska to nie jest przesada. O ile porażkę z Jimim Manuwą w Krakowie można było uznać za tzw. wypadek przy pracy, to Corey Anderson całkowicie i bezdyskusyjnie zdominował Polaka. Podczas gali UFC 191 Błachowicz nie przypominał zawodnika imponującego podczas gali KSW, a nawet podczas pierwszego występu w Ameryce w rywalizacji z Illirem Lafitim. W pierwszej rundzie starcia z Andersonem Polak nawiązywał walkę, choć to jego rywal wyglądał na pewnego siebie i zdeterminowanego. 25-letni Amerykanin przechwytywał kopnięcia fightera Ankosu, a sam skutecznie atakował. Dramat Błachowicza rozpoczął się w drugiej rundzie. Polak wyglądał tak jakby z każdą minutą ubywało mu paliwa w baku. Kondycja naszego fightera pozostawiała wiele do życzenia, a Anderson robił swoje. Amerykanin przechwycił kopnięcie Błachowicza i sprowadził rywalizację do parteru. Wtedy 25-latek miał już wszystko w swoich rękach. Anderson doskonale wiedział jak wykorzystać sytuację, którą sobie wypracował. W trzeciej rundzie Amerykanin ponownie sprowadził walkę do parteru. Jego przewaga ani przez chwilę nie budziła wątpliwości.

Błachowicz przegrał drugą walkę w UFC i po raz kolejny wytrwał trzy rundy, jednak nie pokazał swoich umiejętności. W 2015 roku Polak jeszcze nie wygrał.

Koniec przygody?

To pytanie w przeciągu ostatnich godzin powtarzane jest jak mantra. Początkowo w Las Vegas Błachowicz miał walczyć z numerem jeden wagi półciężkiej Anthony'm Johnsonem. W takiej dyspozycji, którą zaprezentował w starciu z Andersonem byłoby mu bardzo ciężko cokolwiek ugrać.

Pierwszym problemem Błachowicza pozostaje kondycja. Po raz kolejny brakowało mu tchu i nie potrafił szybko przemieszczać się, wykorzystując teren klatki. Warto zwrócić uwagę, że liczba ciosów zadawana przez Błachowicza jest znikoma. Rywal ma czuć respekt i mieć świadomość, iż musi być uważny, aby nie odnieść straty. Błachowicz jakby żałował swoim oponentom ciosów. Był po prostu zbyt zachowawczy.

Warto tak naprawdę zastanowić się, czy kwestią problemową nie jest ciężar z jakim spotkał się Polak. Błachowicz trafił do UFC, gdzie wymagania stawiane są wysoko i wszystko jest zupełnie inne. Przepych, rozgłos, ciągła presja. Być może Błachowicz sobie z tym nie poradził. Kibice w Polsce pokładali w nim nadzieję, jednak zawodnik nie sprostał ich wymaganiom. W KSW czuł się dobrze, pewnie i był gwiazdą.

Przez siedem lat kariery Błachowicz poniósł trzy porażki. W ciągu ostatniego roku przegrał dwie walki. Z tym, że UFC to inny poziom. Pytanie o dalsze losy Polaka w amerykańskiej organizacji jest zasadne. Skoro miał być rywalem Johnsona to niewykluczone, że włodarze UFC cenią sobie jego umiejętności, jednak Błachowicz zaprzepaścił kolejną szansę. Pewne jest, że powinien się odbudować, a najprostszą metodą jest zwycięstwo i powrót na właściwe tory. Tyle, że w UFC Polak spada. Zaczął fenomenalnie, ale jest coraz gorzej. Może dla dobra własnej kariery Jan Błachowicz powinien wrócić do Polski. Wszystko w jego rękach.

KM

Zapasy przyćmią hazard?

Las Vegas słynie z hazardu. To miasto, które kojarzy się z fortunami, ogromnym zaludnieniem i wszelakim przepychem. Na sześć dni Las Vegas stanie się areną zmagań zapaśników podczas mistrzostw świata.

