Kolejne wyzwania

Krzysztof „Diablo” Włodarczyk jest na ostatniej prostej przed kolejną walką. 10 grudnia zmierzy się z Leonem Harthem. Z kolei Andrzej Fonfara będzie chciał odbudować się po niespodziewanej porażce z Joe'm Smithem Jr. W przyszłym roku polski pięściarz spotka się z Chadem Dawsonem.

„Diablo” czeka na kolejny pojedynek, który ma mu pozwolić wrócić do czołówki wagi junior ciężkiej. W przypadku Fonfary wydawało się, że jest na najlepszej drodze, aby walczyć o mistrzostwo świata. Niestety, przytrafiła się porażka i urodzony w Radomiu bokser musi odbudować swoją pozycję.

Hat-trick Włodarczyka

Zapożyczenie z języka piłkarskiego jest jak najbardziej wskazane. 10 grudnia we Wrocławiu Włodarczyk stoczy trzeci pojedynek w tym roku. Po raz ostatni „Diablo” był tak aktywny w 2007 roku, kiedy zaczął od porażki ze Steve'm Cunninghamem, a potem przed czasem wygrał z Dominiquem Alexandrem oraz Moyoyo Mensahem.

Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej. W marcu Włodarczyk wrócił po półtorarocznej przerwie i pokonał Valery'ego Brudova. Były mistrz świata WBC wygrał również z Kaiem Kurzawą. Włodarczyk miał ochotę na więcej i szykował się do listopadowego starcia z Nigeryjczykiem Olandrewaju Durodolą. Pojedynek nie doszedł do skutku, bo planowana gala została odwołana. 

Ruszyły poszukiwania kolejnego rywala. Wybór padł na Leona Hartha, który może pochwalić się 14 zwycięstwami na zawodowym ringu. Aż 10 pojedynków Niemiec wygrał przed czasem. 10 grudnia we Wrocławiu spróbuje pokonać Polaka, do którego należy pas IBF Inter-Continental. Włodarczyk w pocie czoła przygotowuje się do starcia. Były mistrz świata sparował m.in. z Michałem Olasiem, Michałem Cieślakiem i Juho Haapoją. Jeszcze jedno trafienie i i „ustrzeli” hat-tricka.

Wrócić do gry

Andrzej Fonfara pokonał Julio Cesara Chaveza Jr i Nathana Cleverly'ego, co przybliżyło go znacznie do ponownego spotkania z Adonisem Stevensonem, z którym przegrał w maju 2014 roku. „Polski Książę” musiał tylko pokonać Joe Smitha Jr. W Chicago doszło do sporej niespodzianki. Fonfara już w pierwszej rundzie wylądował na deskach.

29-latek czeka na kolejną walkę, która pozwoli mu się odbudować. 14 stycznia w Nowym Jorku zmierzy się z Chadem Dawsonem. 34-letni Amerykanin w ostatnim czasie walczy w kratkę, choć wygrał ostatnie dwie walki. Na przestrzeni ostatnich lat przegrywał m.in. z Adonisem Stevensonem i Andre Wardem. Dawson zdobywał tytuły IBF, IBO i WBC w wadze półciężkiej. Swego czasu pokonał Tomasza Adamka. Czy zatrzyma kolejnego Polaka?

Sala treningowa czeka

We wrześniu Krzysztof Głowacki stracił pas WBO kategorii junior ciężkiej na rzecz Oleksandra Usyka. Walka kosztowała boksera z Wałcza wiele zdrowia. Przeszedł operację prawego łokcia, niebawem powinien pojawić się na sali treningowej. 

Kiedy kolejna walka? Trudno wyrokować. Coraz częściej przewija się temat rywalizacji Głowackiego z Mateuszem Masternakiem.

KM

Michał Miłek w rewanżu z Mateuszem Głąbem na FEN 15

Już na gali FEN 15 Final Strike Michał Miłek stanie przed szansą na rewanż za przegraną pół roku temu walkę z Mateuszem Głąbem. Do rozstrzygnięcia pierwszego starcia tych młodych fighterów potrzebna była dogrywka, 14 stycznia w lubińskiej hali RCS można więc spodziewać się bardzo emocjonującego pojedynku!

Michał Miłek i Mateusz Głąb po raz pierwszy w klatkoringu Fight Exclusive Night spotkali się podczas majowej gali FEN 12 Feel The Force we wrocławskiej Hali Stulecia. Przy głośnym dopingu miejscowych kibiców po niezwykle zaciętej walce decyzją sędziów wygrał reprezentant WroX Gym Wrocław. Na FEN 15 Final Strike przed własną publicznością walczyć będzie jednak zawodnik Streffa Fight Team Lubin, więc przy tak wyrównanym poziomie obu fighterów mocne wsparcie z trybun tym razem jego może ponieść do zwycięstwa.

Dla obu tych utalentowanych i walecznych wojowników MMA kategorii lekkiej będzie to trzeci występ w Fight Exclusive Night. Nieco wcześniej w federacji debiutował Mateusz Głąb, zdobywca Pucharu Świata i multimedalista Pucharu Europy w taekwondo – w walce otwierającej galę FEN 10 Gold Edition w Lubinie trójkątem nogami w 3. rundzie zmusił do poddania Pawła Kordylewicza. Michał Miłek po raz pierwszy walczył na gali FEN 11 Warsaw Time, przez balachę w 3. rundzie pokonując faworyzowanego Alana Kwiecińskiego.

Zarówno Mateusz Głąb, jak i Michał Miłek stoczyli dotychczas trzy zawodowe walki. Lepszy bilans ma wrocławianin, który do dwóch wygranych w FEN dopisał niedawno spektakularne zwycięstwo na gali Celtic Gladiator 9 w Londynie, gdzie w zaledwie 21 sekund pokonał Anglika Steve’a McDonalda. Rekord fightera z Lubina jest na razie ujemny, ale warto przypomnieć, że Miłek debiutował w kategorii wyższej niż jego naturalna waga, biorąc w ostatniej chwili zastępstwo w walce z Jackiem Jędraszczykiem, a mimo to przegrał minimalnie, niejednomyślną decyzją sędziów.

W innych walkach na zasadach MMA podczas gali FEN 15 wystąpią m.in. Marcin Zontek, Adam Golonkiewicz, Michał Michalski i Kamil Gniadek. Kibiców czekają także walki o pasy mistrzowskie w formule K-1 z udziałem Pawła Biszczaka, Wojciecha Wierzbickiego i Róży Gumiennej.

Bilety na styczniową galę FEN 15 w Lubinie można kupować w serwisach Eventim.pl oraz KupBilet.pl. Zamówienia na bilety grupowe i bilety VIP przyjmowane są pod numerem telefonu 601 877 229.

Więcej informacji o gali FEN 15 na bieżąco na fanpage’u FEN na Facebooku.

FEN

Pozostał niedosyt

Dorota Godzina wraca z mistrzostw Europy w kickboxingu w Loutraki z brązowym medalem w full contact. Utytułowana zawodniczka liczyła na więcej.

„Dziewczyny lubią brąz” – w tym przypadku Ryszard Rynkowski się pomylił. Z pewnością zajęcie trzeciego miejsca na mistrzostwach Europy należy rozpatrywać w kategorii sukcesu, jednak Dorota Godzina wyżej zawiesiła sobie poprzeczkę. Po półfinałowej walce była zła na sędziów.

Kontrowersyjny werdykt

Ćwierćfinał europejskiego czempionatu poszedł po myśli zawodniczki X Fight Piaseczno, choć podczas walki z Savviną Vatistą nie obyło się bez problemów. Polka… ślizgała się na ringu. Greczynka nie zagroziła jednak Godzinie, która pewnie wygrała 3:0. 

Półfinałową rywalkę znała doskonale. Godzina wygrała z Kristin Vollstad w finale Pucharu Świata w Budapeszcie. Pojedynek o wejście do finału mistrzostw Europy miał zacięty przebieg. Do samego końca Godzina walczyła o zwycięstwo, jednak sędziowie wskazali na Norweżkę. Miesiąc temu w  Mariborze zawodniczka X Fight Piaseczno również odpadła w półfinale i zakończyła rywalizację w light contact na trzecim miejscu. Jak widać, historia lubi się powtarzać. – Swój występ na Mistrzostwach Europy, zarówno w light contact i full contact, oceniam dobrze. Czuję jednak niedosyt, ponieważ w jednym i drugim przypadku moje walki półfinałowe zakończyły się remisem i dopiero wskazanie sędziów decydowało o wygranej. O ile w Mariborze dosyć szybko pogodziłam się z werdyktem, tak w wypadku mojej walki full contactowej z Norweżką uważam, że byłam nieznacznie lepsza i wskazanie powinno być na moją korzyść. Nie rozpaczam, bo na pewno będzie jeszcze okazja do rewanżu. Mam sporo fighterskich planów na przyszły rok – przedstawia nam Dorota Godzina, brązowa medalista mistrzostw Europy w Loutraki.

Trzeba walczyć dalej

W przypadku reprezentantki Polski można mówić o sportowej złości. Godzina w Grecji zaprezentowała się z dobrej strony i dała siebie wszystko, jednak przegrała decyzją sędziów. Ostatecznie Norweżka sięgnęła po złoto, w które celowała zawodniczka X Fight Piaseczno.

Należy podkreślić, że Godzina dopisała kolejny medal do swojego bogatego dorobku. – W kickboxingu startuje już 14 lat i tak się składa, że jestem zawodniczką, która potrafi walczyć z sukcesami w wielu formułach. Lubię bardzo rywalizację i właśnie to ze startuje w różnych formulach walki sprawia ze nie pojawia się nuda i rutyna – wyjaśnia Godzina. –  Oczywiście zdarzają się momenty, że mam dość kickboxingu – dodaje.

Fot. Dorota Godzina Facebook 

KM

16 medali na koncie Polaków

Biało-czerwoni rywalizację w mistrzostwach Europy w kickboxingu w Loutraki zakończyli na piątym miejscu w klasyfikacji medalowej. Najlepsi okazali się Rosjanie, którzy wywalczyli 33 krążki.

Do rozgrywki o medal z najszlachetniejszego kruszcu dotarło ośmioro Polaków. Trzech z nich mogło cieszyć się ze zwycięstwa i tytułu najlepszego zawodnika Europy. Finałowe walki wygrali: Paulina Jarzmik (60kg), Katarzyna Kwiecień (70kg) i Mateusz Niżejewski (63kg), którzy startowali w kick light.

Wśród najlepszych

Po raz kolejny Polska potwierdziła, że należy jej się miejsce w czołówce. Mistrzostwa Europy kick light, full contact i pointfighting przebiegały pod dyktando Rosji, która zdobyła aż 19 złotych krążków. Drudzy Węgrzy zapisali na swoim koncie o 10 medali mniej, a łącznie wywalczyli ich 16. Podium uzupełnili Włosi (27), a tuż za nim Niemcy i Polska (16). Z tym, że nasi zachodni sąsiedzi zajęli czwarte miejsce, bo mieli o jedno srebro więcej.

Co do naszych zawodników, słowa uznania należą się Paulinie Jarzmik. 22-letnia zawodniczka wywalczyła w Loutraki dwa medale. W pointfightingu sięgnęła po brąz. Polka przegrała półfinałową walkę z późniejszą mistrzynią Luisą Gullotti. Za to bezkonkurencyjna okazała się w kick light. W boju o finał Jarzmik wygrała z Turczynką Goknur Yasin Dundar, a w starciu o złoto z Petrą Gremen potwierdziła absolutną dominację. Reprezentantka Polski już w drugiej rundzie mogła cieszyć się z triumfu. W kategorii 70kg triumfowała Katarzyna Kwiecień, która okazała się lepsza od Mariji Bozhinoskiej z Macedonii.

Sukces odniósł Mateusz Niżejewski. Polak mógł być zmęczony po ciężkim półfinale z Marco Filippim. Włoch postawił trudne warunki i był nieustępliwy, Nizejewski zarobił minusowe punkty, ale ostatecznie wygrał. Sanel Ljutić dobrze wspominał rywalizację z Polakiem, którego pokonał podczas Pucharu Świata w Rimini. Teoretycznie miała przewagę psychiczną, ale w Niżejewski zrewanżował się i sięgnął po złoto.

Zawiedziony może być Mateusz Kubiszyn (86kg), który w finale full contact uległ Bojanowi Miskoviciowi. Chorwat to mistrz świata WAKO PRO, jednak Polak rok temu sięgnął w Dublinie po miano najlepszego zawodnika globu i nie miał zamiaru się bać. Misković był liczony, jednak zachował więcej zimnej krwi. Chorwat wyprowadził więcej celnych ciosów, co przeważyło szalę na jego korzyść. W półfinale Aleksander Stawirej (+91kg) wyeliminował mistrza świata Batiaeva. Mistrz Europy juniorów z San Sebastian stanął przed ogromną szansą na sukces. W walce z Ivanem Tkachenko wyglądał dobrze i prowadził, jednak rywal w końcówce postawił wszystko na jedną kartę. Ukrainiec wyprowadził kilka celnych ciosów i wygrał.

