Jak zadbać o bezpieczeństwo podczas treningu sztuk walki?

Aby wygrać walkę w ringu, najpierw na treningu musisz wylać litry potu, łez i… no właśnie, czy aby na pewno krwi? Na to przyjdzie czas w pojedynku! Dowiedz się, jakie akcesoria się zapewnią Ci bezpieczeństwo podcza treningu sztuk walki.

Kask treningowy – skuteczna ochrona przed ciosami w głowę

Zadaniem kasku jest ochrona jak największej powierzchni głowy i twarzy podczas treningów i sparingów przed walką. Najlepsze kaski skonstruowane są w taki sposób, by zasłaniać okolice narażone na uderzenia po różnorakich ciosach – sierpowych, prostych, podbródkowych oraz innych dozwolonych nie tylko w pięściarstwie, ale też różnorakich sztukach walki.

Dlatego zwróć uwagę na to, by Twój kask treningowy skutecznie chronił:

  • kości policzkowe,
  • nos,
  • okolice oczu,
  • kość czołową,
  • uszy,
  • podbródek.

Zrezygnuj z kasku z kratką ochronną. Kiedy Twój sparingpartner uszkodzi ją swoim ciosem, niestety możesz nabawić się urazu, który wyeliminuje Cię z pojedynku. Jeśli potrzebujesz dodatkowej ochrony twarzy, postaw na kask z maską poliwęglanową. Jest ona bardziej wytrzymała niż kratka, a także zapewnia lepszą widoczność.

Skuteczna amortyzacja

Sparingpartner musi jak najlepiej przygotować Cię do walki, więc nie licz na fory, jego ciosy na pewno będą mocne. By uchronić się przed urazami, zadbaj o to, by na Twojej głowie znalazł się kask wypełniony utwardzaną pianką, która skutecznie amortyzuje siłę ciosu.

Ochraniacze na zęby – podstawowa ochrona każdego fightera

Wszystkie ciosy na szczękę niosą ze sobą ryzyko wybicia zębów oraz bolesnego przygryzienia języka lub wewnętrznych części policzków. Tego typu urazom zapobiegają ochraniacza na zęby. Najlepsze dopasowanie do Twojego uzębienia gwarantują żelowe ochraniacze, które podczas procesu formowania charakteryzują się lepszą plastyką niż ochraniacze silikonowe. Obydwa rodzaje zapewniają jednak ten sam poziom ochrony.

Pozostaje jeszcze kwestia wyboru ochraniaczy pojedynczych lub podwójnych. Większość fighterów zdecydowanie bardziej ceni sobie ochraniacze pojedyncze, które pozwalają swobodnie oddychać i nie wymuszają ciągłego zaciskania zębów.

Ochraniacze i usztywniacze – czego jeszcze potrzebujesz w czasie sparingu?

Urazy w sportach walki nie imają się jednak innych części ciała, dlatego podczas treningów, sparowania warto wykorzystać różne ochraniacze i usztywniacze.

  • Ochraniacze na stopy i golenie – nie tylko chronią przed bolesnymi stłuczeniami oraz urazami, ale również stabilizują staw skokowy podczas treningów i sparingów.
  • Ochraniacze na krocze i podbrzusze – ochrona tych wrażliwych miejsc jest bardzo ważna podczas sparowania i pozwala unikać niechciany kontuzji.
  • Ściągacze i stabilizatory – poprawiają stabilizację kolan i łokci podczas obciążeń treningowych, redukując ryzyko urazów.
  • Ochraniacze na tułów – amortyzują siłę ciosów wymierzonych w tułów.

Im bardziej intensywny trening, a sparingpartner wymagający, tym tym większe bezpieczeństwo musisz sobie zapewnić, by w zdrowiu dotrwać do właściwego pojedynku.

Majowe walki przełożone

Pojedynki Aleksandra Powietkina z Dillianem Whyte'm oraz Derecka Chisory z Oleksandrem Usykiem nie odbędą się w planowanych terminach.

Obecna sytuacja wymaga radykalnych działań. Zagrożenie związane z kornawirusem paraliżuje cały świat, z dnia na dzień wszystkie plany ulegają zmianie. Gale bokserskie planowane na Wyspach Brytyjskich również muszą być przesuwane. W związku z ograniczeniami wprowadzonymi przez Brytyjską Komisję Bokserską oraz rząd Matchroom Boxing przełożył wydarzenia, które miałby odbyć się w maju. W związku z tym hitowe starcia Aleksandra Powiaetkina z Dillianem Whyte'm (2 maja) oraz Derecka Chisory z Oleksandrem Usykiem (23 maja) zobaczymy w innych terminach. – To frustrujące, ale w tej chwili na świecie dzieje się wiele poważniejszych rzeczy. Skoncentrowałem się na przygotowaniach do starcia 2 maja i miałem dobry obóz, ale takie jest życie i trzeba dostosować się do tego co przychodzi – powiedział Dillian Whyte.

Matchroom Boxing stawia zdrowie i bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Organizatorzy zapewniają, że zakupione bilety będą ważne w nowych terminach gal.  – Zdrowie i bezpieczeństwo bokserów, personelu, wykonawców wydarzeń i fanów zaangażowanych w nasze wydarzenia pozostaje najwyższym priorytetem dla Boxroomu i dziękujemy wszystkim za zrozumienie – czytamy w komunikacie.

Wiadomo, że walka Powietkina z Whyte'm została przesunięta na 4 lipca. Pojedynek odbędzie się w Manchesterze. Rosjanin po raz ostatni boksował w grudniu 2019 roku, kiedy to zremisował z Michaelem Hunterem. Whyte ma na swoim koncie jedenaście zwycięstw z rzędu. W ubiegłym roku pokonał Oscara Rivasa i Mariusza Wacha.

Niebawem powinniśmy poznać nowy termin starcia Chisory i Usyka. 36-leni bokser urodzony w Zimbabwe wygrał trzy ostatnie walki. Wśród pokonanych znajduje się m.in. Artur Szpilka. Z kolei Usyk wrócił jesienią po kontuzji i pokonał Chazza Witherspoona.

Warto również wspomnieć, że prawdopodobne jest przesunięcie mistrzowskiego starcia pomiędzy Anthonym Joshuą a Kubratem Pulewem. Walkę zaplanowano na 20 czerwca, ale na zostać przeniesiona na 25 lipca. Na potwierdzenie informacji cierpliwie czekamy.

Fot. Александр Усик / Usyk Facebook

KM

Przypadki Jona Jonesa

Problemy to drugie imię Jona Jonesa. Popularny "Bones" został zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu oraz posiadanie broni.

32-letni Jones to jedna z kluczowych postaci UFC, mistrz wagi półciężkiej. Podziwiany na płaszczyźnie sportowej, ale w życiu codziennym nie stroi od wybryków i wchodzenia w konflikty z prawem. Jones wpakował się w kolejne kłopoty. 26 marca w Albuquerque został zatrzymany za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Ponadto, w pojeździe Jonesa znaleziono broń, która miała związek ze strzelaniną.

Sprawa odbiła się szerokim echem w świecie MMA. UFC wydało krótkie oświadczenie, w którym zapewniało, że jest w kontakcie z zespołem Jonesa i zbiera informacje o sprawie. Sytuację komentują również zawodnicy amerykańskiej organizacji. Israel Adesanya zamieścił w mediach społecznościowych film z dzieckiem, które nie uczy się na błędach i skomentował: – Jon to Jon. – Ten facet jeszcze raz. Wow! Zgadnij, co się więcej nie powtórzy. Co za wstyd! – to z kolei Gilbert Burns. Również Jan Błachowicz, który chciałby walczyć o pas mistrzowski zabrał głos. – No dalej Jon, musisz znaleźć lepszy sposób, by się przede mną ukryć niż więzienie – napisał w mediach społecznościowych polski zawodnik. Całą sytuację chce wykorzystać Thiago Santos. Brazylijczyk uważa, że konieczne jest wyłonienie nowego czempiona wagi półciężkiej, a pretendentem miałby być on i Dominick Reyes.

Jones znalazł się na pierwszym planie i nikt nie zamierza zostawić na nim suchej nitki. Najgorsze może go dopiero czekać… 8 kwietnia odbędzie się posiedzenie sądu w sprawie Amerykanina. 

