Karta UFC 183 wypełnia się

31 stycznia 2015 roku w Las Vegas odbędzie się gala UFC 183, podczas której pojedynkiem wieczoru ma być walka Andersona Silvy z Nickiem Diazem. Organizacja dodała do głównej karty kolejne starcia. Ostatnio pojawiły się w niej dwa ciekawe pojedynki.

John Lineker (na zdjęciu) stanie oko w oko z Ianem McCallem. Pierwotnie obaj fighterzy mieli zmierzyć się podczas gali UFC Fight Night 56, jednak z powodu pogorszenia stanu zdrowia McCalla pojedynek odwołano. Lineker w ostatnim pojedynku w UFC w trzeciej rundzie pokonał Alptekina Ozkilica. Po informacji, że pojedynek z McCallem nie dojdzie do skutku chciał się spotkać z mistrzem dywizji muszej Demetriousem Johnsonem. Te plany Lineker obecnie musi odłożyć na bok. Fighter zmierzy się z McCallem, który w UFC ma bilans 2-2-1. Co ciekawe, ostatnie dwie walki wygrał przez decyzje sędziów. McCall okazał się lepszy od Ilardego Santosa i Brada Picketta. Warto nadmienić, że Lineker do tej pory stoczył w UFC siedem pojedynków, z których w dwóch musiał uznać wyższość rywali.

Od 2007 roku w UFC walczy John Luzon. Tym razem rywalem  J-Lau będzie Al Iaquinta. Ostatnimi doświadczeniami Luzona są wygrane z Makiem Danzigiem i Michaelem Chiesą. J-Lau miał stanąć w rywalizacji z Diegiem Sanchezem na UFC 180, jednak z powodu kontuzji żeber Amerykanina do walki nie doszło. Al Iaquinta jest mniej doświadczonym zawodnikiem niż jego najbliższy rywal. W UFC toczy pojedynki od dwóch lat, w tym czasie dorobił się bilansu 5-2. Ostatnie dwie walki wygrał, okazał się lepszy od Rodriga Damma i Rossa Pearsona.

Najlepszą reklamą dla gali UFC 183 jest starcie Andersona Silvy z Nickiem Diazem, które jest walką wieczoru. Dwa mocne nazwiska z pewnością dostarczą wielu emocji i zaprezentują odpowiedni poziom. Wszyscy z niecierpliwością czekają na ten pojedynek. Sam Anderson Silva uważa, że będzie to ogromne wydarzenia. – To będzie świetna gala dla fanów. Nasza walka przejdzie do historii jako najlepsze starcie w stójce do jakiego kiedykolwiek doszło.

Czy będzie tak jak mówi Anderson Silva? Czas pokaże. Jednakże Diaz i Silva to nadal ważne nazwiska w świecie MMA. Diaz wraca do UFC po tym jak zawiesił swoją karierę po nieudanej próbie zdobycia pasa wagi półśredniej. W takim wypadku fighter chce zaprezentować się z jak najlepszej strony. Zwycięstwo marzy się Silvie, który dwie ostatnie walki przegrał. Po cichu zawodnik wspomina o chęci stoczenia kolejnego pojedynku z Chrisem Weidmanem.

Warto dodać, że w drugiej walce wieczoru naprzeciw siebie staną Tyron Woodley i Kelvin Gastelum. Gala UFC 183 zapowiada się interesująco. Znamy głównych bohaterów. Ciekawie widowisko mogą stworzyć Lineker z McCallem oraz Luzon z Iaquintą. 

 

KM

Aneta Szczepańska

Polska judoczka urodzona 20 sierpnia 1974 roku we Włocławku.  Jest wychowanką klubu Zryw, a od roku 1999 trenowała w klubie MKS Olimpijczyk Włocławek.  Obecnie Aneta Szczepańska prowadzi kobiecą kadrę narodową z która odnosi sukcesy.

Jej największe osiągnięcia jako zawodniczka to:

  • Srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku,
  • Brązowy medal Mistrzostw Świata w Makuhari w 1995 roku,
  • Srebrny medal Mistrzostw Europy w Bukareszcie w 2004 roku,
  • Wielokrotna mistrzyni Polski

Zawodową karierę zakończyła w 2010 roku.  W 1996 roku Aneta Szczepańska została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za wybitne osiągnięcia sportowe. W 2010 roku po raz drugi została odznaczona, tym razem Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia sportowe. 

Beata Maksymow

Polska judoczka urodzona 27 lipca 1967 roku w Czeladzi.  Ze względu na swoje warunki fizyczne, w środowisku judoków nazywana jest „ Kruszyna”. Karierę sportową rozpoczęła w wieku 15 lat w klubie GKS Jastrzębie, następnie w 1991 roku trenowała w Błękitnych Kielce, w latach 1991-1994 w KS Koka Jastrzębie, następnie w latach 1998-2002 w AZS Wrocław.  Beata była trzy krotną uczestniczką Igrzysk Olimpijskich (Barcelona 1992, Atlanta 1996, Sydney 2000).

Największe sukcesy Beaty Maksymow jako zawodniczki to:

Mistrzostwa Świata:

  • Złoty medal z Hamilton 1993 rok, kategoria Open,
  • Złoty medal z Birmingham 1999 rok, kategoria  +78kg,
  • Brązowy medal z Belgradu 1989 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Barcelony 1991 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Paryża 1997 rok,  kategoria +72kg.

Mistrzostwa Europy:

  • Złoty medal z Belgradu 1986 rok, kategoria +72kg,
  • Złoty medal z Pragi 1991 rok, kategoria +72kg,
  • Złoty medal z Ostendy 1997rok, kategoria open,
  • Srebrny medal z Helsinek 1989 rok, kategoria open,
  • Srebrny medal z Gdańska 1994 rok, kategoria +72kg,
  • Srebrny medal z Oviedo 1998 rok, kategoria open,
  • Brązowy medal z Hamaru 1985 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Pampeluny 1988 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Helsinek 1989 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Aten 1993 rok, kategoria open,
  • Brązowy medal z Gdańska 1994 rok, kategoria open,
  • Brązowy medal z Birmingham 1995 rok, kategoria +72kg,
  • Brązowy medal z Ostendy 1997 rok, kategoria +72kg.

Na swoim koncie ma również 23 medale Mistrzostw Polski. Karierę sportową zakończyła w 2001 roku.  

ME WAKO Maribor: Występy na wagę złota

Trzy razy zagrano Mazurka Dąbrowskiego w Mariborze. Nasza reprezentacja w kick-boxingu pokazała się z dobrej strony podczas mistrzostw Europy WAKO.

Ogromna radość, wielki sukces i prestiż tak można definiować zdobycie złotego medalu podczas mistrzowskiej imprezy. Tytuły najlepszych z najlepszych zdobyli: Anna Knobel w light contact 50 kg, Paulina Jarzmik pointfighting 65 kg oraz Kacper Narloch w kick-light 57 kg. Może nietypowo, tym razem  zaczniemy od pana. Kacper Narloch po złoto sięgnął już w pierwszym dniu imprezy. Reprezentant Polski w walce finałowej pokonał Turka Metina Adanca i tym samym obronił tytuł. Narloch to utytułowany zawodnik, z kolei dla Anny Knobel mistrzostwo Europy w light contact to życiowy sukces. Zawodniczka Beniaminka 03 Starogard Gdański po raz pierwszy w karierze zdobyła złoty medal. Finał był niezwykle trudny. Rywalką reprezentantki Polski była Petra Lonczar, która wysoko postawiła poprzeczkę. Walka była wyrównana, Knobel dopiero w ostatniej rundzie zyskała przewagę i mogła wznieść ręce w geście triumfu.

Paulina Jarzmik sięgnęła po złoto w kategorii 65 kg pointfighting. Polka najtrudniejszą przeszkodę miała w półfinale, jednak po ciężkiej walce zwyciężyła. Finał układał się po myśli Jarzmik, która konsekwentnie od pierwszej rundy budowała swoją przewagę. Madlen Dimitrova nie miała szans w starciu z reprezentantką Polski. W Mariborze Mazurek Dąbrowskiego zabrzmiał trzy razy, choć mogło być lepiej. Blisko triumfu była Dorota Godzina, która uległa reprezentantce Irlandii Beasley. Warto dodać, że Polka podczas turnieju wywalczyła dwa medale. Srebro w light contact oraz brąz w kick light. Monika Kędzierska po pierwszej rundzie walki finałowej prowadziła, ale nie potrafiła utrzymać przewagi i przegrała.

Z dobrej strony zaprezentowali się weterani, który wzbogacili dorobek medalowy naszej reprezentacji o dwa krążki. Wojciech Wiśniewski w kategorii 84 kg i Leszek Jobs w kategorii 94 kg w light contact zdobyli brązowe medale. Dodać należy, że dobry występ zaliczył Artur Bizewski z Kartuz. Zawodnik startujący w kick light w kategorii +94 kg wywalczył brąz.

Nasza reprezentacja większość medali zdobyła w kick light. Kacper Narloch sięgnął po złoty medal. Ponadto, w formule kick light zdobyliśmy cztery srebrne i cztery brązowe krążki. Po medal sięgnął mistrz świata Kamil Ruta w kategorii 79 kg, co jest powodem do radości po jego przygodach w turnieju w Bilbao. Cieszy również drugie miejsce Jerzego Wrońskiego, który imprezę w Hiszpanii też wspomina nienajlepiej. Przypomnijmy, w Bilbao Ruta i Wroński odpadli przez błędy sędziów. W Mariborze pokazali klasę i zdobyli medale.

Reprezentacja Polski z Mariboru wraca w dobrych nastrojach. Miał być worek medali i jest. Polacy wywalczyli czternaście krążków – trzy złote, pięć srebrnych i sześć brązowych. Występ godny uwagi i pochwały, choć jak zauważył Piotr Siegoczyński – minimalne porażki w ćwierćfinałach bolą. Cieszymy się z tego, co mamy i po raz kolejny wyraźnie widzimy, że na imprezy mistrzowskie w kick-boxingu jedziemy po medale, a nie po to, aby odgrywać rolę tła. W Europie mamy ugruntowaną pozycję i trzeba to zauważyć, a także z całej siły podkreślić. Kick-boxing ma potencjał, o czym świadczą ostatnie występy Polaków.

Nasze medale:

Złote:

-50 kg Anna Knobel (Beniaminek 03 Starogard Gd.) – light-contact
-65 kg Paulina Jarzmik (KS X Fight Piaseczno) – pointfighting
-57 kg Kacper Narloch (Cholew Sport Police) – kick-light

Srebrne:

-55 kg Dorota Godzina (KS X Fight Piaseczno) – light-contact
-65 kg Monika Kędzierska (Sparta Chrzanów) – kick-light
-74 kg Jerzy Wroński (Palestra Warszawa) – kick-light
-79 kg Kamil Ruta (Wicher Kobyłka) – kick-light
-89 kg Mateusz Jereczek (Rebelia Kartuzy) – kick-light

Brązowe:

-55 kg Dorota Godzina (KS X Fight Piaseczno) – kick-light
-60 kg Paulina Frankowska (KS X Fight Piaseczno) – kick-light
-70 kg Martyna Dzięciołowska (Wicher Kobyłka) – kick-light
+94 kg Artur Bizewski (Rebelia Kartuzy) – kick-light
-84 kg weterani Wojciech Wiśniewski (Ostrowiecki Klub Sportów Walki Ostrowiec Św.) – light-contact
-94 kg weterani Leszek Jobs (Zamek Expom Kurzetnik) – light-contact

 

KM

Pacquiao górą

Długo zapowiadany i oczekiwany pojedynek zakończył się wygraną Pacmana na punkty. Manny Pacquiao był zdecydowanie lepszy od Chrisa Algieriego, jednak nie udało mu się zwyciężyć przez nokaut.

Walka odbyła się w Macau, gdzie widzowie zobaczyli popis. Popis jednej strony. Mistrz świata federacji WBO wagi półśredniej zapowiadał, że w tym starciu widzowie zobaczą jego wygraną przez nokaut. Niepokonany Algieri okazał się na tyle wytrzymały, iż nie pozwolił Pacmanowi na efektowne zwycięstwo. Historia pojedynku była budowana na długo przed wejściem głównych aktorów do ringu. Obaj pięściarze byli obecni w mediach i dużo mówili o walce, swoich umiejętnościach i swoich planach. Wydawało się, że starcie może być jednym z ciekawszych pojedynków w ostatnim czasie. Algieri zapowiadał, że jego ciężkie treningi dadzą efekt, jednak ring pokazał zupełnie coś innego. Pacquiao, który stoczył już niejedną walkę i jest bokserem o ogromnych umiejętnościach, posłał swojego rywala na deski aż sześć razy. Ilość zatrważająca. Wydawać by się mogło, że taką sytuację można wytwarzać jedynie w wyobraźni, jednak ta faktycznie miała miejsce. Algieri okazał się twardym zawodnikiem, który przyjął ogrom ciosów i mimo tego wytrzymał do końca walki.

Przed pojedynkiem zwracano uwagę na fakt, iż Pacquiao jest niższy od swojego rywala. Wydawało się, że atutem Algieriego będzie większy zasięg ramion i możliwość trzymania przeciwnika na dystans. Okazało się, że Pacman genialnie poradził sobie z przewagą fizyczną rywala. Mistrz świata WBO wagi półśredniej zdominował Algieriego swoją szybkością. Pacman znalazł sposób na wyższego rywala i już w drugiej rundzie posłał go na deski. Niepokonany Algieri wstał i kontynuował walkę. Padał na deski jeszcze w szóstej i dziewiątej rundzie, jednak konsekwentnie podnosił się z nich. Po takiej wymianie sędziowie nie mogli mieć żadnych wątpliwości. Pacquiao wygrał zdecydowanie: 119-103, 119-103, 120-102. Trudno jednoznacznie ocenić, co stało się z Algierim. Być może nie udźwignął presji i sparaliżował go strach. Patrząc realnie na ten pojedynek – Pacman zdominował całkowicie swojego rywala. Jedynie godne uznania jest to, że Algieri był twardy jak skała i wytrzymał cały pojedynek. Tylko czy o to chodziło?

Ta walka miała wyglądać inaczej. Scenariusz pojedynku ułożył się tak, a nie inaczej. Warto podkreślić, że Pacquiao walczył z przeciwnikiem, który charakteryzuje się ogromnym potencjałem bokserskim i ma na swoim koncie osiągnięcia. Algieri to nie jest gość z ulicy. Po prostu w tym przypadku umiejętności bokserskie nie zgrały się ze sferą przygotowania mentalnego.