Srebro dla Karoliny Dziedzic (70kg) w full contact. W kick light finałowe potyczki przegrali Patryk Kuryłek (57kg) i Piotr Wypchał (94kg). Biało-czerwoni zdobyli również osiem brązowych medali. Na najniższym stopniu podium stanęli: Karolina Mośko (48kg), Dorota Godzina (55kg), Kamil Dajwłowski (71kg), Paweł Strykowski (89kg) – wszyscy full contact oraz Karolina Kubiak (50kg), Wojciech Wiśniewski (79kg) oraz Michał Bławdziewicz (+94kg) i wspomniana Jarzmik.

Mistrzostwa w całości

Najważniejsza liczba to 35. Tyle medali zdobyli Polacy podczas mistrzostw Europy w Mariborze i Loutraki.

Rywalizacja na Słowenii odbyła się w październiku. O medal rywalizowali zawodnicy występujący w formułach K-1, low kick i light contact. Polacy zdobyli 19 medali, w tym siedem złotych. Warto wspomnieć, że w Mariborze tytuł mistrzyni Europy wywalczyła Paulina Jarzmik startująca w light contact. Sukces powtórzyła w Grecji. 

KM

Zaczyna się liczenie medali

Coraz bliżej najważniejszych rozstrzygnięć podczas mistrzostw Europy w kickboxingu w Loutraki. W półfinale full contact doskonale spisał się Aleksander Stawirej (+91kg), który pokonał mistrza świata Andreja Batiaeva.

Zacięte pojedynki, które kończą się dla jednych radością, a dla innych łzami. Celem biało-czerwonych zawsze jest szczyt, jednak niektórzy w starciach półfinałowych musieli przełknąć gorycz porażki.

Koniec na horyzoncie

Patryk Kuryłek (57kg), rywalizujący w kick light, w ćwierćfinale pokonał Włocha Edoardo Tranquillino. Nie obyło się bez krwi. Walka układała się po myśli Polaka, jednak w drugiej rundzie rywal rozbił mu nos. Kuryłek wrócił do zmagań i zrewanżował się Włochowi tym samym w trzeciej odsłonie. Sędzia przerwał walkę. Rozpędzony Kuryłek w półfinale zdominował Artura Rudenko. Ukrainiec nie miał nic do powiedzenia i musiał pogodzić się z porażką. 

W przypadku Pauliny Jarzmik (60kg) można mówić o zmiennym szczęściu. Zawodniczka X Fight Piaseczno w Grecji wystartowała w dwóch formułach: pointfighting oraz kick light. W tej pierwszej wywalczyła brąz, gdyż w półfinale lepsza okazała się Luisa Gullotti. Z kolei w starciu o wejście do finału w kick light Polka spotkała się z Goknur Yasin Dundar. Zawodniczki miały okazję się już spotkać. Podczas zeszłorocznych mistrzostw świata lepsza okazała się Jarzmik, która ponownie udowodniła swoją wyższość.

W kick light awans do finału wywalczyli również: Piotr Wypchał (94kg) i Mateusz Niżejewski (63kg). Zła na sędziów była Dorota Godzina (55kg). Startująca w full contact Polka w półfinale spotkała się z Kristin Vollstad. Norweżka okazała się niewygodną rywalką, jednak Godzina była nieustępliwa i zaprezentowała swoje atuty. Sędziowie wskazali jednak na Vollstad. Powodów do zadowolenia nie ma Karolina Mośko (48kg). W tegorocznych startach odnosiła już sukcesy i niesiona na skrzydłach marzeń robiła wszystko, aby dojść do finału. Na jej drodze stanęła Juliia Goroderskaja.

Jeden mistrz dalej, drugi zatrzymany

Mateusz Kubiszyn (86kg) konsekwentnie idzie do przodu. W ćwierćfinale już w drugiej rundzie rozprawił się z Antonio Garcią Iglesiasem. Mistrz świata w formule full contact z Dublina w półfinale stanął przed trudnym zadaniem. Serdar Yigit Eroglu walczył o zwycięstwo i ani na chwilę nie odpuścił. Do samego końca trwała walka o triumf, jednak więcej sił zachował Kubiszyn. 

Aleksander Stawirej (+91kg) cieszył się się z awansu do półfinału po pokonaniu Hamza Kendircioglu. Następnie na swojej drodze spotkał mistrza świata Andreia Batiaeva. Rosjanin to silny kolos, który mierzy blisko 210 cm. Polak dał radę czempionowi, walczył uważnie i szukał swojej szansy. Znakomite kontry dały mu zwycięstwo.

KM

Japonia na celowniku biało-czerwonych

Wielkimi krokami zbliża się ostatni akord w tegorocznych zmaganiach na tatami. Na początku grudnia w Tokio judocy powalczą w zawodach Jigoro Kano Grand Slam. Wystartuje w nim dwóch Polaków. Z kolei podopieczne Anety Szczepańskiej pracują nad formą w Tokio. 

Biało-czerwone trenują na Uniwersytecie Katsura od środy. W składzie brakuje głównych postaci kadry, które w tym roku wywalczyły złoty medal mistrzostw Europy w Kazaniu.

Kadra rusza na zgrupowanie

Nie ma chwili na odpoczynek. Końcówka sezonu zbliża się wielkimi krokami, jednak Aneta Szczepańska postanowiła zabrać swoje podopieczne do Japonii. Agata Perenc, Julia Kowalczyk, Anna Dąbrowska, Beata Pacut, Paula Kulaga i Anna Załęczna trenują na Uniwersytecie Katsura, gdzie będą przebywać 2 grudnia. Kolejna część zgrupowania odbędzie się w Kodokanu. W Japonii jest również Anna Borowska, ale trenuje w Yamanashi.

Dla naszej kobiecej reprezentacji rok był udany. Zwłaszcza za sprawą wywalczenia mistrzostwa Europy, jednak każda z naszych zawodniczek notowała dobre indywidualne starty. W Japonii brakuje czołowych postaci naszej kadry. Ale wiele judoczek dobrze rokuje na kolejne lata.

Doświadczona Agata Perenc (52kg) to podpora polskiej reprezentacji. Złota medalistka z Kazania zaczęła rok od trzeciego miejsca w Tunisie, a w maju stanęła na najniższym stopniu podium w Grand Prix w Ałmatach. Obiecująco wygląda Julia Kowalczyk (57kg). 19-latka drugi rok z rzędu wywalczyła brąz mistrzostw Europy juniorów. Z kolei Beata Pacut (78kg) zwyciężyła w Pucharze Europy w Warszawie. Pod okiem trener Szczepańskiej nasze kadrowiczki zrobiły ogromne postępy. Liczymy, że japońskie treningi posłużą młodym zawodniczkom i w następnym roku będą notowały udane występy.

Japoński finał

Już 2 grudnia start Grand Slam w Tokio, turniej potrwa do 4 grudnia. Zawody to prawdziwe wyzwanie i sprawdzian umiejętności. Do Japonii zjeżdżają się czołowi zawodnicy świata, którzy podsumują sezon. Grand Slam w Tokio to także oddanie czci i upamiętnienie twórcy judo Jigoro Kano. 

W ostatnim czasie Polacy nie mają miłych wspomnień z japońskiego turnieju. Rok temu Damian Szwarnowiecki stoczył trzy walki. Na drodze Polaka stanął Hiroyuki Akimoto, który zwyciężył rywalizację w kategorii 73kg. Dwa lata temu nasi reprezentanci wygrali zaledwie dwa pojedynki. O sukcesie możemy mówić w przypadku turnieju z 2013 roku. Wtedy 7. miejsce wywalczył Jakub Zarzeczny.

W tym roku o sukces w Tokio powalczą Damian Szwarnowiecki (81kg) i Piotr Kuczera (90kg). 22-latek na jesieni zaczął startować w kategorii 81kg, wcześniej w 73kg. Zmiana wyszła mu na dobre. Dwa występy i dwa razy trzecie miejsce. W tym roku Szwarnowiecki odniósł największy sukces w karierze. Wygrał kwietniowe zawody Grand Prix w Samsun. Zaimponował również Piotr Kuczera. 21-latek z Rybnika wywalczył brązowy medal podczas mistrzostw Europy w Kazaniu.

Do wojska

W najbliższych dniach świat judo będzie kręcił się wokół Japonii, jednak nie tylko. 9 grudnia rozpocznie się rywalizacja w mistrzostwach świata wojskowych, które odbędą się w Szwajcarii. 

Po kolejny medal pojedzie Daria Pogorzelec (78kg). Uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro trzy lata temu zdobyła brąz. Pogorzelec wraca do rywalizacji po kontuzji kolana. W Szwajcarii zaprezentują się również: Agata Ozdoba, Kinga Kubicka, Karolina Tałach, Arleta Podolak i Łukasz Błach.

KM

XVIII Warszawska Granda na żywo w Telewizji FighTime

Telewizja FighTime oficjalnym partnerem podczas XVIII Warszawskiej Grandy.

To kolejna gala organizowana przez Legia Figh Club, którą będzie mozna obejrzeć w całości na antenie naszej telewizji.Szczegóły niebawem a tymczasem zapraszamy na retransmisję z ostatniej edycji.

Organizatorzy zaplanowali 20-25 pojedynków w formule K-1.

[kod]

LIVE: XVIII Warszawska Granda

Zapraszamy na transmisje telewizyjna na żywo z XVIII Warszawskiej Grandy. Organizatorzy zaplanowali ok. 25 pojedynków w formule K-1.

[kod]

XVIII Warszawska Granda

XVIII Warszawska Granda

var player = redcdnplayer("redcdnplayer").setup({
file: {
flv: "http://r.dcs.redcdn.pl/liveflv/o2/Marklaw/GrandaPro_LFC.livx",
hls: "http://r.dcs.redcdn.pl/hls/o2/Marklaw/GrandaPro_LFC.livx/playlist.m3u8",
dash: "http://r.dcs.redcdn.pl/dash/o2/Marklaw/GrandaPro_LFC.livx",
ss: "http://r.dcs.redcdn.pl/ss/o2/Marklaw/GrandaPro_LFC.livx"
},
width: 640,
height: 385,
autoplay: false,
});

Gala Ladies Fight Night już 17 grudnia. Poznaliśmy wreszcie miejsce!

Urodzinowa gala Ladies Fight Night odbędzie pod Śnieżką! Już za niespełna miesiąc, 17 grudnia, w Karpaczu odbędzie się czwarta gala Ladies Fight Night „Fortuna Dies Natalis”. Włodarze pierwszej w Europie żeńskiej organizacji sportów walki zapraszają fanów MMA i K-1 do wspólnego świętowania jubileuszu organizacji w wyjątkowych okolicznościach przyrody, u podnóża najwyższego szczytu Karkonoszy! Rejestracja na wydarzenie ruszyła.

Pierwsza w Europie żeńska organizacja sportów walki Ladies Fight Night w grudniu obchodzić będzie rocznicę powstania. Z tej okazji – 17 grudnia – odbędzie się urodzinowa gala LFN ”Fortuna Dies Natalis”. Tym razem włodarze federacji na miejsce gali wybrali wyjątkowy obiekt Hotel Gołębiewski w Karpaczu, położony na wysokości około 800 m n.p.m. u podnóża najwyższego szczytu gór Karkonoszy – Śnieżki.

Zależało nam, żeby pierwsze urodziny organizacji obchodzić z pompą. To był bardzo pracowity rok dla całej federacji. Zorganizowaliśmy trzy, bardzo udane gale, z których kolejne cieszyły się coraz większym zainteresowaniem fanów kobiecego MMA i K-1. Przykładamy dużą wagę do wysokiego poziomu sportowego i organizacyjnego naszych imprez i gala Ladies Fight Night „Fortuna Dies Natalis” w Karpaczu będzie tego najlepszym przykładem.

mówi Łukasz Chmal, prezes Ladies Fight Night.

Podczas grudniowej gali LFN zobaczymy 10 pojedynków w formule MMA i K-1. W klatkoringu pojawią się młode, utalentowane zawodniczki z Polski i zagranicy. Nie zabraknie takich nazwisk jak Patrycja Krawczyk, Monika Bohn, Weronika Zygmunt, Katarzyna Biegajło, Martyna Czech, Katarzyna Sadura i Annisa Haddaoui. Fani MMA zacierają ręce na walkę wieczoru, w której wystąpi jedna z najbardziej utalentowanych młodych zawodniczek MMA, Agnieszka Niedźwiedź.

Gala Ladies Fight Night „Fortuna Dies Natalis” podobnie jak poprzednie imprezy organizacji będzie bezpłatna. Atrakcji nie zabraknie. Wiadomo już, że muzyczną gwiazdą wieczoru będzie znany raper Sobota. Zaproszenia na galę można zdobyć rejestrując się na stronie internetowej www.lfn.com.pl lub pod adresem email: zaproszenia@rezerwacja.lfn.com.pl. Ilość wejściówek jest ograniczona.

Informacja prasowa

Do Grecji nie na wakacje

Kolejna odsłona zmagań o medale mistrzostw Europy w kickboxingu. Tym razem w Grecji, gdzie o tytuły powalczą startujący w formułach pointfighting, full contact i light contact.