Nie pierwszy raz…

Dla Jona Jonesa kłopoty są czymś powszechnym. W listopadzie 2016 roku Amerykanin został zawieszony na rok za stosowanie niedozwolonych środków. Jednocześnie stracił pas wagi półciężkiej. Kolejną wpadkę "Bones" zanotował w sierpniu 2017 roku. Groziło mu czteroletnie zawieszenie, jednak karę zmniejszono do 15 miesięcy. Z kolei w 2015 roku Jones spowodował wypadek, w którym poszkodowana była kobieta w ciąży. Amerykanin uciekł z miejsca zdarzenia. Przyznał się jednak do winy i został skazany na 18-miesięczne zawieszenie oraz prace społeczne. W ubiegłym roku zaś napastował kelnerkę w klubie ze striptizem. Sąd skazał go na 90-dniowy areszt w zawieszeniu.

Chyba najlepszym podsumowaniem wybryków Jonesa jest komentarz Colby'ego Covingtona do ostatnich wydarzeń z udziałem mistrza wagi półciężkiej. – Nie ma powodu do paniki. Świat jest zupełnie normalny.

Fot. Jon „Bones” Jones

KM

Czy to na pewno freak fights? Nawet jeśli to są imponujące

Niezbyt mądrym było przeniesienie Fame MMA do innego miasta w czasach pandemii koronawirusa. Wydawało by się, że ze względu sportowego niezbyt mądre są też niektóre walki w MMA, ale z perspektywy promocji, to zwykle jedno z mądrzejszych posunięć promotorów. I nie mówimy tylko o walce Conora McGregora z Floydem Mayweatherem Jr.

Pojedynek wspomnianych, Conora i Floyda, to najprawdopodobniej największa, najbardziej promowana i najdroższa walka z cyklu freak fights, jaka kiedykolwiek się odbyła. I jako jedyny freak fight, ta rywalizacja zapowiadała się i w pewnym sensie była sportowym pojedynkiem. Zresztą, Conor to zły chłopiec, ta walka nie mogła się po prostu nie udać. Istnieją jednak inne, które naszym zdaniem, są równie ciekawe i nawet jeśli sportowe rywalizacje, to brzmią po prostu nieprawdpopodbnie. 

84 kilogramy tłucze wielkoludów

Po co komu kategorie wagowe? Ikuhisa Minowa, ważący 84 kilogramy i mający 175 centymetrów wzrostu, mierzył się namiętnie z dużo większymi i cięższymi rywalami. Japończyk za nic miał warunki fizyczne przeciwników, bo jego technika znaczyła więcej. Kogo pokonał? Między innymi Gilberta Yvelu w nieco ponad minutę. Holender był wyższy o 13 centymetrów i cięższy o blisko 40 kilogramów. Giant Silva, którego Ikuhisa także pokonał, był o 40 centymetrów wyższy, a różnica wagi wynosiła więcej niż waga Japończyka.

Po upadku Pride FC Minowa rozłożył Dona Frye po zaledwie czterech minutach. Ten był chyba najbliższy warunkom fizycznym Minowie. Ważył 112 kilogramów i mierzył 185 centymetrów wzrostu. Errol Zimmerman (191 i 117,5kg) położył się po minucie. Położyli się także Bob Sapp wybrany do w drafcie do NFL w 1997 roku (193 cm i 145 kg) i Hong Man Choi (218 cm i 140 kg). Większości swoich olbrzymich rywali, Japończyk po prostu urywał nogi. 

Nasz strongman nie taki silny?

Siła musi ważyć, ale jak wiemy na przykładzie Minowy, technika jest niezastąpiona. Pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią, to było coś … niezwykłego, choćby z jednego względu. Ten, kto widział Pudziana na żywo, wie, że wypowiedzenie słów – większy od Pudziana – jest praktycznie niemożliwe. Sylvia, większy i cięższy (!) od Pudziana, tłukł go niemiłosiernie. Sylvia nie pokazał nic wybitnego, ale na strongmana było to wystarczająco. Na tyle wystarczająco, że Amerykanin przed walką mówił nawet, że nie analizuje walk swojego rywala, nie przykłada się do treningu i z łatwością go pokona, bo ma przewagę w stójce oraz parterze. Stylvia podkreślał nawet, że siła, którą ma Pudzian, jest nieumiejętnie wykorzystywana. Freak Fight? Coś w tym jest, bo starcie mistrza świata w UFC z byłym strongmanem, to nie mógł być poważny pojedynek. 

Trzykrotnie lżejszy rywal? A czemu nie!

Keith Hackney waży 200 funtów, czyli około 91 kilogramów. Jego przeciwnik, Emanuel Yarbrough zamyka skalę z 600 funtami, czyli 270 kilogramami. Co interesujące, Yarbrough w czasie świetności swojej wagi ważył bliko 400 kilogramów (!!!!). Wpuszczenie do oktagonu przeciwników, których masa tak znacząco się różni już brzmi absurdalnie. Jeszcze bardziej absurdalnie wyglądało to, gdy obaj stali przy sobie. Efekt? Freak fight, do tego taki, gdzie 90-kilogramowiec pokonał otłuszczonego i wielkiego przeciwnika.

Nawet jeśli ktoś twierdzi, że powyższe walki to freak fights, to są to często imponujące (może poza Sylvią) zwycięstwa.

Wielka walka przełożona na październik

Od kilku dni mówiło się, że zaplanowana na 18 lipca walka Tysona Fury'ego z Deontayem Wilderem zostanie przełożona. Pojedynek odbędzie się prawdopodobnie 3 października. Warto również zwrócić uwagę na kwarantannę Anthony'ego Joshuy.

Koronawirus sparaliżował cały świat. Na płaszczyźnie sportowej odwoływane i przekładane są kolejne wydarzenia. Wszelkie obostrzenia dotyczą najbliższych tygodni, ale nie brak dywagacji na temat stanu rzeczywistości po zakończeniu epidemii. Zapewne będziemy potrzebować czasu, aby wszystko wróciło do normy. Stąd trudno dziwić się działaniom organizatorów wielkich wydarzeń sportowych, które zaplanowano na miesiące letnie. 

22 lutego Deontay Wilder stracił w Las Vegas pas WBC na rzecz Tysona Fury'ego. Była to pierwsza porażka w karierze Amerykanina. Wilder zdecydował się uruchomić klauzulę dotyczącą rewanżu. Pojedynek miał odbyć się 18 lipca w Las Vegas. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa oraz zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzkiego podjęto decyzję o przełożeniu starcia. Wilder i Fury mają zmierzyć się 3 października w Las Vegas. 

Będzie to trzecie starcie pięściarzy, którzy dotychczas dostarczyli widzom wielu emocji. 1 grudnia 2018 roku Fury pokazał, że nadal należy do czołówki wagi ciężkiej. Sprawił wiele problemów Amerykaninowi, ale pojedynek zakończył się remisem. W lutym nie było żadnych wątpliwości. Fury całkowicie zdominował Wildera, który był bezradny i kilka razy lądował na deskach. Walka zakończyła się w siódmej rundzie. Kolejne starcie zapowiada się równie ciekawie.

Kwarantanna Joshuy

25 marca świat obiegła informacja, że koronawirusem zarażony jest następca brytyjskiego tronu – Książę Karol. Wiele osób, które w ostatnim czasie miała styczność z 71-latkiem musi poddać się kwarantannie. W tym gronie jest mistrz świata WBA, IBF, WBO i IBO wagi ciężkiej Anthony Joshua. "AJ" spotkał się z Księciem Karolem podczas święta Wspólnoty Brytyjskiej. Teraz czeka go obowiązkowy odpoczynek. 

Joshua w najbliższej walce ma spotkać się z Kubratem Pulewem. Pojedynek zaplanowano na 20 czerwca, ale zapewne starcie zostanie przełożone.

Fot. Tyson Fury Facebook

KM

Bez mistrzowskich walk do końca maja

Krzysztof Głowacki czeka na pojedynek o pas WBO wagi junior ciężkiej. Pojedynek nie odbędzie się jednak wcześniej niż w czerwcu. Do końca maja federacja zakazała mistrzowskich starć.

Przeniesione, przesunięte, odwołane – to ostatnio najczęściej powtarzane słowa w kontekście gal i pojedynków bokserskich. Organizatorzy muszą szukać nowych terminów wydarzeń. Do końca maja na pewno nie zobaczymy żadnego starcia mistrzowskiego o pasy WBO. Taką decyzję podjęła federacja.

