Mistrzostwa Świata w kickboxingu, Belgrad 2015

8 złotych medali reprezentantów Polski

Polscy kickbokserzy wygrali aż 8 z 12 dzisiejszych walk finałowych Mistrzostw Świata w formułach Low Kick, K-1 Rules i Kick Light. Łącznie nasi reprezentanci zdobyli 22 medale w Belgradzie.

W Kick Light tytuły mistrzowskie wywalczyli Dorota Godzina (-55 kg), Paulina Jarzmik (-60 kg), Mateusz Jereczek (-89 kg), Piotr Wypchał (-94 kg) i Michał Bławdziewicz (+94 kg). W K-1 Rules po złoto sięgnęła Paulina Bieć (+70 kg), a w Low Kicku – Iwona Nieroda (-56 kg) i Marta Waliczek (-60 kg).
 

W klasyfikacji medalowej Polacy zajęli znakomite 3 miejsce – 8 złotych, 4 srebrne i 10 brązowych. Wygrali Rosjanie 11-8-8, przed gospodarzami Serbami 9-6-14.
 

Po raz 2 na najwyższym stopniu podium stanęła Dorota Godzina (X Fight Piaseczno).
 

– Z Mistrzostw Świata do tej pory przywiozłam 3 krążki – 1 złoty (2011, Kick Light) i 2 brązowe (2005, Pointfighting i 2013, Full Contact). W tegorocznym turnieju nie było Włoszki Nicoli Perony, z którą przegrałam w zeszłym roku w Mistrzostwach Europy – powiedziała Dorota Godzina.
 

Tym razem Włoszka walczyła w wadze -60 kg, a jej finałową rywalką była Paulina Jarzmik. Polka wygrała 2-1.
 

– Przeciwniczka była mi bardzo dobrze znana. Od trzech lat nikt jej nie pokonał, to wielokrotna mistrzyni świata i Europy. Walka przez wszystkie trzy rundy była bardzo wyrównana, ale w końcu mi się udało wygrać i zostać nowa mistrzyni świata – mówiłaPaulina Jarzmik (X Fight Piaseczno).
 

Podobnie jak Paulina, również po 2-1 zwyciężali Mateusz Jereczek (Kartuski Klub Kick-boxingu Rebelia) i Piotr Wypchał (Krakowska Akademia Taekwondo). Mateusz Jereczek wygrał z Łotyszem Reinisem Porozovsem (bilans pięściarski 3-5-1), który w czerwcu był w Pomigaczach koło Białegostoku i przegrał zawodową walkę bokserską w wadze junior ciężkiej z 4-krotnym mistrzem Polski w boksie amatorskim Władimirem Letrem.
 

W Low Kicku 2 złoty medal MŚ w karierze zdobyła Iwona Nieroda (Diament Pstrągowa). O jej występie mówi trener klubowy Jerzy Pilarz.
 

– Iwona wyraźnie wygrała. Po zwycięstwie w ćwierćfinale nad broniącą tytułu Rosjanką byłem prawie pewny, że będzie złoto. Chociaż jeszcze przed Mistrzostwami Świata wierzyłem, że tytuł jest w zasięgu ręki, jak nigdy dotąd. Iwona była bowiem w znakomitej formie. Współpracujemy od zawsze, Iwona była moją uczennicą w szkole podstawowej. A od roku 2002 rozpoczęła treningi w moim klubie i do chwili obecnej razem trenujemy.
 

Podsumowując poszczególne formuły, Biało-Czerwoni rewelacyjnie spisali się w wersji Kick Light(trenerzy Tomasz Biernacki, Piotr Siegoczyński), w której nie mają sobie równych na świecie. Zdobyli 5 złotych, 2 srebrne i 3 brązowe medale.
 

Low Kicku (trenerzy Andrzej Garbaczewski, Witold Kostka) Polacy wywalczyli 2 złote i 4 brązowe krążki, co dało im 3 miejsce.
 

K-1 Rules (trenerzy Tomasz Mamulski i Tomasz Skrzypek) reprezentanci Polski na 4 miejscu – 1 złoty, 2 srebrne i 3 brązowe medale. – Stoczyliśmy łącznie 32 walki, z których 17 wygraliśmy. To dobry wynik – ocenił trener Tomasz Skrzypek.
 

Wyniki finałowych walk Polaków – 31 października:
 

K-1 Rules

K1 +70kg Paulina Bieć (Polska) – Tamara Basić (Serbia) wygr. Bieć 3-0

K1 -57 kg Paweł Stępniewski (Polska) – Bakhtiar Mukhamedzianov (Rosja) por. Stępniewskiego 0-3

K1 -81 kg Arkadiusz Kaszuba (Polska) – Alexandar Petrov (Bułgaria) por. Kaszuby 0-3
 

Low Kick

LK -56kg Iwona Nieroda (Polska) – Ajla Lukac (Serbia) wygr. Nierody 3-0

LK -60kg Marta Waliczek (Polska) – Cigdem Kirvac (Turcja) wygr. Waliczek 3-0
 

Kick Light

KL -55kg Dorota Godzina (Polska) – Jovana Milovanović (Serbia) wygr. Godziny 3-0

KL -60 kg Paulina Jarzmik (Polska) – Nicole Perona (Włochy) wygr. Jarzmik 2-1

KL -74 kg Jerzy Wroński (Polska) – Dimitar Gjorgijev (Macedonia) por. Wrońskiego 1-2

KL -79kg Wojciech Wiśniewski (Polska) – Emdnuil Dimitrov (Bułgaria) por. Wiśniewskiego 0-3

KL -89kg Mateusz Jereczek (Polska) – Reinis Porozovs (Łotwa) wygr. Jereczka 2-1

KL -94kg Piotr Wypchał (Polska) – Ibrahim Telli (Turcja) wygr. Wypchała 2-1

KL +94 kg Michał Bławdziewicz (Polska) – Ehram Majidov (Azerbejdżan) wygr. Bławdziewicz 3-0
 

Złote medale:

K-1 Rules

K1 +70kg Paulina Bieć (KS Gym Fight Wrocław) data ur. 15.02.84
 

Low Kick

LK -56kg Iwona Nieroda (Diament Pstrągowa) 23.05.90

LK -60kg Marta Waliczek (Beskid Dragon Bielsko-Biała) 11.07.87
 

Kick Light

KL -55kg Dorota Godzina (X Fight Piaseczno) 06.02.85

KL -60 kg Paulina Jarzmik (X Fight Piaseczno) 02.07.94

KL -89kg Mateusz Jereczek (Kartuski Klub Kick-boxingu Rebelia) 23.09.92

KL -94kg Piotr Wypchał (Krakowska Akademia Taekwondo) 18.03.80

KL +94 kg Michał Bławdziewicz (Palestra Warszawa) 14.06.93
 

Srebrne medale:

K-1 Rules

K1 -57 kg Paweł Stępniewski (Palestra Warszawa) 18.03.92

K1 -81 kg Arkadiusz Kaszuba (Rzeszowski Klub Sportów Walki) 26.07.94
 

Kick Light

KL -74 kg Jerzy Wroński (Palestra Warszawa) 15.02.81

KL -79kg Wojciech Wiśniewski (Zamek Expom Kurzętnik) 24.01.82
 

Brązowe medale:

K-1 Rules

K-1 -56 kg Małgorzata Dymus (Fighter Wrocław) 24.10.91

K-1 -71 kg Marcin Kret (UKS Puncher Wrocław) 05.07.92

K-1 -86 kg Dawid Kasperski (UKS Puncher Wrocław), 07.07.90
 

Low Kick

LK -48 kg Joanna Walkiewicz (SKKB Kielce) 04.07.89

LK -65 kg Katarzyna Jaworska (PACO Katowice) 05.08.91

LK -70 kg Kamila Bałanda (Champion Gdańsk) 12.09.84

LK -63,5 kg Jan Lodzik (Tajfun Legionowo) 09.02.1995
 

Kick Light

KL -50 kg Anna Knobel (Beniaminek 03 Stargard Gdański) 14.03.90

KL -65 kg Monika Kędzierska (CSE Sparta Chrzanów) 09.12.89

KL -70 kg Agnieszka Wiśniewska (X Fight Piaseczno) 01.09.89

Pamięć nigdy nie ustanie

Wszystkich Świętych to dzień szczególny. Dzień pamięci, która trwa i w tym dniu w sposób szczególny otaczana jest troską oraz estymą. 1 listopada pozwala zatrzymać się na chwilę i podjąć refleksję nad naszym ziemskim losem.

Przemierzamy kolejne kilometry, załatwiamy sprawy, realizujemy cele, ale czas umyka nam między palcami. Zatrzymujemy się w przypadku informacji o śmierci kogoś bliskiego. Podejmujemy refleksję i analizujemy otaczającą nas rzeczywistość. Uświadamiamy sobie, że los może zmienić się w ciągu jednej chwili.

W roku 2015 w sportach walki żegnaliśmy wybitne i zasłużone postaci, ale także tych, którzy byli u progu swoich karier. Śmierć nie zadaje pytań. Przychodzi i pogodzenie się z nią dla wielu jest bolesne, trudne. Dlatego też w tym dniu pamiętajmy o tych wszystkich, których znaliśmy i ceniliśmy, a przy okazji dokonajmy czysto ludzkiej refleksji. Wszystkich Świętych to okazja do uświadomienia sobie, że nie odszedł ten, kto nadal jest w naszych sercach. Najsilniejsza jest pamięć i to ona musi trwać. Oddajmy cześć tym, których już z nami nie ma.

We wrześniu pożegnaliśmy wielkiego mistrza kickboxingu. Józef Warchoł odszedł niespodziewanie. Zbyt wcześnie – miał zaledwie 51 lat. Warchoł był wielokrotnym mistrzem świata i Europy. Po zakończeniu kariery zawodniczej poświęcił się pracy szkoleniowej. W ringu twardy i nieustępliwy. Nigdy się nie poddawał, zawsze szedł do przodu i mocnymi ciosami odprawiał kolejnych rywali.

Bogusław Klejn odszedł od nas w czerwcu. Wielokrotny mistrz Polski w zapasach, reprezentant kraju w stylu klasycznym i wolnym miał 79 lat. Piotr Grabowski otrzymał wiele wyróżnień Polskiego Związku Zapaśniczego. Całe życie poświęcił zapasom. Najpierw jako zawodnik, który sięgał po tytuły mistrzowskie, a następnie jako wychowawca kolejnych pokoleń zapaśników. Odszedł w sierpniu w wieku 74 lat.

22 lutego 2015 roku zmarł jeden z ojców judo w Polsce. Tadeusz Kochanowski był współtwórcą i pierwszym prezesem Polskiego Związku Judo. Od lat 50. XX wieku wprowadzał judo i upowszechniał je, aby z czasem nadać dyscyplinie sportową formę. Wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, autor wielu programów i mentor kadr instruktorskich judo. Kochanowski zmarł w wieku 88 lat.

W wieku 71 lat zmarł Wiesław Hałaburda. Wybitny trener judo, który pracował w Gryfie Słupsk. Poprowadził do wielkich sukcesów m.in. Bogusławę Olechnowicz. Hitoshi Saito odszedł zbyt wcześnie. Dwukrotny mistrz olimpijski w judo w kategorii +95kg zmarł w wieku 54 lat. Od 2013 roku Japończyk zmagał się z nowotworem pęcherzyka żółciowego.

W sierpniu otrzymaliśmy informację o śmierci zaledwie 28-letniego Ariela Krasnopolskiego. Przez wielu pięściarz został zapamiętany z walki z Krzysztofem Cieślakiem, którego to w 2013 roku w pierwszej rundzie posłał na deski. Krasnopolski na zawodowym ringu stoczył pięć walk. W lutym świat dowiedział się o śmierci Oscara Diaza. Pięściarz przez wielu uznawany był za czołową postać wagi półśredniej, ale wszystko zmieniło się w 2008 roku. Kariera Amerykanina została przerwana. W pojedynku z Delvinem Rodriguezem Diaz został znokautowany i stracił przytomność. Przez dwa miesiące pozostawał w śpiączce. W wyniku ciosów doznał obrzęku mózgu. Po wyjściu ze szpitala przechodził rehabilitację, aby dojść do pełnej sprawności. Walczył, ale w lutym opuścił bokserski świat w wieku 32 lat.

Davey Browne Jr. z ringu trafił do szpitala. W walce z Carlo Magalim doznał poważnych obrażeń mózgu. Australijczyk przebywał w śpiączce, jednak jego stan był ciężki. Rodzina podjęła decyzję o wyłączeniu aparatury podtrzymującej życie. Browne zmarł we wrześniu w wieku 28 lat.

16 października, w dniu swoich urodzin, zmarł Bogdan Chruścicki. Wybitny dziennikarz sportowy, który swoją uwagę poświęcał również zapasom. Ogromne doświadczenie i wiedza pozwalały swobodnie poruszać się redaktorowi Chruścickiemu w meandrach sportu. Porywał serca widzów. Zmarł w wieku 69 lat. W 2015 roku odszedł również kolejny guru dziennikarstwa sportowego. Postać wybitna, mistrz słowa i budowania napięcia, gentelman. Po prostu Bodhan Tomaszewski. Wybitnego sprawozdawcę pożegnaliśmy 27 lutego. Tomaszewski miał 93 lata.

Pamiętamy również o wielu innych wybitnych postaciach świata sportów walki. Cały czas brakuje nam świetnego komentarza Jerzego Kuleja, którego nie ma z nami już trzy lata. Wybitny bokser, wspaniały analityk, mistrz olimpijski z Tokio i Meksyku. W 2012 roku zmarł Mike Bernardo. Wielki kickbokser, który próbował swoich sił w boksie. Mistrz formuły K-1. W 2010 roku odszedł Antonius Johannes Geesink. Potężny Holender dwukrotnie sięgnął po tytuł mistrza świata w judo, dostąpił również nadania 10 stopnia Dan. W naszych serca trwa i będzie trwać pamięć o Zbigniewie Pietrzykowskim. Wybitny bokser, medalista olimpijski zmarł w 2014 roku w wieku 79 lat.

Pamiętamy i pamiętać będziemy. Wybitne postaci sportów walki, wielcy mistrzowie, profesjonaliści, a przede wszystkim wspaniali ludzie, przyjaciele, koledzy, za którymi najzwyczajniej w świecie tęsknimy. 1 listopada będziemy ich wspominać, a ich miejsce jest w naszych sercach. Bo pamięć musi trwać.

KM 

KSW podbiło Londyn

Emocjonujące walki, efektowne nokauty, triumfy polskich fighterów. Gala KSW 32 w Londynie to pojedynki na najwyższym poziomie. Polska organizacja pokazała wysoki poziom sportowy, co jest dobrą wizytówką dla naszego MMA.

Czy KSW podbije Londyn? To pytanie powtarzano jak mantrę w związku z galą polskiej organizacji w stolicy Anglii. Widzowie, którzy zdecydowali się obejrzeć galę na Wembley, nie mogli narzekać na nudę.

Borys trzyma poziom, „Pudzian” nie dał rady

Borys Mańkowski udowodnił, że stale rozwija się i jego umiejętności predysponują go do występów na najwyższym poziomie. Jesse Taylor od początku chciał zdominować Polaka. „Diabeł Tasmański” stawiał opór Amerykaninowi, jednak ten sprowadził walkę do parteru i uderzał naszego zawodnika łokciami. Mistrz wagi półśredniej skutecznie bronił się, jednak stracił punkt. W parterze uderzył swojego rywala kolanem. Po chwili było już po sprawie. Walkę wznowiono i Mańkowski ruszył z impetem na Amerykanina. „Diabeł Tasmański” sprowadził pojedynek do parteru i wypracował sobie komfortową pozycję. Zastosował duszenie zza pleców, które dało mu zwycięstwo po trzech minutach rywalizacji.

W walce wieczoru zaprezentował się Mariusz Pudzianowski, który miał zjeść grahamkę, czyli Petera Grahama. Doświadczony Australijczyk utarł Polakowi nosa. „Pudzian” od początku ruszył na rywala i zaczął go rozbijać. W parterze miał korzystniejszą pozycję, Graham przyjmował kolejne ciosy. Druga runda to popis Australijczyka, który pokazał Polakowi, że ma większe doświadczenie w MMA i lepiej zna się na tym fachu. Graham nie miał litości dla Pudzianowskiego, który był bezsilny. 40-latek z Sydney w parterze postawił kropkę nad „i”.

Dziesiąte zwycięstwo na swoim koncie zapisał Mateusz Gamrot. Poznaniak może śmiało myśleć o walce o pas wagi lekkiej. Gamrot stanął przed trudnym zadaniem w Londynie. Jego rywalem był Marif Piraev, który wysoko zawiesił poprzeczkę Polakowi. Gamrot szybko sprowadził rywala, ale ten zaprezentował swój bogaty warsztat i próbował rozstrzygnąć walkę przez gilotynę, jednak Poznaniak cało wyszedł z opresji. Druga runda należała do Gamrota. Od początku niemiłosiernie obijał rywala, jednak ten nadal nie tracił sił. W końcu „Gamer” znalazł receptę na rywala. Techniczny nokaut zakończył rywalizację.

Kolejna porażka „Różala”

Ciężkie chwile w Londynie przeżył Marcin Różalski. Popularny „Różal” zanotował drugą porażkę z rzędu. James McSweeney był aktywny i efektowny. Różalski poszedł na wymianę, starał się zaskoczyć swojego rywala, jednak ten torpedował zapędy Polaka. W końcu znalazł sposób na fightera z Płocka. McSweeney wygrał przez duszenie zza pleców.

W Londynie przegrał również Rafał Moks. Jim Wallhead udanie zadebiutował w KSW, jednak pojedynek walki na to nie wskazywał. W pierwszej rundzie nic się nie działo. Druga odsłona również rozpoczęła się spokojnie, jednak w końcu Wallhead wypalił kombinację ciosów i było po sprawie. Zdyskwalifikowany został Michał Włodarek, który uderzył swojego rywala w sposób nieprzepisowy. Z wygranej mógł zatem cieszyć się Oli Thompson.

Radości nie krył również Tomasz Narkun. Goran Reljic przystępował do pojedynku z Polakiem jako mistrz KSW wagi półciężkiej. Chorwat nie miał czasu, aby pokazać swoje umiejętności. Narkun nie zamierzał czekać i szybko rozpoczął marsz po pas. Zawodnik z Bałkanów poznał siłę Polaka, który po dwóch minutach zaserwował swojemu rywalowi nokaut.

Niespełna minuty potrzebował Maiquel Falcao, aby uporać się z Brettem Cooperem. Brazylijczyk od początku z determinacją ruszył na swojego rywala. W stronę Coopera leciały kolejne ciosy, a po prawym sierpowym Amerykanin nie był w stanie kontynuować walki. Leszek Krakowski na punkty pokonał Andre Winnera. Pierwszy pojedynek londyńskiej gali był spokojny, a w zasadzie nudny i nie zapowiadał emocji.

Napięcie rosło z czasem. Wiele osób zastanawiało się, czy KSW zda egzamin w Londynie. Pojedynki były efektowne, nie brakowało nokautów. KSW dało w Londynie popis. Działo się. „Pudzian” nie zjadł grahamki, ale za to Narkun wraca do Polski z pasem.

KM

Bojowy Wach

Czy to będzie powrót na szczyt? Już 4 listopada w Kazaniu Mariusz Wach zmierzy się z Aleksandrem Powietkinem. Pojedynek odbędzie się w dość nietypowy, jak na galę bokserską, dzień. 

Środa. Wtedy Mariusz Wach będzie mógł pokazać, czy stać go jeszcze na rywalizację na najwyższym poziomie. Powietkin to wymagający rywal i nadal czołowa postać wagi ciężkiej.

Prawdziwy test

Wreszcie nadszedł czas, aby Wach sprawdził swoje możliwości. Po pojedynku z Władimirem Kliczko popularny „Viking” został zdyskwalifikowany za stosowanie niedozwolonych środków i na powrót na ring czekał prawie dwie lata. Wielu obserwatorów zastanawiało się, czy Wacha stać na wielki boks. Część prognozowała, że będzie raczej boksował do kotleta, aby dotrwać do emerytury. O powrocie na szczyt mówiło niewielu.

Jednak sam Wach chciał spróbować swoich sił. Ma ogromne wsparcie ze strony swojego teamu. Najpierw potrzebował czasu na powrót do regularnego boksowania. Dlatego też Wachowi serwowano rywali, przy których mógł wrócić na właściwe tory. Nie byli to wirtuozi ani wybitne postaci boksu. Rywale byli dobierani na miarę potrzeb Wacha, bo o tej w danej chwili chodziło. Samir Kurtagic jakby uszyty na miarę wszedł do ringu i spełnił oczekiwania. No, widowisko nie było porywające, a sam Wach potwornie zmęczony ośmiorundowym wysiłkiem. Travisa Walkera „Viking” położył już w szóstej rundzie. Polaka nieco przestraszył Gbenga Oluokun, który miał być chłopcem do bicia, ale momentami pokazał dobry boks. Ostatecznie Wach wygrał, tak samo jak w przypadku starcia z Konstantinem Airichem. Teraz przyszedł czas na prawdziwy test.

Aleksander Powietkin to doświadczony pięściarz, były mistrz świata WBA. W 2013 roku przegrał walkę życia, kiedy to musiał uznać wyższość Władimira Kliczki. Od tej pory stoczył trzy zwycięskie walki. Nadal celuje w mistrzowskie pasy.

Walka z podtekstami

Pojedynki polsko-rosyjskie zawsze rodzą ogromne emocje. Liczne podteksty, analogie historyczne. Nie inaczej jest tym razem. Środa to dość nietypowy dzień na bokserską walkę, ale czwarty dzień listopada obfituje w interesujące wydarzenia.

Od 2005 4 listopada jest świętem narodowym w Rosji. Dodatkowo od lat obchodzi się w tym dniu święto obrazu Matki Boskiej Kazańskiej, której pomoc była nieoceniona w wypędzeniu Polaków z Kremla w 1612 roku. Wygrana Powietkina dla wielu byłaby doskonałym prezentem. Często na walkach rosyjskiego zawodnika pojawia się prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow, a na treningach judo sam Władimir Putin.

Przed zwycięzcą otworzą się wrota do walki z mistrzem świata WBC Deontayem Wilderem. Wydaje się, że faworytem jest Powietkin, gdyż trudno określić możliwości Wacha. Polak dawno nie rywalizował z tak klasowym bokserem. Czy w Kazaniu odrodzi się?

Pewne jest, że zakończy się jego umowa z Mariuszem Kołodziejem i Jimmym Burchfieldem Sr.. „Viking” nie dogadywał się najlepiej z promotorami. Rozstanie będzie dla niego kosztowne. Całe honorarium za pojedynek z Powietkinem przejmą byli już współpracownicy Wacha.

KM

Kadra jedzie do Abu Zabi, a Kuczera wraca

Piotr Kuczera wywalczył brązowy medal w kategorii 90kg na mistrzostwach świata juniorów i juniorek w Abu Zabi. Młody Polak z radością może wrócić do kraju. W odwrotnym kierunku zmierza dziewięcioro naszych reprezentantów, którzy w najbliższy weekend wezmą udział w zawodach Grand Slam.

W październiku Abu Zabi zostanie w pełni doświadczone przez judo. Najpierw mistrzostwa świata juniorów i juniorek, a teraz zawody Grand Slam. Z pierwszej imprezy Polacy przywieźli brązowy medal. Jak będzie w drugim przypadku?