Pacquiao pokonał kolejną przeszkodę na swojego drodze, jednak nie udało się wygrać przez nokaut. Wszyscy czekali na to starcie, jednak w okresie przygotowawczym pojawiał się inny temat. Niezwykle gorący i ciekawy. Temat pod tytułem Floyd Mayweather Jr i Manny Pacquiao w ringu. Głosy są coraz poważniejsze. Pacuqiao pokonał Algieriego i teraz wszystko jest możliwe. Pacman i Money – to byłby gwiezdny pojedynek. Niektórzy wrzucają do tego worka jeszcze Cotto czy Gołovkina, ale nie oszukujmy się – wszystkich elektryzuje możliwość starcia Pacquiao – Mayweather. Czy to starcie jest możliwe? Wydawało się, że niemożliwe jest sześć razy posłać rywala w takiej walce, a jednak Pacman sprawił, że Algieri musiał podejmować wysiłek podniesienia się z desek. Teraz wszystko jest możliwe. Show must go on. 

 

KM

Przemysław Saleta

Polski bokser i Kick-bosker urodzony 7 marca 1968 roku we Wrocławiu.  W 1991 roku rozpoczął starty w zawodowym boksie. W 2002 roku osiągnął największy sukces w bokserskiej karierze gdy pokonał w Dortmundzie przez TKO Launa Krasniqi, zdobywając Mistrzoswo Europy EBU w wadze ciężkiej. Tytuł ten stracił niecałe trzy miesiące później na rzecz Sinana Samila Sama. W 2007 roku związał się z organizacją KSW, dla której stoczył dwa pojedynki. W 2010 roku, po wygranej walce z Marcinem Najmanem zapowiedział, że była to prawdopodobnie jego ostatnia walka w karierze. Przemek jednak wrócił na ring i stoczył rewanżowy pojedynek z Marcinem Najmanem na zasadach K-1 na gali MMA Attack 1, która odbyła sie 5 listopada 2011 roku. 23 lutego 2013 roku, w Gdańsku Przemek stoczył pożegnalny pojedynek w którym pokonał Andrzeja Gołote przez nokaut w 6 rundzie. W swojej bokserskiej karierze Przemysław stoczył 51 walk z czego 44 razy wygrywał. Jego największe sukcesy w boksie to:

  • Mistrzostwo Interkontynentalne WBC (1994)
  • Mistrzostwo Interkontynentalne IBO (1999)
  • Mistrzostwo Europy EBU (2002)
  • Mistrzostwo Polski (2001)

 

Przemysław Saleta również startował z sukcesami w Kick-Boxingu. W tej dyscyplinie sportu Saleta stoczył 35 walk z czego 34 wygrał. Jego największe sukcesy to:

  • Mistrz Europy WAKO z Madrytu 1990 rok
  • Mistrz Świata WAKO z Mestre 1990 rok
  • Mistrz Świata ISKA
  • Mistrz Europy ISKA
  • Mistrz Polski

Paweł Nastula

Polski judoka urodzony 26 czerwca 1970 roku w Warszawie. Swoją przygodę z judo rozpoczął w wieku 10 lat trenując w klubie AZS AWF Warszawa, gdzie jego długoletnim trenerem był Wojciech Borowiak.  W 1989 roku zdobył brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy w Atenach, rok później powtórzył ten sukces.  W 1991 roku Paweł zdobył mistrzostwo Polski w kategorii wagowej do 95 kg oraz srebrny medal w kategorii open.  W 1992 roku Paweł Nastula wystartował na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie, na których ostatecznie zajął piąte miejsce. W tym samym roku Polak wygrał prestiżowy turniej Jigoro Kano Cup w Tokio. Paweł był pierwszym Polakiem, który wygrał ten turniej. W lutym 1994 roku został finalistą turnieju w Paryżu, przegrał wówczas Francuz Eric Fauroux. W tym samy roku Paweł wygrał Mistrzostwa Europy w Gdańsku pokonując w walce finałowej Holendra Bena Sonnemansa.  Na Igrzyska Olimpijskie w 1996 roku Paweł pojechał w roli faworyta turnieju. Paweł wygrał turniej w finałowej walce pokonując Koreańczyka Kim Min-Soo zdobywając złoto Olimpijskie. W 1996 roku został wybrany przez Europejską Unie Judo najlepszym zawodnikiem z Europy.  W 2004 roku zakończył karierę Judoki.  Po zakończeniu kariery Judoki Paweł rozpoczął treningi MMA. W latach 2005 – 2006 walczył dla prestiżowej organizacji PRIDE FC.  Dla Pride stoczył w sumie 4 pojedynki,  w których 3 przegrał i jeden wygrał.  Paweł obecnie jest związany z KSW gdzie stoczył wygrany pojedynek z Amerykaninem Kevinem Asplundem, oraz przegraną walkę z Karolem Bedorfem.  Paweł Nastula jest odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia sportowe.

Największe osiągnięcia Pawła to:

Złoty medal Igrzysk Olimpijskich 1996 rok,

Złoty medal Mistrzostw Świata 1995 rok,

Złoty medal Mistrzostw Świata 1997 rok,

Srebrny medal Mistrzostw Świata 1991 rok,

Złoty medal Mistrzostw Europy 1994 rok,

Złoty medal Mistrzostw Europy 1995 rok,

Złoty medal Mistrzostw Europy 1996 rok,

Srebrny medal Mistrzostw Europy 1999 rok,

Trzynastokrotny Mistrz Polski.

Piotr "Płetwal" Hallmann

Polski zawodnik MMA urodzony 25 sierpnia 1987 roku w Gdyni. Piotr jest oficerem wojska Polskiego w stopniu podporucznika. Polak trenuje MMA w klubie Mighty Bulls Gdynia pod okiem Grzegorza Jakubowskiego. Od 2013 roku po serii 9 zwycięstw związał się z największą organizacją MMA na świecie UFC. Pierwszym sportem walki jaki zaczął trenować było karate, potem capoeria a na końcu MMA. Piotr walczy w kategorii wagowej lekkiej.  Po swojej walce z Gleisonem Tibau został zawieszony na dziewięć miesięcy za użycie niedozwolonego sterydu drostanolon.

Lista walk Piotra Hallmana w MMA:

Wynik

Bilans

Rywal

Rozstrzygnięcie

Runda

Czas

Rozgrywki

Przegrana

15-3

Gleison Tibau

Decyzja (niejedno głośna)

3

5:00

UFC Fight Night: Silva vs Arlovski

Wygrana

15-2

Yves Edvards

Poddanie (duszenie zza pleców)

3

2:31

UFC Fight Night: Henderson vs Khalibov

Przegrana

14-2

Al Iaquinta

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

UFC Fight Night: Machida vs Munoz

Wygrana

14-1

Francisco Trinaldo

Poddanie (kimura)

2

3:50

UFC Fight Night: Teixeira vs Bader

Wygrana

13-1

Juha-Pekka VainiKainen

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

MMA Attack 3

Wygrana

12-1

Ivica Truscek

Poddanie (duszenie zza pleców)

2

0:47

Celtic Gladiator VI

Wygrana

11-1

Vaso Bakocevic

TKO

2

0:47

WFC 17: Olimp Live & Fight

Wygrana

10-1

Jarkko Latomaki

TKO

1

4:02

BP 12 – Botonia Punishment 12

Wygrana

9-1

Kevin Donnelly

Poddanie (duszenie zza pleców)

2

4:47

Cage Warriors Fight Night 5

Wygrana

8-1

Szymon Walaszek

Poddanie (duszenie zza pleców)

1

2:18

R1 – Round 1

Wygrana

7-1

Tamirlan Dadajew

Poddanie (duszenie zza pleców)

1

11:23

R2F- Casino Fight Night 2

Wygrana

6-1

Avtandil Schoshiashvili

KO

1

0:12

R2F- Casino Fight Night 2

Wygrana

5-1

Rastislav Hanulay

Poddanie (duszenie zza pleców)

2

4:08

Ring XF 3 – Double Battle

Przegrana

4-1

Christian Eckerlin

TKO

4

0:51

GMC 2 – Continued

Wygrana

4-0

Kerim Abzaiłow

TKO

1

2:47

RING XF 2 – Second Coming

Wygrana

3-0

Rafał Terlikowski

TKO

1

1:42

Shooto Poland – Polish Shooto League 9

Wygrana

2-0

Paweł Wołowiec

TKO

1

2:15

Shooto Poland – Held vs. Lasota

Wygrana

1-0

Krzysztof Adaszak

TKO

1

2:49

BOTE – Beast of the East

 

Krzysztof Jotko

Polski zawodnik MMA urodzony 19 sierpnia 1989 roku  w Elblągu. Trenuje w klubie Okniński MMA pod okiem Mirosława Oknińskiego. Od października 2013 roku związany jest kontraktem z największą organizacją MMA na świecie UFC.

Oto wykaz walk Krzysztofa w MMA:

Wynik

Bilans

Przeciwnik

Rozstrzygnięcie

Runda

Czas

Rozgrywki

Wygrana

15-1

Tor Troeng

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

UFC Fight Nught: Nelson vs Story

Przegrana

14-1

Magnus Cedenblad

Poddanie (duszenie gilotynowe)

2

4:59

UFC Fight Night: Munoz vs Mousasi

Wygrana

14-0

Bruno Santos

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

UFC Fight Night: Hunt vs Bigfoot

Wygrana

13-0

Bojan Velickovic

Decyzja (niejednogłośna)

3

5:00

MMA Attack 3

Wygrana

12-0

Martin Zawada

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

Merseburg Fight Night 5

Wygrana

11-0

Fabian Loevke

Poddanie (duszenie zza pleców)

2

1:12

Merseburg Fight Night 5

Wygrana

10-0

Damir Hadzovic

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

MMA Attack 2

Wygrana

9-0

Tomasz Kondraciuk

Poddanie (ciosy pięściami)

2

4:08

Night of Champions 3

Wygrana

8-0

Krzysztof Sadecki

Decyzja (jednogłośna)

3

5:00

Pro Fight 6

Wygrana

7-0

Michał Łutka

TKO

1

3:09

Fight Club Koszalin

Wygrana

6-0

Oskar Ślepowroński

TKO

1

4:09

Gala Sportów walki w Chełmie

Wygrana

5-0

Chamil Yliasov

TKO

1

 

IV Gala Sportów Walki w Ząbkowicach Śląskich

Wygrana

4-0

Przemysław Truszewski

TKO

2

 

IV Gala Sportów Walki w Ząbkowicach Śląskich

Wygrana

3-0

Łukasz Nikołajczyk

Decyzja (jednogłośna)

2

5:00

IV Gala Sportów Walki w Ząbkowicach Śląskich

Wygrana

2-0

 

Decyzja (jednogłośna)

2

5:00

Black Dragon Fight Show

Wygrana

1-0

 

Decyzja (jednogłośna)

2

5:00

Pro Fight 5

 

Mariusz "Viking" Wach

Polski bokser urodzony 14 grudnia 1979 roku w Krakowie posiadacz pasa WBC International oraz TWBA w wadze ciężkiej.

Swoją zawodową karierę rozpoczął od wygranej walki z Łotyszem Dennisa Melniksa na gali w Świebodzicach 29 kwietnia 2005 roku.  26 czerwca 2006 roku stoczył kolejny zwycięski pojedynek, gdzie pokonał Kanadyjczyka Arthura Cooka. Zwycięzca pojedynku otrzymał tytuł Międzynarodowego Mistrza Polski w kategorii wagowej ciężkiej.  W tym samym roku Mariusz otrzymał szanse walki o pas mistrzowski federacji TWBA. Polak wygrał tę walkę przez nokaut techniczny w czwartej rundzie, zwyciężając Węgra Zlotana Beresema. W 2009 roku Mariusz stanął w obronie pasa federacji TWBA pokonując Amerykanina Juliusa Longa.  17 lipca 2010 roku Mariusz wrócił na ring po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Na gali w Schwerinie pokonał przez nokaut Christiana Hammera.  Kolejny pojedynek Polak stoczył 19 lutego 2011 roku, jego rywalem był Jonathan Haggler. Stawką tego pojedynku był pas WBC Baltic. Mariusz wygrał tę walkę przez nokaut w trzeciej rundzie.  29 lipca 2011 roku zdobył pas WBC International nokautując Kevina McBride’a. W 2011 roku stoczył jeszcze jeden zwycięski pojedynek. Mariusz znokautował Jasona Gaverna.  24 marca 2012 roku Mariusz skutecznie obronił pas WBC International pokonując Tye Fieldsa. W 2012 roku organizacja promująca Mariusza Wacha podpisała kontrakt na walkę Polaka z Wołodymyrem Klitchko. Walka odbyła się 10 listopada 2012 roku w Hamburgu. Polak przegrał starcie z Ukraińcem na punkty. Po walce okazało się ze Polak stosował niedozwolone substancje za co został zawieszony na osiem miesięcy do 11 lipca 2013 roku. Kolejną walkę Mariusz stoczył z Samirem Kurtagiciem. Polak wygrał po jednogłośnej decyzji sędziów.

 

 

Wynik

Rekord

Przeciwnik

Werdykt

Runda

Data

Wygrana

28-1

Samir Kurtagic

UD

8

17-10-2014

Przegrana

27-1

Wołodymyr Klitchko

UD

12

10-11-2012

Wygrana

27-0

Tye Fields

TKO

6

24-03-2012

Wygrana

26-0

Jason Gavern

TKO

6

06-11-2011

Wygrana

25-0

Kevin McBride

KO

4

29-07-2011

Wygrana

24-0

Jonathan Haggler

KO

3

29-02-2011

Wygrana

23-0

Galen Brown

TKO

4

12-11-2010

Wygrana

22-0

Christian Hammer

KO

6

17-07-2010

Wygrana

21-0

Julius Long

TKO

7

24-04-2009

Wygrana

20-0

Remigijus Ziausys

UD

6

07-02-2009

Wygrana

19-0

Jewgienij Orłow

PTS

10

21-11-2008

Wygrana

18-0

Daniił Pierietiat’ko

UD

8

07-08-2008

Wygrana

17-0

Eric Boose

TKO

7

11-07-2008

Wygrana

16-0

Eduardo Franca

KO

1

13-03-2008

Wygrana

15-0

Jawor Marinczew

UD

4

15-12-2007

Wygrana

14-0

Andrij Kindricz

UD

6

16-11-2007

Wygrana

13-0

Zoltan Beres

TKO

4

16-12-2006

Wygrana

12-0

Aleksandrs Borhovs

RTD

5

20-10-2006

Wygrana

11-0

Arthur Cook

RTD

9

23-06-2006

Wygrana

10-0

Raman Suchacieryn

UD

6

03-06-2006

Wygrana

9-0

Ołeh Bielikow

TKO

2

06-04-2006

Wygrana

8-0

Earl Ladson

UD

6

10-03-2006

Wygrana

7-0

Adele Olakanye

UD

4

28-01-2006

Wygrana

6-0

Ołeksandr Subin

UD

6

17-12-2005

Wygrana

5-0

Tomas Mrazek

UD

4

01-12-2005

Wygrana

4-0

Sedrak Agagulian

UD

4

27-10-2005

Wygrana

3-0

Aleksandrs Borhovs

UD

4

01-10-2005

Wygrana

2-0

Milan Becak

TKO

2

05-08-2005

Wygrana

1-0

Deniss Melniks

TKO

1

29-04-2005

UD – jednogłośna decyzja. PTS – walka zakończona na punkty. RTD – techniczna decyzja sędziów

Medal i materiał do pracy

 

 

Wrocław był areną zmagań młodych judoków. Młodzieżowe Mistrzostwa Europy U-23 za nami. Czy były dla nas udane? Jak poradził sobie Wrocław?