Od kilku miesięcy kandydatem do starcia o tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej jest Krzysztof Głowacki. To pokłosie decyzji WBO, która nakazała Mairisowi Briedisowi stoczyć rewanżowy pojedynek z Polakiem. Wszystko przez niesportowe zachowanie Łotysza podczas zmagań w półfinale World Boxing Super Series. Ten jednak nie zdecydował się na propozycję, a jego obóz złożył odwołanie, które zostało odrzucone. Briedis stracił pas, a Głowacki stał się naturalnym kandydatem do rywalizacji o tytuł. Rywalem pięściarza z Wałcza w mistrzowskim starciu ma być Lawrence Okolie. Mówiło się, że pojedynek odbędzie się 23 maja w Londynie. W obecnej sytuacji na pewno tak się nie stanie. Przypuszcza się, że walka może zostać zorganizowana w lipcu.

27-letni Okolie boksował ostatnio w październiku. W O2 Arena w Greenwich pokonał przed czasem Yvesa Ngabu. Okolie stoczył w ubiegłym roku aż cztery pojedynki, wszystkie rozstrzygnął przed czasem. Głowacki rywalizował tylko ze wspomnianym Briedisem. Ostatnią wygraną Polak zanotował w listopadzie 2018 roku pokonując Maksima Własowa.

„Ciężkie” przekładanie

Niemal pewne jest, że w planowanym lipcowym terminie nie dojdzie do trzeciego pojedynku Tysona Fury'ego z Deontayem Wilderem. Prawdopodobnie starcie odbędzie się jesienią, a precyzując – w październiku. W najbliższych dniach powinna być znana nowa data starcia Anthony'ego Joshuy z Kubratem Pulewem. Pierwotnie pojedynek planowano na 20 czerwca. Możliwe, że zostanie przełożony na 25 lipca. Stawką rywalizacji będą pasy mistrzowskie WBO, WBA, IBF i IBO. Joshua po raz pierwszy stanie do obrony odzyskanych tytułów.

Fot. Krzysztof Głowacki Facebook

KM

Gale przesunięte

Do końca kwietnia zostały zawieszone gale bokserskie – takie zarządzanie wydała Brytyjska Komisja Bokserska. Z kolei wydarzenia Premier Boxing Champions nie będą odbywały się do końca maja.

W związku z pandemią koronawirusa konieczne jest podejmowanie szczególnych środków ostrożności. Podjęto decyzje o odwołaniu gal do końca marca, ale wiadomo, że w kolejnym miesiącu wydarzenia również się nie odbędą. Brytyjska Komisja Bokserska przedłużyła zawieszenie do końca kwietnia. Teoretycznie spokojnie mógłby spać Eddie Hearn (na zdjęciu), którego największe gale mają odbyć się w późniejszych terminach. Promotor zdaje sobie sprawę z zagrożenia i w najbliższym czasie ma ogłosić przesunięcie gal. 2 maja w Manchesterze mieli zmierzyć się Dillian Whyte i Aleksandr Powietkin. Prawdopodobnie starcie zostanie przesunięte na połowę czerwca. Z kolei walka Derecka Chisory z Oleksandrem Usykiem, która była zaplanowana na 23 maja w Londynie ma odbyć się w lipcu. Warto dodać, że w kalendarzu Hearna jest jeszcze jeden wielki pojedynek. Starcie o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej pomiędzy Anthonym Joshuą a Kubratem Pulewem zaplanowano na 20 czerwca. 

Warto również wspomnieć, że Hearn jest związany z telewizją Sky Sports. Promotor myśli o organizacji wydarzeń bez udziału publiczności, podczas których prezentowaliby się mniej znani pięściarze. Gale transmitowałaby Sky Sports. 

Do końca maja żadnych wydarzeń nie planuje Premier Boxing Champions. Zaplanowane gale odbędą się w późniejszych terminach. Swoje posiedzenie, które miało odbyć się 25 marca, odwołała Komisja Sportowa Stanu Nevada. Wszystko wskazuje na to, że zakaz organizacji gal bokserskich w tym stanie zostanie przedłużony. 

Bardzo prawdopodobne jest, że 2 maja nie dojdzie do starcia Saula Alvareza z Billym Joe Saundersem. Co istotne, „Canelo” ponoć porozumiał się w sprawie wrześniowego pojedynku z Giennadijem Gołowkinem. Starcie numer trzy pomiędzy Tysonem Fury a Deontayem Wilderem, które planowano w lipcu prawdopodobnie zostanie przesunięte.

Pozostaje nam czekać na nowe terminy gal i uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na emocje związane z pojedynkami bokserskimi oraz innymi wydarzeniami w świecie sportów walki.

Fot. Eddie Hearn Facebook

KM

1,5 miliona dla byłego promotora

Walka w ringu jest emocjonująca, ale poza nim również trwa rywalizacja o wielkie pieniądze. Tyson Fury zapłaci byłemu promotorowi 1,5 miliona funtów.

Tyson Fury ponownie na szczycie. 22 lutego w MGM Grand w Las Vegas "Król Cyganów" pokonał przed czasem Deontaya Wildera i zdobył pas mistrza świata WBC. Ogromna radość i satysfakcja pięściarza, który ma za sobą liczne problemy. Fury jest mistrzem świata, ale musi również uporządkować sprawy z przeszłości. Mianowicie chodzi o kwestie związane z byłym promotorem Mickiem Hennessym. Batalia toczyła się o finanse. Od początku kariery Fury był związany z Hennessym, jednak od 2014 rozpoczął współpracę z Frankiem Warrenem. Do tego czasu wszystko było w porządku. Później, po wygranej z Władimirem Kliczko, Fury przeżywał trudny czas. Przyznał się do brania narkotyków, problemów z alkoholem i myśli samobójczych. Na blisko trzy lata Fury zniknął z ringu. Wrócił 9 czerwca 2018 roku, kiedy to w Manchesterze pokonał Sefera Seferiego. "Król Cyganów" występował jednak jako zawodnik Franka Warrena. Ta sytuacja nie przypadła do gustu byłemu promotorowi, Hennessy skierował sprawę do sądu.

Strony doszły do porozumienia i zawarły ugodę. Fury zapłaci byłemu promotorowi 1,5 miliona funtów. Kwota może robić wrażenie, ale ostatnie zarobki „Króla Cyganów” gwarantują mu spokój. Za starcie z Wilderem, Fury miał zagwarantowane 25 milionów dolarów. Do tego należy doliczyć wpływy z pay per view.

Trzecia walka

Warto wspomnieć również o planowanej walce numer trzy pomiędzy Fury'm, a Wilderem. Po przegranym lutowym starciu Amerykanin zdecydował się uruchomić klauzulę dotyczącą kolejnego starcia. Planowano, że pojedynek odbędzie się 18 lipca w Las Vegas. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa z każdym dniem prawdopodobieństwo organizacji pojedynku maleje. Obecnie ustalenie czegokolwiek jest niezwykle trudne, a wręcz niemożliwe.

Łącznie Tyson Fury stoczył 31 zawodowych walk, z których 30 wygrał, a jedną zremisował. 21 pojedynków 31-latek zakończył przed czasem.

Fot. Tyson Fury Facebook

KM

Gale FEN i ACA odwołane

Z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa odwołano kolejne wydarzenia. Chodzi o gale przygotowywane przez organizacje FEN i ACA.

W obecnej sytuacji zmiany są nieuniknione. Wiele wydarzeń zostało przełożonych, a ostatnia gala UFC odbyła się bez udziału publiczności. Imprezy zaplanowane na najbliższe dni bądź kwiecień też są przekładane na inne terminy.