Biało-czerwoni udali się do Loutraki ze sporymi nadziejami. Wśród naszych kadrowiczów nie brakuje zawodników, którzy sięgali już po najwyższe laury.

Tytuły w zasięgu ręki

W październiku Polacy walczyli o medale w mistrzostwach Europy w Mariborze i zdobyli 19 medali, w tym siedem złotych. Zawodnicy rywalizowali w formułach K-1, low kick i light contact. Niektórzy ponownie zaprezentują się w Grecji, tak jak Paulina Jarzmik (60kg), która wystartuje w kick light. Zawodniczka X Fight Piaseczno ma na koncie złoto w light contact podczas zmagań w Mariborze. Dwa lata temu Jarzmik wystąpiła na czempionacie Starego Kontynentu, który również odbywał się w słoweńskim mieście. Rywalizowała wtedy w pointfightingu i okazała się bezkonkurencyjna. 

Rok temu na salony wszedł Mateusz Kubiszyn (86kg), który na mistrzostwach świata w Dublinie sięgnął po złoto w full contact. Akcje zawodnika Kickboxing Game Over Lubaczów stoją wysoko. Kubiszyn ma okazję potwierdzić, że wygrana w finałowym starciu z mocnym Rosjaninem Igorem Kopylovem nie była dziełem przypadku. W Grecji w full contact wystartują także Dorota Godzina (55kg) i Robert Krasoń (75kg). Doświadczona zawodniczka X Fight Piaseczno to wielokrotna medalistka mistrzostw Polski, która z sukcesami występuje na arenie międzynarodowej oraz w walkach zawodowych. Miesiąc temu w Mariborze sięgnęła po brąz w light contact. Z kolei Krasoń to wicemistrz świata z Dublina.

Niezwykle mocna jest nasza kadra w kick light. Podczas ostatnich mistrzostw świata biało-czerwoni wygrali klasyfikację medalową. W Grecji o powtórzenie sukces postarają się m.in. Piotr Wypchał (94kg) i Michał Bławdziewicz (+94kg).

Zaledwie pięć osób liczy kadra w pointfightingu. O medale powalczą Malwina Strzelecka (55kg), wspomniana już Paulina Jarzmik, Tomasz Kurzeja (74kg), doświadczony Piotr Maślanka (79kg) i Rafał Adamczyk (84kg).

Zatrzymać świat

Polacy będą jedną z najliczniej reprezentowanych nacji podczas mistrzostw Europy. Łącznie do udziału w imprezie zgłoszono 480 zawodników.

Najliczniejszą reprezentacją jest Turcja, która wydelegowała do rywalizacji 49 fighterów. O czterech mniej liczy kadra Grecji. 39 nazwisk znalazło się w reprezentacji Rosji, o dwa mniej wśród Włochów. Polaków do Grecji wybrało się 33. Po jednym zawodniku zgłosiły Kosowo i Estonia.

Kadra Polski full contact: Karolina Mośko (48kg), Dorota Godzina (55kg), Agata Piechowicz (60kg), Emilia Czerwińska (65kg), Karolina Dziedzic (70kg), Robert Niedźwiedzki (57kh), Michał Pomieciński (60kg), Jakub Pokusa (67kg), Kamil Dajwłowski (71kg), Robert Krasoń (75kg), Tomasz Borowiec (81kg), Mateusz Kubiszyn (86kg), Paweł Strykowski (91kg), +91kg Aleksander Stawirej (+91kg)

Kadra Polski kick light: Karolina Kubiak (50kg), Klara Kleczkowska (55kg), Paulina Jarzmik (60kg), Monika Kędzierska (65kg), Katarzyna Kwiecień (70kg.), +Natalia Panas (+70kg), Patryk Kuryłek (57kg), Mateusz Niżejewski (63kg), Roger Garbaczewski (69kg), Jerzy Wroński (74kg), Wojciech Wiśniewski (79kg), Mikołaj Krause (84kg), Michał Grzesiak (89kg), Piotr Wypchał (94kg), Michał Bławdziewicz (+94kg).

KM

Gorące walki w przyszłym roku?

Eddie Hearn robi wszystko, żeby Anthony Joshua stał się pierwszoplanową wagi ciężkiej. W przyszłym roku ma spotkać się z dwoma potężnymi nazwiskami wagi ciężkiej, czyli Władimirem Kliczko i Deontayem Wilderem, a po nich ma zacząć się era brytyjskiej dominacji w kategorii królewskiej.

Anthony Joshua robi błyskawiczną karierę, co w dużej mierze jest zasługą jego ogromnych umiejętności. Mistrza świata IBF czekają kolejne wyzwania, jednak na obecną chwilę do konkretów daleko.

Wprowadzić porządek

Waga ciężka od zawsze cieszyła się ogromnym prestiżem i poważaniem. O miano mistrza rywalizowali wielcy pięściarze, którzy przechodzili do historii. W ostatnich latach należy wymienić Evandera Holyfiedla, Mike'a Tysona, Lennoxa Lewisa, Witalija Kliczko, Chrisa Byrda czy Roya Jonesa Jr. 

Nadszedł czas przetasowań i zmian. W listopadzie ubiegłego roku z tronu został zepchnięty Władimir Kliczko, którego zastąpił Tyson Fury. Brytyjczyk nie wytrzymał presji i popadł w uzależnienie od używek. Fury zrzekł się pasów WBO i WBA. Czempionami wagi ciężkiej pozostają Deontay Wilder (WBC), który po latach posuchy przywrócił amerykańskim fanom radość z boksu oraz Anthony Joshua (IBF). Ten ostatni kreowany jest na przyszłość boksu i wielką gwiazdę. 

Szedł jak burza i kładł na deski kolejnych rywali. Poważnie zaczęto go traktować, gdy powalił mocnego Kevina Johnsona. Pokonywał kolejnych groźnych rywali na krajowym podwórku aż dostał szansę walki o pas mistrzowski IBF. Charles Martin tańczył po kolejnych ciosach 27-latka i padł w drugiej rundzie. Mistrz olimpijski z Londynu triumfował. W czerwcu pokonał Dominica Breazeale'a w pierwszej obronie tytułu. Wszystkie dotychczasowe walki Joshua wygrał przed czasem, a stoczył ich siedemnaście.

Kolejnym wyzwaniem 27-latka będzie Eric Molina. Pojedynek odbędzie się 10 grudnia w Manchesterze. 34-letni Molina ostatnio pokonał Tomasza Adamka. Półtora roku temu rywalizował o pas WBC, jednak potężna dłoń Deontaya Wildera powstrzymała jego zapędy. Faworytem jest Joshua, którego kalendarza przyszłorocznych walk może wyglądać ciekawie, choć wszystko jest jeszcze niewiadomą.

Mistrzowskie testy

O interesy Joshuy dba Eddie Hearn. Promotor brytyjskiego mistrza świata ma ambitne plany. W przyszłym roku planuje zorganizować walkę Joshuy z Władimirem Kliczko. Młodość i przebojowość kontra doświadczenie i pewność siebie. Spotkanie dwóch epok miałoby odbyć się w kwietniu. W przypadku wygranej Joshua stanąłby przed kolejnym wyzwaniem. W sierpniu na szali miałby pojawić się pas WBC należący do Wildera.

Tyle plany, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Wiadomo, że dla Joshuy rywalizacja z ikoną boksu byłaby ogromnym wyzwaniem. 27-latek miałby okazję porównać się z legendą. Gorące byłoby starcie Brytyjczyka z Wilderem. Obaj mają potężne ciosy i kładą na deski kolejnych rywali. Któryś z nich musiałby przegrać, więc tym samym nie byłby już niepokonany. Starcie brytyjsko-amerykańskie dostarczyłoby wielu emocji.

KM

Jotko zgłosił akces do walki o pas

Krzysztof Jotko zapowiadał, że jego celem jest pas mistrza UFC w wadze średniej. Zapędy Polaka miał powstrzymać Tahles Leites podczas gali w Sao Paulo. 35-latek okazał się bezradny wobec dobrze dysponowanego Polaka.

Jotko świetnie odnalazł się w najlepszej organizacji MMA na świecie i z walki na walkę wygląda coraz lepiej. Niewykluczone, że niebawem 27-latek dostanie szansę rywalizacji o pas mistrzowski. Wykonał kolejny krok w kierunku tytułu. Michael Bisping powinien bliżej przyjrzeć się polskiemu fighterowi.

Rywal nie rozwinął skrzydeł

Gala UFC Fight Night 100 w Sao Paulo będzie miłym wspomnieniem dla polskich fanów MMA. Krzysztof Jotko spotkał się z Thalesem Leitesem, który otrzymał ogromne wsparcie z trybun. Polak nie pozwolił rozwinąć Brazylijczykowi skrzydeł, choć ten co rusz próbował sprowadzić walkę do parteru. 27-latek walczył uważnie, skutecznie i punktował Leitesa.

O tym, że 35-letni Brazylijczyk to poważna marka najlepiej świadczy pojedynek z Michaelem Bispingiem. Leites walczył jak równy z równym z obecnym mistrzem wagi średniej. Przegrał po pięciu rundach niejednogłośną decyzją sędziów. W tym roku Brazylijczyk zanotował porażkę w starciu z mocnym Gegardem Mousasim, który w nocy z soboty na niedzielę w Belfaście uporał się w pierwszej rundzie Uriahem Hallem i odniósł 41. zwycięstwo w karierze. Wracając do Leitesa, Brazylijczyk w sierpniu zaprezentował się na gali UFC Fight Night 92. W trzeciej rundzie zmusił do poddania Chrissa Camozziego, czym pozwolił mu odbudować się. 35-latek jest niezwykle groźny w parterze. Aż 15 razy wygrał przez poddanie, łącznie zanotował 26 zwycięstw.

Jotko zdawał sobie sprawę z atutów rywala. Polski figher zaczął aktywnie, jednak Brazylijczyk szybko ruszył pod siatkę i szukał obalenia. Jotko był ruchliwy, co utrudniało zadanie rywalowi. Leites nic nie wywalczył, sędzia nakazał powrót na środek. W końcu 35-latek dopiął swego i walka przeniosła się na ziemię. Jotko poradził sobie z naporem rywala, znalazł się z góry, co przemawiało na jego korzyść. Drugie starcie miało podobny przebieg. Leites szukał obalenia, a Jotko słał w stronę rywala kolejne kopnięcia. Po jednym z nich walka przeniosła się do parteru, gdzie Polak mógł zdobyć przewagę. Pod koniec rundy 27-latek ponownie zapisał na swoim koncie obalenie. Brazylijczyk miał świadomość, że przewagę ma Jotko i w trzeciej rundzie próbował odwrócić losy rywalizacji. Nie potrafił znaleźć recepty na Polaka, choć udało mu się zapiąć duszenie gilotynowe, ale nie wyrządził krzywdy naszemu zawodnikowi. Do końca starcia Jotko zadał jeszcze kilka ciosów. Sędziowie byli jednomyślni – 29:27, 30:27, 30:27 na korzyści Polaka.

Mocna pozycja

Jotko debiutował w UFC w grudniu 2013 roku walką z Bruno Santosem. Przygodę z amerykańską organizacją rozpoczął od zwycięstwa, jednak w kolejnej walce lepszy okazał się Magnues Cedenblad. Dodatkowo przyplątała się kontuzja lewej ręki, co uniemożliwiło start zawodnika na gali UFC w Krakowie.

Do oktagonu Jotko wrócił w październiku 2014 roku. Od tego czasu stoczył pięć walk i wszystkie wygrał. Akcje Polaka idą w górę, zwłaszcza po efektownym pojedynku z Tamdanem McCrory'm. Jotko odesłał rywala do domu zaledwie po minucie rywalizacji. W Sao Paulo pokonał doświadczonego i mocnego Brazylijczyka, czym potwierdził wysoki poziom. Śmiało mówi o walce o pas. Nie są to słowa rzucane na wiatr, co Jotko potwierdza równą formą. Doświadczony Bisping musi liczyć się z tym, że młody i głodny polski wilk jest żądny tytułu. 

KM

Jankowski vs Kazieczko na otwarcie gali FEN 15 Final Strike

Starciem utytułowanego weterana ze wschodzącą gwiazdą polskiego K-1 można nazwać walkę Eliasza Jankowskiego z Wojciechem Kazieczko, od której 14 stycznia rozpocznie się gala FEN 15 Final Strike w lubińskiej hali RCS. Dla obu zawodników walka zakontraktowana w kategorii do 67 kg będzie debiutem w organizacji Fight Exclusive Night.

31-letni Eliasz Jankowski jest bez wątpienia jednym z najbardziej utytułowanych i doświadczonych polskich kickbokserów. Lista sukcesów legnickiego wojownika jest długa i imponująca – są na niej m.in. tytuły zawodowego mistrza świata w K-1 Global, zawodowego mistrza świata organizacji WKN i wicemistrza Europy federacji WAKO, a także Puchar Świata WAKO w K-1. Na zawodowych arenach „Jankes” stoczył dotychczas 22 walki, z których aż 16 wygrał (5 zwycięstw przed czasem). Reprezentant Prych Team Legnica/TKKF Olimp Legnica karierę sportową łączy ze służbą wojskową – jest zawodowym żołnierzem w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.