Podczas czempionatu zaprezentuje się szesnastu zawodników z Polski. Rok temu tytuł wicemistrzyni świata wywalczyła Iwona Matkowska w kategorii 48kg.

Zaczną klasycy

Zgodnie z kanonem na początek zaprezentują się zapaśnicy w stylu klasycznym. 7 września do rywalizacji przystąpią zawodnicy w kategoriach wagowych 66, 75 i 98kg. Z polskich zapaśników do startu muszą być w pełni przygotowani Mateusz Bernatek, Mateusz Wolny i Radosław Grzybicki. Spośród wymienionej trójki w 2014 roku podczas mistrzostw świata w Taszkiencie startował tylko reprezentant AKS-u Piotrków Trybunalski. Grzybicki zajął wówczas szesnaste miejsce.

Drugiego dnia rywalizacji o najwyższe laury powalczą zapaśnicy w następujących kategoriach wagowych: 59, 71, 80 i 130kg. Wystąpi tylko jeden reprezentant Polski. W kategorii 59kg swoich sił spróbuje Michał Tracz. Kolejnego dnia rywalizacji przyjdzie czas na klasyków w 85kg. Polskę będzie reprezentował brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Londynie Damian Janikowski. Zapaśnik Śląska Wrocław rok temu w Taszkiencie był dopiero siedemnasty. Na podium mistrzostw świata Janikowski stał tylko raz. W 2011 roku w Stambule sięgnął po srebrny medal.

Panie na start

Trzeciego dnia zawodnicy w stylu klasycznym zakończą udział w mistrzostwach świata, a rozpoczną go panie. Tutaj możemy śmiało myśleć o medalach.

Na początek do rywalizacji staną zapaśniczki w kategoriach 48, 53 i 69kg. O mistrzostwo świata powalczy Iwona Matkowska. Rok temu w Taszkiencie zawodniczka Grunwaldu Poznań wywalczyła srebrny medal w kategorii 48kg. W obecnym sezonie prezentuje równą formę i jest w stanie powtórzyć, a nawet poprawić ten wynik. Katarzyna Krawczyk wystąpi w kategorii 53kg. W Taszkiencie do medalu zabrakło jej niewiele – była piąta. W kategorii 69kg zaprezentuje się doświadczona Agnieszka Wieszczek-Kordus.

Czwartego dnia rywalizacji będziemy obserwować zmagania wśród pań w kategoriach wagowych 55, 58, 63 i 75kg. W pierwszej z nich zaprezentuje się Anna Zwirydowska. Nasza zapaśniczka nasza zapaśniczka zaprezentowała się w wyższej kategorii wagowej (58kg). Została sklasyfikowana na dwudziestej pierwszej lokacie. Dobrą dyspozycją imponuje Roksana Zasina, która wystąpi w 58kg. Rok temu walczyła w 53kg i była dwudziesta. Tym razem Monika Michalik będzie chciała stanąć na podium w 63kg. W Taszkiencie była piąta. Daria Osocka w Las Vegas zaprezentuje się w 75.

Wolny koniec

Osiem kategorii wagowych w stylu wolnym, jednak Polaków wystąpi tylko czterech. Krystian Brzozowski w kategorii 74kg w Taszkiencie był dziewiąty. Teraz liczy, że uda mu się zbliżyć do podium. Radosław Baran zajął piętnaste miejsce w 97kg na poprzednim czempionacie.

W kategorii 86kg w Las Vegas wystąpi Radosław Marcinkiewicz, który podczas Igrzysk Europejskich w Baku zdobył brązowy medal. Nadzieje na podium mistrzostw świata ma Magomedmurad Gadzhiev. Zapaśnik AKS-u Białogard w kategorii 70kg robi ustawiczne postępy. W Baku zdobył srebro. Do Las Vegas pojechał jako jedna z naszych medalowych nadziei.

KM

Wielki mistrz wróci?

Świat MMA ożył, gdy pojawiła się ta informacja. Fiodor Jemieljanienko zamierza wrócić do rywalizacji.