28 marca w Hali Globus w Lublinie miała odbyć się gala FEN 28, na której planowano dwa starcia mistrzowskie. Szymona Bajora czekała rywalizacja o pas w kategorii ciężkiej z Brazylijczykiem Ednaldo Oliveirą. 31-latek wygrał trzy ostatnie walki, w tym dwie na FEN. Bajor prezentował się efektownie i kończył swoje pojedynki przed czasem. Z kolei Oliveira to doświadczony zawodnik, który ma za sobą występy w UFC. W drugiej mistrzowskiej walce mieli się zaprezentować Adrian Zieliński i Daniel Rutkowski, a na szali dwa pasy – organizacji FEN oraz Babilon MMA. Plany trzeba jednak odłożyć. – Gala FEN 28 w Lublinie odbędzie się w innym terminie oraz formacie, który dotychczas planowano – poinformowała organizacja. FEN informuje, że wszyscy kibice, którzy zakupili bilety otrzymają zwrot kosztów. – Bilety należy zwrócić w miejscu ich zakupu. Bilety otrzymane pocztą: prosimy o odesłanie biletów i paragonu wraz z wypełnionym formularzem zwrotu dostępnym na stronie: http://www.eventim.pl/obj/media/PL-eventim/pdf/formularz-zwrotu-reklamacji-pl.pdf – podają organizatorzy.

W obecnej sytuacji na zdecydowane kroki podjęli również włodarze Absolute Championship Akhmat. – Z powodu zakazu imprez masowych przekładamy turnieje w Moskwie, Sankt Petersburgu i Warszawie na nowe daty – przekazała organizacja. Gala ACA 106 miała odbyć się 27 marca, jednak została przeniesiona na 21 sierpnia. 3 kwietnia planowano rywalizację w Moskwie. Gala 107 odbędzie się 24 lipca. ACA szykowało kolejne wydarzenie w Warszawie, podczas którego mieli zaprezentować się m.in. Daniel Omielańczuk, Piotr Strus i Rafał Haratyk. Gala numer 108 nie odbędzie się 24 kwietnia, ale nie podano również jej nowego terminu. – Wszystkie wcześniej zakupione bilety są ważne! – podkreśla ACA.

KM

Widowiskowo w Brazylii

W cieniu rozwoju sytuacji z koronawirusem odbyła się gala UFC Fight Night 170. W walce wieczoru Charles Oliveira pokonał Kevina Lee. 

Gala w Brasilii odbyła się przy pustych trybunach. Gwiazdą wieczoru okazał się 30-letni Charles Oliveira, którego akcje w kategorii lekkiej rosną z walki na walkę. Popularny "Do Bronx" prezentuje znakomitą dyspozycję i przed galą UFC Fight Night 170 miał sześć zwycięstw z rzędu. Co istotne, wszystkie Brazylijczyk zanotował przed czasem. Jego rywal, Kevin Lee, ostatnio pokonał Gregora Gillespie. Wcześniej 27-latek przegrał z Rafaelem dos Anjosem.  Od początku walka wieczoru w Brasilii mogła się podobać. Aktywny był Oliveira, Lee długimi momentami musiał bronić się. Brazylijczyk dążył do zakończenia pojedynku przed czasem i cel osiągnął. W trzeciej rundzie 30-latek rozwścieczył rywala latającym kopnięciem. Amerykanin agresywnie ruszył na Brazylijczyka, obalił go, ale po chwili musiał się poddać. Świetna gilotyna w wykonaniu Oliveiry i siódma z rzędu wygrana.

Efektowne zwycięstwo zanotował Gilbert Burns, który pokonał doświadczonego Demiana Maię. W pierwszej rundzie 33-latek posłał w stronę rywala lewy sierp, a potem w parterze dokończył dzieło. Dla Burnsa było to piąte zwycięstwo z rzędu. Zaledwie 44 sekund potrzebował Renato Carneiro, aby pokonać Damira Hadzovicia. 30-latek wygrał przez duszenie zza pleców. Na gali w Brazylii zaprezentował się znany z rywalizacji z Janem Błachowiczem Nikita Krylov. 28-letni zawodnik z Ukrainy pokonał decyzją sędziów Johnny'ego Walkera.

Podczas UFC Fight Night 170 zaprezentowała się również Szwedka polskiego pochodzenia Bea Malecki. 28-latka pokonała Veronicę Macedo i zanotowała drugie zwycięstwo w UFC.

Pozostałe wyniki:

Francisco Trinaldo pokonał Johna Makdessiego decyzją sędziów
Brandon Moreno pokonał Jussiera Formigę decyzją sędziów
Amanda Ribas pokonała Randę Markos decyzją sędziów
Elizeum Zaleski dos Santos pokonał Alexeya Kunchenko decyzją sędziów
Enrique Barzola zremisował z Ranim Yahyą
Maryna Moroz pokonała Mayrę Bueno Silvę decyzją sędziów
David Dvorak pokonał decyzją sędziów Bruno Silvę

Fot. UFC Facebook

KM

Kolejne imprezy odwołane

W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusem odwołane zostały gale bokserskie w Stanach Zjednoczonych. Pod znakiem stanął również finał World Boxing Super Series na Łotwie. Przenoszone są gale UFC.

Z każdym dniem liczba zarażonych koronawirusem wzrasta. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, odwoływane są liczne imprezy masowe, zalecane jest również ograniczanie przebywania w większych zgromadzeniach ludzkich. Wiadomo, że nie odbędzie się gala KSW 53. Wydarzenia odwołały m.in. Polski Związek Kickboxingu, Polski Związek Judo czy Polski Związek Zapaśniczy.

Również w Stanach Zjednoczonych podjęto działania. Prezydent Donald Trump zawiesił przyjazdy z Europy do USA. Zadecydowano o przerwanie rozgrywek NBA i NHL. Sprawa koronawirusa dotyka również wydarzenia związane ze sportami walki. Komisja w stanie Kalifornia odwołała wszystkie gale bokserskie do końca marca. Tym samym nie dojdzie do starcia, organizowanego przez Golden Boy Promotions, Vergila Ortiza z Samuelem Vargasem, które zaplanowano na 28 marca. Również grupa Top Rank zdecydowała się na odwołanie wydarzeń. 14 marca miała odbyć się gala, podczas które o pas mistrza WBO wagi piórkowej mieli walczyć Shakur Stevenson i Miguel Marriaga. Z kolei 17 marca planowano wydarzenie, którego głównymi bohaterami mieli być Michael Conlan i Belman Preciado. Początkowo mówiło się, że gale odbędą się, ale bez udziału publiczności. Ostatecznie Bob Arum zmienił zdanie.

Należy zwrócić uwagę, że władze Łotwy wydały zakaz organizacji imprez masowych. 21 marca zaplanowano galę, podczas której Mairis Briedis i Yuniel Dorticos mają rywalizować w finale World Boxing Super Series w kategorii junior ciężkiej. Stawką pojedynku będzie pas IBF należący do Kubańczyka. Możliwe są dwa rozwiązania – walka przy pustych trybunach lub przeniesienie na inny termin.

Zmiany dotyczą również MMA. UFC zdecydowała się na przeniesienie dwóch gal do kompleksu UFC Apex w Las Vegas. Chodzi o UFC on ESPN 8 i UFC on ESPN+ 30. Oczywiście wydarzenia odbędą się, ale bez udziału publiczności. 14 marca zawodnicy wezmą udział w gali UFC on ESPN+ 28 w Brazylii. Tam również zabraknie widzów.

KM

Zachowajmy ostrożność

W związku ze wzrostem liczby zachorowań oraz rozprzestrzenianiem się koronawirusem należy zachować szczególne środki ostrożności. Wiele imprez sportowych w najbliższym czasie nie odbędzie się.

Sytuacja jest poważna. Rządzący zdecydowali się zamknąć szkoły i uczelnie wyższe na dwa tygodnie. Wskazane jest również ograniczenie przemieszczania się i przebywania w większych skupiskach ludzi. Rozwój epidemii na również wpływ na świat sportu. Koszykarska liga NBA podjęła decyzję o zawieszeniu rozgrywek. Oświadczenie wydał klub piłkarski Inter Mediolan, który do odwołania nie będzie brał udziału w zmaganiach sportowych. W Polsce – rozgrywki PKO Ekstraklasy odbędą się przy pustych trybunach.

Rozprzestrzenienie się koronowirusa i zagrożenie z nim związane dotyczy również organizacji imprez masowych w Polsce. Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego zakazał organizacji wydarzeń, w których bierze udział ponad 1000 osób, a w hali ponad 500. Do związków sportowych zwróciła się minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk. – Rekomendujemy odwołanie wszystkich zaplanowanych imprez sportowych, także tych których ustawa nie definiuje jako masowe – powiedziała minister.