Walka o punkty

Piotr Kuczera w Abu Zabi walczył o medal. Ostateczny efekt jest jak najbardziej pozytywny. Polak startujący w kategorii 90kg stanął na trzecim miejscu podium. Kuczera stoczył dwie zwycięskie walki i w ćwierćfinale trafił na Mikhaila Igolnikova. Rosjanin okazał się wymagającym rywalem i odniósł triumf, ale w półfinale poległ w starciu z Nikolozem Sherazadishvilim. Ostatecznie Igolnikov zajął piąte miejsce, a Kuczera mógł cieszyć się z medalu. Polak w decydującym starciu przez ippon pokonał Niemca Davida Tekicia. W kategorii 90kg z dobrej strony pokazał się również Rafał Kozłowski, który zajął siódme miejsce.

O punkty w olimpijskim wyścigu powalczą nasi seniorzy. Do Abu Zabi uda się dziewięcioro naszych reprezentantów. Swoich sił w zawodach Grand Slam spróbują: Karolina Pieńkowska (52 kg), Arleta Podolak (57 kg), Katarzyna Kłys (70 kg) i Katarzyna Furmanek (+78 kg) oraz Aleksander Beta (66 kg), Łukasz Błach, Jakub Kubieniec (obaj 81 kg), Patryk Ciechomski (90 kg) i Maciej Sarnacki (+100 kg).

W Abu Zabi zabraknie Agaty Ozdoby (63kg) oraz Darii Pogorzelec (78kg). Srebrne medalistki mistrzostw świata w Astanie w drużynie na obecną chwilę mają zapewniony udział w Igrzyskach Olimpijskich, jednak nie wiadomo, czy do Rio de Janeiro pojadą. Obie odniosły poważne kontuzje, które uniemożliwiają im rywalizację i pod znakiem zapytania stawiają wyjazd na igrzyska.

Pewna Kłys

Z zawodników, którzy zaprezentują się w Abu Zabi pewną kwalifikację do Rio ma Katarzyna Kłys w kategorii 70kg. Jednak ostatni start zawodniczki Polonii Rybnik był bezowocny. Podczas Grand Slam w Paryżu Polka stoczyła zaledwie jedną walkę. Za to wcześniej udało jej się odnieść sukces. Kłys zajęła trzecie miejsce podczas Grand Prix w Taszkiencie.

Bilet w ręku do Rio ściska również Maciej Sarnacki (+100kg). Polak prezentuje stabilną formę, ale nie zachwyca. W marcu podczas Pucharu Świata w Warszawie odniósł zwycięstwo i takiego wyniku już nie powtórzył. Swojej szansy cały czas szuka Łukasz Błach (81kg). Z nadziejami do Abu Zabi jedzie Aleksander Beta (66kg), który w poprzednim sezonie pokazywał, że stać go na wiele.

A w Abu Zabi znacząco można poprawić swój dorobek. Triumfator zgarnie 500 punktów do rankingu, a drugi zawodnik wzbogaci konto o 300 punktów. Jakie można odnieść korzyści finansowe? Zwycięstwo warte jest 5 tys. dolarów, przegrany w finale zarobi 3 tys. Brązowy medalista może liczyć na 1,5 tys.

KM

Grand Slam w Abu Dhabi z mocnym polskim składem.

W tym tygodniu stolicą światowego judo będzie Abu Dhabi. Zakończyły się już udane dla Polaków Mistrzostwa Świata Juniorów, a od piątku do niedzieli odbywać się tam będzie prestiżowy turniej Grand Slam. Transmisje codziennie od godziny 14:00 w telewizji FightKlub.
 
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich wystąpi 9-osobowa reprezentacja Polski. W składzie są aż cztery Wicemistrzynie Świata z Astany w drużynie Karolina Pieńkowska (-52 kg), Arleta Podolak (-57 kg), Katarzyna Kłys (-70 kg), Katarzyna Furmanek ( 78 kg). Z kadry męskiej walczyć będą Jakub Kubieniec (-81 kg), Łukasz Błach (-81 kg), Patryk Ciechomski (-90 kg), Maciej Sarnacki ( 100 kg).
 
Rok temu biało-czerwoni znakomicie spisali się w Abu Dhabi, zdobywając 3 brązowe medale. Na podium stali wówczas Katarzyna Kłys i Maciej Sarnacki oraz Agata Ozdoba (-63 kg), która niedawno – podobnie jak Daria Pogorzelec (-78 kg) – doznała ciężkiej kontuzji kolana i w tym roku już nie wystąpi.
 
Kilka dni temu brąz do kolekcji dołożył startujący w Mistrzostwach Świata Juniorów Piotr Kuczera (-90 kg). Z pewnością niebawem tego utalentowanego zawodnika, Mistrza Polski Seniorów, zobaczymy również w zawodach rangi Grand Prix i Grand Slam, które transmitujemy w FightKlubie.
 
Grand Slam w ZEA ma znakomitą obsadę, na liście zgłoszeń jest ponad 500 zawodniczek i zawodników z 92 krajów. Bardzo silny skład, z trzema Mistrzami Olimpijskimi z Londynu, awizowali np. Rosjanie. Gospodarze wystawiają 14 judoków, w tym 5 urodzonych w Mołdawii.

""

Hard Knocks Fighting w poniedziałki i środy o 22:00

Program poświęcony jest galom Hard Knocks Fighting – jednej z najprężniej działających federacji MMA w Ameryce Północnej. Założona została w 2009 roku, do dziś zorganizowała ponad czterdzieści widowiskowych gal. To pod jej skrzydłami swoje pierwsze zawodowe szlify zdobywała Ronda Rousey, była medalista igrzysk olimpijskich w judo, a obecnie jedna z najlepszych specjalistek mieszanych sztuk walki na świecie. Hard Knocks Fighting przyznaje pasy w siedmiu kategoriach wagowych, w tym momencie ich posiadaczami są: Misha Cirkunov, Brent Auger, Sergej Juskevic, Chris Anderson, Jason Fischer, Nick Burnham i Justin Basra.

Na premierowe emisje programu zapraszamy do FightKlubu w każdy poniedziałek i środę na godzinę 22:00.

źródło: informacja prasowa

Maksymiuk trenerem kadry

Polski Związek Zapaśniczy rozstrzygnął konkurs na stanowisko trenera reprezentacji Polski klasyków. Nowym szkoleniowcem kadry został Andrzej Maksymiuk.

Przypomnijmy. Po nieudanych mistrzostwach świata w zapasach w Las Vegas, gdzie nasi klasycy nie wywalczyli ani jednej kwalifikacji olimpijskiej ze stanowiskiem szkoleniowca kadry pożegnał się Ryszard Wolny. Polski Związek Zapaśniczy ogłosił konkurs na nowego trenera. W postępowaniu zgłoszono trzy kandydatury.

Wybrali Polaka

Do PZZ wpłynęły trzy oferty: Andrzeja Maksymiuka, Białorusina Waleryego Cylenca oraz Ukraińca Maksyma Czepurko. Działacze związkowi musieli pochylić się nad wszystkimi kandydaturami, aby wyłonić najlepszą. Jakie kryteria były najważniejsze? Przede wszystkim liczyło się doświadczenie oraz przygotowanie właściwej koncepcji pracy.

Cylenc jakby sam wykluczył się z rywalizacji o stanowisko szkoleniowca. Białorusin nie przygotował swojej wizji pracy z kadrą. W przypadku Czepurko uznano, że ma zbyt małe doświadczenie. Z kolei Andrzej Maksymiuk swoją przygodę z zapasami rozpoczął w 1980 roku, a pierwsze kroki w pracy szkoleniowiej podjął w 2000 roku.

Pierwszy znaczący sukces Maksymiuk odniósł w 1987 roku, kiedy to sięgnął po srebrny medal mistrzostw świata juniorów w kategorii 52kg. Trenował w Śląsku Wrocław pod okiem Jerzego Adamka. Był członkiem kadry narodowej, w 1990 roku wziął udział w mistrzostwach Europy. Karierę trenerską również związał ze Śląskiem Wrocław. Zaczynał jako asystent Jerzego Adamka, u boku którego zbierał wiedzę i cenne uwagi. Maksymiuk dał się poznać jako trener, który potrafi dobrze przygotować swoich zawodników do startów na najwyższym poziomie. Nowy trener kadry może zapisać na swoje konto udział w zdobyciu brązowego medalu Igrzysk Olimpijskich w Londynie przez Damiana Janikowskiego czy mistrzostwo Europy Artura Michalkiewicza.

Jakie cele?

Oficjalnie swoje obowiązki Maksymiuk zacznie pełnić 1 listopada. Kontrakt nowego trenera kadry klasyków będzie obowiązywał do 30 września 2017 roku. Szkoleniowiec będzie miał ręce pełne roboty. Z pewnością jego sprzymierzeńcem nie będzie czas. 

Głównym celem Maksymiuka jest wywalczenie kwalifikacji olimpijskich do Igrzysk w Rio de Janeiro. Trener Wolny poległ, gdyż w Las Vegas kadra wypadła blado. O krok od uzyskania biletu do Rio był Damian Janikowski, który zajął siódmą lokatę. Teraz walka rozpoczyna się jakby od nowa. Tyle, że czas ucieka. Maksymiuk musi przystąpić do pracy i zmotywować swoich zawodników, wlać w ich serca nadzieję i przedstawić wizję. Pierwszym poważnym sprawdzianem jego pracy będą mistrzostwa Europy w Zerjaninie, które odbędą się w kwietniu. Tam gra będzie toczyła się o prym na Starym Kontynencie oraz awans na igrzyska. 

Do startu Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro pozostało dziewięć miesięcy. Trzeba ten czas przepracować jak najbardziej owocnie, aby zaprezentować się na brazylijskich arenach.

KM

Marco Huck

Niemiecki bokser pochodzenia boszniackiego urodzony 11 listopada 1984 roku w Ugao.  W młodości trenował kickboxing. Był amatorskim mistrzem Europy (2002) i Świata (2003) WAKO  w formule full contact. Karierę bokserską rozpoczął w listopadzie 2004 roku. W grudniu 2006, w swoim siedemnastym pojedynku zdobył tytuł zawodowego mistrza Unii Europejskiej w kategorii junior ciężkiej, pokonując Pietro Aurino. W styczniu 2007 roku Huck obronił swój tytuł, pokonując na punkty Ismaila Abdoula. 26 maja tego samego roku w pojedynku eliminacyjnym IBF pokonał decyzją większości sędziów na punkty Wadima Tokariewa. 29 grudnia 2007 zmierzył się ze Steve’em Cunninghamem. Stawką pojedynku był tytuł mistrza Świata IBF, będący w posiadaniu Amerykanina. Po zaciętym pojedynku wygrał Cunningham przez techniczny nokaut w ostatniej rundzie, po tym jak trener Niemca poddał go rzucając ręcznik na ring. W kwietniu i maju 2008 Huck pokonał przed czasem dwóch słabszych pięściarzy, a następnie 20 września tego samego roku zdobył tytuł zawodowego mistrza Europy w kategorii junior ciężkiej, pokonując przez techniczny nokaut Jeana Marca Monrose’a. Tytuł ten obronił trzykrotnie: w październiku 2008 pokonał już w drugiej rundzie Fabio Tuiacha, w styczniu następnego roku zwyciężył przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie Geoffreya Battelo, a niecałe pięć miesięcy później, także przez techniczny nokaut, tym razem w piątej rundzie, pokonał Witalija Rusala. 29 sierpnia 2009 zmierzył się z Victorem Emilio Ramirezem, ówczesnym mistrzem świata federacji WBO. Stawką pojedynku był pas mistrzowski WBO. Huck po bardzo zaciętym pojedynku wygrał jednogłośnie na punkty. 5 grudnia tego samego roku w pierwszej obronie tytułu pokonał jednogłośnie na punkty Ola Afolabiego. 13 marca 2010 znokautował w trzeciej rundzie Adama Richardsa. 1 maja 2010 pokonał przez techniczny nokaut w dziewiątej rundzie Briana Minto. 14 lipca Huck został uhonorowany diamentowym pierścieniem za pięć kolejnych obron pasa mistrzowskiego, a trzy dni później po raz siódmy skutecznie obronił pas, nokautując Hugo Garaya. 25 lutego 2012 przeszedł do kategorii ciężkiej, by zmierzyć się z mistrzem federacji WBA Aleksandrem Powietkinem, któremu uległ decyzją sędziów dwa do remisu. 14 sierpnia 2015 roku w Newark stracił tytuł na rzecz Krzysztofa Głowackiego, przegrywając walkę w obronie mistrzostwa świata WBO przez nokaut w jedenastej rundzie. 

Ewa Piątkowska

Polska pięściarka zawodowa wagi superlekkiej urodzona 16 września 1984 roku w Radomiu. Jest absolwentką prywatnej Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. Wcześniej uprawiała koszykówkę, piłkę nożną i rugby. Boks zaczęła uprawiać w wieku 22 lat. W 2007 roku zdobyła mistrzostwo Śląska, a w 2008 roku wicemistrzostwo Polski. Jest ćwierćfinalistką mistrzostw Świata z 2008 roku w Ningbo w Chinach oraz mistrzostw Europy z 2009 roku w Mikołajowie na Ukrainie.  16 lutego 2013 zadebiutowała na zawodowym ringu na gali w Pionkach. Pokonała w pierwszej rundzie przez techniczny nokaut reprezentantkę Bośni i Hercegowiny Maję Jahić. 31 sierpnia 2013 roku rywalką Polki była Czeszka Pavla Votavova. Piątkowska wygrała przez nokaut w pierwszej rundzie.  W styczniu 2014 roku Ewa Piątkowska podpisała kontrakt z grupą promotorską KnockOut Promotions i rozpoczęła prace z trenerem Fiodorem Łapinem. 15 marca 2014 na gali w hotelu Arłamów w Arłamowie znokautowała w pierwszej rundzie Słowaczkę Dasę Gaborovą. 31 maja na gali w Lublinie pokonała jednogłośnie na punkty w czterorundowym pojedynku Klaudię Szymczak.  18 października 2014 roku w Nowym Dworze Mazowieckim Piątkowska pokonała przez techniczny nokaut Węgierkę Zsofię Bedo.  31 stycznia 2015 roku na gali Wojak Boxing Night w Toruniu w szóstej kolejnej walce z byłą mistrzynią Europy Belgijką Sabriną Giuliani, wygrała jednogłośnie na punkty w ośmiorundowym pojedynku.  10 kwietnia 2015 na gali w Gliwicach zmierzyła się w pojedynku o wakujący pas WBC Silver z Kenijką Jane Kavulani. Po dziesięciu rundach wygrała jednogłośnie na punkty, zdobywając pierwszy tytuł w karierze. 26 września 2015 roku doznała swojej pierwszej porażki w zawodowej karierze. W starciu z Ewą Brodnicką, Ewa Piątkowska przegrała jednogłośną decyzją sędziów.

Karolina Michalczuk

Polska bokserka urodzona 6 grudnia 1979 roku w Brzezicach. W 2006 roku na mistrzostwach Świata w New Delhi, Michalczuk zdobyła srebrny medal. Dwa lata później w Ningbo zdobyła złoty medal w mistrzostwach Świata w boksie amatorskim. To pierwszy złoty medal w historii dotychczasowych startów reprezentantek Polski w Mistrzostwach Świata.  W 2010 roku w Bridgetown nie zdołała obronić tytułu mistrzyni świata i zdobyła brązowy medal, podobnie jak w 2012 roku w Qinhuangdao.  Karolina jest mistrzynią Europy z Tonsberg (2005) i Mikołajowa (2009), zdobywczyni brązowych medali w Vejle (2007) i Rotterdamie (2011). Startuje w kategoriach wagowych do 54 kg i do 51 kg. Uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku. W pierwszej walce w kategorii wagowej do 51 kg przegrała z indyjską zawodniczką Mary Kom i nie awansowała do ćwierćfinału.

Jotko zwycięża po przerwie

Na tę walkę Krzysztof Jotko czekał rok. W końcu wrócił do oktagonu i stoczył swój czwarty pojedynek w UFC. Wygrał po raz trzeci.

Polak podczas gali UFC Fight Night 76 w Dublinie spotkał się z Scottem Askhamem. Jotko pokazał, że jest twardym fighterem i ciągle liczy się w wadze średniej.

Wyrównany bój

Miał zaprezentować się podczas gali UFC w Krakowie, jednak kontuzja pokrzyżowała jego plany. Krzysztof Jotko podczas przygotowań do występu na rodzimej ziemi złamał rękę. Polak musiał wycofać się z gali w Krakowie i chwilę odpocząć od MMA.

Gdy doszedł do pełni zdrowia mógł myśleć o kolejnym występie. Jotko ostatni raz w oktagonie zaprezentował się 4 października 2014 roku, gdy stoczył bój z Torem Troengiem. Polak mógł wznieść ręce w geście triumfu, ale na kolejny pojedynek przyszło czekać mu ponad rok. Wrócił i pokazał, że ma potencjał, aby godnie reprezentować Polskę w najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie.

Gali towarzyszyła wyjątkowa atmosfera. Kibice stworzyli wspaniałe widowisko, więc fighterom nie pozostało nic innego jak dostosować się do poziomu. Jotko chciał się pokazać z jak najlepszej strony i mocno rozpoczął pojedynek. Polak był aktywny, nie szczędził rywalowi ciosów. W parterze konsekwentnie rozbijał twarz Anglika i wydawało się, że Askham nie doczeka do końca walki. Druga runda to zmiana ról. Aktywniejszy był Askham, który zyskał w oczach sędziów. O wszystkim miała zadecydować trzecia runda. Obaj zawodnicy dali z siebie wszystko. Zmęczenie było widoczne, ale z drugiej strony chcieli walczyć i postawić kropkę nad „i”. Po ich twarzach spływała krew, jednak Jotko wydawał się ciut szybszy i bardziej agresywny.

Sędziowie mieli jednak trudny wybór. Ich decyzja nie był jednogłośna, ale szczęśliwa dla polskiego fightera. Jotko wygrał i mógł cieszyć się z trzeciego zwycięstwa w UFC. Jeden arbiter uznał, że lepszy był Askham. Anglik był aktywny i nie ustępował umiejętnościami Polakowi, ale w pierwszej rundzie Jotko wyraźnie przeważał. Co dalej? Po roku przerwy Jotko jest głodny walki. Teraz chce wrócić do czołowej piętnastki wagi średniej, a w perspektywie myśli o walce rewanżowej z Magnusem Cedenbladem.

Efektowny Smolka

Joseph Duffy wypadł z rozpiski gali UFC Fight Night 76, a dla Dustina Poiriera nie znaleziono rywala, co spowodowało, że rangę walki wieczoru otrzymał pojedynek Louis Smolka vs Paddy Holohan. Co by nie powiedzieć rozstrzygnięcie było efektowne. Pod koniec drugiej rundy Smolka zdominował rywala w parterze. Duszenie zza pleców okazało się skuteczne, Holohan nie potrafił się uwolnić i musiał odklepać.

Neil Seery wykazał się niezwykła ekwilibrystyką. Jon Reyes nie wytrzymał bólu, który zaaplikował mu rywala stosując gilotynę. Garreth McLellan zalał ciosami Bubbę Busha w parterze i na dwie sekundy przed upływem czasu zakończył walkę.

Wyniki gali:

125Ibs: Louis Smolka pokonał Paddy’ego Holohana przez poddanie 
155Ibs: Norman Parke pokonał Rezę Madadiego przez jednogłośną decyzję
170Ibs: Darren Till vs. Nicolas Dalby większościowy remis 
125Ibs: Neil Seery pokonał Jona Delosa Reyesa przez poddanie (gilotyna)
155Ibs: Stevie Ray pokonał Mickaela Lebout przez jednogłośną decyzję 
115Ibs: Aisling Daly pokonała Erickę Almeidę przez jednogłośną decyzję 
185Ibs: Krzysztof Jotko pokonał Scott Askham przez niejednogłośną decyzję 
170Ibs: Tom Breese pokonał Cathala Pendreda przez TKO 
145Ibs: Darren Elkins pokonał Roberta Whiteforda przez jednogłośną decyzję 
185Ibs: Garreth McLellan pokonał Bubbę Busha przez TKO 

KM

Pierwsza porażka Gerleckiego

Michał Gerlecki zaprezentował się w walce wieczoru podczas gali Budweld Boxing Night w Białymstoku. 28-letni pięściarz kategorii półciężkiej zanotował pierwszą porażkę w zawodowej karierze.

Gerard Ajetović dał Polakowi prawdziwą lekcję boksu. Gerlecki został całkowicie zdominowany przez rywala. W Białymstoku zaprezentowali się również Robert Świerzbiński i Nikodem Jeżewski.

Groźny Ajetović

Do tej pory Gerlecki zbierał kolejne doświadczenia na ringu z pozytywnym efektem. Polak stopniowo doskonalił swoje umiejętności podczas występów w Polsce. Trafiał na różnych przeciwników. Niektórzy dopiero zbierali doświadczenie na ringu, a inni byli tylko i wyłącznie solidni. W marcu 2015 roku podczas gali w Lubinie Gerlecki zmierzył się z doświadczonym Stjepanem Bozicem, który stoczył ponad trzydzieści zawodowych walk. Bilans Polaka wyglądał blado, gdyż do rywalizacji przystępował z wynikiem dziewięciu zwycięskich pojedynków. Gerlecki pokazał, że ma mocny cios i w czwartej rundzie pokonał Bozica.

Ajetović to kolejny z doświadczonych pięściarz na drodze Gerleckiego. 34-letni pięściarz stoczył na ringach czterdzieści walk, jednak ostatnie cztery przegrał. Wielu obserwatorów przed pojedynkiem uważało, że Gerlecki jest faworytem. Akcje Ajetovicia nie stały wysoko, ale w boksie doświadczenie odgrywa istotną rolę. Pojedynek od początku był ostrożny w wykonaniu obu pięściarzy. Gerlecki starał się rozpoznać Serba. Polak szukał swojej szansy, jednak pojedyncze ciosy nie mogły zrobić jego oponentowi krzywdy. Ajetović decydował się na szarże, ale były to sporadyczne akcje. Z czasem 34-latek poczynał sobie coraz śmielej. Faktem jest, że Gerlecki zadawał więcej ciosów, ale mocniejsze i skuteczniejsze wyprowadzał Ajetović. W czwartej odsłonie 34-latek prawym sierpowym zachwiał polskim bokserem. Gerlecki musiał uważać, jednak doświadczony Ajetović raz po raz punktował Polaka. Do swojej gamy ciosów wprowadził uderzenia na tułów, z którymi 28-latek nie mógł sobie poradzić. Czas uciekał, a przewaga Ajetovicia rosła. W dziesiątej rundzie 34-latek rozstrzygnął pojedynek na swoją korzyść. Prawy podbródkowy był na tyle mocny, że Gerlecki padł na deski. Wstał i chciał kontynuować walkę, ale po raz kolejny upadł. Gerlecki próbował jeszcze boksować, ale sędzia przerwał pojedynek. Na kartach sędziowskich również widoczna była przewaga Ajetovicia, który dzięki wygranej zdobył tytuł międzynarodowego mistrza Rzeczpospolitej.

Jeżewski nokautuje

W kategorii średniej spotkali się Robert Świerzbiński i Sebastian Skrzypczyński. Obaj nie mieli ostatnio dobrej passy, dlatego liczyli, że uda im się w końcu ją przerwać. Lepszy okazał się Świerzbiński, który od początku zaznaczył swoją przewagę i w oczach sędziów był zdecydowanie lepszy.