Rosjanin uznawany jest za jednego z najlepszych zawodników w historii MMA. Ostatnią walkę stoczył w czerwcu 2012 roku.

Mocny jak stal

Dla wielu Jemieljanienko to ikona i twarz MMA. Jego pojedynki zawsze elektryzowały, a przede wszystkim obfitowały w liczne i efektowne wymiany. Rosjanin był niczym buldożer, który miażdżył kolejnych rywali.

Swoją karierę Rosjanin rozpoczął w 2000 roku. Cały świat usłyszał o nim podczas występów w Pride, która była liderem rynku na początku XXI wieku. Podczas występów w japońskiej organizacji Jemieljanienko nie zanotował ani jednej porażki. Przez wiele lat był niepokonany i jednoznacznie określono go królem wagi ciężkiej. W swojej karierze odniósł trzydzieści cztery zwycięstwa przy czterech porażkach. Fatalne były dla niego lata 2010-2011. Wtedy Rosjanin przegrał trzy kolejne walki. Pod banderą organizacji Strikeforce Jemieljanienko musiał uznać wyższość Fabricio Werduma, Antonio Silvy i Dana Hendersona.

Po tych doświadczeniach stoczył jeszcze trzy pojedynki. Wszystkie wygrał, ale podjął decyzję o zakończeniu kariery. Warto odnotować, że Jemieljanienko aż dwadzieścia trzy walki zakończył już w pierwszej rundzie. Tim Sylvia spędził z Rosjaninem na placu boju zaledwie trzydzieści sześć sekund. Rywal musiał odklepać, gdyż był bezradny wobec duszenia zastosowanego przez Jemieljanienkę. Warto zauważyć, że jest pewna walka, do której 38-latek z pewnością nie chce wracać. W grudniu 2000 roku podczas gali Rings – King of Kings 2000 Block B Rosjanin zmierzył się z Tsuyoshim Kosaką. Walka trwała zaledwie siedemnaście sekund i zakończyła się porażką Jemieljanienki. Po pięciu latach, już w PRIDE, Rosjanin wziął rewanż na swoim pogromcy.

Powrót

Wszyscy są ciekawi, czy 38-latek udźwignie ciężar rywalizacji po powrocie. Według combatpress.com Jemieljanienko wróci na ring. Sam fighter mówił, że nosi się z zamiarem wznowienia kariery. Ponoć Rosjanin związał się umową z najlepszą obecnie organizacją mieszanych sztuk walki na świecie – UFC.

Jemieljanienko miałby się zaprezentować podczas gali UFC 193 w Melbourne. Chęć walki z Rosjaninem wyraził Mark Hunt. Obaj panowie doskonale się znają, gdyż spotkali się już i wtedy lepszy okazał się Jemieljanienko. Rosjanin obronił mistrzowski pas pokonując swojego oponenta w pierwszej rundzie. Co prawda Hunt w Melbourne ma rywalizować z Antonio Silvą, ale plany mogą ulec zmianie.

Czy Jemieljanienko wróci w wielkim stylu? Ta kwestia już zastanawia wielu i z pewnością wszyscy będą oczekiwali jego pojedynku. Rosjanin to uznana marka, ale podejmuje ryzyko. Gdy przegra mit jego wielkości może runąć. Także musi być przygotowany w stu procentach, aby oczarować widownię, która będzie chciała zobaczyć go w akcji.

Fot. sherdog.com

KM

Nomura zakończył bogatą karierę

Japoński judoka podjął decyzję o definitywnym rozstaniu z judo. Kariera Tadahiro Nomury obfitowała w dużą liczbę sukcesów.

Być mistrzem olimpijskim to marzenie każdego sportowca. Nomura zrealizował ten cel, jednak ostatnie lata jego kariery obfitowały liczne zawirowania.