21 marca w łódzkiej Atlas Arenie miała odbyć się gala KSW 53. – Pomimo usilnych starań, by doprowadzić do organizacji wydarzenia musieliśmy podjąć tę trudną zarówno dla nas, jak i dla Was decyzję. Ze względu na wprowadzone na terenie całego kraju obostrzenia, mającego na celu zminimalizowanie zasięgu epidemii koronawirusa (COVID-19), gala KSW 53 nie odbędzie się ani we wskazanej wcześniej lokalizacji, ani także w studio telewizyjnym – poinformowała w oświadczeniu organizacja.

Wiadomo również, że nie dojdzie do skutku gala MB Boxing Promotions, którą zaplanowano na 4 kwietnia. – O nowym terminie gali będziemy Państwa informować na bieżąco. Wszystko zależne jest od sytuacji panującej na świecie, i w kraju – podał Mateusz Borek z MB Promotions.

Wszystkie imprezy postanowił odwołać również Polski Związek Kickboxingu. – W związku z aktualną sytuacją epidemiologiczną, mając na uwadze zalecenia Ministerstwa Sportu oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Zarząd Polskiego Związku Kickboxingu podjął decyzję o odwołaniu wszystkich imprez sportowych z kalendarza PZKB do dnia 12 kwietnia br. Nowe terminy turniejów zostaną podaje w możliwe krótkim czasie zależnym od rozwoju sytuacji w kraju – czytamy w oświadczeniu.

Polski Związek Judo odwołał zawody do 30 kwietnia, zaś wyjazdy zagraniczne kadr narodowych do 29 kwietnia. Do 31 marca wszystkie zawody zawiesił Polski Związek Zapaśniczy.

28 marca planowana jest gala FEN 28. Organizatorzy wierzą, że uda się przeprowadzić wydarzenie. – Pracujemy żeby gal obyła się mimo pandemii . Dołożymy wszelkich starań, źeby zrobić to z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa i ostrożności! – napisał w mediach społecznościowych Paweł Jóźwiak, prezes FEN.

Zagrożenie jest poważne, dlatego należy zachować wszelkie środki ostrożności. Pamiętajmy, aby myć dokładnie dłonie i ograniczać wyjścia z domu. Jeśli nie musimy, nie opuszczajmy miejsca zamieszkania. Unikajmy dużych zbiorowisk ludzkich. To kwestia odpowiedzialności – nie tylko za siebie, ale i pozostałych, z którymi mamy kontakt. Kierujmy się rozsądkiem i troską o siebie, ale także innych!

Fot. zdjęcie poglądowe

KM

Szeremeta: Chcę się sprawdzić na najwyższym poziomie

Od kilku miesięcy mówi się o walce Kamila Szeremety z Giennadijem Gołowkinem. Polski pięściarz z niecierpliwością czeka na pojedynek.

Jesienią pojawiła się informacja, że Szeremta będzie rywalem Gołowkina w walce o mistrzostwo świata IBF w wadze średniej. Pojedynek miał odbyć się w lutym w USA. Podano, że pięściarze zmierzą się 28 marca, ale na przeszkodzie stanęła kontuzja łydki Kazacha. Cierpliwość w wydaniu polskiego boksera jest wskazana. – Pierwsze przełożenie, czyli z lutego na marzec pomyślałem: ok., tak musi być. Później było znowu przełożenie na kwiecień-maj, teraz ponoć na czerwiec. Przyznam, że chociaż chciałbym wiedzieć, że do walki na pewno dojdzie. Nie chce żyć złudzeniami… Gdybym wiedział, że tak to się potoczy chciałabym stoczyć jakiś pojedynek, a nie czekać osiem miesięcy na walkę, której może nie być – przedstawia FighTime.pl Kamil Szeremeta.

Walka z Gołowkinem byłaby najważniejszą w karierze Polaka. Szeremeta stanąłby przed szansą na zdobycie pasa IBF wagi średniej. Gołowkin to prawdziwa gwiazda boksu. 37-letni Kazach wygrał 40 walk, w tym 35 przez nokaut. Swego czasu był posiadaczem pasów WBC i WBA, ale stracił je na rzecz Saula Alvareza. – Zgadzam się, że Golowkin to wielkie nazwisko i wspaniały mistrz. Dlatego tak bardzo chcę walki z mim. Chcę się sprawdzić na najwyższym poziomie, który bez wątpienia „GGG” reprezentuje. Ten zawodnik wyciśnie ze mnie wszystko, co mam. Sam chcę się dowiedzieć na co mnie tak naprawdę stać. Jeszcze ani razu w karierze nie pokazałem wszystkiego. Tutaj będę musiał, bo on mnie do tego zmusi – wyjaśnia bokser z Białegostoku.

Szeremecie pozostaje czekać na rozwój wypadków. 16 marca pięściarz uda się na obóz do Zakopanego. – Od listopada jestem non stop w gazie, bo walka jest przekładana. Trochę mnie to irytuje już, ale co ja mogę? Oni rozdają karty, więc czekamy na oficjalne potwierdzenie – tłumaczy Kamil Szeremeta.

Ostatnią walkę 30-latek stoczył 5 października w Nowym Jorku, gdzie pokonał w drugiej rundzie Oscara Cortesa.

Fot. Kamil Szeremeta Facebook

KM

Obaj chcą rewanżu

Zwycięstwo Artura Szpilki z Siergiejem Radczenko jest szeroko komentowane. Punktacja sędziowska budzi liczne kontrowersje. Obaj bokserzy chętnie stoczyliby pojedynek rewanżowy.

7 marca podczas gali Knockout Boxing Night 10 w Łomży do wagi junior ciężkiej wrócił Artur Szpilka. "Szpila" zmierzył się z Siergiejem Radczenko, który jeszcze nigdy w Polsce nie wygrał. W Łomży Ukrainiec zaprezentował się z dobrej strony, a były pretendent do pasa mistrzowskiego WBC w wadze ciężkiej przekonał się o potencjale rywala. W trzeciej i piątej rundzie Szpilka wylądował na deskach. Przez długie momenty Radczenko kontrolował walkę, a Polak przebudził się w końcówce. Sędziowie punktowali jednak 95:93, 95:92, 94:94 na korzyści "Szpili".

Wynik pojedynku wzbudził kontrowersje. Artur Szpilka nie jest zadowolony z przebiegu walki i jest gotów stanąć do rewanżu. Z kolei Radczenko czuje się skrzywdzony werdyktem. W rozmowie z „Super Expressem” ukraiński pięściarz zapowiada, że złoży protest. 32-letni Radczenko również jest gotowy na kolejne starcie ze Szpilką.

Przebieg pojedynku w Łomży, a punktacja to dwie różne sprawy. Wielu ekspertów podkreślało, że sędziowie oglądali chyba inny pojedynek, a ich oceny uznawano za skandaliczne. Wobec takiego obrotu spraw nie można przejść obojętnie. Radczenko ma prawo czuć się skrzywdzony. Szpilka również chce, aby wszystko odbyło się na sprawiedliwych zasadach. – Walki jeszcze nie widziałem …nie jestem zadowolony z przebiegu i uważam ze rewanż to priorytet – napisał 8 marca na Twitterze pięściarz. Do sprawy odniósł się również promotor Andrzej Wasilewski. – W sprawie walki Szpila – Radchenko trwa studiowanie reg. Ani KP (Knockout Promotions – red.) ani Artur nie chcemy zostawic tak sprawy, szukamy drogi aby uszanować ambicje sportowe Radchenki oraz głos ekspertów i kibiców.

Szpilka nie tak wyobrażał sobie powrót do wagi junior ciężkiej. Wiele się mówi o pojedynku, jednak nie w kontekście pochwał i zachwytów, lecz kontrowersji. Tego, co było już nic nie zmieni, ale rewanż wydaje się słusznym rozwiązaniem.

Fot. Artur Szpilka Facebook

KM

Ruiz nie dla Kownackiego

Jeszcze kilka dni temu mówiło się, że możliwe jest starcie Adama Kownackiego z Andy'm Ruizem Jr. Wobec porażki Polaka z Robertem Heleniusem ta perspektywa wydaje się nieaktualna. Chętny do rywalizacji z byłym mistrzem świata jest Dominic Breazeale.