Nie patyczkował się Nikodem Jeżewski. Polak walczący w wadze cruiser już w drugiej rundzie posłał na deski Attilę Palko. Mateusz Rzadkosz po wyrównanej walce niejednogłośnie na punkty pokonał Ivana Murashkina. W wadze ciężkiej triumf Marcina Przeskiego, który w czwartej rundzie zakończył pojedynek z Wladimirem Letrą. Nadal bez wygranej na zawodowym ringu jest Patryk Boruta, który zremisował z Aliaksandrem Abramenką w kategorii półśredniej.

KM

Polacy rywalizują w Abu Zabi

Przez kilka najbliższych dni Zjednoczone Emiraty Arabskie będą areną zmagań judoków i judoczek. W Abu Zabi trwają mistrzostwa świata juniorek i juniorów.

To doskonała okazja, aby zawodnicy z poszczególnych krajów mogli określić swoje miejsce w światowej hierarchii. Jak w tej rywalizacji zaprezentują się Polacy?

Dziewięcioro naszych

Czekamy na dobre występy naszych juniorek i juniorów. Niestety, z rywalizacją pożegnał się już Patryk Wawrzyczek w kategorii 66kg. Polski judoka w pierwszym pojedynku poniósł porażkę w starciu z reprezentantem Iranu Alirezą Khojasteh. Na swoją walkę czeka Julia Kowalczyk, która rywalizuje w kategorii 57kg. Reprezentantka Polski zmierzy się z Francuzką Lisą Marchese. Również w tej samej wadze zobaczymy Martynę Dobrowolską. Druga z Polek w swojej pierwszej walce podejmie Therese Stoll z Niemiec.

Łącznie do Abu Zabi udało się dziewięcioro naszych reprezentantów. Na pierwszego rywala czeka Piotr Kuczera. Nasz judoka w losowaniu dostał wolny los i jego pierwszym rywalem będzie zwycięzca pojedynku Azamat Bektursunov-Noah Mcdonald. W kategorii 90kg, oprócz Kuczery, wystąpi również Rafał Kozłowski. Polak w pierwszym pojedynku w Abu Zabi podejmie reprezentanta Mongolii Tserennyamę Delgera. Jan Jackiewicz wystąpi w kategorii +100kg. W losowaniu Polak trafił na Brazylijczyka Joao Cesarino Silvę. Kamila Pasternak w kategorii 78kg trafiła na Rosjankę Marinę Bukreevą. Dwie nasze zawodniczki wystąpią w +78kg. Na początek Beata Pacut zmierzy się z Iuliią Lianicenko, a Anna Załęczna stanie do boju z Wakabą Tomitą.

Azjatycki początek

Na liście zgłoszonych do startu w Abu Zabi widnieje ponad pięćset pięćdziesiąt nazwisk. Niemalże każda kategoria jest licznie i silnie obsadzona. Jedynie w czterech grupach startuje poniżej trzydziestu zawodników. Chodzi o kategorie 44kg, 70kg, 78kg i +78 kg. Wszystkie u pań. Najmniej, bo szesnaście judoczek stanie do rywalizacji w wadze 44kg. Łącznie na tatami zaprezentują się judocy z osiemdziesięciu dwóch państw.

Pierwsze rozstrzygnięcia są już znane. W kategorii 44kg triumfowała zawodniczka z Korei Południowej Hyekyeong Lee, która w finale pokonała Japonkę Riko Igarashi. Na trzecich miejscach uplasowały się Narantsetseg Gaanbatar z Mongolii oraz Rita Reis z Brazylii. Z kolei Funa Tonaki z Japonii okazała się najlepsza w 48kg. Srebro dla Słowenki Marusy Stangar. Na najniższym stopniu podium stanęły Sephora Concher z Francji z Mikoto Tshunemi z Japonii.

U panów znane są już wyniki rywalizacji w 55kg i 60kg. Magzhan Shamshadin z Kazachstanu pokonał Harima Lee z Korei i zdobył złoty medal. Kolejny brąz dla Mongolii. Tym razem na trzecim miejscu uplasowałsię Amartuvshin Bayaraa. Pierwszy medal dla Gruzji wywalczył Irakli Kupatadze. W 60kg triumf Japończyka Ryuju Nagayamy, który pozbawił złota Mongolczyka Tsogtbaatara Tsendochira. Na trzecich miejscach: Walider Khyar z Francji oraz Channyeong Kim z Korei.

KM

Dublin w rozsypce

Miał być interesujący pojedynek, ale do niego nie dojdzie. Gala UFC Fight Night 76 w Dublinie została pozbawiona walki wieczoru.

W oktagonie miał się zaprezentować Joseph Duffy, czyli fighter, który ma na swoim koncie wygraną z Conorem McGregorem. Panowie spotkali się w 2010 roku i 27-letni Irlandczyk potrzebował trzydziestu ośmiu sekund, żeby rozprawić się ze swoim rodakiem. Duffy miał być gwiazdą UFC Fight Night 76, ale nią nie będzie.

Wszystko przez kontuzję

W walce wieczoru Duffy miał się spotkać z Dustinem Poirierem, który dwie ostatnie walki wygrał przed czasem. Starcie zapowiadało się ciekawie i wszyscy już zacierali ręce, jednak nagle pojawiła się niespodziewana informacja. Do pojedynku nie dojdzie. Dlaczego? Na jednym z treningów Duffy otrzymał mocny cios w głowę, po którym jego samopoczucie pogorszyło się. Po analizie wyników badań zapadła decyzja, że Irlandczyk nie zaprezentuje się 24 października podczas UFC Fight Night 76.

Prawdopodobnie do walki Duffy-Poirier dojdzie w późniejszym terminie. Przedstawiciele UFC zaproponowali Amerykaninowi innego kandydata do rywalizacji w Dublinie. Poirier nie chciał jednak konkurować z Normanem Parke’m. 26-latek stwierdził, że po ustaleniach ze swoim sztabem woli poczekać na Duffy’ego. Po wiadomości o kontuzji Irlandczyka chęć rywalizacji z Poirierem zgłosili m.in. Ross Pearson czy Conor McGregor.

Kibice są rozczarowani. Fani, którzy zakupili wejściówki na galę otrzymają zwrot pieniędzy. To nie pierwsza walka, która nie dojdzie do skutku w Dublinie. Wcześniej z rozpiski wypadł Stipe Miocić i dla Bena Rothwella nie znaleziono rywala. Walką wieczoru podczas gali w Dublinie będzie pojedynek Paddy Holohan vs. Louis Smolka.

Czwarty raz

W Dublinie nie zabraknie polskiego akcentu. Czwartą walkę w UFC stoczy Krzysztof Jotko, który startuje w wadze średniej.

Polski fighter wraca do rywalizacji w oktagonie po rocznej przerwie. Jotko miał się zaprezentować w kwietniu podczas gali UFC w Krakowie, jednak kontuzja uniemożliwiła mu start. Zastąpił go wtedy Bartosz Fabiński. Jednak ze zdrowiem 26-latka już wszystko w porządku i może przystąpić do rywalizacji. W Dublinie Polak zmierzy się z Scott’em Askhamem. Do tej pory Jotko stoczył o dwa pojedynki więcej od Anglika i ma dłuższy staż w UFC. Askham do najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie trafił w 2014 roku. W debiucie poległ z Magnusem Cedenbladem, jednak druga walka zakończyła się jego wiktorią. Mocny cios kolanem sprawił, że Antonio dos Santos Jr. już po trzech minutach nie był zdolny do walki. Jotko musi się mieć na baczności, gdyż Anglik jest szybki i zwrotny. Nasz zawodnik jest wytrzymały i potrafi toczyć mordercze boje. Wygrana z Torem Troengiem pokazała, że 26-latka stać na wiele. Czy odniesie trzecie zwycięstwo w UFC?

KM

Klasyczne niepowodzenia

Rok przedolimpijski to zacięta walka o kwalifikacje do igrzysk. Nasi zapaśnicy w stylu klasycznym nadal muszą mieć się na baczności i szukać swojej szansy w kolejnych startach. Jedną przegapili.

Mistrzostwa świata w Las Vegas nie potoczyły się po myśli naszych klasyków. Nieudany start rozpoczął lawinę. Kadra została bez trenera. Polski Związek Zapaśniczy ogłosił konkurs na stanowisko szkoleniowca. Niebawem rozstrzygnięcie.

Wątpliwości

Ryszard Wolny i Włodzimierz Zawadzki to ikony polskich zapasów. Do niedawna prowadzili polską reprezentację w stylu klasycznym, jednak po mistrzostwach świata w Las Vegas stracili pracę. Nie chodzi nawet o brak medali. Podstawową kwestią było uzyskanie kwalifikacji olimpijskich, a tych zdobyć się nie udało.

Polski Związek Zapaśniczy podjął trudną decyzję i dla wielu osób dość kontrowersyjną. Zwolnienie szkoleniowca kadry na dziewięć miesięcy przed Igrzyskami Olimpijskimi to ogromne ryzyko. Trener Wolny doskonale znał kadrę, orientował się w problemach zawodników i przygotował pewien plan działania, który realizował. W przypadku mistrzostw świata efektów nie było. Zapewne jest to kwestia, która sprawia, że pojawiły się wątpliwości, czy klasycy idą dobrą drogą. Decyzja zapadła. Kadra szuka nowego trenera, a na dziewięć miesięcy przed igrzyskami olimpijskimi podjęcie się nowej misji to ogromne ryzyko. Nie każdy będzie chciał wziąć na siebie taką odpowiedzialność.

Można snuć scenariusze. Wolny zostaje na stanowisku, kilku zapaśników zdobywa kwalifikacje, a na igrzyskach zaliczą przyzwoite występy. Ten scenariusz już w grę nie wchodzi. Będzie nowy trener, który zaszczepi swoje zasady i autorski plan. Będzie musiał działać szybko, pod presją. Z każdej strony będzie obserwowany, bo czas ucieka, a nowy szkoleniowiec musi się w pewien schemat wdrożyć. Czy da radę? Musi to być fachowiec, który udźwignie ten ciężar i zmotywuje kadrę do działania, co pozwoli pojechać do Rio z nadziejami.

Decydujące chwile

W Las Vegas o krok od wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej był Damian Janikowski w kategorii 85kg. Zawodnik Śląska Wrocław przegrał w ćwierćfinale z Zhanem Beleniukiem, a w repasażach poległ w starciu z Wiktorem Lorinczem. Ostatecznie Polak został sklasyfikowany na siódmej pozycji, a prawo do startu w Rio wywalczyło sześciu najlepszych zapaśników. Warto dodać, że Janikowski wystąpił w Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych, gdzie zdobył srebro. Przegrał z Beleniukiem.

Nie ma, co ukrywać, że z Janikowskim polskie zapasy wiążą duże nadzieje. Jego start w Rio de Janeiro jest swego rodzaju obowiązkiem. Kiedy i gdzie będzie miał okazję walczyć o kwalifikację? W kwietniu w Zerjaninie odbędą się mistrzostwa Europy. Awans na igrzyska uzyskają finaliści imprezy. 22-24 kwietnia odbędzie się turniej kwalifikacyjny w Mongolii, a w dniach 6-8 maja w Stambule. Bilet do Rio wywalczy po trzech najlepszych zapaśników.

Kto poprowadzi naszych klasyków w tych startach? To się okaże w najbliższych tygodniach. Polski Związek Zapaśniczy musi przeanalizować oferty złożone w kończącym się postępowaniu.

KM

Gala Imbiriada Fighters Night 5 – Odwołana

W dniu dzisiejszym redakcja naszej telewizji otrzymała wiadomość o odwołaniu gali Imbiriada Fighters Night 5, która miała się odbyć w dniu 7 listopada 2015 r. w Rzeszowie w hotelu Blue Diamond. W nadesłanym oświadczeniu Organizatorzy wskazują jako powód przyczyny obiektywne – wycofanie sponsora strategicznego.

Federacji Fighters Night życzymy szybkiego uporania się z problemem i powrotu ze zdwojoną siłą.

Jose ”JoJo” Diaz i Frankie “Pitbull” Gomez wracają na ring w Fantasy Springs Casino!

Golden Boy Promotions powraca na antenę FightKlubu. Nowa seria gal na żywo rozpocznie się już w najbliższą noc z piątku na sobotę o godzinie 04:00, w słynnym Fantasy Springs Casino w Indio. W głównym pojedynku wieczoru swój talent zaprezentuje sensacja kategorii piórkowej – Amerykanin Joseph “JoJo” Diaz Jr (17-0, 10 KO). Zwycięską passę boksera z South El Monte postara się zatrzymać Meksykanin Ruben “Canelito” Tamayo (23-6-4, 15 KO). 22-letni, walczący z pozycji mańkuta “JoJo” jest ambitny i bezkompromisowy. Bokser zapowiada brutalne pobicie swojego rywala, zakończone nokautem. “Canelito” powie “sprawdzam” już na ringu w Fantasy Springs Casino. Na jego korzyść działa także odwrotna pozycja, a zatem na ringu zobaczymy rzadko spotykane starcie dwóch mańkutów. Walkę zaplanowano na 10 rund.

W drugiej walce wieczoru długo wyczekiwany powrót na ring zanotuje Frankie “Pitbull” Gomez (18-0, 13 KO). Amerykanin meksykańskiego pochodzenia nie pojawił się między linami od lipca zeszłego roku, kiedy to pokonał znanego nam z bojów z Krzysztofem Bieniasem, Włocha Vernona Parrisa. Rywalem 23-letniego “Pitbulla” będzie inny „zwierzak” – Jorge “Pantera” Silva (21-9-2, 17 KO). Gomez to wicemistrz świata amatorów z 2009 roku, trenowany obecnie przez Freddiego Roacha. Szykuje się klasyczna “meksykańska” wojna. Walkę w kategorii półśredniej zaplanowano na 10 rund.

Na te i inne pojedynki z Indio zapraszamy do FightKlubu. Transmisja w nocy z piątku na sobotę od godziny 04:00 (powtórka w sobotę o 11:30).

Gołowkin będzie mistrzem WBC?

W listopadzie odbędzie się interesujący dla hierarchii w wadze średniej pojedynek. Naprzeciw siebie staną Miguel Cotto oraz Saul „Canelo” Alvarez. 

Ten pojedynek będzie starciem starego i doświadczonego lisa oraz młodego, a zarazem mocnego boksera. Cotto jest królem wagi średniej WBC, jednak Alvarez do tej pory przegrał tylko z Floydem Mayweatherem Jr. Meksykanin chce wrócić na szczyt i zdobywać kolejne tytuły.

Potem Gołowkin

Z pewnością starcie Portorykańczyka i Meksykanina dostarczy wielu emocji. Obaj pięściarze potrafią być efektowni i skuteczni. 21 listopada będą mogli zaprezentować swój repertuar. Wydaje się, że Cotto może, a musi Alvarez, ale to tak naprawdę rozstrzygnie się w ringu. Dopiero później będzie można dokonywać bilansu zysku i strat.

Przy okazji można wybiec trochę w przyszłość. Prawdopodobnie zwycięzca pojedynku będzie musiał zmierzyć się z Giennadijem Gołowkinem. Kazach w swojej ostatniej walce pokonał przed czasem Davida Lemieux. Tym samym Gołowkin zunifikował pasy WBA i IBF w wadze średniej, a przy okazji zyskał miano pretendenta do tytułu mistrza świata WBC. – Zwycięzca walki Cotto-Alvarez zmierzy się z Gołowkinem. Cotto i "Canelo" to czołówka boksu, a Gołowkin udowadnia, że też należy do elity. Taki pojedynek może być wielkim wydarzeniem. Gołowkin udowadnia, że walczy na wysokim poziomie i jest jednym z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe – mówi Mauricio Sulaiman, prezes WBC.

Tym samym wszystko jest jasne. Jedna walka może poprzedzić drugie wielkie wydarzenie w kategorii średniej. Czy tak musi być?

A może inaczej?

Wydaje się, że zwycięzca walki Cotto-Alvarez powinien stoczyć pojedynek z Gołowkinem, jednak jest wyjście ewakuacyjne. Teoretycznie można uniknąć tego pojedynku. Zwycięzca listopadowego pojedynku może nie zgodzić się na starcie z Gołowkinem.

Wiadomo, że federacja jedno, a pięściarze mogą mieć zupełnie inne plany. Niezaprzeczalna jest kwestia finansowa i podjęcie negocjacji, które mają doprowadzić do rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. Warto zauważyć, że Cotto bądź Alvarez nie będą mogli stoczyć wolnej walki w obronie pasa. Niejako WBC zmusi wygranego do starcia z Gołowkinem. Co jeśli ten nie zgodzi się? Wtedy mistrzowski pas zostanie zwakowany. W związku z tym Gołowkin, który jest w posiadaniu tymczasowego tytułu zostanie pełnoprawnym mistrzem.

Czy taki scenariusz jest możliwy? Głos w tej sprawie zabrał Alvarez. Z jego słów wynika, że po pojedynku z Cotto nie będzie gotowy na starcie z Gołowkinem. Pojedynek z Cotto Meksykanin stoczy w limicie 155 funtów, czyli nieco ponad 70kg. Kategoria średnia obowiązuje do 160 funtów, czyli „Canelo” musiałby zwiększyć swoją masę. Meksykanin podkreśla, że nie jest na to gotowy.

Tytułu dla Gołowkina nie ma, co jeszcze przesądzać. Alvarez już zabrał głos, a jeszcze nie stoczył walki z Cotto.  Może problem, czy walczyć z Kazachem będzie miał Portorykańczyk. Jedno jest pewne: zwycięzca listopadowego starcia powinien stoczyć bój z pretendentem Gołowkinem.

KM

Kontuzje trapią nasze judoczki

Podczas Grand Slam w Paryżu naszym judokom nie udało się odnieść sukcesu. W stolicy Francji kontuzji doznała Daria Pogorzelec, startować miała również Agata Ozdoba. Brązowej medalistki mistrzostw Europy z Montpellier zabrało. Dlaczego? Wszystko przez kontuzję, której doznała w Korei.

Dwie srebrne medalistki mistrzostw świata w Astanie w drużynie muszą zatem odpocząć od judo i wyleczyć swoje urazy. Warto pamiętać, że cały czas pauzuje Agata Perenc.

Długa przerwa Ozdoby

Dla wielu sportowców kontuzja kolana oznacza długą przerwę. Nie ma się, co dziwić, gdyż staw kolanowy to drugi najbardziej obciążany staw człowieka. Dodatkowo jest złożony. W stawie kolanowym łączą się kości: udowa i piszczelowa.

Agata Ozdoba (63kg) miała jechać na zawody Grand Slam w Paryżu, jednak pechowo zakończył się dla niej start w Światowych Sportowych Igrzyskach Sportowych. W Korei Południowej nasza zawodniczka nabawiła się kontuzji. Podczas walki z Marianą Silvą została kopnięta w prawe kolano. Poczuła ogromny ból. Diagnoza okazała się bezlitosna dla brązowej medalistki ubiegłorocznych mistrzostw Europy. Ozdoba ma zerwane więzadła krzyżowe, czeka ją operacja i długa przerwa. Nie wiadomo, czy nasza judoczka w związku z długotrwałą absencją pojedzie na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro.

Po operacji przyjdzie czas na odpoczynek i rehabilitację, która pomoże wrócić Ozdobie do pełnej dyspozycji. Wszystko wskazuje na to, że zawodniczka AZS AWF Katowice będzie pauzowała przez pół roku. W najlepszym wypadku wróci w kwietniu i będzie mogła wystartować w mistrzostwach Europy w Kazaniu. Niewykluczone, że powrót Ozdoby wydłuży się w czasie. Prawdopodobnie na tatami będzie mogła pojawić się w maju. 5 sierpnia wystartują Igrzyska Olimpijskie. Polka będzie miała mało czasu, aby wywalczyć kwalifikację do Rio.

Do Paryża pojechała za to Daria Pogorzelec (78kg). Piąta zawodniczka Igrzysk Europejskich w Baku w stolicy Francji stoczyła jeden pojedynek, a do kolejnej walki już nie przystąpiła. Judoczka Wybrzeża Gdańsk nabawiła się kontuzji kolana.

Perenc również pauzuje

Agata Perenc (52kg) z powodu złamania kości strzałkowej nie mogła wziąć udziału w mistrzostwach świata w Astanie. Zawodniczka Polonii Rybnik w tym roku prezentowała równą formę i zdobywała cenne punkty w kwalifikacjach olimpijskich. W Pucharze Europy w Oberwart zdobyła brązowy medal. Pech chciał, że przed najważniejszą imprezą sezonu doznała urazu. Perenc nadal nie wróciła na tatami. Jej przerwa trwa już dwa miesiące.

Przed mistrzostwami świata trener kadry Aneta Szczepańska miała ból głowy. Z powodu urazu do Astany nie pojechała również Ewa Konieczny (48kg). W październiku scenariusz się powtarza. Tym razem kontuzje eliminują z kolejnych startów dwa mocne ogniwa polskiej kadry. W przypadku Pogorzelec nie wiadomo, ile potrwa jej absencja.

KM

Polak zwolniony z UFC

Przygoda Pawła Pawlaka z UFC dobiegła końca. Amerykańska organizacja pożegnała się z kilkunastoma zawodnikami.

W tym gronie znalazł się Pawlak, który w UFC stoczył trzy walki. Do najlepszej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie zawodnik Gracie Barra Łódź trafił jako niepokonany.

Porażka w debiucie

UFC to inny świat. Zupełnie inne wymagania, wyższy poziom i emocje. Aby rywalizować w UFC trzeba prezentować wysoki poziom umiejętności oraz posiadać odpowiednie cechy charakteru, a przede wszystkim cechować się odpornością psychiczną. Paweł Pawlak, który w rywalizuje wadze półśredniej spróbował swoich sił w UFC. Dostał szansę i chciał ją wykorzystać, stoczył trzy walki i postanowiono mu podziękować.

Kontrakt Pawlaka dobiegł końca. Zazwyczaj UFC zwalnia zawodników po dwóch porażkach z rzędu, co Polaka nie dotyczy. Pawlak debiutował w amerykańskiej organizacji podczas gali w Berlinie w maju 2014 roku. Polski fighter zmierzył się z Peterem Sobottą. Pojedynek trwał trzy rundy i zakończył się triumfem Niemca. Kolejną walkę Pawlak w UFC stoczył po upływie jedenastu miesięcy. Miał świadomość, że walczy o swój byt w organizacji. 26-latek otrzymał możliwość zaprezentowania się na rodzimej ziemi, gdyż był jednym z uczestników gali w Krakowie. Pawlak po trzech rundach mógł wznieść ręce w geście triumfu po pojedynku z Sheldonem Westcottem.

Trzecią, i jak się okazało ostatnią, walkę Polak stoczył w lipcu podczas UFC Fight Night 72. Leon Edwards zaprezentował się lepiej w oktagonie i przekonał sędziów, że to jemu należy się zwycięstwo.

To kolejne czystka w UFC. Najlepsza organizacja mieszanych sztuk walki na świecie regularnie zwalnia zawodników. Uwarunkowane jest to tym, że część z nich przebywa w organizacji w zastępstwie kontuzjowanych gwiazd. De facto jeden słabszy występ może być powodem do zakończenia przygody z UFC.