Wielki mistrz

Trzeba stwierdzić jednoznacznie, że Tadahiro Nomura to wielki mistrz judo. Ikona i zawodnik, który sięgnął szczytu. W żaden sposób nie podlega to dyskusji. Często mamy tendencję do deprecjonowania kogoś, kto osiągnął sukces, jednak z czasem jego występy były coraz słabsze. Warto pamiętać, że to po prostu kwestia wieku i formy sportowej.

Japończyk rywalizował w kategorii wagowej 60kg. Pierwszy wielki sukces osiągnął podczas Igrzysk Olimpijskich w Atlancie, kiedy to sięgnął po złoty medal. Miał wtedy dwadzieścia dwa lata. W finale Nomura okazał się lepszy od Włocha Girolamo Giovinazzo. Również Paweł Nastula miło wspomina start w Atlancie, gdzie sięgnął po złoto. Rok później Nomura odniósł kolejny sukces, gdyż został mistrzem świata. Tytuł wywalczył w Paryżu.

Okazuje się, że Japończyk jest specjalistą od Igrzysk Olimpijskich. W Sydney Nomura również stanął na najwyższym stopniu podium, a w finale okazał się lepszy od Koreańczyka Jung Bu-Kyunga. Gdyby tego było mało, na tym 40-letni dziś Japończyk nie poprzestał. Cztery lata później w Atenach po raz kolejny udowodnił swój kunszt. W finale kategorii 60kg Nomura pokonał Gruzina Nestora Chergianiego i przeszedł do historii. Japończyk był pierwszym judoką w historii, który trzy raz z rzędu wywalczył tytuł mistrza olimpijskiego. W swoim bogatym dorobku Nomura ma również brązowy medal mistrzostw świata z Osaki z 2003 roku.

Nieudane powroty

Po starcie w Atenach wielki mistrz postanowił odpocząć od judo, ale jak pokazuje życie trudno wytrzymać bez materii, w której odnosi się sukcesy. W 2006 roku Nomura podjął decyzję, że będzie walczył o czwarty złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Japończykowi nie udało się wywalczyć kwalifikacji do Pekinu. W walce ostatniej szansy poległ z Daisuke Asano. Na fali emocji podjął decyzję o zakończeniu kariery, jednak i tym razem nie wytrzymał. Powrócił po raz kolejny.

Już nie był tak efektowny i nie odnosił spektakularnych sukcesów. Kwestią problemową okazały się kontuzje. Nomura przeszedł operację kolana, aby poprawić swoją sprawność i móc nawiązać rywalizację z najlepszymi. Nie udało się wrócić na szczyt, choć i tak nikt mu nie zabierze tego, co osiągnął. Nomura jest i pozostanie ikoną judo. 40-latek podjął decyzję o zakończeniu kariery sportowej. Jako główne powody podawał kontuzje oraz konieczność przyjmowania z tego powodu zbyt dużej ilości leków przeciwbólowych. Ostatni wielki sukces odniósł w wieku trzydziestu lat. Na zawsze wpisał się w historię judo.

KM

Pacquiao myśli o emeryturze?

Zaskoczenie? Zapewne tak. Wydawało się, że Manny Pacquiao po wyleczeniu kontuzji wróci na ring i będzie kontynuował karierę.

Okazuje się, że Filipińczyk myśli o zakończeniu bokserskiej przygody. O planach pięściarza poinformował jego promotor Bob Arum.

Kto pierwszy?

Konieczne jest głębsze zastanowienie się nad planami Pacquiao. Z jednej strony nie jest aż tak wiekowy, aby żegnać się z ringiem. Filipińczyk ma trzydzieści sześć lat i z powodzeniem mógłby jeszcze boksować. Obecnie Pacquiao dochodzi do pełnej sprawności po kontuzji barku.

W maju „Pacman” współtworzył wielkie widowisko, które zostało określone jako walka XXI wieku. Pacquiao stanął w ringu naprzeciw Floyda Mayweathera Jr. Świat czekał na ten pojedynek, którego wartość była kolosalna, a zainteresowanie medialne jeszcze większe. Lepszy okazał się „Money”. Po konfrontacji „Pacman” tłumaczył się, że powodem porażki były kłopoty zdrowotne. Wspomniana kontuzja barku miała wpływać na jego formę w ringu. Przed walką Filipińczyk przyjmował leki przeciwbólowe, ale na wszystkie te tłumaczenia Mayweather reagował śmiechem.