 

Zacznijmy od odpowiedzi na ostatnie pytanie. Mówiąc krótko: tak, Wrocław dał radę. Impreza stała na bardzo dobrym poziomie. Organizatorzy zapewnili młodym judokom odpowiednie warunki do rozgrywania zawodów. Ponadto, turniej cieszył się zainteresowaniem mediów – zarówno na poziomie lokalnym jak i ogólnopolskim, a także europejskim. Zawody przebiegały bez większych utrudnień, co warto odnotować, gdyż w przypadku imprezy takiej rangi wszystko jest dokładnie widoczne. Jednakże we Wrocławiu do spektakularnych wpadek nie doszło. Warto podkreślić, że miasto godnie wywiązało się z powieżonego zadania. Na pewno organizatorzy zasłużyli na plusa.

 

Czy na plusa zasłużyła nasza reprezentacja? Nad tym należy zastanowić się dość poważnie. Personalia odłóżmy na chwilę na bok, zajmijmy się osiągnięciami. We Wrocławiu nasza reprezentacja wywalczyła jeden medal – srebrny. De facto biało – czerwoni powtórzyli wynik z poprzedniego turnieju. Z tą różnicą, że w 2013 roku był to brąz. Nie można obecnego osiagnięcia porównać z wynikiem uzyskanym dwa lata temu. Trzy medale świadczą o bardzo dobrym występie naszych reprezentantów. Jak patrzeć zatem na srebro zdobyte we Wrocławiu? Po chłopsku: nie jest źle, mogło być gorzej. Niby prawda. Rok temu też był medal – tyle, że brąz, a teraz jest srebro. Jednym słowem: rozwijamy się, ale w 2012 roku było zdecydowanie lepiej. Czyli jeszcze potrzeba nam czasu. Mimo wszystko wymagania i oczekiwania były większe. Czy przesadzone? Teraz pochylmy się nad personaliami.

 

Blisko podium były Karolina Pieńkowska oraz Beata Pacut. Obie ostatecznie uplasowały się na piątych miejsach w swoich kategoriach wagowych. Pacut w półfinale przegrała z Klarą Apotekar, a w walce o brąz uległa Anastasii Turchyn z Ukrainy. Karolina Pieńkowska doświadcza syndromu piątych miejsc, czego potwierdzeniem jest wrocławski wynik. O pechu może mówić Aleksandra Jabłońska. Sędzia uznał drugie waza – ari i pokazał ippon, choć nasza zawodniczka trzymała rywalkę. Arbiter był nieugięty. Medalistka poprzednich mistrzostw Europy Karolina Tałach pożegnała się z imprezą już w 1/16. Elisavet Teltsidou okazała się lepsza wygrywając przez waza-ari. Rozczarowała Arleta Podolak. Nasza judoczka stoczyła tylko jedną walkę w turnieju. Przegrała z Norą Gjakową, która sięgnęła po mistrzostwo Europy w kategorii 57 kg.

 

Wśród panów szans medalowych nie wykorzystali Kamil Niedziela i Kamil Grabowski, którzy przegrali swoje walki o brązowy medal. Patryk Ciechomski z Jutrzenki Płock w drugiej rundzie uległ Ukraińcowi Witalijowi Kowtunowowi. Na tym samym etapie z turniejem pożegnał się Damian Nasiadko. W pierwszej rundzie odpadli za to Tomasz Kwiatkowski oraz Damian Stępień.

 

Łukasz Kiełbasiński zdobył jedyny dla Polski medal podczas młodziezowych mistrzostw Europy U-23. Kiełbasa rozbudził nasze nadzieje, gdyż krążek wywalczył już pierwszego dnia imprezy. Kiełbasiński szedł jak burza. W pierwszym pojedynku rozprawił się z Czechem Davidem Pulkrabkiem. Kolejnym rywalem Polaka był Daniel Ben David, w następnej rundzie Kiełbasińskiemu przyszło zmierzyć się z Basem Koffijbergiem. Polski judoka pokonał te przeszkody i w półfinale stanął oko w oko z Leczi Ediewem z Rosji. Jednego reprezentanta Sbornej Kiełbasiński pokonał, ale w finale nie dał już rady Islamowi Jaszuewowi. Medal Kiełbasińskiego okazał się naszą jedyną zdobyczą na tej imprezy.

 

Dlaczego tylko jeden medal? Co się stalo? Oczekiwania były zupełnie inne. Nasi reprezentanci mieli potwierdzić, że polskie judo wraca na właściwą drogę. Oczekiwano, że biało-czerwoni będą walczyć o medale i poprawią wynik z poprzednich mistrzostw. Blisko zdobyczy medalowej była czwórka Polaków, jednak ostatecznie zajęli piąte lokaty. Jedynie Kiełbasiński spełnił oczekiwania i uratował honor polskiego judo. Z pewnością judocy nie poradzili sobie z presją. W zawodach najwyższej rangi osiągali dobre wyniki, jednak tam mogli sprawić niespodziankę. W mistrzostwach nasi reprezentanci uchodzili za faworytów i kandydatów do medali – Podolak, Pieńkowska czy Grabowski. Nie udało się. Można zauważyć, że jest materiał do pracy nad koncentracją i umiejętnością startowania pod presją. Czy dodatkowym dyskomfortem był fakt, że zawody odbywały się na polskiej ziemi? Być może niektórych sparaliżował strach. Pozostaje liczyć, że nasi judocy dojrzeją i będą potrafili radzić sobie z presją. Z dnia na dzień nie starcili umiejętności sportowych. Problem tkwi w głowach.

 

Jeden medal, a miało być więcej, ale trzeba się cieszyć z sukcesu Łukasza Kiełbasińskiego. Być może dobrze, że niektórym „młodym” nie wyszło. To swego rodzaju zimny prysznic i zarazem próba. Każdy musi nauczyć się przegrywać i zarazem chcieć się odgrywać.

 

Wrocław zaprezentował się z dobrej strony. Młodzieżowe Mistrzostwa Europy U-23 w judo zostały zorganizowane na wysokim poziomie. Cieszy, że Polska jest areną zmagań judoków i coraz chętniej nasz kraj jest organizatorem wielu imprez sportowtowych. To bardzo pozytywne doświadczenie. Brakuje trochę na poziomie sportowym. Miało być inaczej, jednak nie należy rozpamiętywać tego faktu. Najlepszą drogą jest wyciągnięcie wniosków i dalsze działanie.

 

KM

Mistrzostwa Europy U23 Judo – transmisja live!!!

Zapraszamy na transmisję na żywo z Mistrzostw Europy U23 Judo. Przygotowalismy dla Państwa relację live z całości zawodów odbywających się w dniach 14-16 listopada 2014 r. w hali Orbita we Wrocławiu. Transmisja będzie z każdej Tatami osobno oraz uruchomiliśmy kanał główny ze studiem i komentarzem.

[kod]

Main Chanel

Słowami budując atmosferę

Do starcia mistrza świata WBO wagi junior półśredniej Chrisa Algieriego z mistrzem świata WBO wagi półśredniej Manny’m Pacquiao dojdzie 22 listopada. Jednak walka rozpoczęła się już kilka tygodni temu – walka na słowa.

Algieri jest wyższy od swojego rywala, jednak nie uchodzi za faworyta tego pojedynku. Pacquiao za wielu uznawany jest za najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe. W rywalizacji z Algierim za Pacmanem przemawia także fakt, że limit wagowy ustalony został na 144 funty. Rywal Filipińczyka nie ukrywa, że oczekiwał innego rozwiązania: –  Jestem większym od niego facetem i do tego walczę bardziej technicznie. Chciałem, aby limit na ten pojedynek był wyznaczony na poziomie 147 funtów. Chciałem walczyć o prawdziwy tytuł kategorii półśredniej.

Pacquiao uważa, że Algieri w pojedynku z nim będzie ostrożny. Pacman podczas rozpracowywania rywala doszedł do wniosku, że ten postawi na starcie w półdystansie. Zdaniem Filipińczyka jego przeciwnik nie będzie chciał podejmować walki. Czy Pacman dobrze rozpracował rywala? Sam ma prosty plan na ten pojedynek. – Nie mam zamiaru nastawiać się na nokaut, tylko skupić się na tym, aby ten pojedynek wygrać. Spodziewam się, że on będzie przede mną uciekał.

Algieri mimo, że stawiany jest na straconej pozycji nie poddaje się. Ciężko trenuje, zna swoją wartość i chce sprawić niespodziankę. – Trenuję 6 dni w tygodniu. Większość treningów odbywa się dwa razy dziennie. Manny powiedział, że będę  najsprytniejszym z jego dotychczasowych rywali i tu się z nim w pełni zgadzam. 

W kontekście pojedynku Algieri – Pacquiao głos zabrał Floyd Mayweather Jr. Money oskarżał Pacmana o to, że nadużywa jego nazwiska do wypromowania swojej najbliższej walki. Według Mayweathera Filipińczyk chce zwiększyć zainteresowanie pojedynkiem z Algierim i tym samym podbić dochody z pay per view. Pacman zdecydowanie się od tego odcina, nie chce mówić o Moneyu. – Nie chcę, aby nazwisko Floyda było teraz wymieniane, ponieważ on myśli, że na jego nazwisku promuję walkę z Algierim.

Algieri wie jaką wartość ma pojedynek z Pacquiao. Wygrana mogłaby mu otworzyć drzwi do walki z najlepszymi, a także zwiększyć jego dochody. – W tym momencie znajduję się na szczycie tego sportu. Zwycięstwo w tej walce sprawi, że otworzy się przede mną możliwość toczenia walki nie tylko z czołówką wagi półśredniej, ale najlepszych pięściarzy z całego świata. Teraz czas na walki z wielkimi nazwiskami. Udowodnię, że należę do czołówki.

Teoretycznie Pacquiao skupia się na najbliższej walce z Algierim, ale myślami jest już w przyszłym roku. O czym myśli? Gdzieś tam w jego głowie tkwi możliwość walki z Mayweatherem. – Mam nadzieję, że w przyszłym roku dojdzie do tej walki. Teraz skupiam się tylko na najbliższej walce z Algierim.

I jednej i drugi ciężko trenują. Często zabierają głos zachwalając siebie, opowiadając o rywalu oraz możliwościach. Algieri staje przed ogromną szansą, gdyż nie jest uznawany za faworyta. Wszystko  za to układa się po myśli Pacmana. Walka w limicie 144 funtów jest jak najbardziej korzystna dla niego. 22 listopada walka słowna zakończy się. W tym wszystkim najciekawsze jest to, że pojedynek stoczą Algieri i Pacquiao, ale coraz częściej mówi się o Mayweatherze. Gdzie dwóch się bije… Ale o co tak właściwie chodzi? Zobaczymy po 22 listopada.

 

KM

Najlepsi młodzi judocy we Wrocławiu

Wrocław zaprasza, Wrocław wita. W dniach 14 – 16 listopada w stolicy Dolnego Śląska odbędą się młodzieżowe mistrzostwa Europy U-23 w judo.

Polskę będzie  reprezentowało łącznie osiemnastu zawodników – dziewięciu panów i dziewięć pań. Trenerka żeńskiej reprezentacji Aneta Szczepańska wierzy w dobre występy swoich podopiecznych. Rzeczywistość jak najbardziej potwierdza jej nadzieje. W końcu w kadrze ma do dyspozycji mistrzynię świata juniorek Arletę Podolak oraz brązową medalistkę poprzednich młodzieżowych mistrzostw Europy Karolinę Tałach. Z pewnością obie zawodniczki powalczą o medale, gdyż są w dobrej formie. Warto zaznaczyć, że Tałach w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami walczy w innej kategorii wagowej. W Samokovie brązowy medal wywalczyła w kategorii 70 kg, teraz walczy w 63 kg. O szansach medalowych mówi się również w kontekście Karoliny Pieńkowskiej. Zawodniczka AZS-u AWF Warszawa musi wreszcie przerwać serię porażek z Włoszką Odette Giuffridą. W ostatniej chwili do kadry dołączyła Aleksandra Jabłońska. 20-latka z Gdańska w tym roku wywalczyła złoty medal mistrzostw Polski juniorek. Ponadto, była druga w Pucharze Europy Juniorek w Kownie.

Szkoleniowiec męskiej reprezentacji Piotr Sadowski liczy na co najmniej jeden medal swoich podopiecznych. Wysoko mierzą walczący w kategorii 63 kg Łukasz Kiełbasiński oraz Bartłomiej Garbacik. W dobrej dyspozycji jest Patryk Ciechomski z Płocka. Warto pamiętać o zawodnikach wagi ciężkiej – Kamilu Grabowskim oraz Damianie Nasiadko.

Dla naszych zawodników dodatkową motywacją z pewnością będzie występ na polskiej ziemi. Trener Szczepańska mocno wierzy w swoje zawodniczki, Piotr Sadowski również ma nadzieję na krążek swoich podopiecznych. Bez medalu nie może się obejść. W ostatnich dziesięciu latach za każdym razem z młodzieżowych mistrzostw Europy U-23 nasi reprezentanci przywozili medale. Rok temu brąz wywalczyła Karolina Tałach. W 2012 roku Polska zdobyła trzy krążki. Złoto wywalczył Damian Szwarnowiecki, po srebro sięgnął Tomasz Dumański, a brąz trafił do Katarzyny Furmanek. Teraz też liczymy na dobry wynik.

Niestety, w kadrze zabrakło Damiana Szwarnowieckiego, który ma problemy z plecami oraz Anny Borowskiej i Piotra Kuczery – ta dwójka odpoczywa po ciężkim sezonie. Nasza kadra liczy osiemnastu zawodników, którzy z pewnością na własnym terenie będą walczyli ambitnie i dadzą z siebie wszystko. Wrocław przyjmie najlepszych młodych judoków . Przez kilka dni hala Orbita będzie prawdziwą areną walki.