19-letni Wojciech Kazieczko to z kolei jeden z najbardziej obiecujących polskich kickbokserów młodego pokolenia. Do największych jego osiągnięć należą tytuły mistrza Polski juniorów w formułach kick light, full contact i K-1 oraz zdobyty w ubiegłym roku srebrny medal mistrzostw Europy juniorów w K-1 Rules. Zawodnik Funfit Boxing Team Zielona Góra znakomicie spisał się także na seniorskich mistrzostwach Polski w K-1 Rules w czerwcu tego roku – wywalczył tytuł wicemistrzowski, w drodze do finału nokautując wszystkich rywali. Wychowanek duetu trenerskiego Jakub Kozera – Patryk Proszek ma na swoim koncie dwie zawodowe walki – oba pojedynki pewnie wygrał, pierwszy z nich przez nokaut, drugi na punkty.

Oprócz starcia Eliasza Jankowskiego z Wojciechem Kazieczko na gali FEN 15 Final Strike kibiców czekają także m.in. walki o pasy mistrzowskie w formule K-1 z udziałem Pawła Biszczaka, Wojciecha Wierzbickiego i Róży  Gumiennej oraz pojedynki MMA, w których wystąpią m.in. Marcin Zontek, Michał Michalski, Adam Golonkiewicz, Mateusz Głąb i Michał Miłek.

Bilety na styczniową galę FEN 15 w Lubinie można już kupować w serwisach Eventim.pl i KupBilet.pl. Zamówienia na bilety grupowe i bilety VIP przyjmowane są pod numerem telefonu 601 877 229.

Więcej informacji o gali FEN 15 na bieżąco na fanpage’u FEN na Facebooku.

FEN

Machida zawieszony!

Lyoto Machidę czeka dłuższa przerwa od występów w oktagonie. Wszystko przez stosowanie niedozwolonych środków, które w organizmie Brazylijczyka wykryto podczas kwietniowego badania. 38-latek został zawieszony na 18 miesięcy.

Suplement 7-Keto zawierający dehydroepiandrosteron znajduje się na liście środków zakazanych przez Amerykańską Agencję Dopingową. Umieszczono ją w gronie niedozwolonych wraz z początkiem roku.

Przyznał się do winy

Doping rzuca się na sport, w tym mieszane sztuki walki. Niedozwolone środki są zmorą rywalizacji sportowej. Dają nieograniczone możliwości, wytrzymałość i pozwalają osiągać sukcesy, ale wszystko trwa do czasu. Z drugiej strony warto pamiętać, że listy środków zakazanych są aktualizowane, co umyka niektórym zawodnikom. Jeszcze w ubiegłym roku można było stosować melodonium, które w maju postawiło pod znakiem zapytania wyjazd zapaśnika Magomedmurada Gadżyjewa na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. W organizmie reprezentanta Polski wykryto śladowe ilości substancji. Polski Związek Zapaśniczy stoczył walkę o mistrza Europy, który ostatecznie do Brazylii pojechał. Głośny był również przypadek tenisistki Marii Szarapowej.

Do niedawna można było również stosować dehydroepiandrosteron, jednak wraz z początkiem roku USADA wpisała specyfik na listę środków zakazanych. Suplement 7-Keto zawierający wspomnianą substancję stał się źródłem kłopotów Lyoto Machidy. Brazylijski fighter MMA stosował niedozwolony środek, do czego przyznał się przed kwietniową galą UFC on FOX 19. Walka 38-latka z Danem Hendersonem została odwołana. Brazylijczyk nie uciekał od odpowiedzialności i przyznał, że jest gotowy ponieść konsekwencje. Przepraszał fanów za zaistniałą substancję. Ponadto, zapewniał, że nie wiedział o zakazie stosowania suplementu. 

Były mistrz UFC w wadze półciężkiej musi ponieść konsekwencje – tak zadecydowała USADA. Agencja zawiesiła Brazylijczyka na 18 miesięcy. Warto podkreślić, że kara obowiązuje od 8 kwietnia, kiedy pobrano próbkę do badania. Zatem Machida musi odcierpieć jeszcze rok.

Z pewnością Brazylijczyk będzie chciał wrócić i udowodnić swoją wartość. Z Hendersonem miał się zrehabilitować za nieudane występy w 2015 roku, kiedy poniósł dwie porażki. 

Nie pierwszy, nie ostatni

Machida to doświadczony i utytułowany fighter. Brazylijczyk wygrał 22 walki w UFC, a w 2009 roku wywalczył tytuł w kategorii półciężkiej. Przez lata był w czołówce amerykańskiej organizacji. Dwa lata temu ponownie walczył o pas, jednak przegrał z Chrisem Weidmanem.

Praktycznie cały czas w MMA pojawiają się doniesienia o aferach dopingowych. Przez stosowanie zakazanych środków w problemy wpadł Jon Jones. 29-latek uchodził za gwiazdę UFC, dzierżył pas wagi półciężkiej i miał przed sobą otwarte drzwi do sukcesu. W 2015 roku u Amerykanina wykryto jeden z metabolitów kokainy. Wrócił do gry, ale w lipcu nie przystąpił do walki z Danielem Cormierem. Ponownie w tle pojawiły się problemy z dopingiem.

Na zażywaniu niedozwolonych substancji przyłapano również takie gwiazdy UFC jak Anderson Silva czy Nick Diaz. W tym roku na światło dzienne wyszły problemy z dopingiem: Konstantina Eokhina, Abdula Kerina Edilova, Brocka Lesnara czy Chada Mendesa.

W 2014 roku na dziewięć miesięcy został zawieszony Piotr Hallmann.

KM

Piotrków i Racibórz idą „łeb w łeb”

Krajowa Liga Zapaśnicza rozkręca się. Rywalizacja wystartowała 2 listopada, do tej pory odbyły się 3. kolejki. Najlepszy start zanotowały AKS Wrestling Team Piotrków Trybunalski i Unia Racibórz.

O powstaniu ligi zapaśniczej mówiło się od dłuższego czasu. Projekt nabierał kształtu aż w końcu wyklarował się. W 2015 roku podpisano umowę, która zakładała, że liga wystartuje po zakończeniu igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Początkowo przewidywano uczestnictwo ośmiu klubów, jednak ostatecznie na starcie pojawiło się sześć ekip.

Mieszkanka wybuchowa

Krajowa Liga Zapaśnicza ma na celu promocję dyscypliny oraz zwiększenie sportowej rywalizacji i podniesienie poziomu zawodników. Warto podkreślić, że jest to pierwsza tego typu inicjatywa, w której można zobaczyć zmagania w zapasach kobiet, stylu wolnym oraz stylu klasycznym mężczyzn.

Jak z procy rywalizację rozpoczął zespół AKS Wrestling Team Piotrków Trybunalski, który w pierwszym spotkaniu pokonał WKS Grunwald Poznań. Po trzech kolejkach widać, że siłą piotrkowskiej drużyny są panie. Tylko Selishka Miglena zapisała na swoim koncie jedną porażkę. W starciu z Grunwaldem lepsza okazała się od niej utytułowana Iwona Matkowska. Wspomniana Selishka, Roksana Zasina i Taybe Yusein tworzą mocną paczkę. W spotkaniach z AKS Białogard i AZS Supra Brokers Wrocław zapaśniczki z Piotrkowa okazały się bezkonkurencyjne. 

W 2. kolejce starcie „AKS-ów” było niezwykle zacięte. Do samego końca wynik był sprawą niewiadomą. Styl wolny dla wrocławian, rywalizacja pań dla Piotrkowa i o wszystkim zadecydowali klasycy. Michał Król i Radosław Grzybicki triumfowali, przegrał tylko Mateusz Bernatek. Piotrków pokonał Białogard 6:4. Z kolei w 3. kolejce AKS rozbił zespół z Wrocławia 8:1.

Zespół z Białogardu stoczył trzy zacięte boje, jednak wygrał tylko raz. W 1. kolejce AKS pokonał 5:4 AZS AWF Warszawa. Później przegrał z Piotrkowem i do ostatnich chwil rywalizował z Unią Racibórz, która może pochwalić się kompletem zwycięstw. W małych punktach przegrywa jednak rywalizację z AKS-em.

Bez punktów pozostają AZS AWF Warszawa i AZ Supra Brokers Wrocław.

Emocji nie brakuje

Zaciętych ligowych bojów nie brakuje. W 3. kolejce na wyróżnienie zasłużyło starcie w kategorii 97kg w stylu wolnym pomiędzy Sebastianem Jezierzańskim (Unia Racibórz) a Zbigniewem Baranowskim (AKS Białogard). Zapaśnicy ani przez chwilę nie ustępowali, byli czujni i dokładni. Wygrał olimpijczyk Baranowski. Mocnym punktem Białogardu jest mistrz Europy Magomedmurad Gadżyjew.

Kolejne spotkania odbędą się już 23 listopada. Tegoroczne zmagania zakończą się 30 listopada, kiedy dojdzie do arcyciekawego spotkania. O pozycję lidera na półmetku powalczą AKS Wrestling Team Piotrków Trybunalski i Unia Racibórz. Potem nastąpi przerwa zimowa. Na ligowe zapasy będziemy musieli czekać dwa miesiące. Następne spotkania zaplanowano na 25 stycznia.

KM

Szykuje się kolejny powrót?

Tęsknota rodzi smutek, który ciężko przezwyciężyć. Okazuje się, że niełatwo za sobą zamknąć pewien rozdział życia. Czy Tomasz Adamek wróci na ring?

Spekulacji na ten temat jest coraz więcej. Niedawno w programie „Puncher” w Polsacie „Góral” zadeklarował, że chciałby ponownie wejść do ringu. Od razu pojawiły się spekulacje o powrocie pięściarza urodzonego w Żywcu na bokserskie salony.

Źle na emeryturze

Niektórzy odliczają lata, miesiące, dni do osiągnięcia wieku emerytalnego. Liczą, że w końcu będą mieli okazję odpocząć i skorzystać z życia. Los sportowca rządzi się swoimi prawami. Wielu chce rywalizować jak najdłużej, ale czasami zdrowie nie dopisuje, forma już nie ta i decydują się odejść. Niektórzy zaskakują swoimi decyzjami, a inni przygotowują publikę na zakończenie kariery.

„Ciągnie wilka do lasu”. Trudno wytrzymać bez rywalizacji, więc „emeryci” często podnoszą się z fotela i wracają na ring. W tym roku przygodę z boksem zakończył Albert Sosnowski. „Dragon” pokonał w drugiej rundzie Andrasa Csomora podczas marcowej gali w Żyrardowie. Spokojnie, nikomu nic się nie przywidziało. 37-latek wystąpił we wrześniu na gali w Gdańsku. Postanowił wrócić i zmierzyć się z Andrzejem Wawrzykiem. Były mistrz Europy w wadze ciężkiej poddał się po piątej rundzie. Za to z przytupem wrócił Manny Pacquiao. 5 listopada Filipińczyk pokonał Jessiego Vargasa i wywalczył pas mistrza świata WBO kategorii półśredniej. Teraz czeka na kolejnego rywala, choć kwietniowa walka z Timothy'm Bradley'em miała być uwieńczeniem jego kariery. Ponoć „tylko krowa nie zmienia zdania”. 

Czy na taki krok zdecyduje się Tomasz Adamek? Przed kwietniowym starciem z Ericem Moliną „Góral” zapowiadał, że w przypadku porażki pożegna się z boksem. Amerykanin wygrał przed czasem w dziesiątej rundzie. Minęło kilka miesięcy i Adamek coraz śmielej mówi, że brakuje mu treningów i ringu. Szczegóły sprawy nie są znane. Nie wiadomo, kiedy i z kim miałby walczyć 40-latek. Trzeba cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń.

Dał nam wiele radości

„Góral” to jeden z najlepszych polskich bokserów ostatnich lat. Kariera Adamka na zakręcie znalazła się po porażce z Arturem Szpilką. Walka była określana jako pojedynek o prymat w polskiej wadze ciężkiej. „Szpila” odsunął Adamka w cień, który później pokonał jeszcze Przemysława Saletę i poległ ze wspomnianym Moliną.

Jednak przez lata bokser z Żywca dawał polskim miłośnikom boksu wiele emocji. Wszyscy pamiętają zacięte boje z Paulem Briggsem, których stawką był tytuł WBC wagi półciężkiej. Na swoim koncie polski pięściarz zapisał pasy IBO i IBF kategorii juniorciężkiej. Próbował sił w wadze ciężkiej, gdzie dotarł do walki o pas WBC. Nie wytrzymał trudów walki z Witalijem Kliczko i poległ w dziesiątej rundzie. Wygrał 50 walki. Czy dołoży triumf numer 51?

KM

Nishida zakończyła karierę

„Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. Jedni odciągają ten moment w nieskończoność, a inni zaskakują swoją decyzją. 30-letnia judoczka Yuka Nishida postanowiła zakończyć karierę.

Japonka ma za sobą bogatą karierę. Przez lata utrzymała się w czołówce kategorii 52kg. 