Po co do tego wracać? Warto. Po pojedynku okazało się, że „Money” myśli o zakończeniu kariery. 12 września Amerykanin stoczy pojedynek z Andre Berto, który będzie czterdziestym dziewiątym starciem w jego karierze. Jeśli wygra będzie niepokonany na zawodowym ringu. Wiele znaków wskazuje na to, że będzie to ostatni występ w karierze „Money”. Później zajmie się innymi rzeczami i poświęci swój czas rodzinie. Mija trochę czasu. W podobnym tonie wypowiada się promotor Pacquiao. Wygląda to trochę jak rywalizacja – kto będzie pierwszy? Czemu to ma służyć – nie wiadomo.

Co będzie robił?

To pytanie kluczowe. Czy Pacquiao znudziło się bycie pięściarzem? Filipińczyk ma za sobą bogatą karierę, w której zdobywał pasy mistrzowskie w aż sześciu kategoriach wagowych.

Zespół „Perfect” śpiewał, że „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. Czy równocześnie ring opuści dwóch wielkich pięściarzy? Prawdopodobnie w przyszłym roku rękawice na bok odłoży Pacquiao. – Manny zaprezentuje się jeszcze w przyszłym roku, ale jego głównym celem będzie mandat senatora na Filipinach. Wybory do parlamentu odbędą się w przyszłym roku, a potem przyjdzie czas na wybory prezydenckie. Możliwe, że Pacquiao zakończy karierę w przyszłym roku w przypadku dostania się do senatu – wyjaśnia Bob Arum, prezes grupy Top Rank.

Zatem Filipińczyk stawia na karierę polityczną. Tyle, że autorem słów o przyszłości boksera jest jego promotor, więc można w tym wypadku węszyć chęć zwrócenia uwagi na klienta. Być może teraz posypią się oferty chętnych do walki z Pacquiao, a to pociągnie zainteresowanie telewizji i wpłynie lepiej na promocję pojedynku. Czy to możliwe? Taki scenariusz wcale nie jest wykluczony.

KM

Podsumowanie Kadry Kadetów i Juniorów w formule Kick-Light po Mistrzostwach Europy w Hiszpanii

Mistrzostwa Europy Kadetów i Juniorów San Sebastian Hiszpania WAKO 2015

Podsumowanie Kadry Kadetów i Juniorów w Formule KICK-LIGHT.

O mistrzostwo starego kontynentu z kadry kadetów w wersji kick-light brało udział dwunastu zawodników, którzy zdobyli w sumie 6 medali: 3 złote, 1 srebrny i 2 brązowe!

 

 

 

 

Tytuły mistrzów Europy zdobyli:

Piotr Stępień w kat wag do -42 kg (3 wygrane walki)

Weronika Nowak w kat wag do -60 kg (2 wygrane walki)

Klara Piętak w kat wag do -65 kg (1 wygrana walka)

 

Vice mistrzynią Europy została:

Paulina Turulska w kat wag do -42 kg (1 wygrana walka i 1 porażka w finale)

 

Brązowe medale mistrzostw Europy zdobyli:

Przemysław Kalisz w kat wag do -57 kg (1 wygrana walka i 1 porażka w półfinale)

Sebastian Samiła w kat wag do -63 kg (1 wygrana walka i 1 porażka w półfinale werdykt kontrowersyjny)

 

Poza podium uplasowali się:

Hubert Łaniewski w kat wag do -57 kg (1 wygrana walka)

Mikołaj Mańka w kat wag do -47 kg (bez wygranej walki)

Grzegorz Błotnicki w kat wag do -52 kg (bez wygranej walki)

Zuzanna Licha w kat wag do -55 kg (bez wygranej walki)

Konrad Łaniewski w kat wag do -63 kg (bez wygranej walki)

Kacper Dąbrowski w kat wag do +69 kg (bez wygranej walki)

 

Z kadry juniorskiej w mistrzostwach Europy w wersji kick-light brało udział jedenastu zawodników, którzy zdobyli 8 medali: 1 złoty, 2 srebrne i 5 brązowych!