Niespodzianka – to słowo najczęściej pojawia się w kontekście zwycięstwa Heleniusa z Kownackim. Zakładano, że „Babyface” wygra i otworzą się przed nim wielkie możliwości. Sam pięściarz marzył o rywalizacji o pasy mistrzowskie. Stało się jednak inaczej… Na sierpień planowany jest powrót na ring byłego czempiona WBO, IBF, WBA, IBO Andy'ego Ruiza Jr. Wśród potencjalnych rywali 30-latka wymieniany był Adam Kownacki. Wydaje się jednak, że teraz Polak stoczy pojedynek z rywalem z niższej półki. Prawdopodobnie Ruiz Jr. w sierpniu zmierzy się z doświadczonym Chrisem Arreolą. W ubiegłym roku Amerykanin przegrał z Kownackim. 

Gotowość do rywalizacji z Ruizem Jr. wyraża również Dominic Breazeale. Do niedawna Amerykanin atakował Adama Kownackiego i wyzywał Polaka do starcia. Ten jednak spotkał się z Heleniusem, a teraz 34-letni Breazeale zmienił obiekt zainteresowania. – Dalibyśmy z Andy'm Ruizem świetne widowisko na zachodnim wybrzeżu. Jako mojego przeciwnika wymienia się Luisa Ortiza. Obecnie chcę walczyć z najlepszymi zawodnikami i dać kibicom to, co chcą zobaczyć – powiedział BoxingScene Dominic Breazeale.

W ubiegłym roku 34-letni Amerykanin stoczył pojedynek z Deontayem Wilderem o pas mistrzowski WBC. Breazeale znalazł się na deskach w pierwszej rundzie. Ostatnią wygraną Amerykanin zanotował w grudniu 2018 roku, kiedy to wygrał przez nokaut z Carlosem Negronem. Wcześniej pokonał Erica Molinę i Izuagbe Ugonohosa. Breazeale rywalizował również o mistrzostwo IBF z Anthonym Joshuą, jednak przegrał pojedynek, który odbył się w czerwcu 2016 roku w O2 Arenie w Greenwich.

Zanim jednak kolejną walkę stoczy Andy Ruiz Jr., miłośnicy wagi ciężkiej zobaczą starcie Anthony'ego Joshuy z Kubratem Pulewem. Pojedynek odbędzie się 20 czerwca na Tottenham Hotspurs Stadium w Londynie. Stawką będą pasy mistrzowskie, w których posiadaniu znajduje się „AJ”.

Fot. Andy Ruiz Jr. Twitter

KM

Helenius znokautował Kownackiego

Pierwsza porażka Adama Kownackiego w zawodowej karierze. Polak przegrał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie z Robertem Heleniusem.

30-letni pięściarz urodzony w Łomży stał w kolejce do walki o pasy mistrzowskie. Miał wykonać kolejny krok w kierunku spełnienia marzeń. W ubiegłym roku Kownacki pokonał Geralda Washingtona i Chrisa Arreolę. 2020 rok miał zacząć równie pozytywnie. Zdaniem bukmacherów „Babyface” był faworytem starcia z Robertem Helenisuem. Kownacki walczył w Barclays Center w Nowym Jorku, gdzie czuje się znakomicie, jednak tym razem scenariusz pojedynku wyglądał inaczej niż zazwyczaj.

Co prawda "Babyface" lepiej rozpoczął walkę i niepokoił Heleniusa. Fin miał problem z szybkością Kownackiego, który słał w stronę przeciwnika kolejne ciosy. 36-latek przeżywał trudne chwile, a pod koniec drugiej rundy wydawało się, że Polak jest na dobrej drodze do zwycięstwa. Kownacki zadał kilka ciosów, które zrobiły wrażenie na Heleniusie. Były mistrz Europy w końcu odpowiedział. W trzeciej rundzie po jednym z ciosów Kownacki przyklęknął, a chwilę później po lewym sierpowym znalazł się na deskach.  Szybko jednak wstał, ale widać był, że jest oszołomiony. Tym razem to Helenius pokazał, że jest mocny. Fin poczuł, że ma wszystkie karty w ręku, aby zmierzać w kierunku wygranej. W czwartej rundzie Helenius postawił na ofensywę i zasypywał Kownackiego kolejnymi ciosami. Ten był bezradny, co widział sędzia, który postanowił przerwać starcie.

Pierwsza porażka polskiego pięściarza w karierze stała się faktem. Kownacki nie ukrywał smutku, ale podziękował fanom za wsparcie. – Dziękuję wszystkim za wsparcie dziś wieczorem. Dziękuję za ciepłe wiadomości. Przepraszam, że was zawiodłem – napisał w mediach społecznościowych.

Starcie z Heleniusem miało dla Kownackiego szczególną wagę. Jego akcje w kategorii królewskiej stały wysoko i zwycięstwo przybliżało go do walki o pas. Porażka sprawia, że Kownacki spadnie w rankingach najważniejszych bokserskich federacji. Nie przekreśla jednak jego przyszłości. Polak nadal jest mocny, ale zanotował potknięcie. Takiego obrotu spraw niewielu się spodziewało.

Fot. Adam Kownacki Facebook

KM

Jędrzejczyk przegrała walkę o pas

Weili Zhang okazała się lepsza od Joanny Jędrzejczyk podczas gali UFC 248 w Las Vegas. Polka przegrała z zawodniczką z Chin niejednogłośną decyzją sędziów.

32-letnia Polka miała szansę wrócić na tron wagi słomkowej, w której panowała w latach 2015-2017. W tym czasie "JJ" pięciokrotnie skutecznie broniła pasa. Jędrzejczyk starała się odzyskać tytuł w kwietniu 2018 roku, ale podczas UFC 223 przegrała z Rose Namajunas. Po blisko dwóch latach Polaka otrzymała kolejną szansę. Dla Weili Zhang była to pierwsza obrona pasa, który wywalczyła w efektowny sposób podczas gal UFC on ESPN+ 15. W sierpniu ubiegłego roku Chinka w 42 sekundy znokautowała Jessicę Andrade. Przed walką z Jędrzejczyk, Weili mogła pochwalić się serią dwudziestu zwycięstw z rzędu.

Kobiety walczą na całego – tak można określić starcie, które miało miejsce w Las Vegas. Pierwsza runda mistrzowskiego pojedynku, choć na początku badawcza, mogła się podobać. Nie brakowało wymian, zawodniczki były aktywne. Mniej ciosów zadawała Jędrzejczyk, która musiała mieć się na baczności mając na uwadze siłę i możliwości rywalki. Gdy Chinka miała tylko okazję od razu słała w stronę Polki kombinacje. Kolejna odsłona to dobra praca Jędrzejczyk. "JJ" stosowała niskie kopnięcia i starała się trzymać dystans. Zhang chciała sprowadzić walkę do parteru, jednak była to nieudana próba. Przez długi czas pojedynek toczył się w klinczu. W trzeciej rundzie Jędrzejczyk zadawała sporo ciosów, a mistrzyni nieco osłabła. Po zawodniczkach widać było trudy starcia, choć przygotowanie kondycyjne Jędrzejczyk mogło imponować. Najpierw przy prawym oku Chinki pojawiła się opuchlizna, potem na czole Polki. Jednak żadna z zawodniczek nie zamierzała odpuszczać. W czwartej rundzie przebudziła się Zhang, która była coraz bardziej agresywna, a Polka przyjmowała kolejne ciosy. Pod koniec Jędrzejczyk przyparła rywalkę do siatki. Bohaterki starcia nie oszczędzały się, walczyły na całego. Scenariusz piątej rundy. Ciosy, wymiany, klincz. Sił coraz mniej, ale wola walki z obu stron nie ustępowała

Wiele ciosów z obu stron, ogromne zmęczenie i efekty pojedynku widoczne na twarzach zawodniczek. Mordercza walka na korzyść Zhang. Sędziowie nie byli jednogłośni – jeden wskazał na Jędrzejczyk 48:47, dwóch na Chinkę – 48:47, 48:47. Dla Polki była to czwarta porażka w karierze.

Po walce Jędrzejczyk trafiła do szpitala ze względu na krwiak na głowie. Warto wspomnieć, że UFC przyznała Polce i Chince bonus za walkę wieczoru.

Fot. Joanna Jędrzejczyk Facebook

KM

Pokonać Heleniusa

W Barclays Center w Nowym Jorku Adam Kownacki zmierzy się z Robertem Heleniusem. Wygrana może przybliżyć Polaka do hitowych pojedynków. Z kolei 7 marca w Łomży walkę w kategorii junior ciężkiej stoczy Artur Szpilka.