Kadra Polski na MME U-23:

-48 kg Joanna Stankiewicz (AZS AWF Warszawa), -52 kg Karolina Pieńkowska (AZS UW Warszawa), Dorota Smorzewska (UKS Sensei Płock), -57 kg Arleta Podolak (GKS Czarni Bytom), -63 kg Karolina Tałach (SGKS Wybrzeże Gdańsk), Justyna Karpała (AZS AWF Wrocław), -70 kg Aleksandra Jabłońska (AZS AWFiS Gdańsk),  -78 kg Beata Pacut (GKS Czarni Bytom), Anna Załęczna +78 kg (TKS Judo Toruń)

-60 kg Bartłomiej Garbacik (AZS AWF Katowice) i Łukasz Kiełbasiński (UKJ Ryś Warszawa), -73 kg Damian Stępień (UMKS Żak Kielce), -81 kg Tomasz Szczepaniak (KJ AZS Opole), Tomasz Kwiatkowski (GKS Czarni Bytom), -90 kg Patryk Ciechomski (UMKS Jutrzenka Płock), -100 kg Kamil Niedziela (AZS Gliwice), +100 kg Kamil Grabowski (GKS Czarni Bytom), Damian Nasiadko (SGKS Wybrzeże Gdańsk).

 

FighTime przeprowadzi transmisję z imprezy. Serdecznie Państwa zapraszamy do oglądania naszych transmisji i kibicowania naszym reprezentantom. Trzymajmy kciuki za naszych judoków. Młodzieżowe Mistrzostwa Europy U-23  na żywo w FighTime TV!

 

KM

Jadą po medale

Przed nami kolejna mistrzowska impreza, w której liczymy na zdobycz medalową naszych reprezentantów. Przed nami Mistrzostwa Europy WAKO Seniorów w kickboxingu. Impreza odbędzie się w Mariborze w dniach 15 – 23 listopada.

Nasi reprezentanci do Słowenii udadzą się 15 listopada. W jakim celu udają się do Mariboru biało – czerwoni? Na  pewno nie po to, aby odhaczyć swoją obecność. Polacy jadą, trzeba to wyraźnie podkreślić, aby walczyć o medale. Nasza reprezentacja ma potencjał, który powinien być przekuty na sukcesy. Oczywiście, trzeba uwzględniać potencjał rywali i mieć świadomość, że nie wrócimy z mistrzami świata we wszystkich kategoriach wagowych. Nie o to chodzi. Należy podkreślić, że Polacy jadą po medale i jak najwyższe miejsca. Powrót bez jakiegokolwiek krążku jest niedopuszczalny. Wręcz niemożliwy!

Do Mariboru jedzie nasz mistrz świata Kamil Ruta, który jest nadzieją polskiego kickboxingu i posiada umiejętności predysponujące go do utrzymywania się na szczycie. Ponadto, na mistrzostwach szansę zaprezentowania dostanie utalentowany Jerzy Wroński. Walczący w formule kick-light do 74 kg warszawianin jest naszą cichą nadzieją na medal. Tak jak i Rutę, Wrońskiego stać na sięgnięcie po złoto. Tylko, żeby coś nie stanęło im na przeszkodzie… Czytaj: Bilbao i sędziowie.

W akcji zobaczymy też Rogera Garbaczewskiego z Siedlec z kick-light w wadze 69 kg, Patryka Zaborowskiego z Gdańska w kategorii 94 kg, Artura Bizewskiego z Kartuz, Marcina Nasiadko czy Adriana Durmę w light – contact. Wśród pań Martyna Dzięciołowska z Kobyłki, Anna Szczecińska, Paulina Jarzmik, Paulina Frankowska czy Monika Kędzierska. Głęboko wierzymy w dobre przygotowanie naszych zawodników i jak to często bywa w kickboxingu w łut szczęścia. Szczęście jak najbardziej się przyda, gdyż w walce nie wszystko jest zależne od zawodnika. Może być genialnie przygotowany, jednak błąd osób trzecich może przekreślić szansę na dobry wynik.

Wydaje się, że trasa licząca 1860 kilometrów nie może być pokonana „na  pusto”. Wraz z zawodnikami do Mariboru uda się trzech trenerów. Rafał Kałużny oraz Tomasz Biernacki, odpowiednio I i II szkoleniowiec w kick-light. Trzecim szkoleniowcem jest opiekun zawodników pointfighting i light contact Piotr Siegoczyński. Licząca ponad trzydzieści osób kadra Polski zjawi się w Mariborze 16 listopada rano. Zawodnicy będą mieli czas na aklimatyzację, roztrenowanie i mentalne przygotowanie się do zawodów. Skoro mówimy o mistrzostwach Europy WAKO to oczekujemy, że fighterzy będą mieli odpowiednie warunki do ćwiczeń. Oficjalne otwarcie imprezy będzie miało miejsce 18 listopada w mariborskiej gali Dvorana Tabor. Zawodnicy rozpoczną rywalizację dzień później.

Nasi reprezentanci dostają kilka dni na aklimatyzację, co jest dobrym krokiem. Liczymy na medale w mistrzostwach Europy WAKO, bo inaczej być nie może. Nasza reprezentacja już w Bilbao pokazała, że mamy ogromny potencjał. Liczymy, że z Mariboru również przywieziemy worek medali i każdego dnia będziemy mogli się cieszyć z kolejnych zwycięstw Polaków. Ruta, Wroński, Garbaczewski, Dzięciołowska, a może Kędzierska? Kto spełni oczekiwania, kto zaskoczy, kto rozczaruje? Oby każdy z zawodników spełnił swoje założenia. Nie możemy na darmo przejechać 1860 kilometrów – medale muszą zawisnąć na szyjach naszych reprezentantów  i wrócić do Polski. Jeden krążek nas nie zadowoli. Tak nas nauczyli, więc przyzwyczailiśmy się i teraz czekamy. Na medale. Na worek medali. A skoro zawodnicy mają kilka dni na aklimatyzację to niech zwiedzą Maribor i zrobią zdjęcia. Będą mieli piękne wspomnienia.

KM

Master rozpoczyna odbudowę

Jean Marc Mormeck będzie najbliższym rywalem Mateusza Masternaka. Popularny Master stanie oko w oko z Francuzem 5 grudnia w Issy-les-Moulineaux.

Pojedynek obu pięściarzy od pewnego czasu zyskiwał na popularności. Strony prowadziły negocjacje i wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze do zakontraktowania walki. W ostatnich dniach obóz milczał, co powodowało, że nad pojedynkiem pojawił się znak zapytania. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Masternak zmierzy się z Mormeckiem w 10-rundowym pojedynku.

Wielu myśląc Mormeck przywołuje sobie na myśl walkę Francuza z wielkim Władimirem Kliczko. Ukraiński mistrz nie pozostawił złudzeń swojemu rywalowi. W czwartej rundzie Mormeck poczuł siłę Kliczki, który potężnie go znokautował. Francuz podjął wyzwanie i stanął oko w oko z jednym z najlepszym bokserów świata w walce o cztery pasy mistrzowskie. Nie udało się. Mormecka nie należy jednakże oceniać przez pryzmat pojedynku z Ukraińcem. Dlaczego? Odpowiedź wkrótce.

Tomasz Adamek też dokonał skoku. Przeskoczył z niższej kategorii wagowej do królewskiej. Mormeck postąpił tak samo. W wadze junior ciężkiej Francuz był mistrzem organizacji WBC i WBA. W 2003 roku pokonał Virgila Hilla i sięgnął po pas WBA, kolejny zdobył trzy lata później, gdy na punkty okazał się lepszy od Wayne’a Braithwaite’a. Mormeck mistrzowskie tytuły stracił dość szybko – w następnej walce. Francuza znokautował O’Neil Bella, a należy uwzględnić fakt, że była to pierwsza porażka przez nokaut najbliższego rywala Masternaka. W swojej karierze pojedynkował się również z Davidem Haye’m, jednak przegrał walkę, mimo iż Brytyjczyk poczuł deski. W 2010 roku Mormeck zdobył pas WBA International wagi ciężkiej pokonując Timura Ibragimowa.

Zaprezentowany obraz francuskiego boksera pozwala stwierdzić, że nie jest on anonimowy, a zauważyć należy, iż jest to pięściarz z wysokiej półki. Mormeck po osiągnięciu sukcesów w wadze cruiser chciał spróbować sił w kategorii królewskiej. Kliczki pokonać się nie udało, ale to w żaden sposób mu nie umniejsza. Jednym słowem – Mateusz Masternak staje przed wyzwaniem. W tym miejscu należy się zastanowić – kto uchodzi za faworyta? Niby Mormeck jest już wiekowy (42 lata), jednak nie można uznać, że ten fakt przekreśla jego szanse.

Masternak jest jedną z czołowych postaci wagi junior ciężkiej, jednak w ostatnim pojedynku niespodziewanie przegrał. Niejednogłośnie na punkty lepszy okazał się Youri Kalenga, zdecydowanie niżej notowany od Polaka. Teoretycznie Francuz był postawny i silny, ale to Masternak bardziej tą walkę przegrał niż jego rywal ją wygrał. Zwycięstwo pozwoliłoby Masterowi zbliżyć się do pojedynku z Lebiediewem, jednak zaprezentował się słabo i stracił szansę na zrobienie kroku w kierunku mistrzowskiej rywalizacji. W tym miejscu można zastanowić się, czy może pięściarzowi taka lekcja nie przyda się w przyszłości?

Teraz stanie na wprost Mormecka. Człowieka, który był mistrzem i walczył z tuzami boksu. Co prawda, facet liczy sobie 42 wiosny, ale jak to mówią szczęśliwi czasu nie liczą. Poważnie mówiąc – Francuz po rywalizacji w wadze ciężkiej z pewnością wzmocnił się. Jest twardszy i wytrzymalszy. Na pewno to wymagający rywal i Masternak staje przed trudnym zadaniem. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby straszyć Mormeckiem, ale żeby dobrze przygotować się do tej walki. Polak musi rozpocząć odbudowę swojej pozycji i naprawić złe wrażenie, które pozostawił po pojedynku z Kalengą. Wydaje się niemal pewne, że mając w ringu Mormecka będzie bardziej skupiony i nie podejdzie w sposób lekceważący do przeciwnika. W końcu inaczej walczy się z byłym mistrzem, a inaczej z przeciwnikiem, który już na starcie był spisywany na straty.

5 grudnia Masternak ma rozpocząć proces odbudowy. Ma szansę stoczyć ciekawy pojedynek i zmierzyć się z bokserem, który znak smak mistrzowskich pasów. To z pewnością cenne doświadczenie dla naszego boksera. Masternak kontra Mormeck – walka, która zapowiada się ciekawie i da odpowiedź na pytanie: czy Master wróci do gry?

KM

Piękna tradycja, piękny jubileusz

55-lecie klubu ZKS Stal Rzeszów to okazja do rozważań na temat stanu polskich zapasów. Cieszy to, że rzeszowskie zapasy mają się dobrze i działacze dbają o tradycję swojego klubu. Z tej okazji przygotowali specjalną imprezę, która uwydatnić miała 55-lecie sekcji.

Sekcja zapaśnicza Stali Rzeszów na mapie Polski pojawiła się pięćdziesiąt pięć lat  temu. W tym miejscu należy podkreślić rolę Jana Małka, który był jej założycielem oraz twórcą bogatych sukcesów klubu. Pierwsze triumfy przyszły już dwa lata po aktywacji zapasów w Rzeszowie. W 1961 roku podczas mistrzostw okręgu w Krakowie zawodnicy Stali wywalczyli pięć medali – dwa złote i trzy srebrne. Do elity polskich zapasów rzeszowski zespół awansował w 1966 roku, jednak tylko na chwilę. Ekipa spadla z I ligi, by rok później ponownie znaleźć się wśród najlepszych. Zapasy w Rzeszowie zyskiwały popularność. Klub systematycznie się rozwijał, szkolenie młodzieży postępowało i z czasem przyszły poważne sukcesy.

Pierwszym olimpijczykiem, który reprezentował barwy Stali Rzeszów był Ryszard Długosz (igrzyska w Meksyku). Można powiedzieć, że z Rzeszowa wywodzi się wielu medalistów i wielkich zapaśników. Przede wszystkim należy wspomnieć osobę Adama Sandurskiego, który godnie reprezentował Polskę, ale także Rzeszów na międzynarodowych zawodach. W 1980 roku z Moskwy Sandurski przywiózł brązowy krążek, po medal tego samego kruszcu sięgnął również jego kolega – Aleksander Cichoń. Stal Rzeszów miała w swoich barwach wielu olimpijczyków – Jan Falandys, Stanisław Makowiecki,  Jerzy Nieć, Stanisław Szostecki czy wspomniany już Długosz. Sandurski wraz z kolegami wzbogacili dorobek klubu o dwadzieścia medali przywiezionych z mistrzostw świata i Europy.

Stal Rzeszów dominowała również na rodzimym podwórku, więc i  na arenie krajowej może pochwalić się licznymi osiągnięciami. To klub z piękną tradycją, która ma ogromną wartość dla kształtowania świadomości przyszłych pokoleń. Zapasy stały się w pewnym momencie chlubą miasta. Stal to osiemnastokrotny drużynowy mistrz Polski. Zapaśnicy z Rzeszowie wywalczyli w sumie podczas krajowych zawodów 155 medali, wśród nich 59 było koloru złotego.

Stal Rzeszów to klub, który śmiało można uznać za wizytówkę polskich zapasów i ikonę tego sportu. Wielka tradycja, wielcy zawodnicy – w osobach Sandurskiego,  Cichonia czy Długosza – oraz masa sukcesów. Obecnie Stal ma w swoich szeregach wielu obiecujących zawodników. Należy zwrócić uwagę na piątego zapaśnika mistrzostw świata Juniorów Kamila Kościółka, uczestnika tegorocznych mistrzostw świata i Europy kadetów Łukasza Grzybowskiego oraz reprezentantów Polski Jakuba Mendrala i Konrada Tronta.

W związku z 55—leciem sekcji zapaśniczej 8 listopada w Hali Sportowej ROSiR odbył się jubileuszowy turniej. Szesnastu zawodników rywalizowało w kategoriach kadetów oraz juniorów z podziałem na cztery grupach wagowych. Turniej zdominowali rzeszowianie. W kategorii 69 kg triumfował Łukasz Grzybowski, Jakub Mendrala okazał się najlepszy wśród zawodników76 kg. Mateusz Nowak zwyciężył w 96 kg, a najlepszym najcięższym (120 kg) okazał się Kamil Kościółek. Turniej swoją obecnością uświetniło wielu zacnych gości: prezes Polskiego Związku Zapaśniczego Grzegorz Pieronkiewicz, założyciel sekcji Jan Małek oraz wybitni zawodnicy klubu – Jan Falandys, Aleksander Cichoń, Ryszard Długosz.