 

Tytuł mistrza Europy zdobył:

Michał Adamek w kat wag do -89 kg (2 wygrane walki)

 

Vice mistrzami Europy zostali:

Miłosz Fluder w kat wag do -69 kg (1 wygrana walka i 1 porażka w finale)

Patryk Rosiak w kat wag do -89 kg (1 przegrana walka w finale)

 

Brązowe medale mistrzostw Europy zdobyli:

Patrycja Pietrzakowska w kat wag do +70 kg (1 przegrana walka w półfinale)

Marta Lipka w kat wag do +70 kg (1 przegrana walka w półfinale)

Kinga Mikołajczuk w kat wag do -50 kg (1 wygrana walka i 1 porażka w półfinale werdykt kontrowersyjny)

Kamil Połosak w kat wag do -84 kg (1wygrana walka i 1 porażka w półfinale)

Dominik Dybowski w kat wag do -84 kg (1wygrana walka i 1 porażka w półfinale)

 

Poza podium uplasowali się:

Damian Borowiec w kat wag do -63 kg (bez wygranej walki)

Mikołaj Sadowy w kat wag do -74 kg (bez wygranej walki)

Mateusz Pietrucha w kat wag do -57 kg (bez wygranej walki)

 

Trener: Rafał Mazurowski

Asystent trenera: Piotr Nasulewicz

Źródło: materiały prasowe

Pogorzelec idzie w górę

Daria Pogorzelec podczas mistrzostw świata w Astanie w judo zaliczyła najlepszy spośród wszystkich naszych zawodników startujących indywidualnie. Niestety, nie udało się jej zdobyć medalu. Mimo to dobre występy przełożyły się na pozycję w światowym rankingu.

Judoczka Wybrzeża Gdańsk szła jak burza, jednak na ostatniej prostej nie dopisało jej szczęście. Niesmak po piątym miejscu zawodniczka poprawiła sobie w starcie drużynowym.

Dobry występ

Tak naprawdę szczęście było blisko. Pogorzelec bardzo dobrze radziła sobie w kategorii 78kg podczas mistrzostw świata. Polka pokonywała kolejne przeszkody i potwierdziła, że jest w dobrej dyspozycji. Już w poprzednim sezonie Pogorzelec prezentowała wysoką formę. Najlepiej o tym świadczą jej dokonania. Polska judoczka okazała się najlepsza w zawodach Pucharu Świata w Tallinie oraz podczas turnieju Grand Prix w Taszkiencie. Z kolei w tym sezonie Pogorzelec wywalczyła trzecie miejsce w zawodach w Pradze. Start w Igrzyskach Europejskich judoczka z Gdańska zakończyła na 1/8 finału, co było wynikiem poniżej oczekiwań.

Na mistrzostwa świata Pogorzelec jechała jako jedno z najmocniejszych nazwisk w polskiej kadrze. Zawodniczka potwierdziła pokładane w niej nadzieje i zaliczyła najlepszy występ spośród naszych reprezentantów, jednak do medalu trochę zabrakło. Pierwsze potknięcie przytrafiło się naszej judoczce w półfinale, gdzie uległa Mami Umeki. Japonka wywalczyła tytuł mistrzyni świata. W walce o brąz Pogorzelec spotkała się z Marhinde Verkerk, z którą przegrała jedną karą shido. Polka z dobrej strony pokazała się w drużynie, z którą sięgnęła po srebrny medal. Polki rozgromiły Algierki i Rosjanki, stoczyły zacięty bój z Niemkami, ale poległy na Japonkach.