Wraz z Pawlakiem z organizacji zostali zwolnieni: Ivan Jorge, Francisco Trevino, Hernani Perpetuo, Vagner Rocha, David Michaud, Naoyuki Kotani, Amir Sadollah, Roger Narvaez, Chris Clements, Luke Zachrich, TJ Waldburger, William Macario, Eddie Gordon, Matt Van Buren, Leonardo Mafra, Christos Giagos, Ron Stallings, Roger Zapata, Joe Merritt, Lewis Gonzalez. 

Zmiana na KSW

Do zmiany doszło w rozpisce gali KSW 33, która odbędzie się 28 listopada w Krakowie. Główną atrakcją będzie pojedynek Michała Materli z Mamedem Khalidovem. 

W Krakowie nie wystąpi Jakub Kowalewicz, który w swoich ostatnich występach nie zachwycił. Fighter poniósł porażkę podczas gali ACB 19 z Olegiem Bagovem. Warto nadmienić, że do tej pory wystąpił na czterech wydarzeniach KSW i zanotował trzy zwycięstwa.

Za Kowalewicza pojawi się Grzegorz Szulakowski, który podczas majowej gali efektownie uporał się z Patrykiem Grudniewskim. Tym razem stanie do rywalizacji z Łukaszem Chlewickim.

KM

Bezowocny start we Francji

Tym razem żadnemu z naszych judoków nie udało się stanąć na podium w zawodach Grand Slam. Podczas turnieju w Paryżu kontuzji nabawiła się startująca w kategorii 78kg Daria Pogorzelec.

W stolicy Francji zaprezentowało się troje reprezentantów Polski, jednak próżno doszukiwać się wybitnych osiągnięć. Biało-czerwoni szybko pożegnali się z zawodami.

Kontuzja Pogorzelec

Niepokoją wieści dotyczące Darii Pogorzelec. Judoczka Wybrzeża Gdańsk podczas startu w Paryżu nabawiła się kontuzji kolana. Na obecną chwilę trudno określić jak poważny jest to uraz. Wszystko będzie jasne po wykonaniu szczegółowych badań.

Srebrna medalistka mistrzostw świata w Astanie w drużynie start w Paryżu rozpoczęła od starcia z Yahimą Ramirez. Polka od początku był aktywna i starała się podciąć swoją przeciwniczkę, aby zdobyć punkty, jednak ta skutecznie broniła się. Reprezentantka Portugalii również szukała szans, ale nie zawsze zagrywała czysto. Pogorzelec była twarda i zdecydowana, ale Ramirez nie zamierzała odpuszczać. Triumfowała Polka, gdyż jej rywalka zarobiła trzy żółte kartki. Okazało się, że Pogorzelec w tym pojedynku nabawiła się kontuzji kolana.

Dalsza rywalizacja była wykluczona. W kolejnej walce na Polkę czekała wicemistrzyni olimpijska z Londynu Gemma Gibbons, jednak Pogorzelec musiała oddać pojedynek walkowerem. Zawodniczka z Wysp Brytyjskich w Paryżu zajęła 5. pozycję. Triumfowała Audrey Tcheumeo z Francji, która w finale uporała się z Ruiką Sato.

Francuzka zbyt silna

Tylko jedną walkę w Paryżu stoczyła Katarzyna Kłys w kategorii 70kg. Polka trafiła na reprezentantkę gospodarzy Margaux Pinot. Francuzka od samego początku była aktywna i szukała swojej szansy. Pinot próbowała różnych sposobów, aby rzucić Polkę i zdobyć punkty. W końcu jej starania przyniosły efekt. Pinot wygrała przez waza-ari. Ostatecznie Francuzka sięgnęła po brązowy medal, a w kategorii 70kg triumfowała Haruka Tachimoto.

Łukasz Błach stoczył podczas zawodów w Paryżu trzy pojedynki, ale opadł przed główną rozgrywką. Polak udział w Grand Slam w stolicy Francji rozpoczął efektownie. W pierwszej walce Polak rywalizujący w kategorii 81kg trafił na Jeana-Pierre'a Adingrę. Błach szybko rozstrzygnął pojedynek na swoją korzyść i wygrał przez ippon. Kolejnym rywalem polskiego judoki był Konstantins Ovchinnikovs. Rozgoryczenie Łotysza sięgało zenitu, gdyż Błach twardo trzymał się na nogach. Początkowo Ovchinnikovs liczył, że uda mu się zaskoczyć rywala, ale Polak szybko sprowadził go na ziemię. Błach wygrał przez ippon. Imponujący początek reprezentanta Polski, ale trzecia walka okazała się ostatnią naszego judoki w Paryżu. Sposób na Błacha znalazł Alain Schmitt, który zwyciężył przez waza-ari. Najlepszy w kategorii 81kg okazał się Shaxzod Sobirov z Uzbekistanu.

Najwięcej złotych medali zdobyli Japończycy – cztery. O jeden mniej wywalczyli Francuzi.

KM

Niezwyciężony Gołowkin

Kolejny pięściarz nie znalazł sposobu na Giennadija Gołowkina. David Lemieux musiał uznać wyższość boksera z Kazachstanu.

Gołowkin ponownie dał pokaz swojego kunsztu. Dodatkowo do swojej kolekcji dołożył kolejny pas. Kazach pokonując Lemieuxa wywalczył pas mistrza świata IBF w wadze średniej.

Bezradny Lemieux

Pojedynek zapowiadany był jako starcie dwóch fenomenalnych pięściarzy. Rzeczywistość pokazała, że bokserski kunszt na najwyższym poziomie prezentuje tylko jeden z nich. Giennadij Gołowkin całkowicie zdominował Davida Lemieuxa na ringu w Nowym Jorku.

Kazach nie miał litości dla swojego rywala. Mocna głowa Kanadyjczyka tym razem nie wytrzymała siły i ilości ciosów. Od samego początku Gołowkin słał kolejne prawe w kierunku swojego przeciwnika. Mistrz świata WBA konsekwentnie rozbijał defensywę Kanadyjczyka, który był bezradny. Raz lewy, raz prawy i było wiadomo, kto w tej walce rozdaje karty. Lemieux starał się odpowiedzieć, jednak Gołowkin był jak skała. Ciosy Kanadyjczyka nie robiły na nim wrażenia mimo, że były dynamiczne i mocne.

W piątej rundzie Lemieux po jednym z ciosów Gołowkina przyklęknął. Sędzia ruszył do akcji i zaczął liczyć Kanadyjczyka. Ta sytuacja wzbudziła kontrowersje. Gołowkin uderzył klęczącego rywala w głowę, co nie powinno mieć miejsca. Sędzia nie zareagował. Kazach kontynuował swoje ataki i obijał rywala. W siódmej rundzie Lemieux doznał kontuzji nosa. Twarz Kanadyjczyka zalała się krwią, jednak sędzia nie zdecydował się na przerwanie pojedynku. Wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy Gołowkin rozstrzygnie pojedynek. Lemieux wytrzymał jeszcze kilka minut. Ósma runda okazała się ostatnią. Gołowkin zamknął swojego rywala pod linami i niemiłosiernie go obijał. Lemieux był bezradny. Kanadyjczyk szukał ratunku i otrzymał go od sędziego, który przerwał pojedynek. Czy słusznie? Nie ma wątpliwości, że tak. Lemieux przyjął ogromną ilość ciosów, a wraz z upływającym czasem przewaga Gołowkina rosła.

Kolejny tytuł

Lemieux stracił pas i zanotował trzecią porażkę w karierze. Gołowkin opływa w tytuły. Pięściarz z Kazachstanu jest w posiadaniu pasów IBF, IBO, WBA i WBC interim w kategorii średniej. Gołowkin po raz kolejny pokazał, że jest pięściarzem nietuzinkowym. Potwierdził, że w pełni zasługuje na miano najlepszego boksera bez podziału na kategorie wagowe.

Kazach odniósł trzydzieste czwarte zwycięstwo w karierze i po raz trzydziesty pierwszy wygrał przed czasem. Do tej pory na zawodowym ringu nie przegrał. W walce z Lemieux dominował od początku do samego końca. Kazach wyprowadził blisko trzysta ciosów, które doszły do celu. Kanadyjczyk „tylko” osiemdziesiąt dziewięć razy trafił swojego rywala. Gołowkin widzom zgromadzonym w Nowym Jorku dał pokaz boksu najwyższego lotu, a zarazem zaaplikował ogromne wrażenia. Lemieux jest niezadowolony z rozstrzygnięcia pojedynku i trudno mu się dziwić, ale sędzia podjął słuszną decyzję.

Fot. en. tengrinews.kz

KM

Kelmendi triumfuje w Paryżu

Jedna z najlepszych judoczek na świecie po raz kolejny potwierdziła swój kunszt. Majlinda Kelmendi triumfowała podczas turnieju Grand Slam w Paryżu.

Rok 2015 jest pechowy dla reprezentantki Kosowa. 24-letnia zawodniczka przygotowuje się do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie chce odnieść sukces. W tym roku ominęły ją dwie ważne imprezy.

Zmorą są kontuzje

Priorytetem dla Kelmendi, która startuje w kategorii 52kg są przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Na każdym kroku podkreśla to jej trener Driton Kuka. W tym roku reprezentantka Kosowa występuje rzadko. Dlaczego? Z jednej strony chodzi o jak najlepsze przygotowanie do startu w Brazylii, ale to wytłumaczenie powierzchowne. Kelmendi musi zadbać o swoje zdrowie i wrócić do odpowiedniej formy. W tym roku 24-latkę prześladują urazy.

Kelmendi nie wystartowała na dwóch najważniejszych tegorocznych imprezach. Zabrakło jej podczas Igrzysk Europejskich w Baku oraz na mistrzostwach świata w Astanie. Reprezentantka Kosowa liczyła, że w Kazachstanie będzie broniła tytułu mistrzyni świata, który wywalczyła w 2014 roku w Czelabińsku. Kontuzja pleców uniemożliwiła jej start. Zawodniczka z Kosowa musiała odzyskać wigor, dojść do formy i zrobić wszystko, aby uraz został w pełni wyleczony. Zbyt wczesny powrót na tatami mógł nieść ze sobą poważne konsekwencje. Wcześniej Kelmendi walczyła z kontuzją kolana. Jak widać jedna z najlepszych judoczek na świecie w tym roku ma pecha. Wyjazdu do Rio może być pewna, bo cały czas jest w „czubie” rankingu, jednak istotna jest kwestia przygotowań i powrotu do formy. W Paryżu Kelmendi pokazała, że wszystko jest pod kontrolą.

Paryskie zwycięstwo

Dwukrotna mistrzyni świata w Paryżu stoczyła cztery walki. Na początek reprezentantka Kosowa uporała się z Hiszpanką Laurą Gomez. W ćwierćfinale trafiła na brązową medalistkę Igrzysk Olimpijskich w Londynie – Priscillę Gneto. Walka wyrównana, ale więcej kar na swoim koncie zapisała Francuzka. W drodze do finału Kelmendi znalazła receptę na Yuki Hashimoto. O złoto 24-latka rywalizowała z Evelyne Tschopp, która w półfinale uporała się z zawodniczką z Kosowa – Distrią Krasniqi. Kelmendi pomściła swoją rodaczkę i wygrała przez ippon. Zwycięstwo dla 24-latki jest o tyle cenne, że pokazuje miejsce, w którym obecnie znajduje się judoczka. Kelmendi musi wrócić do regularnych startów. Jej umiejętności są na najwyższym poziomie i w Rio de Janeiro na pewno będzie faworytką do złotego medalu.

Kolejny turniejowy triumf w tym sezonie odniósł Tumurkhuleg Davaadorj. Startujący w kategorii 66kg judoka w tym roku zwyciężał już podczas Grand Prix Ułan Bator i Tbillisi. W 2013 roku w Grand Slam w Paryżu Davaadorj był drugi. Tym razem udało mu się poprawić ten wynik. W finale pokonał Georgija Zantaraia.

KM

Rekordowa walka Fonfary

Polski bokser zrobił kolejny krok w kierunku walki o pas mistrza świata w wadze półciężkiej. W Chicago Andrzej Fonfara uporał się z Nathanem Cleverly’m.

Już od początku wiadomo było, że starcie Polaka i Walijczyka będzie wielkim pojedynkiem. Fonfara zmierzał do ringu ubrany w zbroję polskiej husarii. Były mistrz świata miał świadomość, że czeka go trudne wyzwanie.

Pot i krew

Pięściarze nie kalkulowali, lecz postawili na widowisko. Fonfara i Cleverly nie oszczędzali się i wyprowadzili dużą liczbę ciosów. Na początku starcia aktywniejszy był Walijczyk, którego lewy prosty ranił „Polskiego Księcia”. Druga runda również należała do Cleverly’ego, jednak w kolejnej odsłonie aktywniejszy był już Fonfara. Spychał swojego rywala do defensywy i starał się go zdominować. Walijczyk próbował powstrzymać rywala lewym prostym.

Pojedynek mógł podobać się widzom zgromadzonym w Chicago. Pięściarze nie szczędzili sobie ciosów, jednak w pierwszej części walki aktywniejszy był Cleverly. Walijczyk był bardziej ruchliwy i zaskakiwał Fonfarę. Pojedynek toczył się w szybkim tempie. Siódma runda należała już do Polaka. „Polski Książe” ruszył zdecydowanie na swojego przeciwnika i słał w jego stronę kolejne serie ciosów. Na twarzy byłego mistrza świata pojawiła się krew, a on sam stał się jakby wolniejszy i nabrał dystansu. Cleverly obawiał się kolejnych ciosów Fonfary. Zaznaczyła się przewaga polskiego boksera, jednak pojedynek zwolnił. Fonfara zadawał kolejne ciosy, ale zdarzały mu się przestoje. Stopniowo odrabiał starty, które poniósł na początku, jednak pozwolił Walijczykowi na przebudzenie. W dziewiątej rundzie Cleverly ponownie zaprezentował swoje umiejętności.

Ostatnia odsłona to już popis dominacji Polaka. Werdykt pozostawał niewiadomą, jednak Fonfara zaprezentował dobry boks. Docenili to sędziowie, którzy jednogłośnie wskazali na zwycięstwo „Polskiego Księcia” – 115:113, 116:112, 116:112.

Zarazem obaj pięściarze ustanowili rekord w liczbie zadanych ciosów w wadze półciężkiej. Fonfara i Cleverly wyprowadzili 2524 ataki, z czego 1413 to wynik polskiego boksera.

Kiedy mistrzowska walka?

To podstawowe pytanie po pokonaniu jednego z czołowych pięściarzy wagi półciężkiej. W tym roku Fonfara również uporał się z Julio Cesarem Chavezem Jr. Od czasu porażki z Adonisem Stevensonem Polak stoczył trzy pojedynki.

Fonfara zrobił wszystko, aby zaprezentować się jak najlepiej i wykonać kolejny krok w kierunku walki o mistrzostwo świata. Stevenson to posiadacz pasa WBC i niezwykle silny pięściarz. „Polski Książę” prezentuje się w ringu dobrze i wykazuje się inteligencją. Potrafi dokładnie przeanalizować rywala, daje mu chwilę na rozkręcenie się, a później sam uderza. Czy taka taktyka dałaby efekt w starciu ze Stevensonem? Jedno jest pewne: Fonfara nie boi się trudnych wyzwań i nie unika walki.

Wygrana z Cleverly’m to dwudzieste ósme zwycięstwo w karierze Polaka.

KM

Weterani na medal

W Atenach trwają mistrzostwa świata weteranów w zapasach. Na koncie Polaków są trzy medale, w tym złoty Andrzeja Wrońskiego.

50-latek urodzony w Kartuzach to legenda polskich zapasów. W Atenach Wroński pokazał, że o zdrowie można dbać w każdym wieku, a od pasji nie ma ucieczki. Teraz nasz zapaśnik będzie się ubiegał o mandat poselski w zbliżających się wyborach parlamentarnych.

Pasja to jest to

Dla wielu mistrzostwa świata weteranów kojarzą się ze swego rodzaju farsą i profanacją zapasów. W powszechnym odbiorze sport to rywalizacja dla młodych, pięknych, uśmiechniętych i zorientowanych na sukces. Nie zawsze tak musi być. Zapasy są drogą życiową, tak jak i inne sporty walki. Związanie się z nimi to przyjęcie pewnego systemu zasad i wartości. Związanie się na dobre i na złe. Niezależnie od wieku można rywalizować na sportowej arenie. Ma to szereg zalet w postaci głębszej integracji, cementowania środowiska oraz wypracowywania pewnej ciągłości w działaniu. Wiadomo, że mistrzostwa weteranów nigdy nie będą efektowne i nie porwą tłumów, jednak wbrew pozorom o medale nie rywalizują dziadki, ale są to walki silnych i wysportowanych facetów oraz aktywnych kobiet.

W tym wszystkim jest idea i duch sportu. Zapasy świetnie oddają charakter rywalizacji, ale i poczucia więzi. To niezwykle istotne. Rywalizacja na mistrzostwach jest zacięta i obfituje w ciekawe, pełne pasji walki.

W Atenach Polacy mają na swoim koncie już trzy medale. Po złoto w kategorii 130kg w stylu klasycznym sięgnął Andrzej Wroński. 50-latek to legenda polskich zapasów. Dwukrotny złoty medalista olimpijski – Seul 1988 i Atlanta 1996 oraz mistrz świata z Tampere z 1994 roku , a także trzykrotny mistrz Europy. Jednak Wrońskiemu nadal mało. Polak wystartował w Atenach i okazał się najlepszy. Wroński stoczył zaledwie trzy walki, gdyż do rywalizacji najcięższych stanęło zaledwie siedmiu zapaśników. W decydującym pojedynku Polak uporał się z zawodnikiem gospodarzy Haralamposem Kaltsidisem.

Srebro też się błyszczy

Do dorobku naszej reprezentacji medale dorzucili również Mariusz Wiśniewski w kategorii 85kg w stylu klasycznym oraz Paweł Woliński w 97kg w stylu wolnym.

W kategorii 85kg w stylu klasycznym wystartowało dwóch Polaków. Janusz Lisiewski opadł już w 1/8 finału, a jego pogromcą był Kevin Pine. Za to dalej walczył Mariusz Wiśniewski. Polak stoczył trzy zwycięskie walki. W półfinale rywalizował z Rosjaninem Aleksandrem Siergiejewem i po wyrównanym starciu osiągnął sukces. Martin Dalsbotten w finale miał więcej szczęścia, dlatego też złoto zawisło na szyi Norwega.

Wśród trzynastu startujących w 97kg w stylu wolnym znalazło się dwóch Polaków. Spotkali się już w kwalifikacjach. Paweł Woliński pewnie pokonał Ireneusza Pepłowskiego. Następnie mistrz Polski weteranów z 2014 roku stoczył jeszcze trzy pojedynki. W finale musiał uznać wyższość Amerykanina Granta Johnsona. Srebro zatem dla Polaka.

KM

Andrei Arłouski

Białoruski zawodnik MMA urodzony 4 lutego 1979 roku w Mińsku. Wychowywał się w Bobrujsku. W wieku 16 lat wstąpił do 4-letniej szkoły policyjnej w Mińsku, gdzie rozpoczął treningi Sambo. W 1999 roku wygrał mistrzostwa Europy juniorów oraz mistrzostwa Świata juniorów w Sambo.  Później zdobył również srebrne medale w Pucharze Świata i mistrzostwach Świata seniorów. Aby rozwinąć umiejętności w stójce, w wieku 18 lat rozpoczął treningi Kick-boxingu pod okiem Dmitrija Stiepanowa. Rok później w Petersburgu stoczył swoją pierwszą profesjonalną walkę w formule MMA. Przegrał ją z innym debiutantem Wiaczesławem Dacykiem.  Na ring powrócił w kwietniu 2000 roku, gdy wygrał dwie walki, w tym przez nokaut z Romanem Ziencowem, zdobywając tytuł Mistrza Europy wagi ciężkiej Rosyjskiej federacji M-1. W listopadzie 2000 roku zadebiutował w amerykańskiej organizacji UFC. Wygrał pierwszą walkę ale w dwóch kolejnych przegrał przez nokaut z Ricco Rodriguezem z Pedro Rizzo.  Seria trzech zwycięstw przez nokaut w następnych pojedynkach sprawiła że otrzymał szansę walki o tymczasowe mistrzostwo UFC wagi ciężkiej. Odbyła się ona 5 lutego 2005 roku podczas gali UFC 51, a jego rywalem był Tim Sylvia. Arłouski pokonał Amerykanina przez poddanie w pierwszej rundzie. 12 maja 2005 roku władze UFC odebrały pas Mirowi z powodu przedłużającej się niemożliwości jego bronienia i przekazały go Białorusinowi. Ten w swojej pierwszej obronie znokautował w 15 sekund Paula Buentello. 15 kwietnia 2006 roku po raz drugi bronił tytułu i tym razem go stracił na rzecz Sylvii. Do trzeciej walki pomiędzy tymi zawodnikami doszło już trzy miesiące później podczas UFC 61. Po raz drugi lepszy okazał się Sylvia, który wygrał przez decyzję sędziów.  Po trzeciej walce z Sylvią, Białorusin stoczył w UFC jeszcze trzy wygrane pojedynki, po czym odszedł z organizacji. W 2008 roku podpisał kontrakt z Affliction, w barwach której 24 stycznia 2009 roku zmierzył się z uznawanym ówcześnie za najlepszego zawodnika MMA wagi ciężkiej na świecie Rosjaninem Fiodorem Jemieljanienko.  Stawką walki było mistrzostwa Świata federacji WAMMA. Arłouski został znokautowany  w pierwszej rundzie. Wkrótce potem organizacja Affliction zaprzestała działalności, a Arłouski przeszedł do Strikforce. Dla tego organizacji stoczył trzy walki, wszystkie przegrane. Serie czterech porażek przerwał  27 sierpnia 2011 roku, gdy na gali Pro Elite pokonał przez TKO w trzeciej rundzie Raya Lopeza. 5 listopada, w swoim drugim pojedynku w organizacji Pro Elite znokautował Travisa Fultona.  31 sierpnia 2012 roku doszło do czwartego starcia z Timem Sylvią na gali ONE FC 5- Pride a Nation. Pod koniec drugiej rundu Arłouski znokdaunował rywala po czym zadał nieprzepisowe kopnięcie w głowę leżącego przeciwnika. Sylvia odmówił kontynuowania pojedynku. Sędziowie po dłuższej analizie zdecydowali się ogłosić wynik walki jako no contest.  W 2012 roku związał się z nowo powstałą organizacją Raya Sefo World Series of Fighting. 3 listopada znokautował byłego zawodnika IFL oraz Strikeforce Devina Cole’a. W World Series of Fighting stoczył jeszcze dwa pojedynki. W 2014 roku został zwolniony z kontraktu WSoF i ponownie związał się z UFC. 14 czerwca tego samego roku po prawie 6 latach powrócił do klatki UFC mierząc się z finalistą TuF’a Brendanem Shaubem. Białorusin pokonał Amerykanina niejednogłośnie na punkty.  W tym samym roku pokonał jeszcze Antonio Silvę przez nokaut. W 2015 roku stoczył dwie wygrane walki pokonując przez TKO Travisa Browne’a i przez decyzję sędziowską Franka Mira. 2 stycznia 2016 roku na gali UFC 195 przegrał przez techniczny nokaut z Stipe Miocicem. 8 maja 2016 roku przegrał przez techniczny nokaut z Alistairem Overeemem. 