Rodzinne tradycje

Yuka Nishida ma judo we krwi. Jej ojciec, Takahiro, największe sukcesy odnosił w latach 70. W 1976 roku triumfował w mistrzostwach świata juniorów, a w 1981 roku wygrał prestiżowy turniej w Paryżu. Co ciekawe, Nishida zajął siódme miejsce podczas mistrzostw świata w Seulu. W Korei po brązowy medal sięgnął Wiesław Błach.

30-letnia Yuka Nishida może pochwalić się zdecydowanie większymi osiągnięciami niż ojciec. W 2010 roku Japonka sięgnęła gwiazd, kiedy to wywalczyła złoty medal mistrzostw świata. Rok później była o krok od powtórzenia sukcesu, jednak rywalizację w Paryżu zakończyła ze srebrnym medalem. Na swoim koncie zapisała również brąz mistrzostw świata, który zdobyła w 2007 roku.

Szczyt formy Nishidy przypadał na latach 2010-2012. Wtedy była jedną z najgroźniejszych zawodniczek kategorii 52kg na świecie, co potwierdzają medale mistrzostw świata. W międzynarodowych startach nie miała sobie równych i w kolejnych zawodach zajmowała czołowe lokaty. W 2010 triumfowała w Grand Slamach w Moskwie i w Tokio, a także w Pucharze Świata w Ułan Bator. Zapisała na swoim koncie również trzy medale prestiżowych zawodów Masters. Czterokrotnie wygrywała zawody Grand Slam, dwukrotnie Grand Prix. Dominowała również na kontynencie azjatyckim. W 2011 i 2012 roku była bezkonkurencyjna podczas mistrzowskich zmagań. 

Później wiodło jej się różnie. Coraz rzadziej pojawiała się na arenie międzynarodowej. W 2015 roku Nishida sięgnęła po brązowy medali mistrzostw Azji. Wygrała również zawody Grand Prix w Qingdao. Do końca walczyła o kwalifikację olimpijską, aby wystartować w Rio de Janeiro. Nie udało się. Nishida nie spełniła marzenia o starcie na igrzyskach olimpijskich. 

W ostatnim występie nie przebrnęła nawet eliminacji. Już na starcie japońskiego turnieju Kodokan Cup 30-latka pożegnała się z rywalizacją. Yuka Nishida podjęła decyzję o zakończeniu bogatej kariery, w której do pełni szczęścia zabrakło jej tylko medalu olimpijskiego.

Kolejna z wielkich

Judo jest ściśle związane z japońską kulturą, więc zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni należą do najlepszych na świecie. Jedni kończą bogate kariery, ale na ich miejsce pojawiają się nowe gwiazdy.

W ostatnim czasie decyzję o zakończeniu kariery podjęła Haruna Asami (48kg). 28-letnia zawodniczka wywalczyła cztery medale mistrzostw świata, w tym dwa złote. W wieku 30 lat z tatami pożegnał się mistrz świata z Tokio z 2010 roku Hiroyuki Akimoto. Japończyk najpierw rywalizował w kategorii 66kg, a następnie w 73kg.

Fot. judobase.org

KM

Co z przyszłością Pacquiao?

W kwietniu Manny Pacquiao miał stoczyć ostatnią walkę. Filipińczyk pokonał Timothy'ego Bradleya i odszedł na sportową emeryturę. Po siedmiu miesiącach ponownie zameldował się w ringu. Wygrał i czeka na kolejny pojedynek. Z kim zmierzy się popularny „Pacman”?

Wszyscy pamiętają najdroższy pojedynek w historii boksu. 2 maja 2015 roku Pacquiao zmierzył się z Floydem Mayweatherem Jr. Lepszy okazał się Amerykanin, a Filipińczyk porażkę tłumaczył kontuzją barku. Przewijał się temat rewanżu, jednak obaj bokserzy zakończyli kariery. Pacquiao wrócił…

Wielki rewanż?

Po starciu z Mayweatherem, Pacquiao przeszedł operację i dochodził do pełnej sprawności. Kolejny pojedynek stoczył blisko rok po spotkaiu z „Moneyem”. „Pacman” stanął naprzeciw Bradleya. Było to trzecie spotkanie pięściarzy i decydujące o tym, który jest lepszy. Triumfował „Pacman” i powiedział „dość”. Zdecydował, że dalej będzie realizował się w polityce. Zdobył mandat senatorski, aby działać na rzecz dobra wspólnego i rozwoju Filipin. W garniturze wyglądał dobrze, ale brakowało mu ringu. W końcu zapadła decyzja i 37-latek wrócił do sportowej rywalizacji. 

5 listopada wszedł do ringu z Jessim Vargasem. Ani przez chwilę nie było różnicy wieku, która wynosi 10 lat. Już w drugiej rundzie Meksykanin leżał na deskach, jednak do końca ambitnie walczył. Decyzją sędziów triumfował Pacquiao.

37-letni Filipińczyk wywalczył tytuł mistrza świata WBO wagi półśredniej. To kolejny pas w bogatej karierze Pacquiao, który święcił triumfy m.in. w wadze muszej i lekkiej. Powrót Pacquiao zrodził wiele pytań, a wygrana z Vargasem jeszcze więcej. Przede wszystkim o kolejnego rywala i kształt dalszej przygody „Pacmana” z boksem. Nie da się ukryć, że ponownie odżywają głosy o rewanżu z Mayweatherem. Jednak „Money” po 49. wygranych walkach na zawodowym ringu pożegnał się z boksem. W ostatnim pojedynku pokonał Andre Berto.

Trudno oceniać realność kolejnego starcia Pacquiao z Mayweatherem, choć na obecną chwilę wydaje się ono niemożliwe. Chyba, że na stole pojawi się ogromna suma, które pobije wszystkie rekordy. Bez wątpienia pojedynek bokserskich mistrzów sprzedałby się bez problemu. Warto pamiętać, że panowie są coraz starsi. Racja – mogą być jak wino, ale szczyt formy mają raczej za sobą.

Będzie Broner?

Kandydatem do rywalizacji z Pacquiao jest Adrien Broner. 27-latek urodzony w Cincinnati miał już na swoim koncie pasy WBO w kategorii junior lekkiej i WBC w lekkiej. W ostatnim starciu pokonał Ashleya Theophane'a, co pozwoliło mu wywalczyć tytuł WBA w wadze super lekkiej. Broner ma już w planach kolejną walkę. W lutym będzie rywalizował z Adrianem Granadosem.

27-latek ma spore doświadczenie. Stoczył już 34 pojedynki, z których 24 wygrał przed czasem. Zapisał na swoim koncie także dwie porażki. Walka Pacquiao vs Broner również wyglądałaby ciekawie i rodziłaby spore zainteresowanie.

KM

Polskie starcie dla Jędrzejczyk

Pas UFC w kategorii słomkowej nadal w rękach Joanny Jędrzejczyk. Karolina Kowalkiewicz była żądna zwycięstwa i postawiła trudne warunki mistrzyni. Pięć emocjonujących rund sędziowie ocenili na korzyść Jędrzejczyk.

Przed pojedynkiem niektórzy spisywali Kowalkiewicz na straty i wieścili, że 29-latka z Olsztyna ją pożre. Była mistrzyni KSW chciała spełnić marzenia i walczyła jak „równy z równym” z Jędrzejczyk.

Starcie z charakterem

Pojedynek o najwyższą stawkę zrodził ogromne emocje, zwłaszcza w polskich domach. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na święto MMA. Dobra postawa Kowalkiewicz zaowocowała tym, że po trzech zwycięskich walkach w UFC dostąpiła walki o pas. Od początku łodzianka chciała pokazać, iż zasłużyła na ten pojedynek. Pierwsza runda wyrównana, choć mistrzyni zadała kilka celnych ciosów. Kowalkiewicz szukała klinczu, jednak Jędrzejczyk skutecznie się uwolniła.

W drugiej rundzie była mistrzyni KSW postanowiła niepokoić rywalkę. Jędrzejczyk walczyła spokojnie, ale punktowała Kowalkiewicz. Stosowała niskie kopnięcia, które miały zgasić zapędy łodzianki. Kowalkiewicz ruszyła po sprowadzenie, jednak bezskutecznie. Jędrzejczyk kontrolowała sytuację i nie pozwoliła rywalce rozwinąć skrzydeł, choć ta bardzo chciała. Trzecia runda miała podobny przebieg jak poprzednie. Kowalkiewicz starała się zbliżyć do Jędrzejczyk, jednak ta postawiła na wymiany w stójce. Mistrzyni imponowała precyzją. 

Czwarta odsłona mogła być przełomowa. 31-letnia Kowalkiewicz stanęła przed ogromną szansą na pokonanie Jędrzejczyk. Mistrzyni UFC znalazła się w trudnym położeniu po jednej z kombinacji. Posiadaczka pasa w kategorii słomkowej była oszołomiona, co starała się wykorzystać Kowalkiewicz. Słała w stronę rywalki kolejne ciosy, a Jędrzejczyk opadała z sił. Łodzianka poczuła, że może sięgnąć po pas. Ostatnia runda nie była już tak szybka i energiczna jak poprzednia. Jędrzejczyk starała się rozegrać ją spokojnie, a Kowalkiewicz była zmęczona. Pod koniec rundy mistrzyni zadała kilka mocnych łokci. 

Stoczyły morderczy i emocjonujący bój. Jędrzejczyk starała się wykorzystać swoje doświadczenie i mądrze dysponować siłami. Z kolei dla Kowalkiewicz nadszedł moment, w którym mogła zaprezentować swój repertuar. Ostatecznie sędziowie byli zgodni i wszyscy punktowali 49:46 na korzyść Jędrzejczyk.

Drugi pas Conora

Conor McGregor tworzy nową historię! Irlandczyk pokonał Eddiego Alvareza i wywalczył drugi pas UFC.

McGregor był głodny kolejnego tytułu i od razu ruszył na rywala. Lewy sierpowy powalił Amerykanina na deski, jednak mistrz nie dawał za wygraną. Wstał i walczył, ale ograniczał się do obrony przed szalejącym McGregorem. W drugiej rundzie Alvarez szukał obalenia, jednak Irlandczyk nie pozwolił sprowadzić walki do parteru. Potężny sierp i Amerykanin znalazł się na deskach. McGregor mistrzem wagi lekkiej! Irlandczyk ma na swoim koncie także tytuł w wadze piórkowej, który wywalczył pokonując Jose Aldo.

W kategorii półśredniej Tyron Woodley bronił tytułu w starciu ze Stephenem Thompsonem. Pięciorundowy pojedynek zakończył się remisem. W związku z tym pas pozostał w rękach Woodleya. 

Yoel Romero lepszy od Chrisa Weidmana. W trzeciej rundzie Kubańczyk potraktował rywala kolanem w głowę i dobił ciosami. Była mistrzyni w kategorii koguciej Miesha Tate przegrała na punkty z Raquel Pennington. Z kolei Frankie Edgad okazał się lepszy od Jeremy'ego Stephensa.

fot. sherdog.com

KM

Młodzież bez medalu

Młodzieżowe Mistrzostwa Europy U-23 w Tel Avivie w judo pod dyktando Rosjan. Polakom nie udało się wywalczyć żadnego medalu.

Do Izraela pojechała dwunastoosobowa kadra, w której nie brakowało zawodników notujących w tym roku dobre występy. Wystarczy zwrócić uwagę na Piotra Kuczerę (90kg). 21-latek z Rybnika w tegorocznych mistrzostwach Europy seniorów sięgnął po brąz. W Tel Avivie sukcesu nie udało się powtórzyć.

Panie były blisko

Po starcie Kuczery obiecywano sobie wiele. Zwłaszcza, że we wrześniu potwierdził formę trzecim miejscu wywalczonym w Grand Prix w Zagrzebiu. Na jego korzyść przemawiało również 37. miejsce w światowym rankingu. Jednak w Tel Avivie Polak przepadł już w pierwszej rundzie. Jego rywalem był Mihael Zgank, który szukał swojej szansy i w końcu ją znalazł. Słoweniec zapisał na swoim koncie trzy shido, ale przeprowadził akcję punktowaną jako yuko i mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

Rok temu w Bratysławie po brązowy medal młodzieżowych mistrzostw Europy sięgnęła Anna Borowska (57kg). Tym razem Polka przepadła już w pierwszej walce. Borowska przegrała z Adi Grossman jedną karą shido. Szybko z rywalizacją pożegnała się Urszula Hofman (70kg). 21-latka jechała do Tel Avivu jako brązowa medalistka poprzednich mistrzostw, ale tym razem już w pierwszej walce trafiła na dobrze dysponowaną rywalkę. Elisavet Teltsidou w niecałą minutę rozstrzygnęła pojedynek na swoją korzyść. Ostatecznie Greczynka w Izraelu sięgnęła po brązowy medal.