Świętowanie rocznicy 55-lecia istnienia sekcji zapaśniczej w Rzeszowie to wydarzenie szczególne. Pokazuje i zarazem uwidacznia fakt, że tradycja tego sportu jest pielęgnowana. Pamięta się o wybitnych zapaśnikach, zaprasza na obchody, co jest bardzo ważne. W końcu oni tworzyli historię klubu i swoimi występami wzbogacali jego dorobek oraz bronili jego barw. Stal Rzeszów ma już 55 lat. Klub zapisał piękną kartę w historii. Wielu wybitnych zawodników, w tym olimpijczycy i medaliści mistrzostw świata oraz Europy, ogrom medali, sukcesy na arenie krajowej. Trzeba dbać o tradycję, pamiętać o niej i pisać kolejne rozdziały historii.

 

KM

To będzie najgłośniejszy powrót do MMA.

Innego określenia użyć nie można. Dlaczego głośny? Bo tak, a nie inaczej. A tak poważnie wokół tego zawodnika zawsze jest wiele szumu i zamieszania. Raczej nie spektakularny i wielki powrót, bo w MMA nic nie osiągnął. O kim mowa? Marcin El Testosteron Najman wraca do MMA.
Były bokser ma pojawić się na gali PLMMA 27 grudnia, co potwierdził organizator. Najman zaprezentuje się w walce wieczoru, nazwisko jego przeciwnika nie jest znane. El Testosteron z pewnością będzie główną atrakcją widowiska, ale czy na pewno sportową? Czy o to chodzi? Organizatorzy gali zapewne stawiają na ostry marketing i spopularyzowanie gal PLMMA. Najman może okazać się skutecznym magnesem, który zapewni szeroką widownię i zachęci sponsorów do zainteresowanie się owym produktem. Kontekst w jakim będzie rozpatrywany udział Najmana w tej gali jest kwestią drugorzędną. Jedni będą chcieli go po prostu zobaczyć, inni będą liczyć na „artystyczne” atrakcje.
Czy zawodnika z Częstochowy można traktować poważnie? Z pewnością ma w sobie coś, co predysponuje go do tworzenia zamieszania wokół własnej osoby i wytwarzania aury, delikatnie mówiąc, showmana. Jednakże należy pamiętać o tym, że był bokserem i zawodnikiem kickboxingu, co daje mu prawo do startowania w zawodach MMA. Ocena stanu jego umiejętności wymaga głębszej analizy, choć Najman świata nie zawojował. W kickboxingu dwukrotnie był wicemistrzem Polski juniorów w full contact. Z kolei w karierze bokserskiej miał szansę zdobyć zawodowe międzynarodowe mistrzostwo Polski, jednak w starciu z Andrzejem Wawrzykiem okazał się gorszy. Wybitnych osiągnięć zatem Najman nie ma.
El Testosteron swój potencjał wykreował jakoby szans. Czy ów potencjał związany jest ze sportami walki? W jego przypadku trudno mówić, że wszystko zweryfikuje ring. Owszem, walka jest rozstrzygnięciem, jednak Najman stosuje wiele zabiegów przed pojedynkiem. Dużo mówi, kreuje swój wizerunek, co ma wymiar zarówno marketingowy jak i sportowy. Z jednej strony należy patrzeć na jego zachowanie jako świadome zagranie reklamowe, które ma przynieść określone zyski, z drugiej być można jest to tzw. wojna psychologiczna.
Czy w przypadku występu Najmana na PLMMA jest to skuteczne zagranie marketingowe organizatorów? El Testosteron jakby trochę się wyciszył i zaangażował w działalność grupy promotorskiej NG Promotions. Być może szansa występu zmusi go do zmiany swojej postawy i prezentowania się na forum. Co Najman może pokazać jako zawodnik MMA? Pudzianowski, Saleta i Burneika – wszystko jasne. Tak najkrócej można to zdefiniować. Trzy porażki przez poddanie – to bilans Najmana w MMA. Pudzian zaskoczył częstochowianina low-kickami, Saleta duszeniem, Burneika obłożył go ciosami. Tak naprawdę można zastanowić się jak człowiek, który ma doświadczenie w sportach walki może przegrać z były strongmanem oraz kulturystą. Porażkę z Saletą można zrozumieć, ale dwie pozostałe. Trudno to zrozumieć. Być może masa rywali zrobiła różnicę, ale Najman w obu przypadkach był pasywny.
Powrót po latach. Głośny. Sportowo nad wartością tego powrotu należy się zastanowić, ale i tak kibice zainteresują się samym nazwiskiem. Istnieje coś takiego jak magia nazwiska. Nie musi wiązać się z niczym pozytywnym, doniosłym czy ponadprzeciętnym. Wystarczy, że jest. Najman swoją osobą utkwił społeczeństwu w pamięci. Czy po walce na gali PLMMA nadal tak będzie?

KM

Artur "Szpila" Szpilka

Polski bokser wagi ciężkiej urodzony 12 kwietnia 1989 roku w Wieliczce.  W wieku 12 lat krótkotrwale uczęszczał na zajęcia bokserskie w klubie Górnik Wieliczka. Do boksu wrócił po kilku latach, w międzyczasie był chuliganem Wisły Kraków.  W wieku 19 lat Artur zdobył amatorskie mistrzostwo Polski . Jako amator osiągnął również mistrzostwo Polski seniorów, wicemistrzostwo Europy kadetów oraz wygrał turniej o Złotą Rękawicę Wisły. W 2008 Szpilka przeszedł na zawodowstwo.  Swoje pierwsze pięć walk stoczył w kategorii wagowej junior ciężkiej.  W październiku 2009 roku miał stoczyć swój kolejny pojedynek z Wojciechem Bartnikiem , ale podczas ważenia przed walką został aresztowany. 25 czerwca 2011 roku, po wyjściu z zakładu karnego przeszedł do kategorii wagowej ciężkiej.  W tym roku podpisał także kontrakt z grupą Bullit KnockOut Promotions.  W tym roku stoczył jeszcze dwie wygrane walki z Owenem Beckiem i Davidem Saulsberrym.  W 2012 roku stoczył trzy walki, każdą z tych walk wygrał pokonując takich bokserów jak: Terrance Marbra, Gonzalo Omar Basile i Jameel McCline.  W walce z Gonzalo Omarem Basile zdobył pasy WBC Youth Silver i WBC Baltic Silver wagi ciężkiej.  W 2013 roku stoczył cztery walki. Dwukrotnie pokonał Mike Mollo, zwyciężył również z Taras Bidenko oraz wygrał z Brianem Minto zdobywając tymczasowy pas WBC Baltic wagi ciężkiej.  W 2014 roku doznał swojej pierwszej porażki w karierze. 25 stycznia w Madison Square Garden w Nowym Jorku, Artur stoczył pojedynek z Bryant Jennings. Amerykanin zwyciężył przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie.  8 listopada 2014 roku Artur Szpilka stoczył pojedynek z Tomaszem Adamkiem.  Artur pokonał Tomasza decyzją sędziów po pasjonującym pojedynku. 16 stycznia 2016 roku Artur zmierzył się z Deontayem Wilderem o pas mistrzowski WBC. W dziewiątej rundzie Artur został znokautowany przez mistrza. 

Król Artur I panuje

W pojedynku tytanów lepszy okazał się Artur Szpilka. Szpila pokonał jednogłośnie na punkty Tomasza Adamka podczas gali Polsat Boxing Night.

Dla niemalże wszystkich w Polsce ten pojedynek miał szczególny wymiar. Z jednej strony były mistrz świata dwóch kategorii wagowych, doświadczony bokser, a z drugiej młody i waleczny bokser z ambicjami. Ring miał zweryfikować wszystko. Szpilka i Adamek stanęli przed nie lada wyzwaniem – mieli zaprezentować boks najwyższych lotów. Czy tak było? Początek walki w wykonaniu obu pięściarzy był zachowawczy. Tak naprawdę nie jest to w żaden sposób zaskakujące, gdyż kluczową rolę odgrywało wzajemne "wyczucie się". Szpilka był uważny i trafił w trzeciej rundzie prostym, który zrobił wrażenie na Adamku. Prawdę mówiąc, obaj byli bardzo czujni i obserwowali się wzajemnie. Adamek do głosu doszedł w piątej rundzie, kiedy to zastosował skuteczny pressing. Szpilka trochę się pogubił i Góral miał okazję kilkukrotnie trafić celnie prawym. Adamek szukał swoich okazji, ale to Szpila był szybszy i zadawał celne ciosy. Góralowi jeszcze w ósmej rundzie udało się dopaść rywala przy linach, jednak nie zrobił przeciwnikowi krzywdy. W ostatniej odsłonie pojedynku były mistrz świata zaryzykował i ruszył odważnie, jednak Szpilka zachował się mądrze. Nie pozwolił sobie na błąd, zadał kilka ciosów i po ostatnim gongu mógł cieszyć się z wygranej. Sędziowie punktowali: 96-94, 98-92, 96-94.

Czy ten pojedynek spełnił oczekiwania? Z pewnością wielu liczyło na efektowniejszą walkę. Jednakże w tym wypadku najważniejsza była odpowiedź na pytanie kto? Kwestia w jaki sposób była tak naprawdę drugorzędna. Spotkał się wielki mistrz i ambitny bokser, który głośno mówi o swoich aspiracjach. Odpowiedź uzyskaliśmy. Wygrał Artur Szpilka, który dzięki temu zwycięstwu zyskał renomę i udowodnił mimo wszystko, że potrafi wytrzymać presję, a także pokazać skuteczny boks. Zastanawiano się, czy Szpilka jest w stanie i potrafi coś więcej niż stosowanie słownych prowokacji. Okazało się, że dobrze przygotował się do pojedynku. Istotne w tym przypadku jest także podkreślenie, że Szpilka zachował się godnie, gdyż potrafił docenić Adamka i jego dokonania. Być może Szpila wreszcie dojrzał. Z kolei sam Adamek zaznaczył, że jego czas dobiega końca. Imponujące jest to, że Góral potrafi przegrywać z klasą. Nie szuka wymówek i usprawiedliwień, nie robi nic na siłę. Czy to ostateczny koniec? Wszystko przed nami, jednak sam Adamek podkreślił, że czas się żegnać. 

Pojedynek, na który czekała cała Polska za nami. W cień odchodzi wielki mistrz, który w ringu imponował. Jego ambicja, ciężka praca i upór pozwoliły mu sięgnąć po mistrzowskie pasy i walczyć z najlepszymi. Czy tym samym zaczyna się czas Szpilki? Ten pojedynek może być dla niego przełomowy. Oczywistym faktem jest, że młody bokser musi jeszcze nad sobą pracować, gdyż jego wybuchowość oraz krnąbrny charakter mogą mu wyrządzić wiele złego. Przede wszystkim trening i spokój. Tak jak mówił Adamek przed tą walką – wszystko okaże się w ringu. Szpilka powinien postawić na boks. Niech ring weryfikuje go jako boksera. Być może musi do tego dojrzeć. Kwestią fundamentalną jest również pytanie, czy Szpilka zbyt mocno nie zachłyśnie się wygraną z Adamkiem i nie zacznie bujać w obłokach. Co dalej? Wszystko jest w jego rękach, a być może przede wszystkim – w jego głowie. Czy wytrzyma? Jeśli skupi się na tym, co dla niego najważniejsze powinien sprostać wyzwaniu. 

Podczas gali byliśmy również świadkami starcia w wadze średniej pomiędzy byłym mistrzem Europy Grzegorzem Proksą, a niepokonanym w ringu Maciejem Sulęckim. Większość stawiała na doświadczonego Super G. – Czy doświadczenie wygra z ambicją? – zastanawiała się przed tym pojedynkiem mistrzyni świata Ewa Brodnicka. Okazało się, że Sulęcki bardzo chciał wygrać i dokonał tego. Jego ambicja pokonała doświadczenie Proksy. Od początku walki Super g był bardzo mobilny, ale nie przynosiło mu to wymiernych efektów. Sulęcki wykorzystywał swoją przewagę fizyczną i stosował długi lewy prosty. Sulek wypracował sobie przewagę, co widoczne było w ocenach sędziowskich – prowadził we wszystkich rundach. Proksa szukał sposobu na Sulęckiego. Próbował wymusić na nim błąd stosując nieustanny pressing, jednak rywal był doskonale na to przygotowany. W siódmej rundzie Sulek w końcu zakończył próby Super G. Kontra z prawej ręki, potężny cios, po którym Proksa padł. Sulęcki nadal niepokonany. Wygrał bardzo trudny pojedynek z wartościowym rywalem, co jest dla niego ogromną szansą na dalszy rozwój. A Proksa? Przed Super G trudny czas. Powrót na szczyt skomplikował się niesamowicie.

Do wyrównania, jeszcze z czasów amatorskich, rachunki mieli Michał Syrowatka i Michał Chudecki. Wszystko rozstrzygnęło się bardzo szybko. Zaledwie w 87 sekund. Chudecki padł po prawym sierpowym rywala na deski. Syrowatka potężnie znokautował przeciwnika, który dobrych kilka chwil dochodził do siebie. Do prawdziwej wymiany ciosów doszło między Andrzejem Sołdrą, a Dawidem Kosteckim. Obaj pięściarze nie szczędzili sobie mocnych uderzeń. Cygan postawił na lewy prosty, z kolei Sołdra stosował lewy sierpowy. Kostecki pod koniec walki wyglądał kiepsko pod względem kondycyjnym, co starał się wykorzystać rywal. Mocne sierpy Sołdry dały się we znaki pięściarzowi z Rzeszowa. O wszystkim mieli zadecydować sędziowie. Okazało się, że skazywany na porażkę Sołdra wygrał jednogłośnie na punkty: 76-75, 77-75, 77-75.

Wyniki wszystkich walk gali Polsat Boxing Night:

Waga ciężka (10 rund): Tomasz Adamek (49-4, 29 KO) – Artur Szpilka (17-1, 12 KO) – jednogłośnie na punkty

Waga średnia (10 rund): Grzegorz Proksa (29-4, 21 KO) – Maciej Sulęcki (19-0, 3 KO) – przez nokaut w 7 rundzie

Kategoria j. półśrednia (10 rund): Michał Chudecki (10-1-1, 3 KO) – Michał Syrowatka (11-0, 2 KO) – przez nokaut w 1 rundzie

Kategoria półciężka (8 rund): Dawid Kostecki (39-2, 25 KO) – Andrzej Soldra (11-1-1, 5 KO) – jednogłośnie na punkty

Kategoria półśrednia (8 rund): Michał Żeromiński (7-2, 1 KO) – Łukasz Maciec (22-2-1, 5 KO) – jednogłośnie na punkty

Kategoria super kogucia (6 rund): Piotr Gudel (2-1-0) – Rafał Kaczor (2-1) – niejednogłośnie na punkty

 

KM

 

Mocny akcent polskiej wagi średniej

Choć wszyscy pieją i zachwycają się starciem Tomasza Adamka z Arturem Szpilką to poza tym istnieje jeszcze świat i nie wolno o tym zapomnieć. Tego samego dnia, w tym samym miejscu dojdzie do arcyciekawego pojedynku w wadze średniej. Maciej Sulęcki zmierzy się z Grzegorzem Proksą.