Dobre występy Pogorzelec mają odzwierciedlenie w światowym rankingu. Polka mająca w dorobku 1087 punktów awansowała na dwunaste miejsce, wcześniej była dwie lokaty niżej. Na czele jest Kayla Harrison. Warto również uwzględnić listę olimpijską, która jest wykładnią tego, kto w przyszłym roku zaprezentuje się na igrzyskach w Rio de Janeiro. Pogorzelec zajmuje jedenaste miejsce. Na igrzyska pojedzie czternaście najlepszych zawodniczek z każdej kategorii wagowej.

Jak inni?

Nadal wysoko w światowych rankingach jest Katarzyna Kłys w kategorii 70kg, która w ubiegłym roku sięgnęła po brązowy medal mistrzostw świata. W tym sezonie szuka formy i lepsze występy przeplata słabszymi. Mimo to Kłys jest na dobrej drodze, aby pojechać do Rio de Janeiro. Na liście olimpijskiej zajmuje dwunaste miejsce. Z kolei w rankingu Międzynarodowej Federacji Judo sklasyfikowana została na czternastej pozycji.

Nieco inaczej sytuacji wygląda u mężczyzn. Na Igrzyska Olimpijskie pojedzie dwudziestu dwóch najlepszych zawodników z każdej kategorii wagowej. Obecnie wyjazdu pewny może być Maciej Sarnacki w kategorii +100kg. Polak zajmuje czternastą pozycję.

KM

Do Las Vegas po sukces

Las Vegas to miasto dobrobytu i przepychu. Pojawiają się tam najmożniejsi świata, a we wrześniu zjawią się zapaśnicy. Las Vegas będzie gospodarzem mistrzostw świata w zapasach.

Przede wszystkim liczymy na dobre występy naszych zawodniczek, które w kolejnych występach potwierdzają swoją dobrą formę i dają nadzieję na medal. Do startu w mistrzostwach świata przygotowywały się intensywnie.

Koniec zgrupowania

Ciężkie treningi, które wymagały od naszych zapaśniczek wytrzymałości i poświęcenia. Trener kadry Krzysztof Ołenczyn chce jak najlepiej przygotować swoje zawodniczki do startu w Las Vegas. Bo gra jest warta świeczki. Mistrzostwa świata to okazja do zyskania chwały i odniesienia sukcesu, ale to też coś więcej. Tegoroczny czempionat daje możliwość wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej.

Dlatego przez ponad dwa tygodnie we Władysławowie nasza kadra wylewała kolejne krople potu na sali treningowej. Wszystko po to, aby przygotować się jak najlepiej do startu w Las Vegas. Priorytetem było doskonalenie techniki. To był ostatni akord przed mistrzostwami. Nasze zapaśniczki już na miejscu przystosują się do klimatu i będą mentalnie przygotowywały się do swoich występów. Start rywalizacji 9 września.

Po medale?

Nie ulega wątpliwości, że zdobycie medalu to plan minimum. Obecnie polskie zapaśniczki mają potencjał, który powinny przekłuć w sukces.

Ważne są dwa czynniki. Po pierwsze, jak zawsze wiele zależy od losowania. Jeśli szczęście dopisze i drabinka dobrze ułoży się to szansa na sukces zwiększa się, ale historia zna różne przypadki. Druga kwestia to zmiana strefy czasowej. Nasza kadra poleciała do Las Vegas kilka dni wcześniej, aby zapoznać się z warunkami i co najważniejsze – przestawić się. To niezwykle istotne, gdyż wbrew pozorom taka zmiana ma ogromny wpływ na dyspozycję.

W Las Vegas istnieje szansa uzyskania kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Rzecz jasna to niejedyna taka możliwość, ale im wcześniej, tym lepiej. W znakomitej dyspozycji jest Iwona Matkowska w kategorii 48kg, która prezentuje w tym sezonie równą formą. Warto zaznaczyć, że zapaśniczka reprezentująca WKS Grunwald Poznań jest wicemistrzynią świata, więc w Las Vegas może zaatakować najwyższy stopień podium. Z dobrej strony podczas Igrzysk Europejskich w Baku pokazała się Roksana Zasina w 58kg, która zdobyła brązowy medal. Wiele należy obiecywać sobie po starcie Katarzyny Krawczyk. W tym roku zapaśniczka startująca w kategorii wagowej 53kg zwyciężyła w turnieju Poland Open. Stabilna jest Monika Michalik w 63kg, a doświadczenie po swojej stronie ma Agnieszka Wieszczek-Kordus w 69kg.