Nieco lepiej wypadła Beata Pacut (78kg), która w ubiegłym roku w Bratysławie zajęła trzecie miejsce. Start w Tel Avivie zakończyła na siódmej pozycji. Zwyciężczyni tegorocznego Pucharu Świata w Warszawie zmagania w młodzieżowych mistrzostwach Europy zaczęła od wygranej z Rumunką Alexandrą Mazilu. W kolejnym starciu lepsza okazała się Anastasiya Turchyn, która w Izraelu sięgnęła po złoto. Pojedynek repasażowy to liczne próby Pacut, która zapisała na swoim koncie trzy kary shido i walnie przyczyniła się do wygranej Włoszki Giorgii Stangherlin.

Najlepsze wyniki spośród naszych reprezentantów zanotowały Paula Kulaga (78kg) oraz Anna Załęczna (+78kg), które w swoich kategoriach zajęły piąte lokaty. Pierwsza wygrała dwie walki i w półfinale zatrzymała ją Antonina Shmeleva. Kulaga walczyła o brąz z Stangherlin, która wcześniej pokonała Beatę Pacut. Włoszka miała metodę na Polki. Obie przegrały… karami shido. Załęczna zaczęła od wygranej z Michelle Boyle, jednak w kolejnym starciu lepsza okazała się Ivana Sutalo. Ostatecznie Chorwatka triumfowała w Tel Avivie. W repasażach yuko dało zwycięstwo Załęcznej i walkę o brąz. Medal Polce sprzątnęła Jodie Myers.

Pod dyktando Rosji

Rosjanie brylowali w Tel Avivie, choć wywalczyli dwa złote medale, tak jak Ukraińcy i Grecy. Z tym, że reprezentanci Sbornej łącznie zdobyli dziesięć krążków. Z kolei Ukraińcy sięgnęli po trzy, a Gruzini po dwa medale.

W młodzieżowych mistrzostwach Europy U-23 wystartowało 321 judoków.

KM

Trump obejrzy polską wojnę?

W ostatnich dniach cały świat żył rywalizacją o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wybory wygrał kontrowersyjny Donald Trump, który w wyścigu do Białego Domu pokonał Hillary Clinton. W nocy z 12 na 13 listopada w Nowym Jorku może być jednym z widzów gali UFC 205, podczas której o pas w kategorii słomkowej zmierzą się Joanna Jędrzejczyk i Karolina Kowalkiewicz.

Szykuje się emocjonujące widowisko. Poziom sportowy będzie gwarantowany przez czołowych zawodników UFC takich jak Conor McGregor, Donald Cerrone czy Chris Weidman. Właściciel najlepszej organizacji MMA na świecie zdradził, że galę może uświetnić obecność 45. prezydenta USA.

Może się pojawi

Dan White doskonale zna Trumpa, który swego czas pozwolił na organizację gali UFC w kasynie Atlantic City. Wtedy MMA było jeszcze dość anonimowe, a między panami narodziły się dobre relacje. Minęło kilkanaście lat i wszystko uległo zmianie. UFC i Trump są w zupełnie różnych miejscach, ale zdecydowanie są to zmiany in plus. 

W czwartek, 9 listopada, miliarder spotkał się w Nowym Jorku z Barackiem Obamą, którego zastąpi na prezydenckim stanowisku. Niewykluczone, że Trump zagości nieco dłużej w najludniejszym mieście USA. Szczegóły ujawnia Dan White. – Trump powiedział mi, że pojawi się na gali, jeżeli zostanie wybrany na prezydenta. Nie wiem, czy Donald wie dokładnie jakie obowiązki go czekają – przedstawia właściciel UFC. – Nie będę z nim przy telefonie każdego dnia. Mam nadzieję, że zrobi dużo dla naszego kraju – dodaje.

Obecność Trumpa nie wpłynie na poziom zainteresowania galą UFC 205. O ten zadbają zawodnicy. W Nowym Jorku dojdzie do trzech starć, których stawką będą pasy mistrzowskie.

Polskie marzenia

Miłośnicy MMA znad Wisły mogą być dumni. W Nowym Jorku zmierzą się dwie Polki, które powalczą o pas w kategorii słomkowej. Joanna Jędrzejczyk przebojem wdarła się do UFC i po dwóch zwycięskich walkach stanęła do rywalizacji o tytuł. Podczas gali UFC 185 w Dallas uporała się z Carlą Esparzą, którą zastopowała w drugiej rundzie. Dodatkowo otrzymała 50 tysięcy dolarów za występ wieczoru. W lipcu uporała się z Claudią Gadelhą (drugi raz w UFC) i po raz trzeci obroniła tytuł. Teraz zmierzy się ze swoją rodaczką. 

Najpierw Karolina Kowalkiewicz zdominowała żeńską rywalizację w KSW, a teraz chce podbić UFC, w której debiutowała blisko rok temu. Trzy zwycięskie walki okazały się przepustką do walki o pas mistrzowski. Jędrzejczyk jest mocna i skuteczna, z kolei o Kowalkiewicz to niewygodna rywalka. Zapowiada się biało-czerwone święto w Nowym Jorku. Jedno jest pewne – kategoria słomkowa pozostanie w polskich rękach.

W Nowym Jorku pasa w wadze średniej będzie bronił Tyron Woodley. 34-letni Amerykanin tytuł wywalczył na UFC 201, kiedy już w drugiej minucie znokautował Robbie'go Lawlera. Najbliższym rywalem Woodleya będzie Stephen Thompson, który wygrał siedem kolejnych walk. W czerwcu po pięciorundowym boju pokonał Rory'ego MacDonalda.

Wyjątkowe ma być starcie Eddie'go Alvareza z Conorem McGregorem. Stawką walki wieczoru ma być pas kategorii lekkiej. McGregor chce tworzyć nową historię. Irlandczyk ma już na swoim koncie pas w kategorii piórkowej i chce sięgnąć po kolejny. Alvarez tanio skóry nie sprzeda.

KM

Mistrzostwa Polski Muay Thai Starachowice 2016 – Zapowiedź

Zapraszamy na krotki film zapowiedź Mistrzostw Polski Muay Thai, które odbęda się w dniach 9-11 grudnia br. w Starachowicach. Organizatorami mistrzostw są Polski Związek Kickboxingu oraz klub Dragon Starachowice. Warto przypomnieć, że Mistrzostwa Polski Muay Thai odbęda sie po raz drugi w Starachowicach zatem spodziewać sie mozemy perfekcyjnej organizacji oraz wspaniałych walk.

[kod]

Usyk poznał rywala

W pierwszej obronie pasa mistrzowskiego WBO w wadze junior ciężkiej Ołeksandr Usyk spotka sie z Thabiso Mchunu. Pierwotnie ukraiński czempion miał rywalizować z Damirem Beljo.

29-latek wszedł na szczyt w wadze junior ciężkiej, ale teraz stanie przed kolejnym wyzwaniem. Stara prawda mówi, że na szczyt łatwiej wejść niż się na nim utrzymać. Pierwszy pojedynek w roli mistrza stoczy 17 grudnia.

Zagości poza Europą

Usyk wszedł na najwyższy poziom. Jeszcze niedawno był dobrze rokującym pięściarzem, który posiada ogromne umiejętności. Kawał potężnie zbudowanego chłopa budził respekt, jednak zwracano uwagę na nikłe doświadczenie zawodowe urodzonego w Symferopolu pięściarza. Usyk dostał szansę rywalizacji z Krzysztofem Głowackim o pas WBO w kategorii junior ciężkiej. Spotkało się dwóch mocnych pięściarzy. 

Wszyscy w pamięci mieli piekielnie trudny i pełen zwrotów akcji pojedynek „Główki” z Marco Huckiem, w którym Polak sięgnął po pas. Nikt się nie spodziewał, że Niemiec bośniackiego pochodzenia może stracić tytuł. A jednak! W przypadku rywalizacji z Głowackiego z Usykiem podejrzewano, że pas może zmienić właściciela.

Tak się stało 17 września w gdańskiej Ergo Arenie. Ukrainiec pokazał siłę, charakter oraz dojrzałość i wygrał jednogłośnie na punkty. Złoty medalista olimpijski z Londynu zapisał kolejną piękną kartę w karierze, ale musi potwierdzić, że zasługuje na pas. Najbliższe walki to zweryfikują. Teraz Usyk stanie się celem dla innych bokserów i będzie atakowany z każdej strony. Wydaje się, że jest odporny i twardy psychicznie.

Zaplanowana na 17 grudnia walka Usyka z Thabiso Mchunu odbędzie się w Inglewood. Dla Ukraińca będzie to pierwsze starcie w zawodowej karierze poza Europą. Wiadomo –  rywalizacja w Stanach to ogromny prestiż i zupełnie inne pieniądze. Usyk wdrapał się na pozycję gwiazdy. Z tronu postara się go zepchnąć Thabiso Mchunu.

Rywal mocny u siebie

28-letni bokser z Republiki Południowej Afryki stoczył 19 walk, z czego 17 wygrał. Na zawodowym ringu debiutował w 2007 roku. Dotychczas stoczył dwa pojedynki w Stanach Zjednoczonych i wykazał się stuprocentową skutecznością. O tych walkach warto pamiętać, bo Mchunu pokonał nie byle kogo. Najpierw uporał się z Eddie'm Chambersem, który swego czasu rywalizował z Władimirem Kliczko o prymat w wadze ciężkiej. W kolejnym starciu w USA pokonał Olanrewaju Durodolą, niedoszłego przeciwnika Krzysztofa Włodarczyka.

Pretendent do pasa WBO w maju wywalczył tymczasowy panafrykański pas WBA. Wcześniej Mchunu zdobywał tytuły krajowe, zapisał na swoim koncie także pas NABF. Ostatnią porażkę zanotował w maju 2015 roku, kiedy to przez nokaut przegrał z Ilungą Makabu.

Z pewnością Usyk będzie faworytem w pierwszej obronie tytułu, do której dojdzie 17 grudnia w Inglewood. Dla Mchunu możliwość walki o pas jest dużym wyróżnieniem. Pierwotnie ukraiński mistrz miał spotkać się z Damirem Beljo, jednak ten wycofał się z rywalizacji ze względu na niedyspozycję spowodowaną kontuzją nogi.

Ostatni pojedynek w karierze w Inglewood ma stoczyć Bernard Hopkins. Jego rywalem będzie Joe Smith Jr.

Fot. en.molbuk.ua

KM

Mistrzowskie wyzwanie młodzieży

Tel Aviv czeka na judoków, którzy wystartują w młodzieżowych mistrzostwach Europy U-23. Impreza odbędzie się w dniach 11-12 listopada. Polacy staną przed trudnym wyzwaniem. Muszą zmierzyć się z mocnymi rywalami i wynikiem z poprzedniego roku, kiedy sięgnęli po sześć medali.

Bratysława okazała się szczęśliwa dla biało-czerwonych. Pytanie, czy Polacy podtrzymają dobrą passę. Do Tel Avivu wybierają się trzy zawodniczki, które w ubiegłym roku wywalczyły medale podczas młodzieżowych mistrzostw Europy.

Powtórzyć sukces

Ponownie na podium stanąć będzie chciała Anna Borowska (57kg). Judoczka Polonii Rybnik w Bratysławie sięgnęła po brązowy medal. Z kolei w 2014 roku świętowała złoto podczas mistrzostw Europy juniorów. Borowska coraz śmielej przebija się w rywalizacji seniorskiej. Tegoroczne starty musi uznać za udane, gdyż w Pucharze Europy w Sarajewie zajęła 1. miejsca, a w Warszawie i Tallinie stanęła na najniższym stopniu podium.  Tak dobrych wyników nie ma Urszula Hofman, brązowa medalistka z Bratysławy. 21-latka judoczka w tym roku zaprezentowała się w Pucharze Europy w Tallinie, jednak odpadła już w pierwszej rundzie. 

Ostatnie dwa lata to owocny okres w karierze Beaty Pacut (78kg). Regularnie zajmowała miejsca w czołówce podczas występów w Pucharach Świata juniorów. W 2015 roku wywalczyła 5. miejsce na mistrzostwach świata juniorów i brąz podczas europejskiego czempionatu. Coraz lepiej prezentuje się na poziomie seniorskim. W lutym triumfowała podczas zmagań Pucharu Świata w Warszawie. Blisko podium była w Dubrovniku i Podcetrtek, gdzie zajmowała piąte miejsca. We wrześniu zdobyła brąz podczas Pucharu Europy w Tallinie.

Trzy ciekawe nazwiska, jednak każda z naszych judoczek jest na innym etapie. Hofman ma najmniej doświadczenia na poziomie seniorskim, ale w startach juniorskich radzi sobie dobrze. Pacut to 60. zawodniczka światowego rankingu w kategorii 78kg, a Anna Borowska jest 83. w 57kg.

Medal seniorski, czas na młodzieżowy

Piotr Kuczera (90kg) to bohater tegoroczny mistrzostw Europy seniorów w Kazaniu. 21-latek z Rybnika sięgnął po brązowy medal, co sprawiło, że znalazł się na ustach wszystkich. W Tel Avivie Kuczera ma potwierdzić swój potencjał. Pytanie, czy właściwie musi? Wystarczy przypomnieć, że w zeszłym roku zdobywał brązowe medale podczas mistrzostw Europy i świata. Polak jest mocny i poczyna sobie coraz śmielej. Bez wątpienia jest naszą medalową nadzieją podczas MME.