Renan Barao

Brazylijski zawodnik MMA urodzony 27 lutego 1897 roku w Natal. W MMA zadebiutował w 2005 roku. Początkowo występował w małych organizacjach na terytorium Brazylii. Po licznych sukcesach w Ameryce Południowej, związał się z Amerykańską organizacją World Extreme Cagefighting, gdzie zadebiutował 20 czerwca 2010 roku w walce z Anthony Leone. Barao wygrał przez poddanie w trzeciej rundzie. Następną walkę stoczył 16 grudnia 2010 z Chrisem Carasio, którego pokonał przez poddanie, tym razem już w pierwszej rundzie.  W październiku 2010 roku WEC zostało połączone z UFC. Barao zadebiutował w UFC 28 maja 2011 na UFC 130 gdzie wygrał z Cole’m Escovedo przez jednogłośną decyzję. Następnie 5 listopada 2011 roku na UFC 138, pokonał Brada Picketta przez poddanie w pierwszej rundzie. Jego kolejnym przeciwnikiem był Scott Jorgensen, którego Renan pokonał przez jednogłośną decyzję. W tym czasie mistrz UFC w wadze koguciej Dominick Cruz doznał kontuzji, w związku z czym zapadła decyzja o wyborze tymczasowego mistrza tej kategorii. 21 lipca 2012 na UFC 149 Barao pokonał Urijaha Fabera przez jednogłośną decyzję i został tymczasowym mistrzem UFC wagi koguciej. Następnie obronił ten tytuł 16 lutego 2013 na gali UFC on Fuel w starciu z Michaelem McDonald’em, którego pokonał przez poddanie w czwartej rundzie. Kolejną obronę stoczył 21 września 2013 na UFC 165 gdzie pokonał Eddiego Wineland’a, nokautując go w drugiej rundzie. 1 lutego 2014 roku miało dojść do walki Renana Barao z Dominickiem Cruzem o zostanie niekwestionowanym mistrzem wagi koguciej UFC.  Do tej walki jednak nie doszło, ponieważ Cruz ponownie doznał kontuzji i UFC zdecydowało o odebraniu mu pasa oraz oddaniu go w ręce Barao. Zamiast z Cruzem, 1 lutego 2014 na UFC 169 zmierzył się ponownie z Urijah’em Faberem, którego pokonał przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie. 24 maja 2014 doszło do starcia Barao z T.J. Dillashaw, które Brazylijczyk przegrał przez TKO w piątej rundzie.  Po tej porażce Barao wrócił na ring 20 grudnia 2014 roku w starciu z Mitch Gagnon, którego pokonał przez poddanie w trzeciej rundzie. 25 lipca 2015 roku doszło do rewanżowego pojedynku z T.J. Dillashaw, które i tym razem Barao przegrał przez TKO.

Antonio Silva

Brazylijski zawodnik MMA urodzony 14 września 1979 roku w Campina Grande. Zawodową karierę MMA rozpoczął w 2005 roku w Wielkiej Brytanii. W tym samym roku zdobył mistrzostwa organizacji Cage Rage w wadze ciężkiej i mniej znaczącej Cage Warriors w wadze superciężkiej. W 2006 roku stoczył dwa wygrane pojedynki w Japonii,  w organizacji HERO’S. W swojej ósmej walce doznał pierwszej porażki w karierze, gdy przegrał w grudniu 2006 roku w Vancouver przez techniczny nokaut z Amerykaninem Erikiem Pele. W 2007 roku podpisał kontrakt z nowo powstałą amerykańską organizacją Elite XC. Po wygraniu trzech walk z rzędu dostał szansę walki o pierwsze mistrzostwo EliteXC w wadze ciężkiej przeciwko Justinowi Eilersowi. 26 lipca 2008 roku pokonał Amerykanina przez techniczny nokaut zdobywając tytuł. Przeprowadzone po walce testy antydopingowe wykryły w organizmie Silvy steryd anaboliczny boldenon. W konsekwencji California State Athletic Commission ukarała go grzywną oraz rocznym zawieszeniem. Mimo nieprzyznania się do winy i złożenia apelacji kara została podtrzymana. Nie mogąc walczyć w USA, Silva podpisał kontrakt z japońską organizacją World Victory Road i stoczył w 2009 roku dwie zwycięskie walki w Japonii. W listopadzie 2009 roku zadebiutował w Strikeforce, gdy przegrał przez jednogłośną decyzję z rodakiem Fabricio Werdumem. W 2010 roku stoczył dwie walki, obie wygrane przeciwko Andrejowi Arłouskiemu i Mike’owi Kyle’owi.  W styczniu 2011 ogłoszono, że Silva wystąpi w 8-osobowym turnieju Strikeforce w wadze ciężkiej. W rozegranym 12 lutego ćwierćfinale zmierzył się z byłym mistrzem PRIDE FC Fiodorem Jemieljanienko. Pokonał go przez techniczny nokaut gdy w przerwie między drugą a trzecią rundą lekarz orzekł o nie zdolności Rosjanina do kontynuowania walki z powodu opuchlizny oka.  W rozegranym 10 września półfinale Silva starł się z Danielem Cormierem. Amerykanin wyeliminował Brazylijczyka z turnieju, nokautując go w pierwszej rundzie. W styczniu 2012 roku Silva podpisał kontrakt z UFC. W swoim debiucie przegrał z byłym mistrzem UFC Cainem Velasquezem przez TKO w pierwszej rundzie. 5 października wygrał swoją pierwszą walkę w UFC pokonując Travisa Browna. 2 lutego 2013 pokonał przez nokaut w trzeciej rundzie Alistaira Overeema. 25 maja 2013 roku ponownie przegrał z Cainem Velasquezem, również przez TKO.  7 grudnia 2013 roku stoczył remisowy pojedynek z Markiem Huntem. Kolejne dwa pojedynki to były dwie przegrane z Andrejem Arłouskim i Frankiem Mirem. 1 sierpnia 2015 roku Silva pokonał przez TKO Soa Palelei. 14 listopada 2015 roku Silva przegrał przez TKO z Mark Huntem na gali UFC 193.

Glory wraca do Europy

Organizacja Glory planuje swoje kolejne gale w Europie. Wydarzenia w Ameryce Północnej uwarunkowane były głównie względami finansowymi, jednak wśród kibiców ze Starego Kontynentu nie wywołały specjalnego entuzjazmu.

Tym razem nie zabraknie walk, które będą elektryzowały. Główne pojedynki gal Glory 25 i Glory 26 zapowiadają się niezwykle interesująco. Fanów czekają walki w kickboxingu na najwyższym poziomie, a ich stawką będą pasy mistrzowskie.

Petrosyan rusza do boju

Do Glory wraca Giorgio Petrosyan. Czy będzie to wielki powrót? Zawodnik z Włoch, ma również obywatelstwo ormiańskie, jest pierwszym fighterem w historii, który został dwa razy z rzędu mistrzem K-1 Max. Po raz ostatni dla organizacji Glory 29-latek walczył w listopadzie 2013 roku, kiedy to poniósł porażkę. Pogromcą Włocha okazał się Andy Ristie, który podczas gali w Nowym Jorku w trzeciej rundzie pozbawił swojego rywala szans na zwycięstwo. Lewy hak załatwił sprawę. W tym roku Petrosyan stoczył trzy walki i wszystkie wygrał. Ostatni występ to rywalizacja z Xu Yanem podczas Hero Legends. Włoch potraktował swojego rywala lewym kolanem, co zadecydowało o jego zwycięstwie w trzeciej rundzie.

Podczas gali Glory 25, która odbędzie się 6 listopada rywalem Petrosyana będzie Josh Jauncey. Urodzony w Londynie zawodnik to obecnie jeden z najbardziej utalentowanych fighterów. W ostatnim pojedynku Jauncey uporał się z Coulibaly'm Djime. Teraz będzie miał okazję sprawdzić się w rywalizacji z mocnym przeciwnikiem.

Stawką pojedynku „Robin van Roosmalen vs Sittichai Sitsongpeenong’ będzie pas mistrzowski Glory w kategorii 70kg. Holender to jeden z najlepszych, a przez wielu uważany za numer jeden, wagi lekkiej na świecie. Roosmalen nie znalazł pogromcy od dwóch lat. Ostatnim zawodnikiem, który znalazł sposób na 26-latka był Andy Ristie, jednak w tym roku Holender wziął rewanż na 33-latku urodzonym w Surinamie. W Dubaju obaj stoczyli wyrównany pojedynek, jednak po pięciu rundach sędziowie wskazali na Roosmalena. Teraz Holender stanie przed trudnym wyzwaniem. Sitsongpeenong to młody i efektowny fighter, który nie boi się rywalizacji z nikim. Taj stoczył w tym roku aż dziesięć pojedynków i tylko w jednym schodził pokonany z ringu. Lepszy od Sitsongpeenonga okazał się Dylan Salvador podczas gali Kunlun Fight 24 w Weronie.

Kickboxing wraca do Holandii

W końcu gala organizacji Glory zawita do Holandii. Wydarzenie odbędzie się 4 grudnia w Amsterdamie. Na Glory 26 dojdzie do dwóch pojedynków, których stawką będą pasy mistrzowskie.

Rico Verhoeven będzie bronił tytułu w wadze ciężkiej. Walka 26-letniego Holendra zapowiada się niezwykle interesująco, gdyż jego rywalem będzie Benjamin Adegbuyi. Do ich starcia doszło podczas Glory 22 w Lille. Wtedy triumfował Verhoeven, który wygrał decyzją sędziów. Jak będzie tym razem? Adegbuyi od ostatniego spotkania z Holendrem stoczył trzy walki. Wszystkie wygrał, a dwie z nich zakończył efektownie.

Pasa w kategorii 77kg będzie bronił Nieky Holzken. Rywal Holendra nie jest jeszcze znany, ale pewne jest, że stanie przed trudnym wyzwaniem. Holzken wygrał osiem pojedynków z rzędu.

KM

Trening medialny przed galą Imbiriada Fighters Night 5

Organizatorzy zapraszają do Rzeszowa w środę 21 października 2015 r. o godz. 15:00 na trening medialny poprzedzający galę.Trening promujący wydarzenie będzie wielką atrakcją dla osób odwiedzających i korzystających w tym dniu z JATOMI FITNESS Millenium Hall , które udostępnia nam swoje gościnne wnętrza i wspiera event. 

Trening odbędzie się w JATOMI FITNESS Millenium Hall ( poziom 2 ) w Rzeszowie, gdzie fani sportów walki będą mogli się spotkać z zawodnikami biorącymi udział w gali IMBIRIADA FIGHTERS NIGHT 5. Najlepsi z najlepszych, światowe sławy:

  • Iwona Nieroda – wielokrotna Mistrzyni Polski Low Kick, K-1, Full Contact, dwukrotna zawodowa Mistrzyni WAKO PRO; 
  • Janilson Tavares Lopes da Cruz – Mistrz Portugalii w Muay Thai, Mistrz Świata Muay Thai, zawodnik K-1 o przydomku "MALKRIADO";
  • Kamil Ruta – Mistrz Świata i zdobywca Pucharu Świata, V-ce Mistrz Europy, Mistrz Polski; 
  • Arkadiusz Kaszuba – Mistrz Świata, Mistrz Polski K-1 i Low Kick.

Zawodnicy zaprezentują zgromadzonej publiczności kilkuminutowe treningi pokazowe. Dla fanów i kibiców sportu trening będzie okazją do rozmów z gwiazdami, zdobycia autografu, czy zrobienia wspólnego zdjęcia. Na uczestników treningu oprócz wspaniałych emocji czekają również konkursy z atrakcyjnymi nagrodami. 

Trening rozpocznie się w środę o godz. 15.00 prezentacją i dynamiczną częścią trwającą do godz. 15:45, podczas której zaprezentują się zawodnicy biorący udział w gali. 

Następnie od godz. 15:45 – 16.30 będzie można stanąć na macie ramię w ramię i odbyć trening z utytułowanymi zawodnikami.

Gorąco zapraszamy fanów i sympatyków sportów walki oraz media!

21 października godz. 15:00 – 16:30

JATOMI FITNESS Millenium Hall, ul. Kopisto 1, Rzeszów

Tito Ortiz

Amerykański zapaśnik i zawodnik MMA urodzony 23 stycznia 1975 roku w Huntington Beach.  Jako student amatorsko trenował zapasy. Był wielokrotnym medalistą akademickich zawodów zapaśniczych. W 2000 roku zdobył brązowy medal na prestiżowych zawodach grapplerskich ADCC.  W MMA zadebiutował w maju 1997 roku, biorąc udział w turnieju UFC 13. W pierwszej rundzie tego turnieju wygrał z Wesem Albrittonem, ale w drugiej przegrał przez poddanie z Guyem Mezgerem. Nie zrażony tą porażką kontynuował swoją karierę w MMA, po pokonaniu Jerry Bohlandera i zwycięstwie w rewanżowej walce z Guyem Mezgerem, stanął do walki z mistrzem wagi półciężkiej UFC Frankiem Shamrockiem.  Przegrał jednak ten pojedynek przez techniczny nokaut. Po tym pojedynku Shamrock zdecydował się zakończyć karierę, wobec czego władze UFC zorganizowały w lipcu 2000 roku, walkę o wakujący pas mistrzowski i wyznaczył do niego Ortiza i najlepszego Brazylijskiego zawodnika Wanderleia Silvę. Ortiz wygrał decyzją sędziowską po pięciu zaciętych rundach. W następnych latach kilkakrotnie bronił pasa mistrzowskiego, pokonując min. Yukiego Kondo oraz Kena Shamrocka, przyrodniego brata Franka. W sierpniu 2003 roku stracił tytuł na rzecz byłego mistrza UFC wagi ciężkiej Randy’ego Couture’a, a następnej walce przegrał przez nokaut z Chuckiem Liddelem. W 2004 roku pokonał przez decyzję Patricka Cote oraz Vitora Belforta, po czym wycofał się z UFC na blisko półtora roku. Do UFC powrócił w lipcu 2006 roku pokonując przez decyzję Forresta Griffina. Następnie został trenerem jednej z drużyn w reality show The Ultimate Fighter 3. Drugim trenerem został Ken Shamrock, a po zakończeniu programu doszło do rewanżowej walki między Ortizem a Shamrockiem. Tito wygrał już w pierwszej rundzie przez techniczny nokaut, ale jego rywal nie zgadzał się z werdyktem i twierdził, że walka została zbyt szybko przerwana. Dlatego doszło do trzeciego starcia tych zawodników i znów lepszy okazał się Ortiz. W grudniu 2006 roku doszło do rewanżowej walki Ortiza z Chuckiem Liddelem, której stawką był pas mistrzowski wagi półciężkiej, jednak Tito ponownie przegrał przez nokaut. W lipcu 2007 roku zmierzył się z Rashadem Evansem. Odebrano mu punkt za trzymanie się klatki i walka zakończyła się remisem. Następnie poniósł dwie porażki przez decyzję sędziów na UFC 84 z Lyoto Machidą i na UFC 106 z Forrestem Griffinem. Na UFC 132 poddał przez duszenie gilotynowa Ryana Badera w pierwszej rundzie. Po zwycięstwie nad Baderem zanotował dwie porażki z rzędu, kolejno z Evansem i Antonio Rogerio Nogueira przez techniczny nokaut. Ostatnią walkę w kontrakcie oraz w karierze stoczył z Forrestem Griffinem. Ich trzecie starcie miało miejsce 7 lipca 2012 roku. Ortiz trzykrotnie posyłał rywala na deski w ciągu walki, ale to nie wystarczyło do zwycięstwa i ostatecznie przegrał na punkty. Po przegranej zapowiedział zakończenie kariery zawodnika MMA lecz po roku postanowił powrócić i związał się z konkurencyjną organizacją Bellator MMA. W debiucie 2 listopada 2013 roku miał stoczyć pojedynek z innym, byłym mistrzem UFC Quintonem Jacksonem, lecz 28 października uległ kontuzji szyi i musiał wycofać się z pojedynku. 17 maja 2014 roku został zestawiony z ówczesnym mistrzem Bellatora wagi średniej Rosjaninem Aleksandrem  Szlemienkom. Stawiany w roli faworyta Rosjanin nieoczekiwanie uległ Ortizowi który poddał go duszeniem rękoma w pierwszej rundzie. 15 listopada tego samego roku pokonał Stephana Bonnara na punkty na gali Bellator 131. 19 września 2015 roku przegrał przez poddanie z Liam McGeary. 

St. Pierre broni Diaza

Nick Diaz znalazł się na poważnym zakręcie. Jego kariera w MMA runęła w gruzach po tym jak został zawieszony na pięć lat za stosowanie niedozwolonych środków.

Tym samym 32-letni Amerykanin znalazł się pod ścianą. Komisja Sportowa Stanu Nevada nałożyła na Diaza surową karę, z którą sam zawodnik nie zgadza się. W swojej opinii nie jest odosobniony.

Ciężkie chwile

Całe życie Diaza zmieniło się 31 stycznia 2015, kiedy stoczył pojedynek z Andersonem Silvą. Pojedynek dwóch czołowych fighterów był długo wyczekiwany. Walka trwała trzy rundy, ale cały spektakl rozpoczął się po jej zakończeniu, a właściwie po ujawnieniu informacji, że badania wykazały obecność niedozwolonych substancji u obu zawodników. Świat MMA zadrżał.

Silva zapewniał, że to nieprawda i gotowy był na kolejne badania. Wizerunek „Spidera” legł w gruzach. Dla wielu był idolem i jednym z najlepszych fighterów. W jego organizmie wykryto drostanolon, temazepam i oksazepam. Brazylijczyk został zawieszony na rok. Z kolei na przypadek Diaza spoglądano nieco inaczej. 32-latek miał już wcześniej podobne doświadczenia i kolejny wybryk nie dziwił nikogo. Po prostu środowisko MMA miało świadomość, że w przypadku Diaza taki krok był możliwy. Diaz po raz trzeci został złapany za stosowanie marihuany.

Pięć lat, 165 tysięcy dolarów kary oraz koszty procesowe – to był prawdziwy cios dla Diaza. Gwiazdorowi UFC zawalił się świat. Diaz podkreślał, że dla MMA poświęcił wszystko.

St. Pierre wspiera Diaza

Okazuje się, że nie wszyscy odwrócili się od Amerykanina. Głos w sprawie zabrał były gwiazdor UFC Georges St-Pierre. Zawodnicy rywalizowali ze sobą w marcu 2013 roku. Lepszy okazał się Kanadyjczyk, który tym samym obronił pas wagi półśredniej.

Zdaniem St. Pierre kara dla Diaza jest zbyt surowa. – Sądzę, że pięć lat zawieszenia dla Diaza to zdecydowanie za dużo w porównaniu do sprawy Andersona Silvy albo innych sportowców, którzy zostali przyłapani na oszustwach. Wydaje mi się, iż Nick został użyty jako przykład dla innych z powodu jego osobowości i medialności – tłumaczy Kanadyjczyk.

W rozważaniach na temat Diaza pojawia się również kwestia testów, które przeszedł. 32-latek został przebadany trzykrotnie. W dwóch przypadkach wynik testu wskazywał na stosowanie przez niego zakazanych środków, jeden dał wynik negatywny. Testy były wykonywane w różnych miejscach. Dwie z nich w laboratoriach akredytowanych przez WADA, a jedna w innej placówce. Właśnie w tym ostatnim przypadku wynik okazał się pozytywny. Komisja nałożyła na Diaza surową karę i właśnie fakt nieuwzględnienia dwóch czystych próbek budzi duże wątpliwości.

W tej sprawie powiedziano już wiele. Jedni potępiają Diaza, a kolejni są gotowi go wspierać. St-Pierre oferuje swoją pomóc 32-latkowi. – Przed naszą walką padło wiele słów, ale wszystko odbywało się na sportowych zasadach. To już było i nie ma, co brać tego do siebie. Potrzebujemy takich postaci w sporcie jak Diaz. Chciałbym, żeby szybko wrócił. Jeśli mogę pomóc, bez pakowania się w kłopoty, chętnie to zrobię – zapewnia Kanadyjczyk.

KM

Mark Coleman

Amerykański zapaśnik i zawodnik MMA urodzony 20 grudnia 1964 roku w Freshmont.  Zapasy zaczął trenować jako nastolatek, a następnie kontynuował amatorską karierę zapaśniczą na studiach. Był mistrzem NCAA. Następnie został członkiem seniorskiej reprezentacji USA w stylu wolnym. W 1991 roku zdobył złoty medal igrzysk panamerykańskich oraz srebrny mistrzostw świata w kategorii wagowej do 100 kg. Na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku w tej samej kategorii wagowej zdobył siódme miejsce. Trzykrotny złoty medalista Mistrzostw Panamerykańskich. W 1996 roku rozpoczął swoją karierę w MMA, wygrywając turniej UFC 10. Dwa miesiące później wygrał  kolejny turniej UFC a w 1997 roku, po pokonaniu Dana Severna, został pierwszym mistrzem wagi ciężkiej UFC. Jeszcze w 1997 roku stracił tytuł mistrzowski na rzecz Maurice’a Smitha, a w kolejnych latach poniósł jeszcze dwie dotkliwe porażki z Pete’em Williamsem i z Pedro Rizzo. W 1999 roku zadebiutował w PRIDE FC, przegrywając przez poddanie z popularnym japońskim zawodnikiem , Nobuhiko Takadą. Następnie wygrał turniej Grand Prix 2000, pokonując kolejno Masaaki Satake, Akirę Shoji, Kazuyuki Fujitę i Ihora Wowczanczyna. Był to ostatni wielki sukces Colemana, który w kolejnych latach zaliczył serię przegranych z nowymi gwiazdami PRIDE w 2001 roku przegrał przez poddanie z Antonio Rodrigo Nogueirą, w 2004 roku do poddania zmusił go mistrz wagi ciężkiej Fiodor Jemieljanienko, a rok później został znokautowany przez Mirko Filipovicia. W 2006 roku starł się z jednym z najlepszych zawodników wagi średniej Mauricio Ruą. Rua który broniąc się przed obaleniem upadł tak niefortunnie że złamał rękę. Jednak Coleman tego nie zauważył , i dalej atakował krzyczącego z bólu Szoguna. W tedy na ring wtargnęli koledzy Ruy z klubu Chute Box z mistrzem wagi średniej Wanderleiem Silvą na czele i wdali się w bójkę z Colemanem i jego sekundantami. Po tym zajściu Coleman przeprosił Ruę, ale nie zostały one przyjęte, a Silva wyzwał do walki wszystkich członków klubu Hammer House. W październiku 2006 roku na pierwszej gali PRIDE w USA, Coleman ponownie stanął do walki z Jemieljanienką, jednak i tym razem przegrał przez poddanie. W marcu 2008 roku został włączony do Hali Sław UFC. Wkrótce potem, w sierpniu miał zmierzyć się z Brockiem Lesnarem, jednak wycofał się z tego pojedynku z powodu kontuzji.  Do rywalizacji powrócił w styczniu 2009 roku, gdy przegrał przez TKO w rewanżu z Ruą. Po kolejnej porażce w 2010 roku z rąk Randy’ego Couture’a władze UFC nie przedłużyly z Colemanem kontraktu. 

Kłys i Pogorzelec pojadą do Paryża

Zbliżają się kolejne zawody z cyklu Grand Slam w judo. Tym razem turniej zostanie rozegrany w Paryżu w dniach 17-18 października. We Francji wystąpią srebrne medalistki z mistrzostw świata w Astanie w starcie drużynowym – Katarzyna Kłys oraz Daria Pogorzelec.