Młody, utalentowany i ambitny takie określenia najczęściej pojawiają się w kontekście 25-letniego boksera. Sulęcki w dotychczasowej karierze nie poniósł jeszcze porażki. W swoim ostatnim pojedynku pokonał Nicolasa Diona. W poprzednim roku wygrał ciekawy pojedynek polsko – polsko z Łukaszem Wawrzyczkiem. Sulęcki stopniowo wchodzi na coraz wyższy poziom. Walka z Proksą będzie dla niego prawdziwym wyzwaniem. Czy da radę? Sulęcki ma nad Proksą podstawową przewagę – jest wyższy i ma większy zasięg ramion. Czy wykorzysta ten atut? Warto nadmienić, że Sulęcki do tej pory walczył na polskiej ziemi, nie próbował sił poza granicami kraju.

Proksa jest wyzwaniem dla 25-letniego pięściarza. 30-latek urodzony w Mysłowicach w boksie osiągnął już wiele. Można posługując się tekstem z kultowego „Killera” powiedzieć, że jest „człowiekiem światowym”. Walczył na niejednym ringu, zdobywał tytuły, walczył z najlepszymi. Super G swój pierwszy sukces odniósł w 2006 roku, kiedy to zdobył w Hartlepool tytuł młodzieżowego mistrza świata WBC i IBF. W 2010 roku wywalczył mistrzostwo EBU-EU w wadze średniej po pokonaniu Tyana Bootha.  Rok później sięgnął po wakujący pas mistrza Europy  federacji EBU pokonując Sebastiana Sylvestra.  Teraz te osiągnięcia pozostają jedynie wspomnieniem. Obecnie Proksa marzy o powtórzeniu swoich dni chwały. Ostatnią swoją walkę przegrał – jego rywalem był Sergio Mora. W sześciu ostatnich pojedynkach Super G ma bilans 3-3. Proksa oprócz Mory znalazł pogromców w osobach Kerry’ego Hope’a (wygrał z nim rewanż) oraz Gennady’a Golovkina.

– Proksa to utytułowany zawodnik, za którym przemawia duże doświadczenie. Maciek to z kolei młody pięściarz, głodny sukcesu, który do tej pory nie zanotował ani jednej porażki. Czy doświadczenie wygra z ambicją?  – powiedziała nam Ewa Brodnicka, mistrzyni świata w boksie. Doświadczenie jest po stronie Proksy, który toczył już mistrzowskie walki. Pojedynek z Sulęckim będzie dla Super G wyzwaniem. Przychodzi mu stanąć na wprost rywala potężniejszego fizycznie. Proksa nie raz pokazał, że w ringu jest szybki i zdecydowany. Wiele swoich walk kończył przez nokaut m.in. Taza Jonesa,  Alexa Spitko czy Theopilusa Tetteha. Z pewnością dla samego rozwoju Proksy istotny był fakt nawiązania współpracy z trenerem Fiodorem Łapinem, przy którym Super G wyraźnie nabrał pewności siebie i doszlifował swoje umiejętności. Czy talentem przewyższa Sulęckiego? O 25-latku mówi się, że ma potencjał. Tak naprawdę w Krakowie nastąpi weryfikacja jego umiejętności. Proksa to bokser z wyższej półki, z dużym potencjałem i doświadczeniem na zawodowym ringu. Mimo wszystko teraz musi się odbudować, gdyż ostatnie pojedynki nie kończyły się dla niego najlepiej. A nie można wiecznie żyć faktem, że było się mistrzem. Z pewnością Proksa ma tego świadomość i chce rozpocząć nową drogę. Od zwycięstwa w rywalizacji z rodakiem.

Zdaniem Ewy Brodnickiej trudno jednoznacznie wskazać faworyta. – Eksperci większe szanse dają Proksie. Według mnie nie ma tutaj pewnego faworyta i szanse rozkładają się po połowie co sprawia, że pojedynek ten będzie świetnym widowiskiem –powiedział fightime.pl posiadaczka pasa WBF.

Walka Sulęckiego z Proksą będzie bardzo dobrym wprowadzeniem do dania głównego, czyli pojedynku Adamek – Szpilka. 8 listopada dowiemy się także, kto dominuje w wadze średniej. Po raz kolejny pada pytanie: talent czy doświadczenie? Sulęcki nie może doczekać się tej walki. Dla niego będzie to wyzwanie i szansa na otworzenie sobie drogi na salony. Czym ta walka tak naprawdę będzie dla Proksy? Czy Super G ma coś do stracenia? Przegrana może zachwiać jego pozycją i zepchnąć go w niebyt, a wygrana może pomóc w powrocie na szczyt. Trudno jest oceniać, kto może więcej zyskać. Mniejsze straty spowodowane porażką będą z pewnością dotykały Sulęckiego. Proksa trochę ryzykuje. Czy słusznie? W ringu poznamy odpowiedź.

                                                                                                                                      

 

KM

 

Fot. galeria.trojmiasto.pl

Gwiezdne wojny w polskim wydaniu

W Krakowie dojdzie do upragnionego przez wielu starcia w polskim boksie. Wszyscy odliczają już godziny do tego wydarzenia i oczekują aż do ringu wejdą Tomasz Adamek  i Artur Szpilka.

Pojedynek na szczycie i o prymat w polskim boksie, a dokładniej w wadze ciężkiej. Podstawowe pytanie brzmi: kto?, a nie jak? Ktoś musi wyjść zwycięsko z tego starcia, jeden z nich zostanie królem, a drugi będzie musiał pokornie zejść z ringu. Adamek czy Szpilka?

Od kilku miesięcy mówiło się o tym pojedynku, gdy stał się faktem zawładnął całym sportowym światem. Przyjął postać chleba powszedniego. Z jednej strony doświadczony bokser, z drugiej pięściarz, który chce osiągać wielkie sukcesy. Jak ich porównać? Wystarczy na nich spojrzeć i już widać fizyczne różnice. Adamek do wagi ciężkiej dojrzewał, przeszedł do królewskiej kategorii z niższego szczebla.  Nie jest typem wysokiego i prężnego boksera. Stawia na swoją szybkość, zwinność, doświadczenie i umiejętności. Szpilka to typowy ciężki. „Kawał chłopa”, który szuka nokautu i mocno uderza. Fizycznie widoczna jest pewna dysproporcja, ale nie o fizyczność tu chodzi. Boks jest dyscypliną, w której istotną rolę odgrywają umiejętności indywidualne, głowa i taktyka. Jeśli oceniać by po fizyczności to Adamek mógłby pakować walizki i wracać do USA, jednak nie w tym rzecz.

Szpilka długo czekał na tą walkę. Młody bokser za wszelką cenę chce pokazać, kto jest najlepszym bokserem w Polsce. Warto podkreślić, że na Szpilkę patrzy się jako na pięściarza typu ulicznego zawadiaki. Wpływ na tą opinię ma przede wszystkim jego przeszłość, jednak w tym miejscu oceniamy go jako boksera. W ringu pokazał, że szybko potrafi zakończyć walkę w efektowny sposób. Nokaut nie jest mu obcy. Czy będzie w stanie znokautować doświadczonego Adamka?

Góral cieszy się z pobytu w Polsce, gdyż na co dzień mieszka w USA. Ma okazję skorzystać z uroków ojczystego kraju i przygotować się do walki. Adamek jest spokojny, nie wdaje się ze Szpilką w niepotrzebną pyskówkę, choć ten g prowokuje i podnosi jego religijność określając ją jako przesadną. Góral nie odpowiada na te zaczepki, jedynie konstatuje, że wszystko zweryfikuje ring. Adamek pilnie trenuje, aby 8 listopada zaprezentować swój potencjał.

Obaj bokserzy trenują blisko siebie – dzieli ich 55 kilometrów. Wystarczy chwila, aby mogli się spotkać. To stanie się jednak 8 listopada w Krakowie. Obaj mają podstawę do pewnej rehabilitacji. Adamek w swoim ostatnim pojedynku uległ Wiaczesławowi Głazkowowi. Co by było, gdyby udało się pokonać tą przeszkodę? Być może Adamek miałby otwartą drogę, aby zbliżyć się do kolejnej walki o pas, ale to tylko i wyłącznie gdybanie. Z kolei Szpilka w ostatnim pojedynku uległ Bryantowi Jenningsowi, który znokautował Polaka w dziesiątej rundzie. Obaj mają podstawę do rehabilitacji, jednak mało, kto o tym pamięta. Liczy się prymat w polskiej wadze ciężkiej.

Adamek może, Szpilka musi. Góral swoje w boksie zrobił. Walczy, bo czuje się w tym dobrze i nadal ma energię do rywalizacji w ringu. Z pewnością trudno teraz snuć dociekania, czy Adamek jest w stanie zbliżyć się do granicy, którą byłaby walka o mistrzostwo świata. Wydaje się jednak, że ten czas już minął. Mimo wszystko Adamka stać na efektowne walki i na zwycięstwa. Dlaczego Szpilka musi? Wynika to trochę z jego charakteru. Bokser sam na siebie wytworzył presję, wypowiedział tyle słów, w których podkreślał swoją dominację i teraz nie pozostaje mu nic innego niż wygrana. Kwestia fundamentalna – czy jest w stanie pokonać Adamka? Mówiąc krótko nie walczy z „ogórkiem”. To będzie pojedynek, to będzie wojna. Szpilka musi przemówić pięściami. Przeważa fizycznie nad Adamkiem, ale w tym pojedynku musi mieć głowę na karku. Z pewnością Adamek mądrze rozegra tą walkę i zmusi Szpilkę do dużego wysiłku.

Doświadczenie czy młodość? Spokój czy porywczość? Adamek czy Szpilka? Walka o prymat w polskiej wadze ciężkiej. Czekamy na nią. Niech przemówią pięści. Niech wygra lepszy.

 

KM

Nowość – Bellator MotoCross

Gala MMA przed zawodami motocrossowymi? Dlaczego nie? Właśnie taką galę zorganizował Bellator przed zawodami Monster Energy.

Czy ten pomysł wyda owoce? Jak dalej będzie wyglądała ta współpraca? Pierwsza  gala nazwiskami nie zachwyciła i trudno cokolwiek o niej powiedzieć, bo nie była nigdzie transmitowana ani nie została zapisana w postaci video. Zawody odbyły się 18 października w Las Vegas, jednak walki nie weszły w cykl imprez organizowanych przez Bellator. Pojedynki odbyły przed główną atrakcją wieczoru, czyli występami motocrossowymi, gdzie pierwszą nagrodą był milion dolarów. Wracając do meritum, Bellator przygotował dla widzów trzy walki. Zawodnicy nieznani, zaledwie dwóch z sześciu miało za sobą występy dla organizacji. Nie ma, co ukrywać, że Bellator podszedł do tej inicjatywy z dystansem. Jak mówi stara mądrość: „pierwsze śliwki robaczywi”. Wszyscy chcieli zobaczyć jak to wygląda i czy tak naprawdę warto dalej ciągnąć nowe  przedsięwzięcie.

Szef Bellatora Scott Cocker powiedział: – Sądzę, że nasza obecność na tej imprezie spotkała się z pozytywnym odzewem publiczności. Widzowie zgromadzeni w Las Vegas pozytywnie odebrali nową atrakcję jaką były walki MMA. Dla Cockera to znak, że poważnie trzeba zastanowić się nad dalszą współpracą. Zwłaszcza, że Monster Energy optuje za dalszą kooperacją.

Oczywiście, najważniejsze są zawody motocrossowe, jednak MMA miałoby być jedną z atrakcji imprez. Czy Bellator na stałe zajmie miejsce u boku Monster Energy i zmieni swoją politykę? Dla Bellatora to bardzo dobra okazja do promocji, nawiązania nowych kontaktów biznesowych, a przede wszystkim poszerzenia grupy zainteresowanych. Coker otwarcie  przyznaje, że liczy na rozwój współpracy z Monster Energy i nie wyklucza, iż w przyszłym roku jedna z głównych gal organizacji mogłaby się odbyć przed zawodami motocrossowymi.

Z pewnością takie połączenie dałoby korzyści obu stronom. Kolejne atrakcja przyciągałaby nowych widzów i zwiększała dochody obu organizacji. Z jednej strony Bellator ma szanse wypromować się na kolejnej płaszczyźnie, z drugiej strony wartość zawodów motocrossowych może  wydatnie zwiększyć się. Finansowo obie strony mogą zyskać. Pierwsza gala była próbą. Obie strony wyrażają zadowolenie, jednak jeśli dojdzie do dalszej współpracy to Bellator musi podejść do organizacji wydarzenia w pełni profesjonalnie. Jeśli liczy na zyski musi postawić na nazwiska, mocnych i znanych zawodników, którzy pokażą prawdziwą wartość MMA.

Bellator wychodzi z cienia? Czy to może zagranie ratunkowe? Tego nie wiemy. Dalszą współpracę Belltora i Monster Energy zweryfikują widzowie  i to oni będą najlepszym recenzentem, także finansowym. Można krytycznie oceniać ten pomysł Bellatora, jednak główną kwestią są tutaj pieniądze. Organizacja poszerza swoje pole działania. Tyle tylko, że w tym połączeniu Bellator jest cieniem Monster Energy. Czy o to chodzi?

KM

 

Wolak wreszcie zadebiutuje w MMA

Wszystko zakończyło się dobrze – tak można skwitować całą sprawę. Paweł Wolak miał problemy, aby zadebiutować w MMA. Udało się jednak i zawodnik 5 grudnia stoczy swoją pierwszą walkę w formule MMA.

Były bokser wystąpi na gali Matrix Fights 9 w Filadelfii (Pensylwania, USA). Tym samym spełni swoje wielkie marzenie i zadebiutuje w formule MMA. Wolak przygotowywał się pilnie do tej walki. Po zakończeniu kariery bokserskiej postawił na mieszane sztuki walki, co do których ma określony plan. Wolak nie ukrywa, że chce zostać mistrzem i nie traktuje MMA wyłącznie jako zabawy. Wściekły Byk do kwestii mieszanych sztuk walki podchodzi bardzo poważnie. Jak zostało już wspomniane, po odwieszeniu rękawic podjął się treningów, które trwają już kilka lat. Wolak uczy się MMA pod okiem najlepszych. Treningi pod okiem byłego mistrza Bellatora wagi lekkiej Eddiego Alvareza czy legendy mieszanych sztuk walki Renzo Gracie są ogromnym kapitałem. Oprócz boksu Wolak ma również doświadczenie zapaśnicze, co w kontekście MMA może mu tylko pomóc.

Wreszcie – może odetchnąć z ulgą Wolak. 5 grudnia będzie mógł zadebiutować w MMA podczas gali Matrix Fights 9 w Filadelfii. Były bokser pojawił się już na plakatach promujących imprezę. Wolak przedstawiany jest jako były mistrz wagi junior średniej WBC USNC. Dlaczego do pierwszej walki nie doszło wcześniej?