W Tel Avivie zaprezentuje się dwunastoosobowa kadra Polski. Oprócz Borowskiej, Hofman, Pacut, Kuczery zaprezentują się: Julia Kowalczyk (57kg), Sandra Lickun (70kg), Paula Kulaga (78kg), Anna Załęczna (+78kg), Adrian Wala (60kg), Patryk Wawrzyczek (66kg), Wiktor Mrówczyński (73kg) oraz Damian Stępień (81kg).

Fot. PZJudo

KM

Historia lubi się powtarzać

Marcin Held inaczej wyobrażał sobie debiut w UFC, ale mimo porażki, pozostawił po sobie dobre wrażenie. Początki zawsze są trudne. 24-latek podobnie zaczynał swoją przygodę z Bellatorem.

Zewsząd słychać, że Held to talent czystej wody, przed którym przyszłość usłana sukcesami stoi otworem. Zawodnik z Tych pokonuje kolejne szczeble kariery. Wybił się w Bellatorze, więc mógł trafić tylko w jedno miejsce – do oktagonu UFC.

Sanchez nie dał się

Diego Sanchez miał sprawdzić umiejętności debiutującego w najlepszej organizacji MMA na świecie Helda. 34-letni Amerykanin zna UFC niemalże z każdej strony. Sanchez i Held to dwa różne pokolenia. Amerykanin przygodę z UFC zaczął od programu The Ultimate Fighter. Dotarł do finału, w którym w pierwszej rundzie pokonał Kenny'ego Floriana. Dopiero trzy lata później Held zaprezentował się na gali Abak Moto. 

Sanchez to ciekawa postać. Toczył pojedynki w czterech kategoriach wagowych. W 2006 roku wykryto w jego organizmie marihuanę, co wiązało się z zawieszeniem na trzy miesiące. Najlepszy okres w karierze Sancheza to lata 2007-2009, które zwieńczyła walka o tytuł wagi lekkiej z B.J. Pennem. Popularny „The Nightmare” poległ i później popadł w przeciętność. Za porażkę z Joe Lauzonem zrehabilitował się w starciu z Heldem, które Polak rozpoczął z animuszem i ogromnymi chęciami na zwycięstwo. 24-latek zapiął rywalowi gilotynę w stójce, jednak ten wykorzystał siatkę i wyszedł z opresji. 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia – nie inaczej było w tym przypadku. Held odważnie zaczął drugą odsłonę, ale Sanchez szybko przejął inicjatywę. Nie zrobił nic zaskakującego, lecz kontrolował przebieg walki. Nie pozwolił Heldowi na zbyt wiele, choć ten dwoił się i troił. Tym razem doświadczenie wzięło górę. 

Co ciekawe, rok temu Polak walczył o tytuł w organizacji Belltor i przegrał z Willem Brooksem. Walka miała miejsce 6 listopada, a debiut w UFC przypadł na… 5 listopada. 

Wyciągnąć wnioski

Było trochę o karierze Sancheza i jego początkach w UFC, więc teraz należy pochylić się nad Heldem. 24-latek przygodę z Bellatorem rozpoczął w 2011 roku. W ćwierćfinale turnieju wagi lekkiej przegrał z Michaelem Chandlerem. Kolejne występy kończyły się triumfami Helda, który wyrobił sobie markę w Bellatorze. W 2013 roku był w finalistą turnieju wagi lekkiej, a rok później okazał się najlepszy.

Warto zatrzymać się przy pojedynku z Chandlerem. Nie da się ukryć, że adaptacja do nowej rzeczywistości bywa trudna. Chodzi o pewne wyczucie, adaptację i wypracowanie mechanizmów pozwalających poczuć się pewnie. Ich brak wiąże się z pewnymi obawami, niepokojem.

Mówi się „pierwsze śliwki robaczywki” – coś w tym jest. Minęło ponad pięć lat i w przypadku Helda mamy swoistą powtórkę. Z pewnością wejście do Bellatora i UFC miało wyglądać inaczej. Nie należy się martwić. Held w debiucie w UFC pokazał, że ma spory potencjał i co najważniejsze – chce rywalizować. 

Patrząc na rozwój jego kariery w Bellatorze można być optymistą. Tam doszedł do walki o tytuł mistrzowski. A więc co? Trzeba czekać aż jego talent eksploduje również w UFC.

Fot. sherdog.com

KM

Nowe miejsce i termin gali FEN 15!

Sensacyjny zwrot akcji! Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, najbliższa gala Fight Exclusive Night nie odbędzie się w marcu na warszawskim Torwarze. „Na FEN 15 Final Strike zapraszamy kibiców już 14 stycznia do Lubina!” – informuje prezes organizacji Paweł Jóźwiak. Wydarzeniem gali  w hali RCS będą aż dwie walki o pasy mistrzowskie federacji FEN.

Zmiana w przyszłorocznym terminarzu Fight Exclusive Night to spore zaskoczenie. Skąd ta niespodziewana decyzja? „W 2016 roku narzuciliśmy sobie ostre tempo, organizując aż pięć gal. Dlatego jeszcze przed FEN 14 Silesian Rage uznaliśmy, że przyda nam się dłuższa przerwa przed kolejną imprezą – wyjaśnia Paweł Jóźwiak. – Kiedy jednak opadły emocje po gali w katowickim Spodku i daliśmy sobie trochę wolnego na zregenerowanie sił, doszliśmy do wniosku, że wcale nie potrzebujemy aż tyle czasu. Szczególnie że kibice codziennie pytali nas, czy naprawdę będą musieli tak długo czekać na kolejną galę. Zmieniliśmy nasze plany przede wszystkim dla nich, ale także dla siebie, bo od organizowania gal jesteśmy już chyba uzależnieni” – dodaje prezes FEN.

Styczniowe gale FEN w lubińskiej hali RCS powoli stają się tradycją. Federacja Fight Exclusive Night gościła tu już dwa razy, organizując widowiskowe, stojące na wysokim poziomie sportowym gale FEN 5 Cuprum Heroes w ubiegłym roku i jubileuszową FEN 10 Gold Edition na początku tego roku. „Obie gale zgromadziły na trybunach komplet kibiców, którzy zrobili fantastyczną atmosferę w hali, więc spodziewamy się, że podobnie będzie za dwa miesiące. Zwłaszcza że w klatkoringu walczyć będzie wielu znakomitych zawodników z Lubina i całego Dolnego Śląska” – mówi Paweł Jóźwiak.

Najważniejszymi wydarzeniami gali FEN 15 Final Strike będą dwa pojedynki o pasy mistrzowskie w formule K-1. W walce wieczoru o pas w kategorii do 77 kg walczyć będą niepokonani w klatkoringu FEN legniczanin Paweł Biszczak, mistrz świata K-1 z 2014 roku oraz wielokrotny mistrz Polski w karate kyokushin i kickboxingu, i Wojciech Wierzbicki ze Zgorzelca, mistrz Europy w K-1 z 2014 roku, który tymczasowy pas mistrzowski zdobył na gali FEN 12 Go For it we Wrocławiu, pokonując Belga Zakarię Baitara. O tytuł mistrzowski w Lubinie walczyć będzie także największa kobieca gwiazda federacji FEN – wrocławianka Róża Gumienna, która w 2013 roku zdobyła tytuł mistrzyni świata WAKO i Puchar Świata w formule low-kick, a rok później Puchar Świata w K-1.

Na FEN 15 Final Strike wystąpią również inni mocni zawodnicy z Dolnego Śląska, wśród nich niedawni pretendenci do pasa Marcin Zontek z Kamiennej Góry i wrocławianin Michał Michalski oraz reprezentujący Lubin Paweł Kordylewicz i Michał Miłek. W fight cardzie gali znalazły się też starcia z udziałem Adama Golonkiewicza i Mateusza Głąba.

Federacja FEN zapewnia, że przygotowania do zapowiedzianej już w październiku wiosennej gali w Warszawie idą zgodnie z planem. „Poza numerem gali nie zmienia się nic – mówi prezes Jóźwiak. – Gala na stołecznym Torwarze odbędzie się 11 marca, a wystąpią na niej między innymi mistrzowie organizacji FEN, Francuz Davy Gallon i Przemysław Mysiala, były zawodnik UFC Paweł Pawlak oraz Paweł Żelazowski, który w klatkoringu FEN stoczył dwie efektowne, zwycięskie walki”.

Sprzedaż biletów na styczniową galę FEN 15 Final Strike w Lubinie rozpocznie się już jutro – będzie je można kupić w serwisach Eventim.pl oraz KupBilet.pl.

FEN

Pudzianowski i Popek – walka czy pokazówka?

Walka na którą wszyscy czekają tuż tuż. Zostały ostatnie miesiące na przygotowania i ostatnie doszkalanie technik. To już 3 grudnia bieżącego roku odbędzie się walka która budzi tak wiele kontrowersji oraz szumu medialnego. W grudniu zmierzą się ze sobą dwaj zawodnicy w Krakowie na TAURON Arenie. Mowa tu oczywiście o zawodnikach takich jak Mariusz "Pudzian" Pudzianowski oraz Paweł "Popek" Rak. To właśnie między nimi odbędzie się walka wieczoru podczas gali KSW 37. Pudzian to wielu osobom postać znana. Były strongemn z kilkoma tytułami mistrzowskimi. Od paru lat jest to pełnoprawny i profesjonalny zawodnik MMA. Popek to natomiast znany raper oraz były zawodnik MMA. Obie osoby można określić mianem celebrytów oraz osób zdecydowanie publicznych i rozpoznawalnych.

 

Rapper Popek i MMA

Paweł "Popek" Rak to bardzo znany polski raper z wieloma sukcesami na swoim koncie. Jego wideoklipy osiągają po parędziesiąt milionów wejść i to w zaledwie kilka tygodni od premiery. Popek Monster nie jest jednak raperem któremu nagle się zamarzyło by zostać fighterem. Popek ma na swoim koncie trzy profesjonalne walki. Jednak ostatnia miała miejsce aż w 2008 roku. Tak długa przerwa w walkach była spowodowana zakazem jaki został nałożony na Pawła po jego ostatniej walce. Kibice Popka zaczęli wszczynać bójki po jego przegranej. Po tym incydencie dostał on zakaz odbywania profesjonalnych walk w Anglii. Nie mógł także wrócić do Polski ponieważ ścigany był listem gończym. Od niedawana jednak sprawa uległa przedawnieniu i raper oraz były zawodnik może legalnie przebywać na terenie Polski. Rekord Popka to aktualnie 3 rozegrane walki z czego jedna to przegrana.

Najsilniejszy człowiek w MMA

Mariusz "Pudzian" Pudzianowski to z kolei sportowiec pełną parą. Wieloletni mistrz świata w zawodach strongmen a aktualnie zawodnik MMA który nieustannie trenuje i stara się dbać o swoją kondycję. Niestety dwie ostatnie walki dla Pudziana okazały się tymi przegranymi. Walka z Pawłem Rakiem może być dla niego tą decydującą. Gdyby Pudzian przegrał trzecią walkę z rzędu to byłaby to dla niego bardzo duża porażką. Jednak wygrana sprawiłaby, że mógłby on znów wrócić na właściwe tory i być może za parę lat powalczyć o pas KSW.

KSW 37 online – prawdziwa walka czy tylko show?

Wiele osób uważa iż tegoroczna walka na KSW 37 online pomiędzy Popkiem i Pudzianem to tylko ustawione show które nie ma nic wspólnego ze sportem. Jak wiadomo w grę wchodzą na prawdę duże pieniądze. Masa osób wykupi dostęp do pay per view tylko i wyłącznie dla Popka i to nie ulega wątpliwości. Jednak czy organizatorzy KSW ryzykowaliby aż tak wiele ustawiając walkę? No i czy sami zawodnicy by się na to zgodzili. Moim zdaniem brzmi to trochę nieprawdopodobnie by Pudzianowski mógł przyjąć na przykład milion złotych za to by poddać walkę z Popkiem. Według mojego rozeznania to będzie to zwykła walka podchodząca trochę pod freak fight. Ściągnie bardzo dużą uwagę oraz masę przypadkowych osób. Jednak może to wyjść na dobre całemu KSW.

Jeśli nie wiesz gdzie można obejrzeć KSW 37 online, to polecamy zapoznać się z podlinkowanym artykułem.

Paczuski wybiera się do Bośni

Radosław Paczuski będzie miał okazję zaprezentować światu swój potencjał. Dobre występy Polaka nie uszły uwadze organizacji K-1 Global, która postanowiła włączyć go do turnieju do 85kg. Zawodnika Quniq Fight Club Warszawa zobaczymy w akcji 3 grudnia w Tuzli w Bośni i Hercegowinie.

Paczuski jest jednym z najlepszych polskich zawodników K-1, co potwierdza w kolejnych występach. Jego walki są niezwykle efektowne, dzięki czemu zyskał ogromną sympatię kibiców. Teraz znalazł się pod lupą K-1 i będzie miał okazję zmierzyć się z czołowymi zawodnikami globu.