Start w Paryżu będzie szansą na zwiększenie dorobku punktowego w klasyfikacji olimpijskiej. Oprócz dwóch pań we Francji zaprezentuje się również Łukasz Błach w kategorii 81kg.

Bez Ozdoby

W Paryżu miała wystartować Agata Ozdoba w kategorii 63kg, jednak reprezentantka Polski nie weźmie udziału w zawodach Grand Slam. Wszystko przez kontuzję kolana, której brązowa medalistka ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Montpellier nabawiła się podczas Światowych Wojskowych Sportowych Igrzysk.

Ozdoba w Korei wywalczyła srebrny medal w starcie drużynowym, jednak po turnieju musi zadbać o swoje zdrowie. W pojedynku z Marianą Silvą Polka skręciła kolano. Niewykluczone, że konieczna będzie operacja. Teraz przed Ozdobą rehabilitacja, która pozwoli jej dojść do pełnej sprawności i wrócić na tatami.

Polka cały czas liczy się w walce o kwalifikację olimpijską. Na pewno nie wystąpi w Paryżu i wiele wskazuje na to, że zabraknie jej również w kolejnym turnieju Grand Slam, który odbędzie się w Abu Zabi.

Powalczą o punkty

Podczas Igrzysk Wojskowych z dobrej strony pokazała się Daria Pogorzelec w kategorii 78kg. Judoczka Wybrzeża Gdańsk indywidualnie wywalczyła srebro. Lepsza od Polki okazała się tylko Anamari Velensek. Do swojej kolekcji zawodniczka z Gdańska dorzuciła srebrny medal w rywalizacji drużynowej. Start w Paryżu będzie kolejnym wyzwaniem, przed którym stanie Pogorzelec. Punkty zdobyte w zawodach Grand Slam mogą znacznie przybliżyć ją do startu w Rio de Janeiro.

W drodze na Igrzyska Olimpijskie jest również Katarzyna Kłys (70kg). Polka musi gromadzić kolejne punkty, gdyż konkurencja nie śpi. W ostatnim starcie judoczka Polonii Rybnik stanęła na podium. Podczas Grand Prix w Taszkiencie Polka sięgnęła po brązowy medal. Wszystko wskazuje, że Kłys jest na dobrej drodze i jeśli w kolejnych startach będzie prezentowała równą formę to o wyjazd do Rio może być spokojna.

Pogorzelec i Kłys są w komfortowej sytuacji, z kolei Łukaszowi Błachowi punkty są bardzo potrzebne. Startujący w kategorii 81kg zawodnik balansuje na granicy. W marcowym zestawieniu był na 22. pozycji, która daje awans na igrzyska. Wystarczy mały spadek, aby Błach do Rio nie pojechał. Pełna koncentracja i kolejne punkty – to jest w tej chwili najważniejsze.

W Paryżu wystąpi ponad pięciuset judoków. Zaprezentuje się również zawodnik z Seszeli.

KM

Wilder czeka na Powietkina, a potem Kliczko?

Deontay Wilder jest głodny walki. Mistrz świata WBC w wadze ciężkiej chce zmierzyć się z Aleksandrem Powietkinem, jednak ten przygotowuje się do pojedynku z Mariuszem Wachem.

Amerykanin kontynuuje zwycięską passę. W tym roku zdobył pas WBC i dwukrotnie go obronił, ale wszystko wskazuje na to, że na tym nie koniec.

Nie będzie czekał?

Akcje Wilder wzrosły po wygranej walce z Bermane Stivernem, której stawką był pas WBC. Wielu ekspertów nie wierzyło w możliwości Amerykanina, choć ten w ponad trzydziestu pojedynkach kładł swoich rywali na deski. Po zdobyciu pasa to Wilder rozdaje karty.

Ameryka odżyła. Kibice boksu ze Stanów długo musieli czekać na swojego mistrza w kategorii królewskiej i w końcu Wilder spełnił ich marzenia. Z czasem stał się roszczeniowy. Nie jest typem pokornego baranka, a boksera, który wie, czego chce i zna swoją wartość. Statystyki mistrza świata WBC są imponujące. Wygrał wszystkie walki, a tylko jedna zakończyła się rozstrzygnięciem sędziowskim. W trzydziestu czterech przypadkach jego pojedynki kończyły się przed czasem.

Ostatnio Wilder stoczył walkę z Johannem Duhaupasem. Francuzowi nie dawano większych szans, jednak wytrwał w ringu z mistrzem jedenaście rund, choć w tym czasie nie był w stanie zaprezentować swoich atutów. Kto będzie kolejnym przeciwnikiem Wildera? Aleksander Powietkin jest pretendentem do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej i obowiązkowym przeciwnikiem dla Amerykanina. Jednak 4 listopada Rosjanin zmierzy się z Mariuszem Wachem. Swoją drogą Polak w końcu stoczy walkę z mocnym rywalem, która określi jego pozycję w wadze ciężkiej. Po rywalizacji z Wachem Powietkin będzie mógł myśleć o konfrontacji z Wilderem. 

Pojawia się problem, gdyż Amerykanin nie zamierza czekać. Powietkin musi przygotować się do ewentualnej walki, ale najpierw konieczne są negocjacje. Nie wiadomo, ile potrwają i jak szybko uda się osiągnąć porozumienie. Trudno określić, czy walka zostałaby zorganizowana jeszcze w tym roku. – Oni mnie po prostu wstrzymują. Nie mogę cały czas siedzieć i czekać. W końcu jestem mistrzem świata i w takim wypadku to ja powinienem decydować, kiedy i gdzie będę walczył. Powietkin stoczy swój pojedynek w listopadzie i nie będzie od razu gotowy do rywalizacji, a ja chcę walczyć. Liczę na ten pojedynek i go wyczekuję – powiedział mistrz świata WBC.

Potem Kliczko?

W wadze ciężkiej jest dwóch twardych gości, którzy mogą poszczycić się mianem mistrza. Władimir Kliczko to klasa sama w sobie i ogromne doświadczenie. Wilder od niedawna w swoich rękach dzierży tytuł.

Kliczko przygotowuje się do pojedynku z Tysonem Fury'm, który odbędzie się 28 listopada. Brytyjczyk jest niepokorny i zapowiada swój triumf. Wielki Fury chce zaprezentować swoje możliwości, a zarazem zakończyć panowanie Ukraińca. W przypadku wygranej Kliczko kolejnym jego rywalem mógłby być Wilder, który takiej możliwości nie wyklucza. 

Amerykanin chce zdominować wagę ciężką i coraz poważniej o tym mówi. Jak na razie musi wykazać się cierpliwością. W tym roku stoczył już trzy walki.

KM

Browarski spełnił oczekiwania

Gala Spartan Fight w Chorzowie stała pod znakiem pojedynków w MMA, K-1 oraz muay thai. W walce wieczoru zaprezentował się Maciej Browarski.

W Chorzowie widzowie mogli obejrzeć dziesięć pojedynków, w których nie brakowało ciekawych akcji. Niektóre walki kończyły się szybko i niezwykle efektownie.

Wielki Litwin niestraszny

Maciej Browarski (93kg) chciał wrócić na właściwe tory. 34-latek w marcu podczas gali FEN 6 przegrał pojedynek z Marcinem Zontkiem. W ciągu dwóch lat Browarski stoczył dziewięć walk, z których cztery zakończyły się jego porażkami. Można powiedzieć, że zawodnik walczył w kartkę, jednak w Chorzowie był faworytem.

Rywalem Polaka był Rokas Stambrauskas. Przed pojedynkiem padało wiele pytań dotyczących dyspozycji Litwina, który górował nad Browarskim warunkami fizycznymi. W pierwszej rundzie Stambrauskas starał się zaskoczył popularnego „Sowę” i posłał w jego stronę kilka ciosów. Browarski musiał uważać, gdyż poczuł siłę Litwina. Jednak sprzymierzeńcem Polaka był czas. Stambrauskas ostatnimi czasy rzadko wchodził na arenę walki i dały o sobie znać jego problemy kondycyjne. W drugiej rundzie przewagę zyskał Browarski. Polski fighter sprowadził walkę do parteru i zdominował Litwina. Stambrauskas próbował duszenia gilotynowego, jednak doszło do czegoś niespodziewanego. Świetnie w tej sytuacji odnalazł się Browarski, który nie poddał się i był aktywny. 34-latek przyduszał swojego rywala ramieniem.

Do akcji wkroczył sędzia. Okazało się, że Litwin nie jest w stanie kontynuować rywalizacji. Strambrauskas „odpłynął, a Browarski mógł wznieść ręce w geście triumfu. Polak zanotował dwunastą wygraną w karierze.

Wygrana Królika

Michał Królik zaprezentował się w formule K-1 w kategorii 60kg, gdzie jego rywalem był Jan Szajko. Zawodnik Paco Team Katowice zdecydowanie rozpoczął pojedynek. Królik był aktywniejszy i zadawał więcej ciosów. W kolejnych rundach walka wyrównała się, ale znakomity początek dał fighterowi z Katowic wygraną. W walce na zasadach muay thai Adrianna Mazur (58kg) na punkty pokonała Katarinę Babisovą.

Wracamy do MMA. Do dwóch ciekawych pojedynków doszło w kategorii 77kg. Rafał Lassota szybko uporał się z Remigiuszem Rajwą. Już w pierwszej rundzie założył rywalowi kimurę i chorzowianin musiał odklepać. Michał Labus szukał możliwości zaskoczenia swojego przeciwnika. W końcu w trzeciej rundzie efekt dało duszenie zza pleców. Robert Michalik musiał się poddać.

Maciej Surma stoczył pojedynek w kategorii 93kg z Mariuszem Karskim. Zawodnik trenujący w klubie Gracie Barra Chorzów niemal do perfekcji opanował jiu-jitsu. Surma szukał możliwości, aby zaprezentować swoje atuty. Nie musiał długo czekać. Po siedemdziesięciu sekundach miał rywala „na widelcu”. Walka toczyła się w parterze i chwila nieuwagi sprawiła, że Karski znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Surma założył rywalowi trójkąt nogami, który okazał się skuteczny i zapewnił mu wygraną.

KM

DOKUMENT: Historia pewnego wojownika.

Zapraszamy do obejrzenia filmu dokumentalnego o federacji Fighters Night. We wrześniu tego roku nasza telewizja odwiedzila z kamerami Wojciecha Wiśniewskiego i jego ekipę realizacyjną Fighters Night.

Fighters night to zawodowe gale kickboxingu w najbardziej popularnej formule K-1. Film opowiada o początkach Fighters Night o problemach w organizacji gal ale i o samym kickboxingu w Polsce. Naszej telewizji udało sie porozmawiać ze wszystkimi osobami, które miały wpływ na dzisiejszy wizerunek federacji Fighters Night.

Dowiecie się zatem skąd nazwa Fighters Night, jak powstał pomysł gal oraz, że na początku nie były to gale K-1 a następnie przechodzimy przez organizację, marketing, sponsoring. Dlaczego jedni organizują gale w halach sportowych a inni w ekskluzywnych hotelach. Fakty i mity o polskim kickboxingu.

Jednym słowem zaparaszamy do oglądania.

[kod]

Portugalskie zmagania Furmanek

W Lizbonie odbyły się kolejne zawody z cyklu Pucharu Świata w judo. Polakom nie udało się sięgnąć po medale, choć jedna z naszych zawodniczek była blisko podium.

Z dobrej strony w Portugalii pokazała się Katarzyna Furmanek w kategorii +78kg, która zajęła piątą pozycję. Do szczęścia zabrakło niewiele.

Podium w zasięgu

Katarzyna Furmanek była w tym sezonie po raz kolejny o krok od odniesienia sukcesu. Judoczka udanie rozpoczęła tegoroczne zmagania na tatami. Zawodniczka reprezentująca barwy AZS AWFiS Gdańsk okazała się najlepsza podczas turnieju European Open w Pradze. Furmanek triumfowała również podczas zawodów w Belgii, a w Pucharze Świata w Casablance była druga. Później przyszedł kryzys, który przełożył się na brak medali w startach indywidualnych podczas Igrzysk Europejskich w Baku oraz mistrzostw świata w Astanie. Z Kazachstanu judoczka przywiozła jednak srebrny medal wywalczony w rywalizacji drużynowej.

W Lizbonie Furmanek nawiązała do dobrych startów z początku roku. Do medalu zabrakło niewiele. Polka miała szansę na zdobycie brązowego medalu, jednak w decydującym pojedynku musiała uznać wyższość reprezentantki Holandii – Tessie Savelkouls. Łącznie Polka stoczyła w Portugalii cztery walki, z których dwie zakończyły się jej sukcesem.

W Lizbonie startowały również dwie inne reprezentantki Polski, jednak bez powodzenia. Już w eliminacjach z turnieju odpadły Karolina Pieńkowska (52kg) oraz Anna Borowska (57kg).

Szwarnowiecki walczył o brąz

W Pucharze Świata w Glasgow zaprezentował się Damian Szwarnowiecki, który rywalizował w kategorii 73kg. Polak pokazał się z dobrej strony i był o krok od medalu.

Szwarnowiecki podczas zawodów w Glasgow spotkał się z Andreą Regisem. Polak rywalizował z Włochem kilkukrotnie. W listopadzie 2012 roku Szwarnowiecki pokonał Regisa w finale młodzieżowych mistrzostw Europy U-23. Kolejne spotkanie z włoskim judoką było mało przyjemne dla naszego zawodnika. Szwarnowiecki rywalizował z Regisem podczas mistrzostw świata w Budapeszcie w potyczce drużynowej. Występ ten zakończył się dla polskiego judoki pechowo. Szwarnowiecki doznał poważnej kontuzji kolana, która wyeliminowała go ze startów na rok. Polak zrobił wszystko, aby dojść do pełnej sprawności i wrócić na tatami.

W Glasgow po raz kolejny miał okazję zmierzyć się z Regisem, którego pokonał, co otworzyło mu drogę do walki o medale. Polak triumfował w trzech pojedynkach i z nadziejami przystępował do półfinału. Holender Sam Van’T Westende pozbawił Szwarnowieckiego nadziei na walkę o złoto. Polakowi pozostał pojedynek o brązowy medal, w którym spotkał się z Jose Fernandesem. Portugalczyk nie kombinował, lecz szukał sposobu jak rozprawić się z przeciwnikiem. W końcu znalazł sposób na Szwarnowieckiego i wygrał przez ippon. Polak w Glasgow zajął piątą lokatę.

KM

Wyprawa bez zdobyczy

Mistrzostwa świata w boksie zakończyły się już dla naszych zawodników. W Dausze żadnemu z naszych reprezentantów nie udało się sięgnąć po medal.

Światowy czempionat był zarazem szansą na wywalczenie kwalifikacji na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. W większości przypadków jedynie miejsce na podium gwarantowało bilet do Brazylii.

Filipińczyk zatrzymał Jagodzińskiego

Już wcześniej było wiadomo, że marzeń o uzyskaniu kwalifikacji olimpijskiej w Dausze nie spełnią Tomasz Jabłoński (75kg) i Igor Jakubowski (91kg), którzy odpadli z rywalizacji odpadli w 1/8 finału. Nadzieje wiązano ze startem Dawida Jagodzińskiego w kategorii 49kg.

Jednak Polak od początku miał świadomość, że w ćwierćfinale stanie przed trudnym zadaniem. Rogen Ladon to wicemistrz Azji. Z pewnością ta informacja nie wzbudza większych emocji i nie powoduje u odbiorców strachu, jednak Filipińczyk zaimponował na mistrzostwach świata. Ladon wyeliminował z rywalizacji rozstawionego z numerem jeden Joselito Velasqueza. Tym samym stał się jednym z faworytów do medalu w wadze papierowej.

Jagodziński miał świadomość stawki rywalizacji. Aby uzyskać awans na igrzyska w Rio de Janeiro musiał w Dausze awansować do finału. Od początku pojedynku Polak starał się pokazać Filipińczykowi, że jest gotowy podjąć wyzwanie. Ladon miał dodatkowy atut w postaci wyjątkowego wsparcia. Z trybun wicemistrza Azji dopingował sam Manny Pacquiao. Filipińczyk prezentował się lepiej w ringu, co przekładało się na punkty wpisywane przez sędziów w ich karty. Ladon dobrze pracował w ringu, zadawał większą ilość ciosów, które osiągały cel.

Sędziowie nie mieli wątpliwości, kto zasłużył na zwycięstwo. Mimo ambitnej postawy Jagodziński musiał pogodzić się z porażką. Wszyscy trzej sędziowie byli jednogłośni i punktowali tak samo -30:27 na korzyść Ladona.

Trzeba czekać

Nie pozostaje nic innego. Marzenia o starcie na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro nadal trwają. Nasi bokserzy będą mieli okazję na wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej w kolejnych turniejach.

Po raz kolejny mistrzostwa świata kończą się dla polskich pięściarzy porażką. Biało-czerwoni nadal muszą czekać na zdobycz medalową podczas światowego czempionatu. Ostatnim zawodnikiem, który stanął na podium mistrzostw świata był Aleksy Kuziemski. W 2003 roku w Bangkoku Polak sięgnął po brązowy medal w kategorii 81kg.

Do startu w Dausze biało-czerwoni przystępowali z dużymi nadziejami. W tym roku po srebrne medale na mistrzostwach Europy sięgnęli Tomasz Jabłoński i Igor Jakubowski. Bokser SAKO Gdańsk niejednogłośnie na punkty przegrał z Hindusem Vikashem Krishanem. Z kolei Jakubowski musiał uznać wyższość Geworgija Manukiana. Ukrainiec to srebrny medalista tegorocznych Igrzysk Europejskich. Tym razem Jagodziński osiągnął lepszy wynik od swoich kolegów. W Samokowie zatrzymał się na ćwierćfinale, a w Dausze to osiągnięcie okazało się najlepszym wynikiem polskich kadrowiczów.

KM

Brzozowski blisko podium w Korei

Na Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych w południowokoreańskim Mungyeong zaprezentowali się nasi zapaśnicy. W stylu wolnym najlepiej zaprezentował się Krystian Brzozowski w kategorii 74kg. Polak był blisko podium.

Brzozowski miał szansę na zdobycz medalową, jednak w walce o trzecie miejsce poniósł porażkę. Pozostali nasi reprezentanci nie zachwycili. Klasycy odpadli w ćwierćfinałach, a zapaśnicy w stylu wolnym stoczyli zaledwie po jednej walce.

Irańczyk zdobył brąz

Wymówienie nazwiska pogromcy Brzozowskiego graniczy z cudem. Brązowy medal na Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych w zapasach w stylu wolnym wywalczył Ezzatollah Akbarizarinkolaeim. Reprezentant Iranu okazał się lepszy od Krystiana Brzozowskiego, choć pojedynek był bardzo wyrównany.

Polak musiał zadowolić się piątą pozycją, jednak w Mungyeong pokazał się z dobrej strony. Rywalizujący w kategorii 74kg zapaśnik wygrał trzy walki. Swoją drogę do pojedynku o brąz rozpoczął od starcia z Hindusem Pardeepem Pardeepem, a następnie uporał się z Abdou Ahmedem z Egiptu. Polak potknął się w ćwierćfinale. Jego rywalem był Khetik Tcabolov i okazał się zdecydowanie lepszy od reprezentanta Orła Namysłów. Zawodnik z Rosji nie pozostawił Brzozowskiemu żadnych złudzeń. W związku z porażką Polakowi pozostała rywalizacja w repasażach, gdzie zaprezentował dobrą dyspozycję. Przez przewagę techniczną pokonał Byambadorja Bat Erdene z Mongolii, co dało mu przepustkę do starcia o brązowy medal. Jednak w decydującym starciu zabrakło mu szczęścia.

Maciej Balawender w kategorii 125kg stoczył w Korei tylko jedną walkę. Polak przegrał rywalizację z zapaśnikiem z Iranu Jafarem Shamsnaterim. W kategorii 65kg rywalizował Rafał Statkiewicz, jednak nie zapisze udziału w igrzyskach do udanych. Przez przewagę techniczną polskiego zapaśnika już w pierwsze walce pokonał Hindus Rajneesh Rajneesh.

Klasycy zatrzymali się na ćwierćfinale

W Mungyeong zaprezentowali się również nasi wojskowi zapaśnicy w stylu klasycznym. Michał Tracz rywalizował w kategorii 59kg, a Przemysław Kraczkowski w 71kg. Obaj odpadli z turnieju w ćwierćfinałach.

De Yan był pierwszym rywalem Tracza w Korei. Polak poradził sobie w rywalizacji z zapaśnikiem z Chin, jednak w kolejnej walce stanął przed niezwykle trudnym zadaniem. Ivan Kuylakov to utytułowany zawodnik, który zdobywał medale w mistrzostwach Rosji, a także na światowych arenach. W 2013 roku w Budapeszcie został wicemistrzem świata w kategorii 60kg. Rosjanin zdobywał również medale podczas mistrzostw Europy. W Mungyeong zbiegły się drogi Tracza i Kuylakova. Polak walczył ambitnie, pojedynek był zacięty i wyrównany, jednak triumfował zawodnik z Rosji.

Michael Joseph Hooker padł ofiarą Przemysława Kraczkowskiego w pierwszej rundzie rywalizacji w kategorii 71kg w stylu klasycznym. Pierwszą i jak się okazało jedyną. Polak w ćwierćfinale trafił na Ibrahima Eldousky’ego. Egipcjanin wygrał przez przewagę techniczna i tym samym zakończył przygodę Kraczkowskiego w szóstej edycji wojskowych igrzysk.

KM

Dwóch odpadło, jeden w ćwierćfinale

Mistrzostwa świata w boksie w Dausze zakończyły się dla dwóch polskich pięściarzy. W 1/8 finału odpadli Tomasz Jabłoński i Igor Jakubowski.

Start w Dausze jest szansą na uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej na przyszłoroczne igrzyska w Rio de Janeiro. Po udanym występie podczas mistrzostw Europy w Samokowie nasi bokserzy z nadziejami ruszyli na światowy czempionat.

Decydowały punkty

Tomasz Jabłoński (75kg) i Igor Jakubowski (91kg) pokazali się z dobrej strony w Bułgarii, gdzie zostali wicemistrzami Europy. Start w Samokowie otworzył przed naszymi bokserami drzwi do mistrzostw świata w Dausze, jednak tym razem nie udało im się przekręcić klucza w kolejnym zamku. Nie udało się wykorzystać szansy i start w Rio de Janeiro oddala się.

Jakubowski w mistrzostwach świata stanął przed trudnym zadaniem. Polak trafił na Geworgija Manukiana z Ukrainy, który w tym roku wywalczył srebrny medal podczas Igrzysk Europejskich w Baku. Jakubowski musiał się sprężyć i wspiąć na wyżyny, aby odnieść sukces, jednak reprezentant Ukrainy okazał się zbyt mocny. Manukian pewnie wypunktował wicemistrza Europy. Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości i jednogłośnie wskazali na Ukraińca. Arbitrzy punktowali 30:27, 30:27, 30:27.

Tomasz Jabłoński w kategorii 75kg, który trenuje w SAKO Gdańsk trafił na Vikasa Krishana. Wicemistrz Europy przegrał na punkty, choć w decyzjach sędziów widać pewne rozbieżności. Jeden z arbitrów widział zwycięstwo Hindusa i to wyraźne – 30:27. Pozostałych dwóch sędziów oceniło pojedynek jako bardzo wyrównany, jednak zwycięzców wytypowali innych. Jeden z nich wskazał na Jabłońskiego 29:28, drugi uznał wyższość Krishana, co dało zwycięstwo Hindusowi.