Wolak miał zadebiutować w MMA 11 października na gali APFC 17 w Chicago. Dlaczego do tego nie doszło? Mówiąc najkrócej Wolak nie dostał pozwolenia. Komisja Stanowa Illinois uznała, że zawodnik nie ma odpowiedniego doświadczenia, aby stoczyć walkę w formule MMA. Aby mógł odbyć profesjonalny pojedynek powinien mieć na swoim koncie pięć starć amatorskich. Nawet opinia Eddiego Alvareza, który zachwalał umiejętności Wolaka nie pomogła w pozytywnym rozstrzygnięciu sprawy. Na przeszkodzie stanęły względy formalne i były bokser musiał czekać. Warto dodać, że amerykańskie media też zainteresowały się tą sprawą. Decyzję Komisji uznano za absurdalną.

Mimo wszystko życie toczy się dalej. Pojawiła się kolejna propozycja, inny stan i problemy zniknęły. Wolak pojawi się 5 grudnia w oktagonie. Na plakatachpromujących galę  jest twarz
Wolaka, co świadczy o uznaniu względem byłego boksera. Wszyscy doskonale pamiętają walkę z Delvinem Rodriguezem. Wtedy to Wolak pokazał charakter i serce do walki. Miał tak opuchnięty oczodół, że praktycznie nic nie widział, ale chciał kontynuować pojedynek. Ostatecznie starcie oceniono jako remisowe. Walka zdobyła uznanie i została doceniona przez amerykańskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Piszących o Boksie. Wolak tym samym udowodnił, że jest prawdziwym wojownikiem.

Zakończył karierę bokserską i postawił na MMA. Długo czekał na debiut. Droga ku jego występom w MMA była kręta, jednak wszystko wskazuje na pozytywny koniec. Treningi pod okiem Alvareza i Renzo Gracie muszą przynieść efekt. Należy docenić takie podejście zawodnika, który nie rzuca się na głęboką wodę, lecz trenuje, aby jak najlepiej przygotować się do startów. Jak widać na powyższym przykładzie – jeśli czegoś się bardzo chce to nic nie stoi na przeszkodzie. Teraz już tylko sport i debiut w MMA. 

KM

Mocny rywal Strusa

Coraz częściej dochodzą do nas informacje na temat kolejnych gwiazd KSW 29 i przeważnie nie są to pozytywne doniesienia. Najpierw okazało się, że z powodu kontuzji na gali nie wystąpi Michał Materla. Ciosem dla wielu była informacja o kontuzji Tomasza Drwala. Wszyscy zacierali już ręce z myślą, że 6 grudnia dojdzie do mega walki w polskim MMA – Khalidov – Drwal, jednak trzeba to odłożyć w czasie. Z powodu kontuzji z KSW 29 musiał wycofać się rywal Piotra Strusa – Abu Azaitar.

Obaj panowie mieli spotkać się po raz drugi. Na KSW 27 w Gdańsku Strus i Azaitar stoczyli pojedynek, który zakończył się remisem. Teraz miało się okazać, kto jest lepszym i mocniejszym fighterem. Do starcia nie dojdzie z powodu kontuzji ręki niemieckiego zawodnika. KSW szybko znalazła godnego rywala dla Strusa.

Nie byle kogo. Nazwisko znane na polskim rynku mieszanych sztuk walki. Zawodnik ciekawy, mocny, doświadczony i z pewnością wymagający. Rywalem Strusa będzie Jay Silva. Amerykanin zapisał piękną kartę w KSW poprzez pojedynki z Michałem Materlą. Rywalizację między Silvą, a Cipkiem określono nawet mianem trylogii. A zaczęło się tak niewinnie. W 2012 roku Amerykanin przyjechał do Polski na KSW 19 i wyjechał na tarczy. Materla wygrał decyzją sędziów. Na tym się nie skończyło. Silva wrócił i skarcił Materlę. Na KSW 24 Silva znokautował naszego zawodnika w drugiej rundzie. W takim wypadku remis – 1:1. Nie można było tego tak zostawić. Silva pojawił się w Polsce po raz trzeci.  Hitem KSW 26 była właśnie walka Amerykanina z Michałem Materlą. Decyzją sędziów zwyciężył Cipao, jednak niedosyt pozostał, iż nie udało się pokonać rywala w sposób efektowny. Tak do tej pory przebiegała historia występów Jaya Silvy na KSW.

Teraz Amerykanin przyjedzie do Polski po raz kolejny. Czwarty już. Tym razem zmierzy się z innym rywalem.  Dla Piotra Strusa będzie to ogromne wyzwanie. Pierwszy tak wymagający przeciwnik w karierze 26-letniego fightera. Włodarze KSW postawili przed Strusem wielkie wyzwanie, ale dali mu tym samym szansę. Aby wykazał się i udowodnił swoją wartość. Jeśli wygra – zbliży się do pasa KSW. Prawdę mówiąc nadszedł czas, aby dojrzał jako fighter i sprawdzał się w pojedynkach z mocnymi rywalami. Co do tego, że Silva jest lepszym zawodnikiem niż Azaitar nie ma żadnych wątpliwości. Amerykanin jest silny i niezwykle mocny. Materla wygrał z nim dwa razy, ale nie udało mu się rozstrzygnąć walki przed czasem. Jeśli Strus wygra skoczy wyraźnie w rankingach kategorii średniej i jego kariera może nabrać rozpędu. Zawodnik z Nastula Team ma miesiąc, aby bardzo dobrze przygotować się do rywalizacji z Silvą. Z pewnością treningi pod kątem starcia z Azaitarem wyglądały zupełnie inaczej.

Pod znakiem zapytania stanęła za to walka Jaya Silvy z Christianem M’Pumbu na glai Fightor MMA, która odbędzie się 13 grudnia. Amerykanin dobrze czuje  się w naszym kraju. Czwarty raz na KSW, po raz pierwszy z innym rywalem.

Po niemiłych informacjach na temat gali KSW 29 – kontuzje Materlii i Drwala – nadeszła pozytywna. Mocne nazwisko, ciekawy zawodnik. Silva vs Strus. Będzie się działo?

KM

Zadanie wykonane

Andrzej Fonfara pokonał kolejny punkt na swojej drodze do tytułu mistrza świata wagi półciężkiej. Polak wygrał jednogłośnie na punkty pojedynek z Doudou Ngumbu.

Fonfara uchodził za faworyta walki. Polak jest bokserem obytym na zawodowych ringach i toczył trudne pojedynki, dla Ngumbu starcie z naszym pięściarzem była dużym wyróżnieniem i szansą. Fonfara rozpoczął walkę spięty, co wykorzystał rywal. Ngumbu walczył statycznie i szukał swojej szansy poprzez zadawanie mocnych sierpowych. Polski pięściarz miał problemy z obroną, przez co kilkukrotnie odczuł ciosy przeciwnika. Przez pierwsze trzy rundy można było niepokoić się o postawę Fonfary, gdyż mówiąc wprost – walczył sztywno. Dopiero w piątej odsłonie Polak przeprowadził akcję, która jasno wskazała, kto jest lepszym bokserem. Fonfara trafił przeciwnika lewym sierpowym i dopadł go pod linami. Ngumbu poszedł w klincz, co było jedynym słusznym rozwiązaniem dla niego. Rywal chciał walczyć, co widać było w szóstej rundzie, kiedy z mocnego zamachu trafił w matę. Wyglądało to dość ciekawie oraz wskazywało na zaangażowanie Francuza. Fonfara w końcu przejął kontrolę nad pojedynkiem i dyktował warunki. Wykorzystał swoją przewagę zasięgu ramion. Skutecznie uderzał prostymi, co pozwalało budować mu swój kapitał punktowy w tym pojedynku. 

Francuz był o tyle niewygodnym rywalem, że zaskakiwał nieprzyjemnymi sierpami. Od siódmej rundy przyjął taktykę, żeby jak najczęściej klinczować. Początek walki w jego wykonaniu był dobry i na tej podstawie liczył na sukces. W końcówce chciał zaskoczyć Polaka jednym czy drugim sierpowym i sam poprzez klinczowanie liczył na unikanie ciosów Fonfary. Nasz pięściarz był jednak aktywny. Starał się wykorzystać swoją przewagę zasięgu ramion. W samej końcówce Ngumbu dostał kilka mocnych ciosów, jednak wytrwał do ostatniego gongu. Sędziowie zdecydowanie wskazali na Fonfarę – 98-92, 97-93, 97-93.

Polak zrealizował swoje zadanie – wygrał. Walka nie była z kategorii tych, o których mówi się latami. Fonfara po prostu wykonał swoją robotę. Mimo wszystko należy zaznaczyć, że Ngumbu okazał się niewygodnym rywalem. Francuz to twardy i odporny na ciosy zawodnik. Na początku pojedynku zaskoczył Fonfarę sierpowymi, a być może to Polak wyszedł do ringu przestraszony? Być może był po prostu uważny? Mimo wszystko początek pojedynku w wykonaniu Fonfary nie wyglądał najlepiej. W odpowiednim momencie Polak przejął kontrolę nad walką, wykorzystał swoją przewagę i mógł cieszyć się ze zwycięstwa, gdyż sędziowie nie mieli wątpliwości, co do zwycięzcy.

Fonfara sprawił sobie dobry prezent na urodziny. Dwudzieste szóste zwycięstwo na zawodowym ringu. Kolejny punkt na drodze do upragnionego celu pokonany. Kto będzie kolejny? Kiedy walka o mistrzostwo świata? Fonfara dąży do swojego celu. Teraz czas na rywali z wyższej półki. 

KM

Trzy łupy z Abu Zabi

W tym sezonie niemalże stało się regułą, że z każdych zawodów judo przywozimy jakiś medal. Nie inaczej było i tym razem. Na Grand Slam w Abu Zabi wywalczyliśmy trzy medale.

Zawisły one na szyjach Agaty Ozdoby (-63 kg). Katarzyny Kłys (-70 kg) oraz Macieja Sarnackiego (+100 kg). Obie nasze zawodniczki w tym sezonie prezentują się bardzo dobrze. Ozdoba z mistrzostw Europy przywiozła brązowy medal, z kolei Kłys po jedenastu latach wywalczyła dla Polski krążek na mistrzostwach świata – brąz. Warto podkreślić, że ta druga bardzo dobrze prezentuje się również w zawodach Grand Prix i jest dużą nadzieją na medal olimpijski w Rio de Janeiro.

W sobotę w Abu Zabi obie wywalczyły brąz. Kłys przyszło rywalizować z dobrze sobie znaną rywalką – Assmą Niang. Warto przypomnieć, że Polka walczyła z Marokanką podczas Grand Slam w Baku. Co ciekawe, też w starciu o brąz i również to starcie wygrała. Kłys zdominowała rywalkę i zwyciężyła przed czasem. Tym razem Niang miała za sobą ogromne wsparcie publiczności, jednak ono jej nie pomogło. Marokanka została ukarana za swoją bierność, a Kłys naciskała na swoją przeciwniczkę. Polka uzyskała waza ari, jednak na tym nie poprzestała. Niang była bezsilna. Ippon Kłys zakończył walkę i dał jej kolejny medal w tym sezonie.

Z kolei Agata Ozdoba po raz pierwszy w swojej karierze mierzyła się Estafanią Garcia z Ekwadoru. Brązowa medalistka  mistrzostw Europy nie czekała zbyt długo na rozstrzygnięcie walki. Polka rozprawiła się z reprezentantką Ekwadoru bardzo szybko. Garcia musiała uznać wyższość Ozdoby, której ippon nie pozostawiał złudzeń – Polka zasłużyła w pełni na brąz.

W sobotę powody do dumy dały nam Kłys i Ozdoba, a w niedzielę na podium stanął Maciej Sarnacki. Nasz judoka spisał się bardzo dobrze. Sarnacki przegrał w ćwierćfinale z numerem jeden turnieju w Abu Zabi Renatem Saidovem, jednak zwyciężył w walce repasażowej. W rywalizacji o brąz Polak spotkał się z reprezentantem Austrii Danielem Allerstorferem. Sarnacki dominował, w końcówce zwycięstwo przypieczętował poprzez waza-ari.

Nasi reprezentanci wywalczyli w Abu Zabi trzy brązowe medale. W sobotę triumf święciły Katarzyna Kłys i Agata Ozdoba, w niedzielę cieszyliśmy się z postawy Macieja Sarnackiego. Podczas całego turnieju biało-czerwonym nie wyszedł tylko jeden dzień. W piątek Polacy nie wygrali ani jednej walki. Karolina Pieńkowska, Arleta Podolak i Paweł Zagrodnik polegli w 1/16 finału. W 1/8 walczyła Agata Perenc, ale tylko dlatego, że wycofała się Priscilla Gneto. Polce przyszło mierzyć się z Natalią Kuziutiną. Rosjanka wygrała przez ippon. Warto dodać, że Kuziutina to aktualna brązowa medalistka mistrzostw świata i srebrna mistrzostw Europy. Warto zaznaczyć, że w sobotę w kategorii 73 kg wystartował Krzysztof Wiłkomirski. Doświadczony zawodnik wrócił do kadry po dwuipółletniej przerwie, jednak w Abu Zabi swój udział zakończył na 1/32 finału.

Trzy medale zdobyte podczas Grand Slam w Abu Zabi cieszą, jednak pozostaje pewien niedosyt. Ostatnimi czasy nasi reprezentanci regularnie zdobywają medale na turniejach międzynarodowych, ale brakuje Polaka na najwyższym stopniu podium. Nie bójmy się o tym mówić. Polskie judo idzie w dobrą stronę i przydałby się triumf, pierwsze miejsce, które byłoby swego rodzaju potwierdzeniem. Oczywiście medale cieszą, ale zawsze pozostaje "ale". Apetyt rośnie w miarę jedzenia? Właśnie tak. Warto przyzwyczajać się do zdobywania medali. Polskie judo idzie w dobrym kierunku. Oby tak dalej. Trzy medale, nawet koloru brązowego, są bardzo dobrym rezultatem. Formę potwierdziła Katarzyna Kłys, Agata Ozdoba pokazuje, że stać ją na dobre występy i medal mistrzostw Europy to nie przypadek. Maciej Sarnacki dał nadzieję, że wśród panów też może być lepiej.