Gwiazda rośnie jak na drożdżach

Obserwując Radosława Paczuskiego można dojść do jednego wniosku: ma wszystko to, czego potrzeba, aby osiągnąć sukces. 23-letni fighter nie próżnuje i toczy kolejne walki. Można go podziwiać podczas występów zawodowych m.in. na galach DSF. W swojej karierze stoczył już ponad 100 walk, z których zdecydowana większość kończyła się jego triumfem.

Mimo młodego wieku, Paczuski zapisał na swoim koncie wiele tytułów. Zdobywał medale podczas mistrzostw Polski w kickboxingu oraz muay thai. Paczuski prezentował się udanie na europejskiej arenie. W 2014 roku zdobył srebro podczas mistrzostw Europy muay thai IFMA. Rywalizował także na galach takich organizacji jak King of Kings, MFC czy DSF, której posiada pas mistrzowski w formule K-1 w kategorii do 81kg.

W tym roku należy odnotować zdobycie przez Polaka mistrzostwa świata K-1 Global w Atenach. Przeciwnicy nie mieli żadnych szans. Paczuski zdominował całkowicie rywali i wygrał dwie walki przez nokaut. W zakończonych niedawno mistrzostwach Europy, które odbyły się w Mariobrze 23-latek w formule low kick sięgnął po srebrny medal.

Dobrymi występami Paczuski zwrócił na siebie uwagę. 3 grudnia Polaka zobaczymy w turnieju 85 kg w Tuzli. Dla Paczuskiego to szansa, aby wypromować nazwisko i pokazać, że polski kickboxing ma ogromną siłę rażenia. W październiku na gali w Belgradzie miał wystąpić Tomasz Sarara, jednak wyeliminowała go kontuzja. Okazuje się, że polskim kibicom szybko zostanie to wynagrodzone. Wszyscy będą ściskać kciuki za Paczuskiego!

Organizacja K-1, czyli kolos na glinianych nogach?

Słów kilka o początkach organizacji K-1 pozwoli zrozumieć nam jej charakter i prestiż. Warto nadmienić, że nie są obce jej kłopoty, z którymi zmaga się od kilku lat, jednak nadal stanowi potężną markę. W związku z tym zaproszenie na galę w Bośni dla Paczuskiego należy rozpatrywać jako sukces i docenienie dotychczasowych występów.

Organizacja K-1 powstała w 1993 roku w Japonii, jej „ojcem” był Kazuyoshi Ishii. Z turniejów na szczeblu regionalnym wyłaniano finalistów corocznego K-1 World Grand Prix. Organizacja zyskała popularność i renomę. Pierwszym triumfatorem Grand Prix, które odbyło się w Tokio został Branko Cikatić. Chorwat za zwycięstwo zainkasował 100 tysięcy dolarów. Rok później triumfował Peter Aerts. Na galach organizacji K-1 rodziły się wielkie gwiazdy, które wielbiły tłumy. Jednak z czasem pojawiły się problemy. W 2011 roku działalność K-1 została tymczasowo zawieszona, co tłumaczono koniecznością przeprowadzenia restrukturyzacji organizacji. Wspominano także o rozwoju oraz poszukiwaniu nowych inwestorów. W 2012 roku organizacja trafiła w ręce Mike'a Kima. Pojawiły się nadzieje na lepsze czasy, ale sprawa K-1 jest nadal niezwykle skomplikowana. Rzecz jasna chodzi o pieniądze. W minionych latach dochodziło do sytuacji, w których organizacja nie płaciła zawodnikom za występy. Do jej „drzwi” pukali kolejni chcący odzyskać swoje należności.

K-1 stara się wiązać koniec z końcem i nadal utrzymywać pozycję silnej marki. Z pewnością tradycja przemawia za organizacją z japońskimi korzeniami. Kolejne gale, świetni zawodnicy – to mówi samo za siebie. Warto wspomnieć o epizodzie belgradzkim. O co chodzi? 27 października odbyła się gala K-1 World Grand Prix Europe w Serbii. Mike'a Kima postanowili odwiedzić Orsat Zovko, Mirko Filipović i Dzevad Poturak. 

Nie da się ukryć, że K-1 Global jest rozpoznawalną marką. Kłopoty nieco zachwiały jej pozycją, ale nadal dla wielu zawodników stanowi występ na galach wspomnianej organizacji to spełnienie marzeń.

KM

Temperatura idzie w górę

Ruszyło odliczanie do gali Angels of Glory in Kings Town – II edycja, która odbędzie się już 5 listopada w Sandomierzu. W walce wieczoru w K-1 wystąpią Wojciech Kosowski i Dominik Zadora. Transmisję z gali przeprowadzi telewizja FighTime. Zapraszamy! 

W czerwcu w Kielcach organizacja UCA dała pierwszą próbkę swoich możliwości. Podczas gali zaprezentowało się wielu klasowych kickboxerów. W Sandomierzu UCA chce pójść za ciosem. 5 listopada o godz. 19.30 w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Aleksandra Patkowskiego 2A odbędzie się 10 ekscytujących pojedynków w K-1 oraz jeden bokserski.

Gotowi na wielkie emocje

Organizatorzy z niecierpliwością czekają na rozpoczęcie gali. – Już wszystko gotowe. Należy szykować się na wielkie widowisko. Na gali w Sandomierzu wystąpią klasowi zawodnicy, którzy prezentują wysokie umiejętności – mówi FighTime.pl Grzegorz Wrzesień, prezes UCA.

W walce wieczoru zaprezentuje się Wojciech Kosowski (75kg), który w Kielcach w trzeciej rundzie wygrał z Karolem Siwonią. Teraz rywalem reprezentanta warszawskiej Palestry będzie Dominik Zadora. – Zapowiada się interesujące starcie. Duch wojownika obecny jest w Dominiku. Ze strony jego obozu padły słowa, że chce zmierzyć się z Kosowskim. Będzie szansa, żeby przekonać się o tym, kto jest lepszy – przedstawia Wrzesień.

Organizatorzy wiele obiecują sobie po starciu Huberta Ulikowskiego z Krzysztofem Olszewskim w kategorii 60kg. Po raz kolejny na gali Angels of Glory zaprezentuje się Aneta Kopeć (56kg). – Ulikowski i Olszewski mieli szansę walczyć ze sobą podczas mistrzostw Polski. Lepszy okazał się wtedy zawodnik Palestry. Ulikowski był w Tajlandii, gdzie podnosił swoje umiejętności. Z pewnością będzie chciał wziąć rewanż – tłumaczy Wrzesień. – Po raz kolejny daję szansę Anecie Kopeć, która w Kielcach przegrała z Iwoną Nierodą, ale pokazała się z dobrej strony. Ma duży potencjał. Teraz czeka ją trudna walka z Joanną Różańską. Mogę powiedzieć, że ta, która wygra weźmie udział w kolejnej gali na Słowacji. Obie wywalczyły brązowe medale podczas mistrzostw Polski, nie miały okazji spotkać się po drodze – dodaje. 

W Sandomierzu dojdzie do pojedynków: Adriana Ahmada z Dusanem Gregą, Adama Gielaty z Miroslavem Smolarem, z kolei Marta Waliczek podejmie Martę Gusztab, a Michał Królik zmierzy się z Lukasem Mandinecem. Podczas gali zaprezentują się również: Jarosław Daschke, Iwona Nieroda, Daniel Kolasiński oraz Michał Turyński.

Plany już są

W karcie walk roi się od mocnych nazwisk. Iwona Nieroda zdobywała medale na najważniejszych imprezach. Podczas ostatnich mistrzostw Europy w Mariborze sięgnęła po srebro. Na Słowenii do finału dotarł również Michał Królik, który musiał uznać wyższość fightera z Rosji. Z kolei Michał Turyński to mistrz świata WAKO PRO z Sarajewa. – W karcie walk znalazła się elita K-1. Muszę stawać na wysokości zadania i ściągać najlepszych zawodników z Europy. To gwarancja jakości –  zaznacza prezes UCA.

Przed nami gala w Sandomierzu, a po niej oczekiwanie na kolejne wydarzenie. Już w grudniu w Bardejovie na Słowacji odbędzie się następna odsłona zmagań pod sztandarem UCA. Jak udało nam się ustalić, w walce wieczoru o pas zawodowego międzynarodowego mistrza Słowacji wystąpi Arkadiusz Kaszuba. 

KM

LIVE: Men’s U20 Friendly Tournament

Telewizja BeOnlajn zaprasza na transmisję telewizyjną na żywo z Międzynarodowego Turnieju w Piłce Ręcznej, w której udział wezmą reprezentacje Polski, Szwecji, Norwegii i Słowacji.

PLAN TRANSMISJI:

Piątek (04.11) godz. 16.00 mecz Szwecja vs Słowacja

Piątek (04.11) godz. 18.00 mecz Polska vs Słowacja

Niedziela (06.11) godz. 10.00 mecz Norwegia vs Słowacja

Niedziela (06.11) godz. 12.00 mecz Polska vs Szwecja

UWAGA: Sobotnie mecze nie będą transmitowane.

[kod]

International Youth Handball Tournament

International Youth Handball Tournament

var player = redcdnplayer("redcdnplayer").setup({
file: {
flv: "http://r.dcs.redcdn.pl/liveflv/o2/Marklaw/ZPRP_Chorzow.livx",
hls: "http://r.dcs.redcdn.pl/hls/o2/Marklaw/ZPRP_Chorzow.livx/playlist.m3u8",
dash: "http://r.dcs.redcdn.pl/dash/o2/Marklaw/ZPRP_Chorzow.livx",
ss: "http://r.dcs.redcdn.pl/ss/o2/Marklaw/ZPRP_Chorzow.livx"
},
width: 640,
height: 385,
autoplay: false,
});

Senator wraca na ring

Manny Pacquiao zrezygnował ze sportowej emerytury i postanowił wrócić na ring. Już 5 listopada w Thomas & Mack Center w Las Vegas zmierzy się z Jessie Vargasem. Stawką pojedynku będzie mistrzostwo świata WBO w wadze półśredniej.

Powszechnie wiadomo, że 37-latek aktywnie działa na rzecz Filipin. Z senackim mandatem może w pełni zaangażować się w pracę na rzecz dobra wspólnego. W kwietniu postanowił pożegnać się z boksem i w całości oddać się polityce, jednak po kilku miesiącach zweryfikował plany.

Jeszcze mu mało?

Człowiekowi głodnemu trudniej skupić się na pracy i perfekcyjnie wykonać obowiązki. Wystarczy, że niczym bajkowy Kubuś Puchatek napełnić swój brzuszek i sprawa wygląda zupełnie inaczej. Uśmiech na twarzy, gotowość do działania i niespożyty zapas energii. Czy w takich kategoriach należy rozpatrywać Pacquiao? Jeszcze kilka miesięcy temu pisano peany o jego ringowych osiągnięciach, wspaniałych walkach i zdobytych tytułach. Ktoś napomknął, że nie wytrzyma i wróci. W myśl zasady „ciągnie wilka do lasu”.

„Pacman” zdobywał tytuły w ośmiu kategoriach wagowych – od muszej do lekkośredniej. Przez 21 lat zawodowej kariery stoczył ponad 60 pojedynków. Pacquaio toczył wspaniałe walki z ikonami boksu m.in Oscarem de la Hoyą, Miguelem Cotto czy Antonio Margarito. W kwietniu 37-latek po raz trzeci w karierze spotkał się z Timothy'm Bradleyem. Filipińczyk wygrał drugą walkę z Amerykaninem i powiedział: stop.

Polityka go pociągała, ale nie wciągnęła tak jak boks. Podjął decyzję o powrocie, który ma być wstępem do kolejnych walk. Pacuqiao połączy garnitur i rękawice. Co z tego wyjdzie? Przekonamy się już 5 listopada, ale porażka może oznaczać definitywny koniec. W takich przypadkach często mówi się, że powracający stawia na szali cały swój dorobek. 

Idzie młodość

Jessie Vargas to najbliższy rywal Pacuqiao. Dzieli ich 10 lat różnicy i przepaść w ringowym doświadczeniu. 27-latek wie jak smakuje sukces, bo jest posiadaczem pasa mistrzowskiego WBO w wadze półśredniej. Wcześniej zdobył także tytuł mistrzowski WBA w kategorii superlekkiej. Vargas zdecydował się na rywalizację w wyższej wadze, co niosło ze sobą określone konsekwencje. 

Do tej pory Amerykanin przegrał tylko raz. W ubiegłym roku przegrał z Timothy'm Bradley'em Jr. Łącznie stoczył 27 pojedynków, z których 10 wygrał przed czasem. W zestawieniu z Pacquiao jego dorobek wygląda nader skromnie.

5 listopada Vargas stanie przed najtrudniejszym wyzwaniem w swojej karierze. Ma pas, pokazał już potencjał i nic nie ryzykuje. Porażka nie przekreśli jego dalszej kariery, zwycięstwo pozwoli mu na sportowy awans. A Pacquiao? Filipińczyk musi myśleć tylko o wygranej, bo porażka zepchnie go w bokserską nicość. Triumf w pojedynku z Vargasem ma być dla „Pacmana” przepustką do rywalizacja z Terence'm Crawfordem, czempionem WBO i WBC. 

KM