Jagodziński z nadziejami

W grze pozostaje jeszcze jeden polski bokser. Dawid Jagodziński w kategorii 49kg (waga papierowa) nadal liczy się w rozgrywkach o kwalifikację olimpijską.

Nasz bokser miał nieco szczęścia. Prawo do udziału w mistrzostwach świata uzyskał w Samokowie, gdzie stoczył tylko jedną walkę, w której poniósł porażkę. Korzystne losowanie pozwoliło mu zacząć udział w turnieju od ćwierćfinału. Harvey Horn, czyli pogromca Jagodzińskiego, awansował do finału i Polak mógł wybrać się na światowy czempionat.

Trenujący w Astorii Bydgoszcz pięściarz udanie rozpoczął rywalizacją w Dausze. Polak awansował do ćwierćfinału pokonując na punkty Tinko Banabakowa. Bułgar to brązowy medalista tegorocznych mistrzostw Europy, a więc uchodził za faworyta w rywalizacji z naszym pięściarzem. Polak zdominował rywala w dwóch pierwszych rundach, Banabakow wrócił do gry w trzeciej odsłonie, jednak sędziowie jednoznacznie wskazali na Jagodzińskiego – 29:28, 29:28, 29:28.

Teraz przed Polakiem kolejne wyzwanie. Jagodziński w ćwierćfinale zmierzy się Rogenem Ladonem z Filipin. Jeśli wygra awansuje do półfinału i będzie o krok od wyjazdu do Rio de Janeiro. Kwalifikację na igrzyska uzyskają finaliści kategorii 49kg.

KM

Utytułowany Francuz zakończył karierę

Ugo Legrand zdobywał medale na najważniejszych imprezach w judo. Francuz podjął decyzję o zakończeniu kariery sportowej.

Problem w tym, że Legrand ma dopiero dwadzieścia sześć lat. Dla wielu jest to zastanawiające, dlaczego zawodnik w sile wieku podejmuje taką decyzję.

Cel: złoto olimpijskie

Legrand na każdym kroku podkreślał, że jego celem jest wywalczenie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Nie zrealizował jeszcze tego planu. Francuz jest medalistą Igrzysk Olimpijskich. W Londynie sięgnął po brązowy medal w kategorii 73kg. Czy sięgnie kiedyś po złoto? Chyba nie, gdyż podjął decyzję o zakończeniu kariery, ale wszystko jest możliwe.

Multimedalista w pływaniu i legenda tego sportu Michael Phelps też odchodził. Amerykanin zdecydował się przerwać swoją karierę sportową po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Dlaczego? Powodem był brak motywacji do dalszych startów, ale jak pokazał czas Phelps nie mógł wytrzymać bez pływania i postanowił wrócić na basen. Jego przerwa trwała niecałe dwa lata. Gdy podejmował decyzję o zakończeniu kariery miał dwadzieścia siedem lat.

Czy w przypadku Legranda można być podobnie? Czas pokaże, jednak przypadek Phelpsa obrazuje, że sportowcy często podejmują takie decyzje zbyt pochopnie. Niezaprzeczalną oczywistością jest konieczność posiadania motywacji do dalszych startów. Gdy osiągnie się praktycznie wszystko to pojawia się problem, ale w przypadku odejścia budzi się tęsknota za sportem, który się kocha.

Zapadła decyzja

Ugo Legrand decyzję o zaprzestaniu występów na tatami ogłosił po turnieju Grand Prix w Taszkiencie. Występ Francuza pozostawiał wiele do życzenia. Brązowy medalista igrzysk w Londynie stoczył w Taszkiencie zaledwie jedną walkę. Khadbaatar Narankhuu okazał się pogromcą Francuza.

Francuz na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych zamieścił oświadczenie o zakończeniu przygody z judo. – Postanowiłem przejść na emeryturę , bo wiem jak trudne są występy na najwyższym poziomie i ile potrzeba do tego samozaparcia. Nie jestem w stanie spełnić tych wymagań. Miałem marzenie bycia mistrzem olimpijskim , w końcu byłem tylko na podium Igrzysk Olimpijskich. Jestem szczęśliwy, że mogłem osiągać sukcesy. To koniec mojej kariery na wysokim poziomie. Nigdy nie przestanę być judoką – poinformował Legrand.

Francuz przez całą swoją karierę rywalizował w kategorii 73kg. W 2012 roku w Czelabińsku wywalczył tytuł mistrza Europy. Pierwszy znaczący sukces odniósł dwa lata wcześniej w Wiedniu, kiedy zdobył brązowy medal na  europejskim czempionacie. Na światowej arenie z dobrej strony zaprezentował się w 2011 roku. Podczas mistrzostw świata w Paryżu wywalczył brązowy medal, co miało swój smak. Stanąć na podium wśród najlepszych we własnym kraju to wyjątkowa chwila. Dwa lata później Legrand wywalczył tytuł wicemistrza świata w Rio de Janeiro. Wszystko wskazuje na to, że ponownie do Brazylii nie pojedzie.

KM

Brodnicka powalczy o mistrzostwo?

Trwają rozmowy. Być może już niedługo Ewa Brodnicka stanie do rywalizacji o pas mistrzyni świata IBF wagi lekkiej.

26 września podczas gali w Łodzi Brodnicka na punkty pokonała Ewę Piątkowską. Była to walka o prymat w kobiecym boksie w Polsce, która otwiera przez bokserką kolejne drzwi.

Teraz tytuł

Animozje trwały wiele miesięcy i nadal nie ustają. Po pojedynku wydawało się, że wszystko jest już jasne. Panie na środku ringu uścisnęły się i jakby zaakceptowały stan rzeczy. Brodnicka wygrała, więc wszystko jest już jasne. Piątkowska przegrała przez niejednogłośną decyzję sędziów, choć już w pierwszej rundzie posłała swoją rywalkę na deski. Brodnicka wstała i kontynuowała walkę, a od trzeciej rundy zarysowywała się jej przewaga. Po tej walce pojawiły się pytania, co dalej.

Brodnicka nigdy nie ukrywała swoich planów. Polka podkreślała, że myśli o walce, której stawką będzie mistrzostwo świata. Podstawową kwestią był fakt konieczności wyjazdu zagranicę. Większość zawodniczek dominujących w wadze lekkiej pochodzi z Ameryki Południowej. Czy Brodnicka gotowa jest na zmagania o pas?

Po pokonaniu Piątkowskiej akcje 31-latki wzrosły. Wydaje się, że Brodnicka zakończyła wielomiesięczny spór dzięki wygranej i może skupić się na rozwoju swojej kariery. Zwycięstwo w Łodzi otworzyło przed polską bokserką następne drzwi. Obóz Brodnickiej otrzymuje kolejne propozycje. Federacja IBF wyznaczyła Polkę do pojedynku z Victorią Noelii Bustos, czyli posiadaczką pasa tej organizacji. Dotychczas zawodniczka z Argentyny odniosła czternaście zwycięstw na zawodowym ringu i zanotowała trzy porażki. W 2012 roku walczyła o pas WBC, jednak przegrała z Ericą Anabellą Farias.

Kiedy walka?

Cele Brodnickiej są znane, a jak widać nadszedł dla niej bardzo dobry czasy. Pytanie, kiedy kolejna walka i czy będzie nią pojedynek o pas mistrzyni świata. Ponoć rozmowy trwają. – Tak to prawda. Promotor negocjuje warunki ewentualnego starcia. Nie znam jeszcze szczegółów – poinformowała nas Ewa Brodnicka.

Polka obserwowała już argentyńską bokserkę, jednak wcale nie jest przesądzone, że dojdzie do walki z Bustos. Brodnicka: – Wiem, że to doświadczona zawodniczka. Oglądałam jedną walkę, ale wiem, że promotor ma też w zasięgu inny pojedynek. Niedługo wszystko się wyjaśni.

Niewykluczone, że zawodniczka zdecyduje się na starcie, którego stawką będzie pas europejski. Bokserka z Warszawy czeka na swój dziesiąty pojedynek na zawodowym ringu. W tym roku Brodnicka stoczyła już trzy walki. Do tej pory Polka walczyła tylko na krajowych ringach. Promotorzy Brodnickiej głęboko wierzą w jej możliwości i szukają najlepszego rozwiązania. Czy obóz 31-letniej zawodniczki zdecyduje się na kolejny pojedynek w Polsce? Jaka będzie jego stawka? Tak jak mówi Brodnicka: niedługo wszystko się wyjaśni. Także czekamy.

KM

 

Kanadyjka na drodze Kowalkiewicz

19 grudnia Karolina Kowalkiewicz stoczy swoją pierwszą walkę w UFC. Zawodniczka z Łodzi podczas gali UFC on Fox 17 zmierzy się z Randą Markos.

Pod koniec września okazało się, że marzenia Kowalkiewicz ziszczą się. Negocjacje w sprawie angażu polskiej fighterki w UFC zakończyły się pomyślnie. Po cichu obserwatorzy zmagań w mieszanych sztukach walki zaczęli snuć plany rywalizacji Kowalkiewicz z mistrzynią amerykańskiej organizacji Joanną Jędrzejczyk.

Trzeba poczekać

Na pojedynek polsko-polski trzeba jeszcze poczekać. Najpierw Karolina Kowalkiewicz musi zapracować na zaufanie włodarzy UFC i udowodnić, że zasłużyła na szansę występów w amerykańskiej organizacji.

Pierwszy pojedynek stoczy już 19 grudnia. Po raz ostatni Kowalkiewicz szerszej publiczności zaprezentowała się w lutym podczas gali KSW 30, gdzie zmierzyła się z Kalindrą Farią. Trzy rundy były pełne emocji. Polka i Brazylijka nie szczędziły sobie ciosów, walka toczyła się w szybkim tempie, w efekcie czego w końcowych minutach zawodniczkom brakowało tchu. Sędziowie przyznali zwycięstwo Kowalkiewicz, która odniosła siódme zwycięstwo w karierze.

Czy ósmą wygraną zanotuje w pojedynku z Randą Markos? Dla 30-letniej Kanadyjki będzie to trzeci pojedynek w UFC. W obu przypadkach Markos rywalizowała na pełnym dystansie. W swoim debiucie przegrała jednak z Jessicą Penne, która nie tak dawno padło ofiarą Joanny Jędrzejczyk. Podczas kwietniowego występu Markos zmierzyła się z Aisling Daly. Kanadyjka była aktywniejsza i przekonała sędziów do swojej osoby. Teraz stanie na wprost Karoliny Kowalkiewicz, która tylko raz walczyła z zawodniczką spoza Polski. Polka nie była faworytką starcia z Mizuki Inoue na gali Invicta 9, jednak wykazała się walecznością i pokonała Japonkę.

Kowalkiewicz stoi przed wyzwaniem. Będzie walczyła dla najlepszej organizacji MMA na świecie. To inny świat i zdecydowanie większe wymagania. Kowalkiewicz to zawodniczka skupiona w pełni na swoim celu, spokojna i uśmiechnięta dziewczyna, która w momencie wkroczenia na arenę staje się uważna, precyzyjna i skuteczna. Polka nie unika walki. Podczas pierwszego występu w UFC będzie musiała poradzić sobie z presją debiutu, otoczenia oraz własnymi słabościami. Przygotowania mentalne odegra tu główną rolę.

Jędrzejczyk faworytką

Starcie dwóch Polek w UFC jest marzeniem. Karolina Kowalkiewicz w grudniu stoczy swoją pierwszą walkę dla amerykańskiej organizacji, a Joanną Jędrzejczyk 15 listopada podczas UFC 193 po raz drugi będzie broniła mistrzowskiego pasa w kategorii słomkowej.

Rywalką Polki będzie Valerie Letourneau. Bukmacherzy nie mają wątpliwości – faworytka jest tylko jedna. Jej kurs -2000 według Bovada to coś niesamowitego. Takiego kursu nie miała nawet Ronda Rousey. Jak widać akcje Jędrzejczyk stoją bardzo wysoko, szanse Letourneau są nikłe. Esparza i Penne zostały zmasakrowane, czy podobny los spotka Kanadyjkę?

 

KM

Zachwyty Conora

Conor McGregor potrafi zadbać o swój interes i zrobić sobie odpowiednią reklamę. Czołowy fighter wagi piórkowej troszczy się o wizerunek.

Już 12 grudnia Irlandczyk stanie do boju o pas mistrza UFC w wadze piórkowej. W Las Vegas zmierzy się z Jose Aldo. Pojedynek zapowiada się niezwykle ciekawie.

I tak jest najlepszy

Słuchając McGregora można dojść do wniosku, że świat kręci się wokół niego. Irlandczyk nie owija w bawełnę i na każdym kroku podkreśla swoją wielkość. W świecie MMA rządzi McGregor i nie ma rywala, który mógłby zagrozić jego panowaniu. Na jego drodze jest jeszcze tylko Jose Aldo, którego pokona i tym samym zostanie wielkim królem UFC.

Facet potrafi zrobić show i zwrócić na siebie uwagę. Po wygranej walce z Denisem Siverem na gali UFC Fight Night 59 McGregor wyskoczył z klatki, aby z bliska spojrzeć w oczy Jose Aldo. Brazylijczyk tylko się uśmiechnął, a wszyscy długo analizowali zachowanie Irlandczyka. Podczas jednej z konferencji promującej walkę McGregor zabrał mistrzowski pas zawodnikowi z Kraju Kawy. Między fighterami doszło do szarpaniny i musieli zostać rozdzieleni. Nie ulega wątpliwości, że Irlandczyk robi wszystko, aby się o nim mówiło. Konsekwentnie buduje zainteresowanie swoją osobą i jak na razie zyskuje na tym.

12 grudnia stanie do walki o pas z Jose Aldo. W opiniach wielu ekspertów zdecydowanym faworytem jest Brazylijczyk. Dla McGregora nie ma to znaczenia. On i tak wie, że jest najlepszy.

Pierwsza strona

27-latek w każdej sytuacji stara się budować swój kapitał. Podczas konferencji „Go Big” pokłócił się z innymi uczestnikami. Starał się wszystkim uzmysłowić swoją wielkość. Stał na stanowisku, że liczy są najlepszą definicją i podstawą sukcesu.

Wszystko wskazuje na to, że McGregor rozdaje karty w UFC. Oczywiście jest to zdanie irlandzkiego wojownika. – Wszystkie pasy w UFC nie mają żadnego znaczenia. Najważniejsze są liczby. Wszyscy, którzy byli na konferencji mieli pasy, Jose też, ale to nie ma żadnego znaczenia. Kluczem są liczby, a ja jestem ich władcą – wyjaśnia McGregor. I dodaje: – To moje nazwisko generuje i tworzy liczby. Wynik się nie liczy, to ja tworzę walki wieczoru. Liczby decydują o wydarzeniach i nadają tytuły, zaszczyty.

Po raz kolejny Irlandczyk dał dowód samouwielbienia, ale zarazem solidnej porcji marketingu w najlepszym wydaniu. Trudno nie przyznać mu rację. Po każdej walce mówi się o jego wyczynach i zachowaniach. Biznes musi się kręcić. McGregor jest potrzebny UFC i odwrotnie. Jak to wszystko będzie wyglądało po 12 grudnia? Prognozy dla McGregora nie są najlepsze. Większość stawia na Aldo.

KM

Srebrna Pogorzelec w mundurze

Trwają Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe w Mungyeong. Po srebrny medal sięgnęła Daria Pogorzelec w kategorii 78kg w judo. Dobre występy zanotowały również Arleta Podolak (57kg) oraz Karolina Tałach (70kg), które zajęły trzecie miejsca.

Start w Mungyeong obfituje w medale polskich judoczek. Naszym zawodniczkom nie udało się zdobyć tylko złota. W sobotę w rywalizacji drużynowej Polki w składzie: Kinga Kubicka, Halima Mohamed-Seghir, Agata Ozdoba, Daria Pogorzelec i Karolina Tałach, sięgnęły po srebrny medal.

Słowenka zabrała złoto

Daria Pogorzelec w tym roku prezentuje równą formę. Na Igrzyskach Europejskich w Baku zaliczyła najlepszy występ spośród wszystkich naszych judoków, jednak znalazła się poza podium. Pogorzelec wywalczyła piątą pozycję. Podczas mistrzostw świata w Astanie Polka indywidualnie nie sięgnęła po medal, ale udało jej się zdobyć srebro w drużynie.

W Mungyeong odniosła podwójny sukces. Najpierw wywalczyła srebrny medal w starcie drużynowym, a w kolejnym występie dotarła do finału, jednak musiała zadowolić się drugim miejscem. Pogorzelec wygrała dwa pojedynki, które pozwoliły jej znaleźć się w strefie medalowej. Natalia Kazancewa również nie znalazła sposobu na judoczkę z Gdańska i było pewne, że Polka zdobędzie srebro. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Pogorzelec w Korei prezentuje się wyśmienicie, jednak w finale doznała porażki. Jej pogromczynią okazała się Anamari Velensek. Słowenka już kilkukrotnie pokazała się z dobrej strony na światowych arenach. W 2014 roku w Czelabińsku sięgnęła po brązowy medal mistrzostw świata, a rok wcześniej była drugą judoczką Europy.

Gdyby nie Rosjanki

Reprezentantki Rosji stanęły na drodze Arlety Podolak i Karoliny Tałach do finałów w ich kategoriach wagowych. Mistrzyni świata juniorek z 2013 roku udział w turnieju w Mungyeong rozpoczęła od pojedynku z Thuy Nguyen. Polka okazała się lepsza od judoczki z Wietmanu i to był początek udanej rywalizacji Podolak z zawodniczkami z kontynentu azjatyckiego. W ćwierćfinale nasza zawodnika pokonała Chinkę Hui Wang. Marsz Podolak zaburzyła Tatiana Kazeniuk. Porażka sprawiła, że Polce pozostał udział w finale pocieszenia. Tam po raz kolejny trafiła na zawodniczkę z Azji. Liru Huang z Chin padła kolejną ofiarą polskiej judoczki. Walka była wyrównana, a o zwycięstwie Podolak zadecydowała jedna kara shido przyznana jej rywalce.

Z kolei Karolina Tałach w półfinale kategorii 70 kg uległa Alenie Prokienko. W decydującym o medalu pojedynku Polka okazała się lepsza od zawodniczki z Luksembruga Lynn Mossong.

Wkład naszych judoków w zdobycz medalową jest znaczny. Łącznie reprezentanci Polski zdobyli w Mungyeong jedenaście medali. Cztery z nich to dzieło naszych judoczek. Rywalizacja w Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych potrwa do 11 października.

KM

Canelo zastąpi Mayweathera?

Chciałoby się powiedzieć, że król jest tylko jeden, ale ten zakończył karierę. Kto tak naprawdę przejmie schedę i zastąpi Floyda Mayweathera Jr.?

Czterdzieści dziewięć wygranych walk. Król ringów, mistrz defensywy, wielki showman oraz biznesmen. Tak w skrócie można opisać Floyda Mayweathera Jr. Po drodze pokonał wielu klasowych przeciwników. W tym gronie znalazł się Saul „Canelo” Alvarez.

Pokonać Cotto

Ma dopiero dwadzieścia pięć lat, a na swoim koncie bogate doświadczenie ringowe. „Canelo” stoczył już czterdzieści siedem pojedynków, z czego tylko jeden zakończył się jego porażką. Lepszy od Meksykanina okazał się Mayweather.

Alvarez ma potężny cios, którym potrafi porazić. Przekonał się o tym James Kirkland w maju, kiedy to „Canelo” już w trzeciej rundzie zakończył pojedynek. Z pozoru spokojny i ułożony pięściarz, ale w ringu zmienia się nie do poznania. Meksykanin potrafi doskonale wyczuć moment słabości rywala. Z Mayweatherem przegrał, gdyż ten górował nad nim doświadczeniem i sprytem. Od porażki z „Moneyem” Alvarez stoczył trzy pojedynki. Teraz przygotowuje się do najważniejszego, który może być punktem zwrotnym w jego karierze.

Można powiedzieć, że pierwszy sprawdzian mu nie wyszedł i teraz dostaje drugą szansę. Miguel Cotto to czołowa postać wagi średniej. Doświadczony pięściarz sięgał po mistrzowskie pasy w kategoriach: lekkośredniej, półśredniej i junior półśredniej. W ostatniej walce zmasakrował Daniela Geale'a. Cotto to interesujące walki i wielkie umiejętności. Tak naprawdę Portorykańczyk może, bo swoje już w boksie zrobił, a Alvarez powinien. W zasadzie to musi, jeśli chce dalej rozwijać się i wejść na szczyt.

Będzie wielką gwiazdą?

Pokonanie Cotto może być punktem zwrotnym w karierze „Canelo”. Legendarny mistrz wagi średniej oraz półciężkiej Bernard Hopkins widzi Meksykanina jako jednego z następców Mayweathera Jr. – Floyd zakończył karierę, ale w obiegu są interesujący pięściarze. Alvarez jest w tym gronie i może wywalczyć sobie pozycję wielkiej gwiazdy. Jeszcze nie jest gwiazdą, ale pracuje, żeby tak było. Wydaje się, że Alvarez może zająć miejsce Mayweathera – mówi Hopkins.

Teraz Meksykanin przygotowuje się do pojedynku z mistrzem świata WBC wagi średniej. 21 listopada w Mandalay Bay Events Center w Las Vegas wejdzie do ringu, aby pokazać, że dojrzał i jest w stanie wygrywać z najlepszymi. Cotto nie należy do łatwych rywali. Portorykańczyk na zawodowym ringu poniósł cztery porażki. Jego pogromcami byli Floyd Mayweather Jr, Manny Pacquiao, Antonio Margarito oraz Austin Trout. Czy do tego grona dołączy Alvarez?

Promocja walki trwa w najlepsze. Ostatnio Cotto był obecny na baseballowym meczu Los Angeles Dodgers z San Diego Padres. Bokser rzucił pierwszą piłkę.

KM

Zabrakło złota w Tampere

Jedni startowali w Grand Prix w Taszkiencie, a inni w Pucharze Europy w Tampere. W Finlandii polscy judocy wywalczyli dwa medale.

Do pełni szczęścia zabrakło tylko złota. W obu przypadkach. Z tym, że w Taszkiencie Polacy zdobyli tylko brąz, a w Tampere dorzucili jeszcze srebro.

Brązowa Miller

Magdalena Miller z AZS AWFiS Gdańsk w rywalizacji juniorskiej triumfowała w Pucharze Europy w Kijowie. Było to trzy lata temu. Teraz 21-letnia judoczka stawia kolejne kroki na drodze swojej kariery i stara się o jak najlepsze występy. W tym roku Miller triumfowała w mistrzostwach Polski młodzieży w Kątach Wrocławskich, gdzie startowała w kategorii 63kg.