W naszej kadrze nie brakuje zapaśniczek, które znają smak sukcesów. Ważne, aby potrafiły to przełożyć na start w Las Vegas.

KM

Łokcie pojawią się w KSW

Idą zmiany w polskiej organizacji. KSW chce wprowadzić możliwość uderzania łokciami podczas walk. Zmiany planowane są już od najbliższej gali, która odbędzie się na stadionie Wembley w Londynie.

O takim kroku organizacji KSW poinformował jej współwłaściciel Maciej Kawulski podczas magazyny „Puncher” emitowanego na antenie telewizji Polsat. Dla wielu jest to rewolucyjne rozwiązanie.

Jak to będzie?

Z pewnością ten krok podniesie dyskusję na temat zasadności wprowadzenia uderzeń łokciami. Rzecz jasna, że takie ciosy dozwolone są w największej i najpopularniejszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie, czyli w UFC.

Na pewno decyzja włodarzy KSW wpłynie na widowiskowość oraz atrakcyjność pojedynków. Wymusi to zmiany w postawie samych fighterów. Zawodnicy będą mieli do dyspozycji większy repertuar ciosów, co z pewnością sprawi, że zmniejszy się liczba klinczów. Ponadto, fighterzy będą musieli praktycznie cały czas być aktywni. W tym przypadku nie będzie ani chwili na odpoczynek. Zarówno w stójce, jak i w parterze trzeba będzie się wykazać czujnością oraz szybkością.

Stąd walki mogą być prowadzone na dystans, aby uniknąć niebezpiecznego ciosu. Wielu zawodników będzie chciało wykorzystać nową broń, która może okazać się niezwykle skuteczna. Tym samym zyska widowisko. Pojedynki powinny być szybsze i obfitować w efektywniejsze ciosy.

Z drugiej strony pojawiają się krytycy tej decyzji, którzy twierdzą, że uderzenie łokciami są niezwykle brutalne i narażają zdrowie zawodników. Wzrośnie też rola sędziów, którzy będą musieli z większą uwagą obserwować przebieg walki, aby reagować w odpowiednim momencie.

Pierwszy raz

Z pewnością nie ma lepszego miejsca na przetestowanie nowej propozycji niż gala na Wembley. Federacja KSW po raz pierwszy opuszcza Polskę i chce promować swój produkt na świecie. Działanie jest nastawione na rozwój, który pozwoli zwiększyć atrakcyjność produktu.

Zarazem KSW zwiększa możliwości zawodników. Widzowie po raz pierwszy zobaczą dynamiczne i pełne wymian walki, które są im doskonale znane z UFC. Nie będzie miejsca na schematyczność. Jak to będzie wyglądało w polskiej wersji? Po gali w Londynie będą możliwe pierwsze oceny i wyciągniecie wniosków, czy to zmiana na lepsze.

Kogo zobaczymy na Wembley? W walce wieczoru zaprezentuje się Mariusz Pudzianowski, który zrobił ogromne wrażenie podczas ostatniej gali KSW 31, kiedy to potężnym ciosem już w dwudziestej siódmej sekundzie znokautował Rollesa Gracie. „Pudzian” zmierzy się z doskonale znanym polskim fanom Peterem Grahamem. O pas KSW pojedynek stoczą Borys Mańkowski oraz Michail Tsarev. W Londynie zaprezentują się również Marcin Różalski, Mateusz Gamrot, Michał Włodarek i Rafał Moks. Ciekawie zapowiada się rywalizacja Bretta Coopera i Maiquela Falcao.

Gala KSW 32 „Road to Wembley” odbędzie się 31 października.

 

KM