Barclays Center to miejsce, w którym 30-letni Kownacki czuje się znakomicie. Ostatni pojedynek w innym miejscu Polak stoczył w lipcu 2017 roku, kiedy to w Nassau Veterans Memorial Coliseum pokonał Artura Szpilkę. Od tamtego czasu Kownacki boksuje w Barclays Center. Akcje pięściarza pochodzącego z Łomży stoją wysoko. Kownacki pokonał kolejno: byłego mistrz IBF Charlesa Martina i pretendentów do pasów Geralda Washingtona oraz Chrisa Arreolę. 

30-latek znajduje się w życiowej formie i celuje w starcia o najwyższą stawkę. Kownacki chciałby walczyć o pasy mistrzowskie. Aby poważnie myśleć o starciach z Tysonem Furym bądź Anthony'm Joshuą, Polak musi pokonać Roberta Heleniusa. 36-letni Fin jest byłym mistrzem Europy i chyba najlepsze lata ma za sobą, ale nadal jest groźny w ringu. Helenius wygrał cztery z pięciu ostatnich walk. W ubiegłym roku przegrał z Geraldem Washingtonem.

Ogromnym wsparciem dla Kownackiego będzie syn Kazik, który urodził się w sierpniu 2019 roku. Polak może liczyć również na doping rodaków. Kownacki jest faworytem starcia z Heleniusem, ale swoją wyższość musi udowodnić w ringu.

Szpilka w junior ciężkiej

Ważnym wydarzeniem nadchodzącego weekendu będzie występ Arura Szpilki podczas gali Knockout Boxing Night 10 w Łomży. Popularny "Szpila" zmierzy się na dystansie dziesięciu rund z Sergiejem Radczenko.  Tym samym po dziesięciu latach Szpilka wraca do kategorii junior ciężkiej. Ostatnio 30-latek pokonał przed czasem Fabio Tuiacha, zaś w lipcu w Londynie przegrał z Dereckiem Chisorą.

Szpilka może pochwalić się bogatym doświadczeniem na zawodowych ringach. Cztery lata temu walczył o pas WBC w wadze ciężkiej. W pewnym momencie jego kariera znalazła się na zakręcie. Teraz Szpilka podejmuje kolejne wyzwanie, a w Łomży ma udanie zainaugurować zmagania w kategorii cruiser. Jego rywal, Sergiej Radczenko, ostatnio boksował w Rosji. 32-letni Ukrainiec przegrał dwa pojedynki. Radczenko zaprezentuje się w Polsce po raz czwarty, jeszcze nigdy nie wygrał. Przegrał z Krzysztofem Głowackim, Michałem Cieślakiem i Adamem Balskim.

Fot. Adam Kownacki Facebook

KM

Bedorf zmienia kategorię

Karol Bedorf podjął decyzję o zmianie kategorii wagowej – przechodzi z ciężkiej do półciężkiej. Nie wiadomo, kiedy zadebiutuje w nowym limicie. Bedorfa na pewno nie zobaczymy na marcowej gali KSW 53.

36-letni zawodnik urodzony w Szczecinie to najdłuższej panujący czempion w kategorii królewskiej organizacji Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego. Bedorf sięgnął po tytuł we wrześniu 2013 pokonując Pawła Nastulę. Trzykrotnie skutecznie bronił pasa, który stracił podczas KSW 37 (grudzień 2016) przegrywając z Fernando Rodriguesem Jr. Bedorf stanął przed szansą odzyskania tytułu na Wembley. 6 października 2018 roku przegrał jednak z Philem De Friesem. 

Zawodnik miał w ostatnim czasie problemy ze zdrowiem, czego konsekwencją jest jego decyzja. 36-latka nie zobaczymy już w wadze ciężkiej. – Od początku swojej kariery sportowej walczyłem w kategorii 95kg lub 105kg w zależności od turnieju w jakim brałem udział. Była to zawsze moja naturalna waga i środowisko pracy. Następnie przekraczając próg federacji KSW oraz stopniowo zdobywając osiągnięcia w kategorii ciężkiej (do120kg), siłą rzeczy przyzwyczajałem organizm do coraz to wyższej ilości kilogramów i robiłem wyniki pomimo iż moje warunki fizyczne są nastawione bardziej na kategorię półciężką niż ciężką. Jednak ciągnące się od dłuższego czasu urazy i kontuzje wymuszają na nas pewne zmiany, dlatego postanowiliśmy wspólnie z moim sztabem oraz federacją KSW że opuszczamy kategorię ciężką i kolejne walki toczyć będę najpierw w catchweight (poniżej 100kg) a następnie w półciężkiej(93kg) – napisał Karol Bedorf w oświadczeniu. – Wspólnie uważamy że taka decyzja otworzy ciekawy wachlarz ewentualnych zestawień oraz zniweluje urazy i kontuzje ciągnące się od dłuższego czasu – dodał.

Wiadomo, że były mistrz wagi ciężkiej nie wystąpi na marcowej gali KSW w Łodzi. Pozostaje czekać na datę jego debiutu w kategorii półciężkiej. Ostatnią walkę Bedorf stoczył 18 maja 2019 roku, kiedy to podczas KSW 49 przegrał przed czasem z Damianem Grabowskim. Na zwycięstwo populary „Coco” czeka od czerwca 2018 roku.

Fot. Karol Bedorf Facebook

KM

Ostatnia szansa

20 czerwca w Saskatoon kolejną walkę w UFC ma stoczyć Oskar Piechota. Rywalem polskiego zawodnika będzie Marc-Andre Barriault.

Wydawało się, że przyszłość Piechoty w amerykańskiej organizacji rysuje się w czarnych barwach. W grudniu popularny "Imadło" przegrał z Punahelem Soriano i była to jego trzecia porażka z rzędu. Zawodnik nie miał wątpliwości, że mógł to być jego ostatni występ w UFC. – Sam prawdopodobnie zakończyłem już przygodę z UFC choć nie dostałem jeszcze oficjalnego zwolnienia, może jakimś cudem dostanę jeszcze jedna szansę – pisał 15 grudnia 2019 roku w mediach społecznościowych Oskar Piechota.

Benjamin Franklin twierdził, że "na tym świeci pewne są tylko śmierć i podatki". Z pewnością Piechota po słabszym czasie w UFC mógł mieć wątpliwości, co do swojej przyszłości, ale los się do niego uśmiechnął. Jak podał The Star Phoenix, polski zawodnik zaprezentuje się 20 czerwca podczas gali w Saskatoon, a jego rywalem będzie Marc-Andre Barriault. Dla obu fighterów będzie to występ z kategorii tych "być albo nie być". Zapewne przegrany pożegna się z UFC.

Piechota zaliczył świetny początek w amerykańskiej organizacji, do której trafił jako mistrz Cage Warriors. W debiucie Polak pokonał Jonathana Wilsona, a później w niecałe dwie minuty rozbił Tima Williamsa. Mocne wejście, ale mający zdecydowanie większe doświadczenie od Piechoty Gerald Meerschaert zatrzymał marsz 30-latka. Potem Polak przegrał z Rodolfo Vieirą i wspomnianym Soriano. Wszystkie trzy walki rozstrzygnęły się przed czasem. 2019 rok nie był udany dla Marca-Andre Barriaulta. 30-letni Kanadyjczyk przegrał wszystkie trzy walki, a podczas UFC 240 lepszy od niego okazał się Krzysztof Jotko. Co warto nadmienić, Barriault nie wygrał jeszcze żadnego starcia w amerykańskiej organizacji! Ostatni triumf zanotował we wrześniu 2018 roku podczas gali TKO 44, kiedy to znokautował Adama Huntera.

Atutem Kanadyjczyka jest stójka, Polak najchętniej rywalizowałby w parterze. Decydujące może być przygotowanie kondycyjne i cierpliwość. Barriault wszystkie cztery porażki w karierze odniósł przez decyzję sędziów. Osiem z jedenastu zwycięstw odniósł przed czasem. Na tym polu Piechota jest lepszy – przez nokaut bądź poddanie wygrał aż dziesięć z jedenastu pojedynków.

Fot. Oskar Piechota Facebook 

KM

Plan na mistrzowskie starcie

Nie ma wątpliwości, że pojedynek Anthony'ego Joshuy i Tysona Fury'ego zelektryzowałby publiczność. Mistrzowie wagi ciężkiej mają plany na najbliższe miesiące, ale Eddie Hearn czyni zabiegi, żeby spotkali się jeszcze w tym roku!