Wyniki kategorii, w których medale zdobywali Polacy:

Panie -63 kg

1. TRSTENJAK, Tina (SLO)

2. VAN EMDEN, Anicka (NED)

3. OZDOBA, Agata (POL)

3. TRAJDOS, Martyna (GER)

5. GARCIA, Estefania (ECU)

5. UNTERWURZACHER, Kathrin (AUT)

7. BARKELING, Emma (SWE)

7. YANG, Junxia (CHN)

 

Panie – 70 kg

1. VARGAS KOCH, Laura (GER)

2. GRAF, Bernadette (AUT)

3. KLYS, Katarzyna (POL)

3. ZUPANCIC, Kelita (CAN)

5. NIANG, Assmaa (MAR)

5. TSEND AYUSH, Naranjargal (MGL)

7. CONWAY, Sally (GBR)

7. FLETCHER, Megan (GBR)

 

Panowie +100 kg

1. NATEA, Daniel (ROU)

2. SIMIONESCU, Vladut (ROU)

3. MEYER, Roy (NED)

3. SARNACKI, Maciej (POL)

5. ALLERSTORFER, Daniel (AUT)

5. SAIDOV, Renat (RUS)

7. EL SHEHABY, Islam (EGY)

7. TAYEB, Mohammed Amine (ALG)

 

KM

Fonfara w drodze do celu

Najlepszy polski zawodnik wagi półciężkiej wraca do ringu. W nocy z soboty na niedzielę Andrzej Fonfara zmierzy się z Doudou Ngumbu.

Pojedynek odbędzie się w hali UIC Pavilion w Chicago. Za faworyta walki uchodzi Fonfara. Pozycja The Polish Prince znacznie wzrosła po majowym starciu z Adonisem Stevensonem. Polak pokazał kawał dobrego boksu w pojedynku z rywalem, który uchodzi za jednego z najgroźniejszych, najtwardszych zawodników w wadze półciężkiej. Fonfara przegrał ze Stevensonem na punkty, jednak zaprezentował się z bardzo dobrej strony. W dziewiątej rundzie Polak po ostrej wymianie posłał rywala na deski, co wlało w serca rodaków nadzieję na zwycięstwo. Skończyło się porażką, ale Fonfara pokazał, że ma charakter, serce do walki i potrafi walczyć. Wydawać by się mogło, iż pojedynek przegra dość szybko. Warto wspomnieć, że już w pierwszej rundzie Fonfara znalazł się na deskach, jednak podniósł się i toczył wyrównany pojedynek. Polak dojrzał jako bokser do rywalizacji z najlepszymi.

Stracie z Ngumbu ma być przetarciem przed poważniejszymi pojedynkami. Fonfara nie ukrywa, że jego celem jest walka o mistrzostwo świata. Kwestią fundamentalną jest to, iż musi stoczyć kilka zwycięskich pojedynków, aby realnie myśleć o pasie. Z jednej strony pokazał, że ma potencjał, ale porażka ze Stevensonem zdegradowała go w hierarchii. Czy walka z Ngumbu wywinduje Fonfarę w górę? Raczej nie. Polak jest zdecydowanym faworytem pojedynku, którego stawka nie jest wygórowana. Polak ma wejść do ringu i mówiąc po chłopsku „zrobić swoje”.

Z kolei dla Ngumbu to ważny i istotny pojedynek. Rywal Polaka długo przygotowywał się do tego starcia. Dla niego ważny jest sam fakt, że przychodzi krzyżować mu rękawice ma amerykańskiej ziemi. Ngumbu docenia rangę tego wydarzenia i chce wykorzystać swoją szansę. Tylko czy umiejętności mu na to pozwolą? Ciężkie treningi mogą dać efekt w postaci dobrego przygotowania kondycyjnego. Ngumbu dostrzega swoją szansę, pojedynek z Fonfarą jest dla niego swego rodzaju punktem zwrotnym. Przychodzi mu stoczyć walkę z bardzo dobrym bokserem. Wygrana otwiera mu drogę do rozwoju własnej kariery. Czy podoła?

Siła ciosu Fonfary powinna zrobić wrażenie na Ngumbu. Choć Polak docenia klasę rywala to jest zdecydowanym faworytem i nie ucieknie od tego. To Fonfara będzie prowadził walkę, decydował o jej przebiegu. Ngumbu postawi na swoją szybkość, dobre przygotowanie i będzie szukał okazji do zaskoczenia naszego boksera. A Fonfara? Jak pokazał w listopadzie 2012 roku w pojedynku z Karpency’m – może boksować nawet ze złamaną ręką.

Liczymy na Fonfarę, gdyż realnie ma szansę na to, aby walczyć o mistrzowski pas. Ma unormowaną pozycję i na każdym kroku pokazuje swój bokserski potencjał. W nocy z soboty na niedzielę stanie w ringu z doświadczonym rywalem, który do tej pory stoczył 38 pojedynków, z których trzydzieści trzy wygrał, a pięć przegrał. Polak smaku porażki zaznał trzy razy, ręce w geście triumfu wznosił dwadzieścia pięć razy. Czy teraz będzie dwudziesty szósty raz?

Walka na dystansie dziesięciu rund. Fonfara może szukać nokautu, gdyż potrafi posyłać rywali na deski. Jeśli mądrze poprowadzi walkę to z pewnością sędziowie nie będą mieli wątpliwości. Faworyt jest jeden. 4 listopada nasz bokser ma urodziny, więc musi sprawić sobie prezent. Jak sam podkreśla patrzy dalej. Ngumbu jest punktem, cel jest o wiele dalej. Tyle tylko, że najpierw trzeba przeskoczyć punkt i nadal uparcie dążyć do realizacji założonego celu.

KM

Dopóki pamięć trwa

Dzień 1 listopada wiąże się z refleksją dotykającą rozległych aspektów życia. Życia, w którym często umykają nam ważne chwile. Ten dzień jest o tyle istotny, że pozwala na chwilę zatrzymać się i zastanowić nad samym sobą, a przede wszystkim – daje możliwość odkrycia wartości ludzi. Ludzi, których z nami nie ma.

Pamięć musi trwać. W pewnym sensie szacunek do przeszłości jest jednym z najistotniejszych aspektów naszego bytowania. Oddajemy cześć tym, których już z nami nie ma. Bo tak naprawdę nie  odchodzi od nas ten, który nadal trwa w naszych sercach. To jest istota dnia 1 listopada, ażeby wspomnieć tych wszystkich, których kochaliśmy, ceniliśmy, wzorowaliśmy się na nich, darzyliśmy sympatią czy uznaniem. Ten czas ma wymiar szczególny. Pozwala nam zastanowić się nad naszym życiem i pochylić się nad innymi. Dzień, w których wartość człowieka nabiera największej istoty.

W sportach walki jest to widoczne. Żegnamy wielkich mistrzów, olimpijczyków, prawdziwych fighterów. Tych, którzy porywali publiczność, ale byli ludźmi. Jednak ich droga życiowa zakończyła się. Sporty walki w różnych odsłonach charakteryzuje pewne  ryzyko. Ryzyko utraty zdrowia, a nawet życia. Mimo wszystko oni wkładali całe serce, aby walczyć. Związali swoje życie ze sportami walki – często wygrywali, jednak w pewnym momencie stanęli naprzeciw rywala, który okazał się silniejszy. W tym miejscu otwiera się szansa dla nas. Abyśmy podnosili tę pamięć o nich – wielkich mistrzach i fighterach. Oni budowali swoją postawę piękno sportów walki, poświęcali swoje życie na rzecz podnoszenia dorobku poszczególnych dyscyplin. Dostarczali emocji i wrażeń, a my teraz powinniśmy w pokorze wspomnieć ich i oddać im cześć.

W 2014 roku pożegnaliśmy wiele wybitnych postaci ze świata sportów walki. Odszedł Zbigniew Pietrzykowski. 19 maja całą Polskę obiegła ta smutna informacja. Były znakomity bokser, olimpijczyk, trener, niedościgniony mistrz. Rekordzista pod względem występów w reprezentacji Polski, dla której walczył aż 44 razy. W swojej karierze pojedynkował się w kategoriach:  lekkośredniej, średniej oraz półciężkiej. Cztery razy był mistrzem Europy. Wielokrotny medalista olimpijski – brąz w Melbourne w 1956 roku, srebro w Rzymie w 1960 roku, gdzie w finale poległ z Muhammadem Alim, oraz brązowy medal w Tokio w 1964 roku. Jedenastokrotny mistrz Polski zmarł w wieku 79 lat.

W 2014 roku pożegnaliśmy Józefa Wiśniewskiego. Urodzony w 1943 roku swoje życie poświęcił dla judo. Działał na rzecz rozwoju tej dyscypliny. Był trenerem i prezesem klubu Czarni Bytom. W latach 1996 –  2004 zajmował stanowisko prezesa Polskiego Związku Judo.

W wieku zaledwie 31 lat zmarła Phindile Mwelase. Pięściarka z Republiki Południowej Afryki została znokautowana w walce z Liz Butler i straciła przytomność. Obrażenia głowy były zbyt poważne. Mwelase zmarła w szpitalu. W wieku 29 lat zmarł Booto Guylain, zawodnik MMA z RPA. Fighter podczas gali EFC Africa doznał poważnych obrażeń głowy. Zmarł w szpitalu.

Dave Legano odszedł w wieku 50 lat. Brytyjski zawodnik MMA, znany z serii filmów o Harrym Potterze zmarł w związku z udarem cieplnym. Legano wybrał się na wspinaczkę w Dolinę Śmierci, gdzie panowała temperatura w granicach 50 stopni Celsjusza. Ciało 50-latka znaleźli przypadkowi turyści.

W tragicznych okolicznościach zginął polski zawodnik MMA – Piotr „Zwierzak” Muszyński. Wypadł z balkonu i zginął na miejscu. Muszyński postanowił zakończyć swoją przygodę z MMA, w której strukturach prezentował się bardzo dobrze. Wygrał pierwsze cztery pojedynki, jednak po pierwszej porażce załamał się.

W wieku 43 lat zmarł Sean O'Haire. Znany wrestler, kickbokser, zawodnik K-1, swoich sił próbował również w MMA. Bardzo barwna i charakterystyczna postać. O’Haire występował w takich organizacjach jak PRIDE, K-1 HERO’s czy WWE. W 2014 roku zmarł Dan Goossen, jeden z najbardziej znanych promotorów w świecie bokserskim. Przyczyna zgonu był nowotwór wątroby. Goossen miał 64 lata.

W wieku 23 lat odszedł meksykański bokser wagi piórkowej – Oscar Gonzalez. Zawodnik zmarł na skutek doznanych obrażeń głowy dwa dni po swojej walce. Gonzalez  po nokaucie w 10.rundzie stracił przytomność, lekarze byli bezradni. 74 lat przeżył Jimmy Ellis. W latach 60 i 70 był czołową postacią wagi ciężkiej w boksie.

Musimy pamiętać, że 1 listopada to nie krótkowzroczna refleksja skierowana na ostatnie miesiące. Pamięć należy się wszystkim. Wspomnijmy również tych, których osiągnięcia, osobowość, styl oraz talent zapisały się w historii sportów walki. Dopóki pamięć trwa… człowiek nie umiera.

Wspomnijmy Albertusa Johannesa Wesselesa. Kick-bokser z RPA zmarł w wieku zaledwie 28 lat. Po jednej z swoich walk w formule light – contact upadł, ale szybko trafił do szpitala. Po pięciu dniach zmarł. Wesseles był bardzo utalentowanym zawodnikiem, uczestnikiem mistrzostw świata. 51 lat miał Jacob Matlala, gdy zmarł. Bokser z RPA był zaangażowany w walkę z apartheidem. Zostanie zapamiętany jako najniższy w historii bokserski mistrz świata.

Wielka postać. Nie ma go z nami już dwa lata. Wyborny, perfekcyjny bokser i pełen charyzmy komentator sportowy. Jerzy Kulej odszedł od nas w lipcu 2012 roku, jednak pamięć po nim trwa i trwać będzie. Kulej to historia polskiego boksu. Mistrz olimpijski z Tokio i Meksyku.

Niewielu Europejczyków dostąpiło zaszczytu nadania 10 stopnia dan w Judo. A on tego dokonał. Jego talent był ogromny, potrafił być najlepszy w dyscyplinie, w której dominowali wyłącznie Japończycy. Potężny – 201 cm i ponad 140 kg wagi – Antonius Johannes Geesink. Holender zmarł cztery lata temu. W swojej bogatej karierze dwukrotnie był mistrzem świata, a w  Tokio wywalczył złoty medal olimpijski.

Trzy lata temu odszedł Ryszard Świerad, wybitny zapaśnik i trener. W 1981 roku wywalczył mistrzostwo świata w stylu klasycznym. Ponadto, był medalistą mistrzostw Europy. Czternaście lat temu zmarł Anthony Hug. Znakomity szwajcarski karateka stylu kyokushin oraz zawodnik K-1. Hug znany był z widowiskowego stylu walki, którym przyciągał uwagę publiczności. Przez wielu uznawany jest za jednego z najlepszych zawodników K-1 w historii.

Mike Bernardo był bardzo dobrym kickbokserem, który swoich sił próbował  również w boksie. Zmarł w 2012 roku w wieku zaledwie 42 lat. W kickboxingu stoczył ponad 50 walk. Wywalczył mistrzostwo oraz wicemistrzostwo w formule K-1. Ponadto, był mistrzem świata WBF wagi ciężkiej w boksie. W 2013 roku zmarł Ramon "Diamond" Dekkers . Najbardziej znana biała twarz w muay tai. Dekkers podczas przejażdżki na rowerze spadł z pojazdu i zmarł. Walczył na ringach Europy, Japonii i Tajlandii. Osiem razy był mistrzem świata w tajskim boksie.

Leszek Drewniak był postacią, która poświęciła się karate. Szerzył idee tej dyscypliny w Polsce, kładł fundamenty pod rozwój karate w Polsce. Znakomity trener i wychowawca. Jeden z założycieli Polskiego Związku Karate. Zmarł wieku 55 lat.

Niesamowite serce do walki. Mistrz olimpijski z Tokio z 1964 roku w wadze ciężkiej. Wielki mistrz tej kategorii królewskiej. Chłopak z farmerskiej rodziny, którego lewy sierpowy powalił niejednego tytana. Joe Frazier zmarł wieku 67 lat. Był wielkim bokserem.

Wspominamy wielkich mistrzów i fighterów. Jak widać w sportach walki ważną rolę odgrywa serce i poświęcenie się, całkowite oddanie. Wielu swoje życie kształtowało poprzez konkretną dyscyplinę. Dzięki nim mamy, co wspominać i sami musimy kontynuować ich dorobek. Życie uczy, że warto podejmować wysiłek. Wiele przykładów tu wymienionych uzmysławia nam, że sporty walki niesamowicie rozwijają człowieka. Oni swoje zrobili. Teraz nam pozostaje o nich pamiętać. Pamięć musi być żywa. Walczmy o nią razem. Wiele wybitnych postaci nie ma już pośród nas. Refleksja dnia 1 listopada jest nam niezwykle potrzeba w aspekcie czysto ludzkim. Zatrzymajmy się na chwilę. Zastanówmy się nad tym, co dla nas najważniejsze w tym wszechobecnym pędzie. Wspomnijmy tych, których już nie ma.

KM