Dobre występy na krajowym podwórku Miller stara się również przełożyć na rywalizację na poziomie europejskim. Doskonałym potwierdzeniem jej rozwoju oraz zyskiwania doświadczenia jest start z Tampere. Polka była na dobrej drodze, aby wejść do finału kategorii 57kg, jednak ostatnią przeszkodą na jej szlaku była Anni Ikala. Zawodniczka gospodarzy okazała się trudną przeciwniczką. Rywalizacja z Ikalą wymagała od Miller wiele wysiłku, jednak to przeciwniczka Polki okazała się lepsza i wygrała przed czasem. Zawodniczka z Gdańska musiała zadowolić się finałem pocieszenia. Ikala triumfowała w zawodach Pucharu Europy. Miller do rywalizacji o brąz stanęła z Ouardą Ait Mahrez. Pojedynek wyrównany, w którym wygrać mogła każda z zawodniczek. Francuzka była nieustępliwa, ale szczęście uśmiechnęło się do Polki. Miller wygrało przez yuko. Na koncie Polki zapisano dwie takie akcje, a u Mahrez jedną.

Aleksandra Jabłońska w tym roku pauzowała z powodu kontuzji, jednak udało jej się wrócić do zdrowia i podjąć rywalizację na tatami. Z powodu urazu nie wystartowała na mistrzostwach młodzieży w Kątach Wrocławskich, jednak reprezentująca barwy AZS AWFiS Gdańsk judoczka ma w swoim dorobku medale zdobywane na mistrzostwach kraju seniorek. Jabłońska, która rywalizuje w kategorii wagowej 70kg, wzięła udział w Pucharze Europy w Tampere i stoczyła tam trzy walki. Dwa wygrane pojedynki pozwoliły jej na awans do finału. Decydujące starcie to pojedynek polsko-litewski. Zawsze duże emocje wzbudzają walki naszych zawodników z zawodnikami z Niemiec oraz Rosji. Jednak w przypadku Litwinów podobne odczucia rodzą się w związku z rywalizacją z polskimi sportowcami. Wszystko to wiąże się z zaszłościami historycznymi. W przypadku rywalizacji judoczek w Tampere triumfowała Renalda Gedutyte. Jabłońska musiała zadowolić się srebrnym medalem.

Kartka z kalendarza

Tampere jest szczęśliwe dla polskich judoków. W 2013 roku podczas Pucharu Europy rozgrywanego w Finlandii najlepsza okazała się Daria Pogorzelec w kategorii 78kg oraz Grzegorz Lewiński w 66kg.

Na tym nie koniec osiągnięć Polaków. W 2013 po srebro sięgnął Tomasz Szczepaniak (81kg), a brązowe medale zawisły na szyjach Arlety Podolak (57kg), Barbary Jopek (48kg), Karoliny Tałach (70kg) i Jakuba Zarzecznego (90kg).

KM

Cormier obronił pas

Daniel Cormier obronił mistrzowski pas UFC w wadze półciężkiej. Pojedynek z Alexandrem Gustafssonem dostarczył wielu emocji.

Szwed zbudował sobie pozycję w amerykańskiej organizacji, jednak jego ostatnie występy nie były owocne. Cormier do tej pory przegrał tylko raz w swojej karierze. Po tym pojedynku spodziewano się wiele.

Emocji nie brakowało

Podczas gali UFC 192 doszło do długo wyczekiwanego starcia. Patrząc na ostatnie pojedynki Gustafssona widać, że nie potrafił poradzić sobie z czołowymi postaciami amerykańskiej organizacji. We wrześniu 2013 roku przegrał przez decyzję z Jonem Jonesem, ale później jego ofiarą padł Jimi Manuwa, czyli zawodnik, który prochu raczej już nie wymyśli. Pierwszym rywalem Szweda w 2015 roku był Anthony Johnson. Amerykanin to czołowa postać wagi półciężkiej i szybko to potwierdził. Gustafsson już po dwóch minutach był niezdolny to walki. Warto dodać, że Szwed w UFC zanotował siedem zwycięskich walk, w których prezentował się efektownie. Swego czasu wystąpił na KSW, gdzie wygrał z Krzysztofem Kułakiem. Z kolei Cormier poniósł tylko jedną porażkę w UFC. Pokonał go Jon Jones, którego kariera ze względu na wybryki utknęła w martwym punkcie.

W Teksasie doszło do ciekawego i wyczerpującego pojedynku. Zawodnicy dali z siebie wszystko. Pierwsza runda zdecydowanie dla Cormiera, który wyniósł rywala i rzucił go z impetem na ziemię. Tam wszystko było w jego rękach i podkreślił swoją przewagę w parterze. Gustafsson pokazał charakter w kolejnej odsłonie. Dobrze radził sobie w dystansie i słał w stronę mistrza kolejne ciosy. Efektowne kolano doszło do celu i Cormier znalazł się na deskach. W kolejnych rundach zarysowywała się lekka przewaga czempiona, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, że Szwed był słabszy. Po prostu Cormier był aktywniejszy, co przeważyło o jego zwycięstwie. Warto podkreślić, że walka była wyrównana. Widoczne jest to w ocenach sędziów, którzy niejedno głośnie wskazali na Cormiera: 47:48, 48:47 i 49:46.

Pena górą

Julianna Pena już myśli o walce z Rondą Rousey. W Teksasie z pewnością zrobiła kroku ku rywalizacji z mistrzynią. Pena jednogłośnie na punkty pokonała Jessicę Eye. Rashad Evans nie miał pomysłu na rywalizację z Ryan’em Baderem. Fighter z Arizony punktował swojego przeciwnika lewym prostym i często decydował się na klincze. Bader był aktywniejszy, co zaowocowało wygraną.

Adriano Martins efektownie znokautował swojego rywala. Już w pierwszej rundzie prawy sierpowy powalił Islama Makhacheva.

Wyniki gali UFC 192:

Pojedynek o pas wagi półciężkiej: 205 lbs: Daniel Cormier pokonał Alexandra Gustafssona przez niejednogłośną decyzję
205 lbs: Ryan Bader pokonał Rashada Evansa przez przez jednogłośną decyzję
265 lbs: Ruslan Magomedov pokonał Shawna Jordana przez przez jednogłośną decyzję
125 lbs: Joseph Benavidez pokonał Aliego Bagautinova przez jednogłośną decyzję
135 lbs: Julianna Pena pokonała Jessica Eye przez jednogłośną decyzję

145 lbs: Yair Rodriguez pokonał Daniela Hookera przez jednogłośną decyzję
170 lbs: Albert Tumenov pokonał Alana Joubana przez TKO
155 lbs: Adriano Martins pokonał Islama Makhacheva przez KO
115 lbs: Rose Namajunas pokonał Angelę Hill przez techniczne poddanie

155 lbs: Sage Northcutt pokonał Francisco Trevino przez TKO w
125 lbs: Sergio Pettis pokonał Chrisa Cariaso przez jednogłośną decyzję
265 lbs: Derrick Lewis pokonał Viktora Pestę przez TKO (ciosy)

KM

Broner razy cztery, Postoł mistrzem

Adrien Broner wygrał po raz kolejny i stał się mistrzem w czwartej kategorii wagowej. Nowy rozdział historii w swojej karierze rozpoczął Wiktor Postoł.

Dwaj pięściarze i dwie różne osobowości. Broner już jest na szczycie i nie przestaje zachwycać. Postoł jeszcze nigdy nie przegrał, a teraz na swoim koncie zapisał tytuł mistrza świata WBC kategorii super lekkiej.

Szczyt Bronera

26-latek prezentuje wysoki poziom boksu i niezwykłą uniwersalność. Amerykanin jest przykładem pięściarza, który nie ma problemów ze zmianą kategorii wagowej. Do tej pory Broner był czempionem WBC w kategorii lekkiej, WBO w super piórkowej i WBA w półśredniej.

Okazuje się, że Amerykanin nie ma dość tytułów i zamierza ciągle rozwijać się, a co za tym idzie powiększać swój dorobek. Podczas gali w U.S. Bank Arena w Cincinnati Broner zdobył kolejny tytuł. Tym razem Amerykanin rywalizował o wakujący pas mistrza świata WBA w kategorii junior półśredniej. Ofiarą Bronera padł Khabib Allakhverdiev. Na początku pojedynku Rosjanin starał się narzucić swoje warunki, jednak Amerykanin stoczył już wiele walk i zebrał doświadczenia niezbędne w rywalizacji na tym poziomie. Broner skutecznie się bronił, nie dał sobie zrobić krzywdy, a gdy nadszedł odpowiedni moment –zaatakował. 26-latek punktował swojego rywala prawym podbródkowym. W dwunastej rundzie Broner posłał w stronę Allakhverdieva serię ciosów. Rosjanin był zamroczony i nie odpowiadał, więc sędzia przerwał pojedynek.

Broner odniósł trzydzieste pierwsze zwycięstwo na zawodowym ringu i zasilił swoje konto kwotą miliona dolarów.

Nokaut wart mistrzostwo

W Carson doszło do pojedynku Wiktora Postoła i Lucasa Matthysse. Stawką walki był wakujący tytuł mistrzowski WBC w kategorii super lekkiej.

33-letni Argentyńczyk w swojej karierze przegrał trzy razy. Jednym z jego pogromców był Danny Garcia, ale nawet on nie znalazł sposobu na znokautowanie boksera z Ameryki Południowej. Z kolei Postoł na zawodowym ringu nie zaznał nigdy porażki. Rywalizacja argentyńsko-ukraińska zapowiadała się bardzo ciekawie.

Obaj pięściarze byli nastawieni na atak. Każdy z nich chciał zdobyć mistrzowski pas, jednak lepszą kondycję i więcej sił zachował Ukrainiec. Postoł był bardziej wytrzymały, a jego ruchliwość stała się głównym atutem, który wprawił Matthysse w zakłopotanie. Argentyńczyk wraz z upływającym czasem robił się coraz bardziej nerwowy. Matthysse zaatakował 31-letniego Ukraińca, a ten tylko czekał aż przeciwnik odsłoni się. Po jednym z ciosów w dziesiątej rundzie Argentyńczyk przyklęknął w narożniku i był liczony. Sędzia uznał, że 33-latek nie jest w stanie kontynuować walki.

Postoł osiągnął coś, czego nikomu wcześniej się nie udało. Znokautował twardego Argentyńczyka, a na dokładkę zdobył pas mistrzowski, który jest potwierdzeniem jego możliwości. Matthysse przegrał po raz czwarty.

Fot. ringtv.craveonline.com

KM 

Srebrna na świecie, brązowa w Taszkiencie

Czy drużynowy sukces podczas mistrzostw świata w Astanie pozytywnie podziałał na Katarzynę Kłys? Wszystko na to wskazuje. Judoczka Polonii Rybnik podczas zawodów Grand Prix w Taszkiencie sięgnęła po brązowy medal w kategorii wagowej 70kg.

Przypomnijmy. Podczas mistrzostw świata w Astanie żeńska reprezentacja kobiet z Katarzyną Kłys w składzie wywalczyła srebrny medal. W finale Polki uległy Japokom. Wcześniej forma zawodniczki Polonii Rybnik była nierówna.

Dobry prognostyk

Kłys jest jedną z judoczek, która uznawana jest za nadzieję na medal podczas przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. W 2014 roku forma walczącej kategorii 70kg zawodniczki eksplodowała. Kłys notowała bardzo dobre występy w międzynarodowych startach, a podczas mistrzostw świata w Czelabińsku sięgnęła po brązowy medal. Ten sezon w wykonaniu judoczki Polonii Rybnik jest umiarkowany. Indywidualnie podczas Igrzysk Europejskich i mistrzostw świata Kłys nie zachwyciła. Pozytywnym akcentem był za to srebrny medal naszej żeńskiej drużyny.

Czy ta zdobycz może okazać się motorem napędowym? Być może pozwoli Kłys, w której drzemią możliwości,  uwierzyć w siebie i przełamać pewną barierę, co umożliwi jej równorzędną rywalizację z najlepszymi , uwieńczoną sukcesami. Występ w Taszkiencie napawa optymizmem. Polka uporała się z Megan Fletcher jedną karą shido, a następnie trafiła na Giulię Cantoni. Włoszka została pozbawiona złudzeń, Kłys wygrała przez ippon. Polka w półfinale trafiła na Kim Seongyeon z Korei Południowej. Walka zacięta, ale bez jednoznacznego rozstrzygnięcia. Można powiedzieć, że Kłys miała pecha, gdyż przegrała jedną karą shido. Polce pozostała walka o brązowy medal, gdzie czekała na nią inna Koreanka, jednak tym razem nasza zawodniczka okazała się lepsza. Hwang Ye-Sul przegrała przez yuko.

Punkty Ciechomskiego i Sarnackiego

Ważne jest zdobywanie punktów w kolejnych startach ze względu na klasyfikację olimpijską. Na tę chwilę występu w Rio de Janeiro może być Maciej Sarnacki w kategorii +100kg.

Polak przeszedł przez eliminacje, jednak w ćwierćfinale poniósł porażkę. Sarnacki trafił do repasaży, które dawały nadzieję na uzyskanie prawa do rywalizacji o brązowy medal. Polak nie miał szczęścia. Kirgiz Krakowiecki okazał się lepszy od Sarnackiego i wygrał przez ippon. Nasz zawodnik został sklasyfikowany na siódmym miejscu.

Patryk Ciechomski w kategorii 90kg rozpoczął start w Taszkiencie udanie. Dwie wygrane napawały optymizmem, jednak ćwierćfinałowa porażka sprawiła, że nadzieję na medal zmalały. Dodatkowo w repasażach Polak znalazł kolejnego pogromcę. Judoka AZS AWF Katowice przegrał dwoma karami shido z Mihaelem Zgankiem. Ostatecznie zajął siódmą pozycję.

W Taszkiencie zaprezentowała się również Katarzyna Furmanek w +78kg. Polka odpadła w 1/8finału. Lepsza od Furmanek okazała się Ksenia Czibisowa – yuko. Z kolei Jakub Kubieniec w 81kg odpadł już w pierwszej walce.

KM

Polaków nie zabraknie w Estonii

Zbliża się kolejna gala King of Kings World Grand Prix, która tym razem odbędzie się w Tallinie. W stolicy Estonii zaprezentują się Judyta Niepogoda, Piotr Woźnicki oraz Krzysztof Olszewski.

Gala odbędzie się 17 października w Saku Suurhall, gdzie może pomieścić się dziesięć tysięcy widzów. Głównym wydarzeniem będą ćwierćfinałowe walki turnieju do 77kg. W jednej z nich zobaczymy Polaka.

Jeden z ośmiu

Piotr Woźnicki znalazł się w zacnym gronie. Polski kickboxer jest jednym z ośmiu zawodników, którzy powalczą o triumf w WGP. Wygrana zagwarantuje mu awans do półfinału, który odbędzie się w grudniu.

Ostatni raz „Woźny” zaprezentował się na gali King of Kings World Grand Prix w Rydze, gdzie był uczestnikiem czteroosobowego turnieju w wadze 77kg. Wtedy przegrał na punkty z Sergeiem Morari, który triumfował w całej imprezie. W Tallinie Polakowi przyjdzie się zmierzyć z Michelem Landvreugdem. 23-letni Holender jest mocny, o czym świadczy fakt, że mimo młodego wieku aż siedem z ośmiu wygranych walk zakończył przed czasem. Woźnicki musi być uważny i skupiony, aby zneutralizować atuty Landvreugdema.

W pozostałych pojedynkach zaprezentują się: Ferhat Gumrukcuoglu z Turcji, który stanie przed trudnym wyzwaniem jakim jest walka z Sergiem Morari. Fereirra Rodrigo postara się pokonać Alekseia Liubchenko, a niesiony dopingiem trybun Roman Zobim zmierzy się z Paolo Fiorim.

Test Niepogody

Judyta Niepogoda stoczy swoją drugą walkę w karierze. Polka zdobywa doświadczenie i zapoznaje się ze światem wielkich gal. W Tallinie zmierzy się z rywalką, która również stoczy drugi pojedynek. Debiuty obie panie miały udane, a więc po pojedynku któraś z nich będzie musiała zapisać na swoim koncie porażkę. Andra Aho z Estonii, tak jak i Niepogoda, specjalizuje się w muay thai.

Doświadczony jest za to Krzysztof Olszewski, ale tym razem ten element może nie odegrać głównej roli. Dlaczego? Polak stanie w Tallinie do rywalizacji z bardzo mocnym fighterem. Markko Moistar to zawodnik niezwykle efektowny. Jego walki przyciągają uwagę ze względu na dynamikę i różnorodność ciosów. Podczas gali w Rydze jego walka została wyróżniona mianem pojedynku wieczoru. Z kolei Olszewski to fighter niezwykle dokładny, precyzyjny, który walczy technicznie. Na placu boju spotkają się zatem dwie odmienne osobowości. Wydaje się, że Olszewski stanie przed najtrudniejszym wyzwaniem w swojej karierze.

W Tallinie zaprezentuje się również Maxim Vorovski, który w kategorii 85kg z Igorem Lyapinem. Reprezentant Estonii w maju podczas gali Xplosion Fight Series pokonał Dawida Kasperskiego.

Łącznie podczas gali odbędzie się dwanaście pojedynków, w tym trzy z udziałem Polaków. Gale King of Kings przybierają coraz większe rozmiary, a swoje miejsce mają w nich biało-czerwoni, a to miły i ważny akcent.

KM

Mistrzostwa coraz bliżej

Już 6 października rozpoczynają się mistrzostwa świata w boksie, które odbędą się w Dausze. Dobry występ może być przepustką na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro.

Do Kataru wybiera się trzech naszych bokserów. Swoich sił w czempionacie spróbują: Dawid Jagodziński (49 kg), Tomasz Jabłoński (75 kg) i Igor Jakubowski (91 kg).

Wyzwanie

Ten rok jest dobry w wykonaniu naszych bokserów. Z Igrzysk Europejskich w Baku brązowy medal w kategorii wagowej 60kg przywiózł Mateusz Polski. Również podczas mistrzostw Europy w Samokowie biało-czerwoni pokazali się z dobrej strony. Dzięki sukcesom w Bułgarii nasi pięściarze mogą wystąpić na mistrzostwach świata. Jabłoński i Jakubowski sięgnęli po srebrne medale na europejskim czempionacie, z kolei Jagodzińskiemu dopisało szczęście. Polak miał dobre losowanie, które pozwoliło mu rozpocząć udział w turnieju dopiero na etapie ćwierćfinału. Pojedynek przegrał, ale Harvey Horn dotarł do finału i Jagodziński może wziąć udział w mistrzostwach świata.

Dla naszych pięściarzy start w Dausze to ogromna szansa. Zwycięstwo gwarantuje start podczas igrzysk w Rio de Janeiro. Z tym, że wszystko się komplikuje. Jakubowski musiałby zostać mistrzem świata, żeby w Katarze zakwalifikować się na przyszłoroczne igrzyska. Z kolei Jabłoński może zająć trzecią pozycję w Dausze i również pojedzie do Rio.

Cel jest jeden: wygrywać. Z tym, że mistrzostwa świata w Katarze to wysokie wymagania. Poziom rośnie i nasi zawodnicy muszą wspiąć się na wyżyny, aby odnieść sukces. Polski boks od czasu do czasu daje o sobie znać. Każdy medal tak naprawdę jest na wagę złota. W Dausze Polska będzie miała tak naprawdę trzy szanse na triumf. Jakie nasi bokserzy mają doświadczenie na tym poziomie?

Jagodziński po raz pierwszy

Bokser rywalizujący w kategorii 49kg może czuć tremę. Dla Jagodzińskiego będzie to pierwszy start na imprezie tej rangi. W Samokowie dopisało mu szczęście, jeśli w Katarze dołoży do tego upór i uda mu się dyktować warunki w ringu to być może osiągnie dobry wynik.

Z kolei Jabłoński i Jakubowski po raz drugi zaprezentują się na światowym czempionacie. Obaj startowali już cztery lata temu w Baku, jednak bez sukcesów. Udało im się wygrać tylko po jednej walce. Czy w Dausze poprawią ten wynik?

W tym roku pokazali, że drzemią w nich możliwości. Mają okazję powalczyć o start w igrzyskach i medal dla Polski. Ostatnim pięściarzem, który stanął na podium mistrzostw świata był Aleksy Kuziemski. Bokser kategorii półciężkiej wywalczył brązowy medal, a było to już dwanaście lat temu.

Zmagania w Katarze rozpoczną się 6 października i potrwają do 15 października. 

KM

Khashbaatar kończy z judo

Tsagaanbaatar Khashbaatar podjął decyzję o zakończeniu sportowej kariery. 31-letni reprezentant Mongolii ma za sobą bogatą przygodę z judo.

Głównym czynnikiem, który miał wpływ na decyzję Khashbaatara był słaby występ podczas tegorocznych mistrzostw świata w Astanie. Judoka odpadł z rywalizacji już w eliminacjach.

Eksperymentował

Wydaje się, że to właśnie eksperymenty w głównej mierze zadecydowały o postawie zawodnika z Mongolii w ostatnim czasie. Przecież Khashbaatar to jeden z najbardziej rozpoznawalnych mongolskich judoków na świecie, który w swoim dorobku ma medale mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich. Dodatkowo wcale nie jest wiekowy, co pozwalałoby mu dalej rywalizować na najwyższym poziomie. Khashbaatar ma dopiero 31 lat.

Od pewnego czasu judoka rywalizował w kategorii wagowej 73kg, gdzie odnosił sukcesy. W 2013 roku podczas mistrzostw świata w Tiumeniu stanął na najniższym stopniu podium. Ostatnim jego sukcesem w tej wadze było trzecie miejsce podczas Grand Prix w Astanie w 2013 roku. W międzyczasie Khashbaatar próbował również swoich sił w 81kg. Udało mu się wywalczyć jeden medal w tej wadze. Podczas Grand Prix w Tokio w 2013 ukończył rywalizację na trzecim miejscu.

Raz waga 73kg, raz 81kg, a przecież reprezentant Mongolii swoją przygodę z judo rozpoczynał w kategorii 60kg, a największe sukcesy odnosił w 66kg. Można powiedzieć, że skakał z kwiatka na kwiatek. W ostatnich startach przeważnie decydował się na rywalizację w 73kg, jednak przed mistrzostwami świata w Astanie zmienił swój wybór. Khashbaatar wystartował indywidualnie w 66 kg. Rywalizacja dla 31-latka zakończyła się szybko. Odpadł już w eliminacjach. Na pocieszenie udało mu się wraz z kolegami z reprezentacji wywalczyć brązowy medal w rywalizacji drużynowej.

Zawodnik z sukcesami

Khashbaatar znika z tatami. Podjął decyzję o zakończeniu kariery, ale pozostaje przy judo. 31-latek będzie pełnił rolę członka sztabu szkoleniowego kadry Mongolii. Wydaje się, że to odpowiedni wiek, aby odnosić triumfy na tatami, jednak zawodnik podjął inną decyzję. Choć za rok Igrzyska Olimpijskie w Rio żegna się ze sportową karierą, a złota olimpijskiego w swojej kolekcji nie ma. Być może zdecyduje się wrócić, ale to tylko przypuszczenia.

Spójrzmy w dokonania Khashbaatara. Jego pierwszym znaczącym sukcesem był brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Atenach w kategorii 60kg. Khashbaatar zdobył również tytuł mistrza świata. W 2009 roku w Rotterdamie sięgnął po złoto w kategorii 66kg. Wielokrotnie zdobywał również miejsca na podium w rywalizacji na kontynencie azjatyckim oraz w zawodach Grand Slam.

W Astanie liczył na kolejny medal w kategorii, w której radził sobie najlepiej. Indywidualnie mu się nie udało, ale w drużynie sięgnął po medal. Mongolia uplasowała się za Japonią oraz Koreą Południową. Łącznie judocy z Ułan Bator w Astanie sięgnęli po cztery medale, wszystkie koloru brązowego.

KM