Fury wygrywając przed czasem z Deontayem Wilderem ponownie ma cały bokserski świat u stóp. Mistrz świata WBC jeszcze nigdy nie przegrał, a do rywalizacji na najwyższym poziomie wrócił po trudnych doświadczeniach. Chyba mało kto spodziewał się, że w dwadzieścia miesięcy od powrotu na ringu (9 czerwca 2018 roku wygrana z Seferem Seferim – red.) Fury ponownie zamelduje się na tronie. 31-latek jest niepokorny, ale umiejętności nikt mu nie odmówi. Najwyższy poziom sportowy prezentuje również jego rodak – Anthony Joshua. W grudniu "AJ" w Arabii Saudyjskiej pokonał Andy'ego Ruiza Jr. i odzyskał pasy WBA, IBF, WBO i IBO, które utracił w czerwcu w Nowym Jorku. 

Spotkanie mistrzów byłoby niezwykłym wydarzeniem. Obaj jednak mają napięty grafik. Joshua musi skupić się na przygotowaniach do starcia z Kubratem Pulewem, które zaplanowano na 20 czerwca. Z kolei Fury'ego czeka trzecie starcie z Wilderem. Mówi się, że walka miałaby się odbyć 11 lub 18 lipca w Las Vegas. Szef Matchroom Boxing Eddie Hearn, który promuje Joshuę już myśli o zorganizowaniu starcia czempionów. – Wspaniale, że Fury boksuje w lipcu, a my w czerwcu. Naszym zamiarem, rozmowy są w toku, jest sfinalizowanie starcie Fury vs Joshua w grudniu tego roku – mówił Sky Sports News Hearn.

Podstawowym warunkiem organizacji tej walki jest zwycięstwo obu pięściarzy w najbliższych występach. Jeśli tak będzie, dojdzie do gorącej rywalizacji o panowanie w kategorii królewskiej. – Joshua i Fury będą boksować dwa razy albo stoczą trylogię. To część umowy, którą chcemy zawrzeć jak najszybciej. Walka pod koniec tego roku, a następnie latem 2021 roku – podkreśla Hearn. – Musimy spróbować zorganizować ten pojedynek w Wielkiej Brytanii. Na pewno będą oferty z całego świata. Naszym priorytetem jest Wielka Brytania – dodał promotor.

Fot. Anthony Joshua Facebook

KM

Polacy królowali w Warszawie

Znakomity występ polskich judoków w zawodach European Open w Warszawie. Biało-czerwoni wywalczyli dziewięć medali.

W Warszawie wystartowało ponad 400 judoczek i judoków. Polacy pozostawili konkurencję w tyle wygrywając w pięciu kategoriach wagowych. Po dwa złota zdobyli Francuzi, Holendrzy i Białorusini. W Warszawie znakomicie czuje się Karolina Pieńkowska (52kg), która ponownie wygrała zawody w stolicy. Wcześniej triumfowała w 2018 roku. Zawodniczka AZS Uniwersytet Warszawski niczym błyskawica przeszła przez turniej. Pieńkowska wygrała wszystkie cztery walki przed czasem, a w finale do pokonania Ksenii Danilovich potrzebowała 23 sekund! W imponującym stylu po złoto sięgnęła Angelika Szymańska (63kg). Polska judoczka stoczyła cztery walki i spędziła na tatami niecałe cztery minuty. Finał z Cariną Hildbrand trwał zaledwie dziewiętnaście sekund. Złoty medal na swoim koncie zapisała Urszula Hofman (70kg). 25-letnia zawodniczka wszystkie cztery walki rozstrzygnęła przed czasem.

Pierwszy medal w międzynarodowych zawodach wywalczył Damian Stępień (81kg). 25-letni polski judoka znakomicie sobie radził w stolicy. Wygrał przed czasem trzy pojedynki i w półfinale trafił na Kyrylo Weselowskiego. Pojedynek układał się po myśli Stępnia, który po ponad dwóch minutach cieszył się z awansu do finału. W starciu o złoto Polak pokonał Hiszpana Jose Marię Mendiolę Izquietę. W tym sezonie Kacper Szczurowski (100kg) był o krok od podium w zawodach Grand Prix w Tel Awiwie, gdzie był piąty. Judoka AZS Gliwice był bezkonkurencyjny w Warszawie. Trzy zwycięstwa przed czasem i wygrana w półfinale z reprezentantem Ukrainy Antonem Savytskim. O złoto Szczurowskiemu przyszło rywalizować z Oleksim Lysenko. Po upływie czterech minut z triumfu cieszył się ten pierwszy.

Na trzecim stopniu podium stanęli: Aleksandra Kaleta (52kg), Anna Dąbrowska (57kg) oraz wspomniany wcześniej Weselowski. Dla wspomnianych zawodników były to pierwsze krążki European Open w karierze. Dorobek polskiej reprezentacji mógł być większy, ale starcia o brązowe medale przegrali: Eliza Wróblewska (70kg), Anna Załęczna (+78kg), Ksawery Morka (73kg), Tomasz Szczepaniak (90kg) i Jakub Wójcik (100kg).

Fot. Karolina Pieńkowska Facebook

KM

Piąta wygrana i polowanie

Niezwykle cenne zwycięstwo Marcina Tybury. Podczas gali UFC on ESPN+27 (UFC Fight Night 169) w Norfolk Polak pokonał Sergeya Spivaka. 34-latek „poluje” już na kolejnego rywala.

Blisko 600 dni musiał czekać na wygraną 34-letni Marcin Tybura. Ostatnie dwa przegrane pojedynki sprawiły, że akcje Polaka w UFC drastycznie poleciały w dół. Porażka w Norfolk mogła mieć poważne konsekwencje. Jednak Tybura nie po raz pierwszy znalazł się w podobnej sytuacji. 22 lipca 2018 roku w Hamburgu przystępował do rywalizacji ze Stefanem Struvem po dwóch porażkach. Tybura wygrał decyzją sędziów, ale potem poległ przed czasem z Szamilem Abdurachimowem i Augusto Sakaiem.

W Norfolk 34-letni Polak spotkał się z Sergey'em Spivakiem. Dla 25-latka z Mołdawii był to trzeci występ w UFC. Nie można mu odmówić ambicji i woli walki. Pierwszy zaatakował Tybura, ale Spivak nie był dłużny. Kilka ciosów, wysokie kopnięcie Polaka, który po pewny czasie poszedł po obalenie. Na ziemi Tybura budował swoją przewagę. W drugiej rundzie Spivak wyprowadził kilka ciosów. Polak polował na obalenie i w końcu dopiął swego. Mołdawianin przyjmował kolejne ciosy, a Tybura podkreślał swoją przewagę. Widać było, że Spivak dobrze czuje się w stójce. Tybura miał tego świadomość i robił wszystko, aby zneutralizować atuty rywala.  W ostatecznym rozrachunku sędziowie punktowali 30:27, 30:27, 29:28 na korzyść Polaka. To piąty triumf Tybury w dziesiątym występie w UFC.

Nie da się ukryć, że 34-latkowi spadł spory „ciężar z serca”, ale nie ma się, co zatrzymywać. Tybura już szykuje się na kolejne wyzwania. Polak jest gotowy zaprezentować się w czerwcu w Australii, a podczas rozmowy po gali jako potencjalnego rywala wskazał Marcosa Rogerio de Limę. 34-letni Brazylijczyk, który podczas UFC Fight Night 168 wypunktował Bena Sosoli, szybko w mediach społecznościowych ustosunkował się do tej propozycji. – Jedźmy do Australii – napisał popularny "Pezao". Co na to Tybura? – Ja gotowy, Pezao gotowy. Hej, Mick Maynard wyślij nam kontakty, jeśli jesteś gotowy. Jazda! – napisał polski zawodnik. Z pewnością starcie z Brazylijczykiem byłoby wymagające dla Tybury. Marcos Rogerio de Lima rywalizuje w UFC od blisko sześciu lat, a na swoim koncie ma m.in. wygraną z Adamem Wieczorkiem. Łącznie w karierze wygrał 17 pojedynków, w tym 15 przed czasem!

Fot. Marcin Tybura Facebook

KM